Do dnia spożycia magicznego płynu "kakało" przygotowywalismy się kilka dni, musielismy zorganizować kilka namiotów żeby móc później iść spać spokojnie, nie ze strachem przypału. Wszystko działo się w poniedziałek, ale opiszę tagże dzień wcześniej.
Dwaj bracia według śledczych handlowali narkotykami i wyjechali do USA. Dziś dobrze im się powodzi i chcą rozliczyć się z przeszłością.
Bracia Łukasz i Marcin W. według śledczych handlowali narkotykami, po czym wyjechali do USA. Dzisiaj są porządnymi, wręcz wzorowymi obywatelami Stanów Zjednoczonych: mają dobre posady, świetnie zarabiają i chcą się rozliczyć z przeszłością. Dlatego skontaktowali się z łódzką prokuraturą, usłyszeli zarzuty i czekają na proces.
Bohaterowie tej niecodziennej historii to 34-letni Łukasz W. i 36-letni Marcin W. z Konstantynowa Łódzkiego. Pierwszy z nich z zawodu jest handlowcem, a drugi kucharzem. Obaj mieszkają i pracują w Stanach Zjednoczonych. Bracia W. zarabiają w USA 3 i 4,4 tys. dolarów
Prokuratura ustaliła, że Łukasz W. pracuje w mleczarni i zarabia 4,4 tysiące dolarów na miesiąc, natomiast Marcin W. jako szef kuchnia otrzymuje co miesiąc trzy tysiące dolarów. Akt oskarżenia w ich sprawie wpłynął właśnie do Sądu Okręgowego w Łodzi.
Prokuratura Okręgowa w Łodzi, która prowadziła śledztwo w ich sprawie, zarzuciła braciom, że na przełomie 2005 i 2006 roku działając wspólnie i w porozumieniu sprzedali małoletniemu Sebastianowi S. co najmniej sto gramów marihuany wartej na czarnym rynku trzy tysiące złotych.
Wszystko zaczęło się 15 września 2011 roku kiedy wspomniana prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie grasującej w Łodzi i woj. łódzkim zorganizowanej grupy przestępczej handlującej narkotykami. Na jej czele stali: Kamil Ś., Adam S. i Damian N. Dwa lata potem dochodzenie wobec braci W. zostało zawieszone, ponieważ obaj znaleźli się poza zasięgiem prokuratury, która nie mogła ich zatrzymać i przesłuchać.
I nic dziwnego, bowiem w czerwcu 2009 roku bracia wyjechali do USA. Uczynili tak dlatego, że grunt zaczął palić im się pod nogami i ratowali się ucieczką za Ocean Atlantycki?
- Bracia W. nie uciekli, aby się ukryć, lecz wyjechali legalnie do Stanów Zjednoczonych w ramach łączenia rodzin – zapewnia znany łódzki karnista, adwokat Sławomir Szatkiewicz.
To właśnie do niego zza oceanu zwrócili się o wsparcie bracia W. Wkrótce kancelaria mecenasa Szatkiewicza skontaktowała się z prokuraturą.
Efekt był taki, że bracia W. przyjechali do Łodzi, zostali przesłuchani w prokuraturze i usłyszeli zarzuty. Potem wrócili do USA, niemniej przyjadą na pierwszą rozprawę, kiedy w ramach procesu zostaną przesłuchani w Sądzie Okręgowym w Łodzi. Na kolejne rozprawy już nie będą musieli przybywać z USA do Polski.
- Bracia W. są dzisiaj porządnymi i przykładnymi obywatelami Stanów Zjednoczonych. Mają dobre posady. Jeden z nich pracuje jako menedżer w pewniej firmie i w ramach zarządzania licznymi zespołami ludzi sprawuje nadzór nad 600 osobami – podkreśla Sławomir Szatkiewicz.
Zarzuty wobec Łukasza i Marcina W. dotyczą tego, że sprzedawali narkotyki małoletniemu. Chodzi o Sebastiana S., który wtenczas był uczniem pierwszej klasy Liceum Ogólnokształcącego w Konstantynowie Łódzkim. Prokuratura ustaliła, że handel szedł pełną parą, bowiem licealista prawie codziennie kupował narkotyki od oskarżonych, za które płacił 30 złotych za gram. W sumie kupił sto gramów marihuany.
Podczas przesłuchania Sebastian S. wyjaśnił, że wtedy wiele osób kupowało narkotyki od braci W. Tymczasem zarzuty wobec obu oskarżonych dotyczą jedynie sprzedaży środków odurzających uczniowi I klasy LO. Może to oznaczać, że tylko takie transakcje prokuratura może udowodnić przed sądem. Świadek bez problemu rozpoznał Łukasza i Marcina W.
Sebastian S. wydaje się być świadkiem wiarygodnym, ponieważ na tablicach poglądowych bez problemu rozpoznał Łukasza i Marcina W. Bezbłędnie wskazał też, który z nich jest starszy, a który młodszy. Ponadto pokazał śledczym posesję w Konstantynowie Łódzkim, gdzie mieszkali bracia W.
nastawiałem sie do tego kilka dni, sam dzień podróży nie był jeden z najlepszych, od samego rana chodziem zdenerwowany, kumple tylko czekali żeby wypić makumbe i czekać.
Do dnia spożycia magicznego płynu "kakało" przygotowywalismy się kilka dni, musielismy zorganizować kilka namiotów żeby móc później iść spać spokojnie, nie ze strachem przypału. Wszystko działo się w poniedziałek, ale opiszę tagże dzień wcześniej.
Nastawienie bardzo pozytywne z lekką nutą niepewności, grill razem z dobrymi przyjaciółmi
Wstępem napomnę, że czas pomiędzy wydarzeniami jest pisany w przybliżeniu. Od dawna interesuje się substancjami psychoaktywnymi, a od pewnego czasu w głównej mierze psychodelikami oraz empatogenam. Tym samym poczułem niesamowitą radość na udaną próbę zdobycia czystego i sprawdzonego MDMA. Wiedząc, że powoli zbliża się przerwa majowa zostawiłem je na odpowiednią okazję (było warto). <!--break-->