REKLAMA




Dlaczego chcesz się zabić dopalaczem. Mówią...

Bałem się, że zapomnę oddychać. Rozniosło moją świadomość na kawałki - opowiada młody zielonogórzanin, który brał dopalacze. Teraz mówi "dziękuję"

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

gorzow.gazeta.pl
Michał Hałas

Odsłony

1109

Bałem się, że zapomnę oddychać. Rozniosło moją świadomość na kawałki - opowiada młody zielonogórzanin, który brał dopalacze. Teraz mówi "dziękuję"

- Moja siostra ma osiemnaście lat. Wszedłem po coś do jej pokoju, patrzę, a tam jakieś kolorowe paczuszki. Wyglądały jak opakowania po prezerwatywach. A na nich napis "Produkt kolekcjonerski, nie do spożycia przez ludzi". Od razu wiedziałem o co chodzi, ale dla moich rodziców to czarna magia. Nie przyszłoby im do głowy, że tak mogą wyglądać dopalacze - mówi Maciek z Zielonej Góry.

Lord Koks kontratakuje

W ostatnim miesiącu media donosiły o setkach zatrutych dopalaczami, jak na Śląsku. Były i ofiary śmiertelne. Są przesłuchania, zatrzymania, a działający w internecie handlarze nic sobie z tego nie robią. Na jednej ze stron w lipcu ogłoszono promocję. Na innej blondynka o pseudonimie Spoko reklamuje środki do pochłaniania wilgoci. Spoty zapewniają, że zakup proszku wybielającego to jedyny sposób na walkę ze złem tego świata. Na blacie pojawiają się specyfiki: proszki, tabletki, zielone susze. Z koszyka wypadają opakowania o nazwie "Kosior", "Baka", "Konkret", a nawet "Sztywny Misza". Nie brakuje także osławionego "Mocarza", przez którego w szpitalu wylądowało ponad 150 osób, a jedna wciąż walczy o życie. Inny sklep internetowy oferuje specyfiki o nazwach "Speedy Gonzales" lub "Lord Koks" z wizerunkiem Vadera, a także zielone ze śmiercionośnym "Tajfunem". To właśnie ten środek był przyczyną pierwszych zgonów po dopalaczach i powodem ekspresowej likwidacji tzw. fun-shopów w Polsce w 2010 r. Co z tego, jeśli epidemia "produktów kolekcjonerskich" lub "rozpałek do grilla" kwitnie w najlepsze.

- Policja podejmuje wszelkie działania, aby wyeliminować handel dopalaczami także w cyberprzestrzeni - zapewnia komisarz Iwona Kuc z Komendy Głównej Policji. Zastrzega, że nie zdradzi sposobów, w jaki policja ma zamiar uporać się z handlem zabronionymi substancjami w sieci.

Ten pierwszy raz

- Dopalacze dostępne teraz na rynku są dużo mocniejsze niż kiedyś. Pamiętam, jak pojawiły się w internecie. W głowie mi się to nie mieściło. Reklamowane jak cukierki. Z opisami działania. Jedne miały dać euforię, inne moc na wzór amfetaminy, jeszcze inne działały psychodeliczne. Myślałem, że to naciągacze, chcą wyłudzić pieniądze. Ale zamówiłem z ciekawości. To było "Diablo XXX". Kosztowało ok. 40 zł. Diabelstwo miało działać jak podwójna tabletka ecstasy doprawiona amfetaminą. Zrobiłem przelew i przyszły dwie czerwone tabletki w czarnym opakowaniu. Ostrzegali, żeby nawet nie myśleć o podwójnej dawce. Po godzinie od zażycia zrobiło mi się gorąco. Dziwne uczucie łaskotania w brzuchu i podniesione ciśnienie. Przez cały dzień miałem dreszcze. Totalny obłęd. Nie wiedziałem, co zrobić z myślami. Chciałem, żeby przeszło, ale to trwało i trwało. Zwykłe narkotyki nie mają takiej mocy - opowiada Łukasz z Nowej Soli

Era Tajfuna

Od 2007 r. jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy z legalnymi dopalaczami, także w Zielonej Górze

W 2009 r. działały w Polsce 42 sklepy z dopalaczami, w lipcu 2010 było już ich ok. 260. W październiku 2010 z powodu zażycia środka "Tajfun" śmierć poniosły cztery osoby. Natychmiast na wniosek ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz zamknięto i opieczętowano większość obiektów. Wtedy na terenie kraju działało już 1300 takich sklepów.

- Pamiętam "Exotic", "Slice", "Chemistry", "Mind candy". Do wyboru do koloru. Pamiętam, jak kupiłem coś, co zapowiadali jako zamiennik LSD. To był koszmar. Całą noc spędziłem nad muszlą klozetową. W życiu tak nie wymiotowałem - mówi Sebastian spod Zielonej Góry. - Odechciało mi się tego raz na zawsze.

Urywa głowę i ręce

W Lubuskiem żniwo zebrała ostatnio mieszanka o nazwie "Heaven". Prawdopodobnie to dzięki niej w ciągu zaledwie doby do szpitala trafiło sześć osób, a dwóch mężczyzn z aresztu z Nowej Soli straciło życie.

- "Heaven" nie brałem. Za to miałem nieprzyjemność spróbowania głośnego "Mocarza". Nie polecam. Bałem się, że zapomnę oddychać. Rozniosło moją świadomość na kawałki. Nigdy w życiu nie brałem czegoś tak potwornego - twierdzi Bartek z Zielonej Góry.

- Dopalacze brałem w życiu kilka razy. Za każdym razem były to zielone susze mające naśladować marihuanę. Przynosili je czasem kumple, jeszcze w pierwszej erze dopalaczy. Nie siały spustoszenia. Nic groźnego ani szczególnego. Gorsze wspomnienie mam sprzed roku, kiedy po spaleniu jakieś dopalacza widziałem moje ręce obcięte do łokci. Bardzo sugestywna halucynacja. Utrzymywała się przez ponad pół godziny. Chodziłem po pokoju i głęboko oddychałem. W końcu się skończyło. Zawsze wiedziałem, że dopalacze to gówno, ale od tamtej pory... "nie, dziękuję" - kończy 24-letni student.

Infolinia o dopalaczach, policja przy Bachusie

Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Gorzowie uruchomiła specjalną infolinię - 800 060 800. Tu dowiecie się o negatywnych skutkach zażywania dopalaczy oraz o możliwościach leczenia. Infolinia jest także przeznaczona dla rodziców, którzy mają wątpliwości, czy ich dzieci zażywają dopalacze.

Natomiast zielonogórska policja wystawiła specjalne stoisko przy pomniku Bachusa na deptaku. Jest czynne do końca tygodnia w godz. 11-14. W tych godzinach dyżurują policjanci, terapeuci z Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień oraz sanepidu.



Oceń treść:

Brak głosów