To była smutna sobota, miałam maksymalnego doła, siedziałam sama w domu. Postanowiłam to jakoś wyleczyć.
W przyszłym roku lubelskie stowarzyszenie Monar i Nowa Kuźnia rozpoczynają kampanię „Dopalacze – droga donikąd”.
W przyszłym roku lubelskie stowarzyszenie Monar i Nowa Kuźnia rozpoczynają kampanię „Dopalacze – droga donikąd”. Już teraz szkoły, które chcą wziąć w niej udział, mogą się zgłaszać i planować organizację warsztatów i spotkań.
– Nasza kampania to m.in. odpowiedź na wzrost przypadków zatruć dopalaczami, które odnotowuje oddział toksykologiczno-kardiologicznego w szpitalu przy al. Kraśnickiej – mówi Leszek Iwaniak z lubelskiego Monaru. – Chcemy także wyjść naprzeciw szkołom, na które Ministerstwo Edukacji nałożyło obowiązek prowadzenia działań profilaktycznych, które mają przeciwdziałać spożywaniu dopalaczy przez młodych ludzi.
Kampania będzie prowadzona przez trzy lata. – To pierwsza taka długofalowa kampania. Dotychczas działania profilaktyczne ograniczały się do kilku miesięcy i często jednorazowych spotkań z młodymi ludźmi, co nie przynosi większych efektów – zaznacza Iwaniak. –Dotąd skupiano się na działaniach doraźnych. A my chcemy dostarczyć młodym ludziom jak najwięcej informacji na temat substancji psychoaktywnych, głównie dopalaczy, żeby mogli dokonywać świadomych wyborów. Większość z nich ma jednostronny obraz działania takich substancji.
Kampania ma być prowadzona wielostronnie. W projekt mają być zaangażowani nie tylko uczniowie lubelskich szkół, ale również ich rodzice i nauczyciele.
– Tylko w ten sposób możemy liczyć na wymierne efekty. Będziemy prowadzić szkolenia dla rodziców, na których dowiedzą się m.in. jakie substancje są dostępne na rynku, jak je rozpoznawać i gdzie szukać pomocy jeśli dziecko po nie sięgnie – mówi Iwaniak. – Będziemy też prowadzić warsztaty dla młodzieży i spotkania z nauczycielami.
To była smutna sobota, miałam maksymalnego doła, siedziałam sama w domu. Postanowiłam to jakoś wyleczyć.
Ostatnie grzybienie w tym sezonie, mieszkanie kolegów, 2 osoby "trzeźwe" (względnie:] ) 7 grzybiarzy z różnym doświadczeniem.
Będę mówił o doświadczeniu które spotkało mnie i mojego towarzysza i jego dziewczynę, powiedzmy Kojota i Bekszę i jedzącego po raz 2 łysice Rombajrła ( myślę że będzie z niego dobry psychonauta do swojego kuzyna Ś potrafi czerpać z tripa). Reszta psychonautów chyba nie doświadczyła tego co my, nie zintegrowali się zbytnio z nami (tak przynajmniej mi się wydaje) ciężko jest mi zachować chronologię zdarzeń ale postaram się jak mogę.
18:30 T+00 popijam wodą około 50 większych suszonych łysiczek wcześniej pociętych na wiórki.
T+10 min dołącza do mnie K, zjada 105 sztuk
Stan psychiczny stabilny, dobre nastawienie i chęć potripowania w okolicznościach gongów tybetańskich.
Zacznę od tego, że już od 3 lat jestem blisko substancji psychoaktywnych. Ostatni rok przeżyłam w bardzo imprezowym trybie, jest to istotna informacja, bo przez weekendowe ciągi z mefedronem moja psychika uległa pogorszeniu. Gdzieś tak od dwóch miesięcy uspokoiłam sie ze stimami i przeszłam na mistyczny świat psychodelików. Bardzo mi to pomaga i czuję, że powoli łatam moją głowe.
Nastawienie raczej pozytywne
Pewnego dnia ja oraz 3 moich znajomych podjęliśmy spontaniczną decyzję żebyśmy wszyscy tego dnia powtórzyli podróż z Tantum Rosa. Chcieliśmy ją powtórzyć, bo za pierwszym razem były zaledwie 4 saszetki i nie zadowolily nas efekty. Więc poszliśmy do apteki i zakupiliśmy 4 opakowania tantum rosa. Mina sprzedawczyni kiedy mój grubszy ziomek poprosił ją o 4 paczki Tantum Rosa była bezcenna. Początkowo myślała, że chodzi o 4 saszetki lecz znajomy szybko to naprostował i powiedział, że 4 opakowania po 10 saszetek w każdym .A więc byliśmy już przygotowani.