REKLAMA

Tak, jestem czynnym heroinistą - i zawstydzanie mnie bynajmniej nie pomaga

Tagi

Źródło

the influence
Sturla Haugsgjerd

Odsłony

3155

Cześć, nazywam się Sturla i jestem uzależniony od heroiny.

Uważni czytelnicy Influence [i hyperreal - przyp. tłumacza] mogą pamiętać mnie jako tego gościa z Norwegii, który na początku tego roku wygłosił w nowojorskiej siedzibie ONZ przemówienie o niezwykłym potencjale osób używających narkotyków.

Jestem funkcjonalnym "narkomanem" w najściślejszym sensie, o jakim możecie pomyśleć. Z powodzeniem pracuję jako dziennikarz, prowadzę działalność na rzecz wprowadzania w prawach narkotykowych zmian na lepsze.

Druga część mojego życia może być dla was trudniejsza do wyobrażenia.

W złych okresach kilku razy w tygodniu jadę metrem do centrum Oslo, gdzie mieszkam, by kupić heroinę. Używając zapalniczki topię ją następnie na arkuszu folii aluminiowej i wciągam dym.

Robię to ciągle, pomimo faktu, że ryzykuję w ten sposób utratę pracy, przyjaciół, dziewczyny i rodziny. Jadąc metrem zakładam czarne okulary lub kaptur, zakładając, że jakoś się uda.

"Nie jestem hipokrytą", mówię sobie. "Nie zaprzeczałem, że pogoń za hajem wciąż była dla mnie codziennością, gdy poproszono mnie, bym opowiedział o tym w radiu. Nie mam powodu się wstydzić! "

A jednak wstydzę się, coś mnie uwiera.

Pisząc te słowa drżę ze wstydu.

Co pomyślą ludzie? Biorę udział w debacie publicznej, a wprost stamtąd pójdę do miasta po towar. To ćpuńskie zachowanie. Wiem, że ludzie to widzą. Że o tym mówią.

"Miał być wzorem, a teraz znów się skurwił."

"Szczerze mówiąc, myślę, że jemu to chyba po prostu odpowiada. Nawet nie chce być czysty! "

I to jest prawdą. Ja i tysiące innych mi podobnych osób lubimy ten haj tak, lub tak nie cierpimy jego braku, że nie przestajemy. Nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie utrzymać całkowitej abstynencji. Taki właśnie jest świat; taki jestem ja.

Chciałem spróbować i próbowałem. Część mnie chce być jak wszyscy inni. I za każdym razem, kiedy się to nie udaje, boleśnie odczuwam odrzucenie społeczne - i wstyd.

Wiem, że moi koledzy-użytkownicy narkotyków też to odczuwają – to dojmujące wrażenie, że my jesteśmy tymi, którzy dopuszczają się wobec was jakiejś zdrady.

Dlatego ukrywamy się w toaletach, doświadczamy naszych hajów w samotności. Jeśli nakryjesz nas w takiej publicznej toalecie, będziemy przestraszeni i źli na siebie. To najgorsze uczucie na świecie, zupełnie jak bycie przyłapanym ze spuszczonymi spodniami.

Ciągle słyszymy, że nie staramy się wystarczająco mocno. Musicie mieć więcej siły woli i motywacji – tego rodzaju uzależnionych Norwegia byłaby skłonna przygarnąć!

A jeśli zdołasz wytrwać w wolności od narkotyków albo przynajmniej uda ci się sprawiać takie wrażenie – będziesz mile widziany w życiu publicznym! Tak długo, jak długo będziesz dawał wyraz ubolewaniu nad nędzą swojego poprzedniego życia.

Ale te 90 procent z nas, ci, którzy nie zdołają lub nie chcą osiągnąć całkowitej abstynencji? Lepiej by chowali się w cieniu.

Co jednak, jeśli użytkownicy narkotyków mogą zaproponować coś pozytywnego wciąż nimi będąc?

Czy możliwe jest wyobrażenie sobie przyszłości, w której siedzę w wielofunkcyjnej sali, gdzie narkotyki można przyjmować otwarcie i bezpiecznie, paląc moją heroinę przed zabraniem się do spisywania myśli, które będą moim wkładem w debatę publiczną?

Czy można sobie wyobrazić świat, w którym mój przyjaciel, który jest uzależniony od amfetaminy, będzie mógł jej użyć, zanim wyjdzie na miasto oferować ludziom członkostwo w Czerwonym Krzyżu lub proponować usługi nowego dostawcy energii elektrycznej?

Czy rzeczywiście takim absurdem jest myśl o świecie, w którym ludzie, uzależnieni lub z jakiegokolwiek powodu używający narkotyków, mogą stać wyprostowani i wzbogacać społeczeństwo wkładem swoich sił i zdolności bez konieczności wślizgiwania się do toalet i ukrywania na parkingach, by wziąć tam swoje narkotyki?

Narkotyki są nieodłączną częścią naszego świata — ale czy wstyd, który wielu z nas nauczono odczuwać, również musi nią być?

Zdradzę Wam mały sekret. W pewnym sensie przyszłość, którą sobie wyobrażałem, już teraz jest tu obecna.

Wielu polityków, nauczycieli i ekonomistów — tak, nawet sędziowie, policjantki i prawnicy — którzy zarządzają i troszczą się o nasze społeczności, robią to, systematycznie wprowadzając do swojego krwiobiegu nielegalne narkotyki.

Wiele z nich znajduje w sobie siłę, determinację i zdolności potrzebne do podejmowania znaczących wysiłków na rzecz sprawnego funkcjonowania naszego społeczeństwa i czynienia go lepszym, nawet jeśli brak im "siły woli" by w 100% wykorzenić ze swojego życia narkotyzowanie się.

W innym jednak sensie do tej przyszłości jest nam obecnie tak daleko, jak nigdy dotąd.

W kontraście do idei integrującego i otwartego społeczeństwa, ci ludzie, którzy przyczyniają się tak bardzo do jego dobrostanu, nie mogą żyć otwarcie i z godnością, na jaką zasługują. W taki czy inny sposób wszyscy siedzimy za zamkniętymi drzwiami toalety z głosem wstydu szepczącym w naszej głowie.

Brutalną rzeczywistością jest także to, że kiedy nasi współobywatele dosłownie chowają się za zamkniętymi drzwiami toalety (lub w innym odosobnionym miejscu), by wziąć tam swoje narkotyki, jest to główną przyczyną, dla której umierają.

Konieczność zachowania tajemnicy oraz towarzyszący jej wstyd zabija prawników i bezrobotnych, kioskarzy, gwiazdy rocka i prostytutki.

Gdy bierzemy narkotyki w samotności, nie ma nikogo, kto mógłby nas uratować, jeśli weźmiemy zbyt silną dawkę lub jeśli przyjmiemy substancję, która (dzięki zakazom) okaże się czymś innym, niż sądziliśmy.

W moim kraju, podobnie jak w wielu innych, zmusiliśmy osoby używające narkotyków do ukrywania się za zasłoną wstydu, za którą często czeka na nich śmierć.

Nie dziwi mnie wcale, że najbardziej popularny i ważny telewizyjny serial o pokoleniu dorastającym obecnie w Norwegii zatytułowany jest po prostu "Wstyd" . Wydaje się to jednak absurdalne, nieadekwatne do rzeczywistości, jeśli spojrzymy choćby na samą liczbę osób używających narkotyków.

Mając w cokolwiek pozytywny wkład, nie mamy powodu, by jednocześnie wstydzić się tego, że jesteśmy inni, ponieważ decydujemy się na zmienianie naszej świadomości poprzez zażywanie narkotyków, albo też za sprawą uzależnienia czujemy się do tego zmuszeni.

Pokoje do zażywania narkotyków, o których wspomniałem, są osiągalnym celem, istnieją już w wielu częściach świata. Mamy nawet jeden — ale tylko jeden! — dokładnie tu, w Oslo.

Powinniśmy jednak iść dalej, budując społeczeństwo, w którym każdy oceniany byłby na podstawie osobistych zasług i wkładu, a nie według tego, co wstrzykuje do swojego krwiobiegu albo wciąga do płuc.

Ten artykuł jest częścią mojego wkładu w tę budowę.

W 2016 roku nikt nie powinien mieć powodu, aby zamykać się w toalecie i tam w samotności przyjmować narkotyki, powodu, aby doświadczyć tego dojmującego uczucia wstydu,oraz jego potencjalnie śmiertelnych konsekwencji.

Oceń treść:

Average: 8.8 (32 votes)

Komentarze

Frytka (niezweryfikowany)

Ten tekst to jakieś nieporozumienie......naćpana amfetminą pielęgniarka, zheroinizowany pan instalator....chyba jakieś żarty.....