REKLAMA




Zapytałam dziewczyny o narkotyki i seks na polskich festiwalach

Letnie miesiące, wiadomo, czas odpoczynku i zabawy. To też czas, w którym serwisy informacyjne obrabiają sezon ogórkowy, a instytucje publiczne i organizacje pozarządowe rozpoczynają kampanie uwrażliwiające na różne niebezpieczeństwa.

Tagi

Źródło

Narkopolityka
Iga Kender-Jeziorska

Komentarz [H]yperreala

Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

5782

Letnie miesiące, wiadomo, czas odpoczynku i zabawy. To też czas, w którym serwisy informacyjne obrabiają sezon ogórkowy, a instytucje publiczne i organizacje pozarządowe rozpoczynają kampanie uwrażliwiające na różne niebezpieczeństwa.

Od kilku lat w zagranicznych mediach coraz częściej pojawiają się informacje dotyczące przemocy seksualnej na festiwalach muzycznych. Jednym z najbardziej głośnych spraw była sprawa szwedzkiego festiwalu We Are Sthlm w 2016 roku, kiedy to kobiety uczestniczące w wydarzeniu zgłosiły kilkadziesiąt przypadków napaści na tle seksualnym. Chociaż nie wszystkie takie sytuacje są szeroko nagłaśniane, ich lista jest bardzo długa i nie wydaje się, żeby jakiekolwiek masowe wydarzenie było całkowicie bezpieczne.

W tym roku brytyjska Press Association zleciła badanie, którego celem było zmierzenie rozmiarów zjawiska przemocy seksualnej na festiwalach muzycznych w Zjednoczonym Królestwie. Wyniki ankiety, na którą odpowiedziało prawie 1200 osób, są zatrważające: co piąta osoba doświadczyła niechcianego kontaktu seksualnego podczas pobytu na festiwalu. Co więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę młode kobiety (poniżej 40 roku życia), liczba ta wzrasta aż do 43%. Żeby było jasne, młodzi mężczyźni również nie są całkowicie bezpieczni: co piąty z nich padł ofiarą molestowania. Najczęściej występującymi formami napastowania są nachalny taniec i ataki słowne. Za ponad dwie trzecie przypadków przemocy seksualnej odpowiadają osoby nieznane ofiarom. Co ciekawe, badanie stwierdza różnice pomiędzy płciami, jeśli chodzi o okoliczności zdarzeń i ich następstwa. Po pierwsze, dwukrotnie więcej kobiet niż mężczyzn doświadczyło niechcianego kontaktu seksualnego, kiedy były nieprzytomne lub w trakcie snu (kobiety: 4%, mężczyźni: 2%). Po drugie, zdecydowanie większy odsetek mężczyzn zgłosił napaść obsłudze imprezy – aż co piąty w porównaniu z jedynie jedną kobietą na sto. Analizując te informacje w kontekście społecznym, nie sposób zignorować potencjalnego wpływu kultury wstydu na takie, a nie inne wyniki badań.

Niestety, próżno szukać podobnych analiz na naszym podwórku. Trzeba przyznać, że oprócz znanych od lat kampanii dotyczących skoków do wody na główkę czy jazdy pod wpływem alkoholu, pojawiają się też od jakiegoś czasu kampanie dotyczące zdrowia seksualnego, w szczególności wirusa HIV oraz innych chorób przenoszonych drogą płciową. Niemniej jednak, pomimo rosnącej popularności festiwali, nie poświęca się im zbyt wiele uwagi w tym kontekście. Co więcej, masowe imprezy muzyczne to miejsca bardzo specyficzne, nieprzypominające jakichkolwiek innych okoliczności spędzania wolnego czasu i dlatego właśnie zasługują na specjalną uwagę. Z tą właśnie myślą przewodnią, jak też pod wpływem zagranicznych doniesień prasowych, postanowiłam zbadać, jak wygląda sytuacja z substancjami odurzającymi i seksem na festiwalach wśród młodych kobiet w Polsce.

NARKOTYKI

Prawie wszystkie badane kobiety używają w trakcie wydarzenia legalnych lub nielegalnych substancji psychoaktywnych. Czy to problem? Niekoniecznie. Co natomiast istotne, co piąta kobieta (spośród pijących alkohol), pije do momentu, kiedy jest pijana (16%) lub urywa jej się film (5%), co może zwiększać prawdopodobieństwo doświadczenia przemocy seksualnej. Proszę mnie nie linczować. Nie mówię, że mają nie pić, że to alkohol jest winny lub cokolwiek w podobnym tonie, nie. Mówię jedynie, że ta niemal jedna piąta kobiet i dziewczyn może być szczególnie narażona na atak tych, dla których bycie pod wpływem alkoholu to proszenie się o gwałt. I że trzeba to wziąć pod uwagę przy planowaniu imprez, ich ochrony i innych serwisów zapewniających bezpieczeństwo.

Z punktu widzenia redukcji szkód, najbardziej interesujące są dwie inne substancje: amfetamina i MDMA. Jeśli jako punkt odniesienia weźmiemy wszystkie osoby deklarujące używanie tych substancji na festiwalach, odpowiednio 20% i 7% respondentek zdeklarowało ich używanie w bardzo dużych ilościach (w przypadku amfetaminy prawie zupełny brak snu przez czas trwania festiwalu, w przypadku MDMA złe samopoczucie fizyczne i psychiczne, chęć, aby substancja przestała już działać). Używanie dużych ilości tych substancji, jak również mieszanie różnych środków (będące doświadczeniem dwóch trzecich festiwalowiczek) mogą stanowić poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia. Jest to niewątpliwie wyzwaniem nie tylko dla medyków, ale i festiwalowych serwisów redukcji szkód, które powinny zarówno prowadzić prewencję przedawkowań, jak i zapewniać opiekę, kiedy jest potrzebna.

Jeśli jesteśmy już przy redukcji szkód i dawkowaniu, to zgodnie ze złotą zasadą „know your source, know your substance”, czy bardziej swojsko „wiem, co ćpiem”, warto wspomnieć o źródle zaopatrzenia i wiedzy na temat posiadanej substancji. Ponad połowa respondentek kupuje towar w miejscu zamieszkania (czy to u swojego stałego dilera czy poprzez przyjaciół) i transportuje swoje zaopatrzenie na teren imprezy. Na terenie festiwalu najczęstsze jest pozyskiwanie substancji jako prezentu od przyjaciół. Transakcje z nieznanymi dilerami są szczęśliwie rzadkością. Co szczególnie interesujące, ponad 80% respondentek deklaruje, że zawsze lub często jest pewna, że „że substancja, której używa jest rzeczywiście tą, której oczekuje i chce użyć”. Jednocześnie, siedem na dziesięć nigdy nie testuje swoich substancji. Wygląda na to, że zaufanie do dilerów i znajomych, co do zawartości samary jest bardzo duże. Chciałoby się powiedzieć, że aż za duże.

Kolejna złota zasada imprezowego bezpieczeństwa? Zadbać o obecność kogoś trzeźwego do ogarniania ekipy. Jak wygląda w praktyce? Słabo. Ponad połowa festiwalowiczek w ogóle lub jedynie rzadko zaprząta sobie głowę obecnością tripsittera. Z drugiej jednak strony, co trzecia robi to zawsze lub często. Z powyższych danych wyłania się dość wyraźny podział na większość podążającą za mottem YOLO i zdecydowaną mniejszość zachowującą wszelkie możliwe środki ostrożności. Potwierdza się to również, kiedy weźmiemy pod uwagę relacje pomiędzy używaniem a minimalizowaniem ryzyka: im większych ilości substancji respondentki używają w czasie festiwalu, tym gorzej oceniają swoją wiedzę na temat substancji i tym rzadziej testują swoje narkotyki i troszczą się o obecność tripsittera. Wydaje się, że całkiem pokaźna grupa imprezowiczek nie bardzo ma pojęcie o podstawowych zasadach redukcji szkód, co oznacza, że organizacje takie jak Społeczna Inicjatywa Narkopolityki mają jeszcze dużo pracy.

SEKS

Z telewizyjnych doniesień można zazwyczaj wywnioskować, że letnie festiwale muzyczne to siedlisko zła i wylęgarnia moralnie wątpliwej młodzieży. Sodoma i Gomora. Alkohol, narkotyki, błoto i seks. A jak to wygląda naprawdę? Okazuje się, że połowa festiwalowiczek (z których ponad 60% jest w stałym związku, a co trzecia jest singielką) nigdy nie ma kontaktów seksualnych na festiwalach, czy to będąc w stanie trzeźwym, czy też nie do końca. Co piąta miewa je rzadko. Wygląda na to, że masowe imprezy nie stanowią jednak wymarzonych okoliczności do oddawania się cielesnym uciechom. Jeśli jednak takie kontakty mają miejsce, 80% respondentek miewa je ze swoim głównym partnerem. I ponownie, nie ma znaczenia, czy mówimy o seksie na trzeźwo czy pod wpływem.

Jeśli chodzi o tak zwane „ryzykowne zachowania seksualne” (np. seks za rozmaite korzyści, seks z osobą używającą narkotyków iniekcyjnie, seks analny), z badań wynika, że są one marginalne. Jedyny wyjątek – i bardzo niepokojący – to seks bez zabezpieczenia. Wśród respondentek niebędących aktualnie w stałym związku możemy zaobserwować spolaryzowanie odpowiedzi – co trzecia zawsze używa prezerwatywy, ale niemal tyle samo (32%) nie robi tego nigdy. Jest to kolejna ważna informacja dla pracowników serwisów redukcji szkód i organizacji zajmujących się edukacją seksualną. Co ciekawe, działania podejmowane w celu redukowania szkód związanych z używaniem substancji psychoaktywnych mają związek z tymi mającymi na celu obniżenie ryzyka w seksie. Zarówno częstsze testowanie substancji jak i częstsza troska o obecność trzeźwego opiekuna sprzyjają częstszemu używaniu lubrykantów i kondomów. Jest jednak też związek po drugiej stronie – wraz z ilością spożywanych narkotyków wzrasta częstotliwość podejmowania ryzykownych zachowań seksualnych (choć relacja jest stosunkowo słaba).

Interesująco prezentuje się ranking substancji zwiększających przyjemność seksualną. Zdecydowanym faworytem są tu substancje o działaniu euforycznym, jak na przykład MDMA (37%). Za nimi plasuje się marihuana i jej pochodne (27%), a następnie alkohol z 15%. Co dziesiąta respondentka postawiła w pierwszej kolejności na substancje stymulujące, jak amfetamina czy kokaina lub psychodeliki, jak LSD czy grzyby (odpowiednio 9% i 11%). Kiedy weźmiemy pod uwagę substancje, pod wpływem których festiwalowiczki doświadczyły konsensualnych kontaktów seksualnych alkohol deklasuje konkurentów osiągając wynik 32%. Niewiele dalej lądują substancje euforyczne (25%) i marihuana (22%).

Badanie dotyczyło również niechcianych kontaktów seksualnych, których zdefiniowanie pozostawiłam uczestniczkom – nie chciałam jako badaczka narzucać im żadnej definicji. Chciałam dowiedzieć się o jakichkolwiek sytuacjach, w których czuły się zagrożone, czy to nachalny taniec i ocieranie się pod sceną, czy gwałt. Szczególnie w porównaniu z danymi brytyjskimi przytoczonymi na początku tego artykułu, wyniki są dość zaskakujące: niemalże co dziewiąta zapytana kobieta deklaruje, że nie doświadczyła takiej sytuacji nigdy, ani w stanie trzeźwym, ani pod wpływem substancji psychoaktywnych. Kluczem do zagadki mogą być tu potencjalne różnice w definiowaniu napaści seksualnej. Faktycznie, chociaż wiele respondentek jako przykłady takiej napaści podawało łapanie za pośladki czy piersi, a także ataki werbalne, zdarzały się również takie, które „rzucanie się do całowania” taktowały jedynie jako „naruszenie strefy komfortu”. Spośród kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej na festiwalach w stanie nietrzeźwym, 60% było pod wpływem alkoholu.

ROCK’N’ROLL

Zastanawiające, a zarazem zasmucające były czasami kontakty z organizatorami festiwalów. W celu rozpowszechnienia ankiety napisałam wiadomości (email lub na portalach społecznościowych) do około trzydziestu organizatorów imprez w Polsce. Kilka z największych festiwali zignorowało moje kilkukrotne prośby, nie zadając sobie nawet trudu odpisania „nie”. Przypomina to trochę odmowę przyjęcia na swoje imprezy organizacji redukcji szkód, argumentując to „brakiem narkotyków na festiwalu”.

Chciałabym w tym miejscu zaapelować do organizatorów plenerowych imprez muzycznych w Polsce: to się dzieje. Zarówno legalne jak i nielegalne substancje psychoaktywne były, są i będą nieodłączną częścią waszych wydarzeń. Seks również, w tym ten niechciany. Dajcie spokój z zaklinaniem rzeczywistości, to nie koncert życzeń. Pozwólcie robić badania, nie chowajcie głów w piasek. Tylko kiedy będziemy wiedzieć, jakie są problemy, będzie można poświęcić im uwagę i zacząć szukać rozwiązań. Dajcie dojść do głosu osobom, które mają różne doświadczenia z waszych imprez. To dla nich je robicie.

***

Badanie zostało przeprowadzone w lecie 2017. Na fanpage’ach największych festiwali (o ile dodawanie postów nie było zablokowane lub organizatorzy festiwalu dali mi taką możliwość) zamieściłam ankietę zawierającą 53 pytania na temat używania substancji, doświadczeń i zachowań seksualnych oraz informacji demograficznych. Odpowiedziało 478 osób.

Oceń treść:

Average: 8.7 (19 votes)

Komentarze

żal (niezweryfikowany)

Co za pierdolenie! Ani ten tzw "nachalny taniec" ani "ataki słowne" czyli zapewne próba zagadania nie są kontaktami seksualnymi.

randomness