REKLAMA




Świętując koniec prohibicji alkoholowej, 5 grudnia 1933 r.

Dziś ma miejsce siedemdziesiąta piąta rocznica tego wspaniałego dnia w 1933 roku, kiedy Utah stało się trzydziestym szóstym i decydującym stanem ratyfikującym dwudziestą pierwszą poprawkę znosząc tym samym poprawkę osiemnastą. Zakończyło to katastrofalny eksperyment narodowy z prohibicją alkoholową.

Tagi

Źródło

THE WALL STREET JOURNAL

Tłumaczenie

M.B.

Odsłony

2159

Dziś ma miejsce siedemdziesiąta piąta rocznica tego wspaniałego dnia w 1933 roku, kiedy Utah stało się trzydziestym szóstym i decydującym stanem ratyfikującym dwudziestą pierwszą poprawkę znosząc tym samym poprawkę osiemnastą. Zakończyło to katastrofalny eksperyment narodowy z prohibicją alkoholową.

Świętując koniec prohibicji alkoholowej, 5 grudnia 1933 r. Obecnie dzień ten ukazuje się nam jako dzień świętowania z zaplanowanymi przyjęciami, barami popisującymi się specjalnymi drinkami przeciw recesji i gazetami gotowymi do publikowania przepisów na koktajle przygotowanych specjalnie na ten dzień. Ale miejmy nadzieję, że służy on również jako dzień refleksji. Powinniśmy się zastanowić, dlaczego nasi przodkowie cieszyli się z ponownej legalizacji potężnego narkotyku długo kojarzonego z ogromną przyjemnością i bólem oraz rozważyć to jako lekcję dla naszych czasów. Amerykanie, którzy głosowali w 1933 roku za uchyleniem prohibicji mieli różne powody, by obalić ten system. Jednak prawie wszyscy zgadzali się co do kwestii, że zło nie udanego zakazu znacznie przewyższa zło konsumpcji alkoholu. Zmiana sprzed zaledwie 15 lat, kiedy większość Amerykanów postrzegała alkohol jako źródło problemów i głosowała za zakazaniem go, była ogromna.

Porażka prohibicji nastawionej na stworzenie społeczeństwa wolnego od alkoholu ukazała się bardzo szybko. Alkohol płynął strumieniami tak łatwo jak wcześniej, lecz teraz był on nielegalny, wypełniający przestępcze budżety wydatkami podatników. Niektórzy przeciwnicy prohibicji wskazywali na Ala Capone, a także wzrastający poziom zbrodni, przemocy i korupcji. Inni zmartwieni byli etykietowaniem dziesiątków milionów Amerykanów jako kryminalistów, przepełnianiem więzień i konsekwentnie poszerzającym się brakiem respektu dla prawa. Amerykanie byli zaniepokojeni niebezpiecznym zwiększaniem siły policji federalnej, naruszaniem wolności osobistych, wzrastającymi wydatkami rządu poświęcanymi na egzekwowanie prawa prohibicyjnego czy miliardami traconymi na wpływach z podatków. A jeszcze innych martwiła zmora utraty wzroku, paraliżu i śmierci wśród wielu obywateli w wyniku spożycia bimbru i alkoholu przemysłowego. Zwolennicy prohibicji oskarżali jednak o to konsumentów, a część z nich posunęła się do tego stopnia, aby dowodzić, że ci, którzy naruszają prawo zasługują na dotykające ich choroby. Jednak do 1933 większość Amerykanów oskarżyła prohibicję. Kiedy przyjęto poprawkę, nie stało się to z pomocą jedynie tych, którzy lubili alkohol, ale również tych, którzy nie lubili bądź nawet nienawidzili go, jednak nie mogli już dłużej ignorować poważnych konsekwencji złej prohibicji. Zauważyli to, co większość Amerykanów widzi i dzisiaj: niewłaściwa prohibicja narkotykowa może przynieść więcej szkód, aniżeli narkotyki, które chce się wyeliminować

Rozważając konsekwencje dzisiejszej prohibicji narkotykowej: 500.000 osób uwięzionych w Stanach Zjednoczonych w więzieniach i aresztach za niebrutalne naruszenia prawa narkotykowego; 1.8 miliona aresztowań związanych z narkotykami w ostatnim roku; dziesiątki miliardów dolarów uzyskanych od podatników wydawane rocznie na wspieranie wojny z narkotykami, którą 76% Amerykanów uważa za nieskuteczną; miliony osób naznaczonych na całe życie jako byli zbrodniarze narkotykowi, tysiące osób umierających każdego roku z powodu przedawkowania, które częściej związane jest z polityką prohibicyjną, niż narkotykami jako takimi oraz dziesiątki tysięcy osób zakażonych HIV i HCV, ponieważ władze blokują dostęp do odpowiednich placówek służby zdrowia. Spójrzmy za granicę. Spójrzmy do Afganistanu, gdzie jedna trzecia lub więcej gospodarki narodowej jest zarówno beneficjentem, jak i ofiarą wojny z narkotykami. Do Meksyku, który sprawia, że Chicago wygląda jak pod rządami Ala Capone. I w każde inne miejsce Ameryki Łacińskiej, gdzie zbrodnie związane z prohibicją, przemoc i korupcja podważają prawa obywatelskie i bezpieczeństwo publiczne, a bezmyślne kampanie eliminujące narkotyki sieją spustoszenie w środowisku. Wszystko to i dużo więcej, to konsekwencje nie tyle samych narkotyków, co polityki prohibicyjnej, która zawodziła zbyt długo i nigdy nie może zakończyć się sukcesem w społeczeństwie otwartym, jak pokazała lekcja historii. Być może totalitarna Ameryka byłaby lepsza, ale jakim kosztem naszych fundamentalnych wartości musiałoby się to odbyć?

Dlaczego nasi przodkowie nabrali mądrości tak szybko, podczas gdy dzisiejsi Amerykanie ciągle zmagają się z oddzieleniem konsekwencji związanych z narkotykami od konsekwencji prohibicji narkotykowej? Nie dzieje się tak dlatego, że alkohol jest w jakiś sposób mniej niebezpieczny, niż zakazane dzisiaj narkotyki. Porównując, marihuana jest stosunkowo mniej szkodliwa: można wskazać na jej niski związek z brutalnymi zachowaniami, brak możliwości śmierci na skutek przedawkowania i nie jest tak niebezpieczna, jak alkohol wtedy gdy jednostka wykorzystuje go niewłaściwie i staje się uzależniona. Większość zagrożeń związanych z heroiną jest bardziej konsekwencją jej prohibicji, niż specjalnych właściwości narkotyku. To dlatego 70% szwajcarskich głosujących przyjęło w ostatni weekend w referendum popierany przez rząd przepis o farmaceutycznym zastosowaniu heroiny u osób uzależnionych, które nie są w stanie leczyć uzależnienia innymi sposobami. Dlatego też coraz większa liczba innych krajów, włączając w to Kanadę, wprowadza podobne uregulowania. Owszem, środki pobudzające – kokaina, metamfetamina i inne nielegalne stymulanty – stwarzają więcej problemów. Jednak nie do tego stopnia, żeby ich prohibicja była usprawiedliwiona, skoro alkoholowa nie jest. Faktyczna różnica jest taka, że wiemy, iż alkohol jest zły, ale czy te inne substancje są tak złe – tego nie wiemy.

Większość Amerykanów w 1933 roku mogła przypomnieć sobie czas sprzed prohibicji,co wzmogło ich obawy. Jednak teraz niewielu Amerykanów może przypomnieć sobie czasy, kiedy dzisiejsze nielegalne narkotyki były sprzedawane i konsumowane legalnie. Gdyby mogli, post-prohibicja przyszłości mogłaby okazać się mniej konieczna. Nie istnieje taki kryzys, lub nawet absolutnie wybuchająca recesja, by stawiać podatnikom pytanie o cenę ich szkód. Stąd nagląca konieczność ostatecznego uchylenia prohibicji i dlatego też jesteśmy pewni, że istnieje potrzeba bardziej energicznej dyskusji, niż kiedykolwiek wcześniej na temat zakończenia prohibicji marihuany, zweryfikowania przewyższającej [nad innymi działaniami – przyp. tłum.] wojny z narkotykami, a nawet rozważenia dalekosiężnych alternatyw dla prohibicji narkotykowej. Prawdopodobnie najlepszy argument dla tych, którzy obawiają się perspektywy uchylenia obecnej prohibicji narkotykowej może zostać znaleziony poza granicami Ameryki. Inne narody, włączając w to Wielką Brytanię, Australię i Holandię, były skupione równocześnie na problemie picia [alkoholu – przyp. tłum.] i żądne rozwiązań na tym polu. Jednakże większość sprzeciwiała się prohibicji i opowiadała się za dokładną jego kontrolą, co umożliwiło zachowanie legalności ograniczając jednocześnie jego dostępność, opodatkowując go wysoko i zniechęcając do jego używania na różne inne sposoby. W rezultacie otrzymano ogromne wpływy do budżetu, obniżenie przestępczości poprzez pozbawienie łatwego zarobku i spadek konsumpcji. Niewłaściwe użycie alkoholu było porównywalne z trendami w Stanach Zjednoczonych.

Czy Prezydent- elekt, Barack Obama, ma zamiar obchodzić Repeal Day (Dzień Zniesienia) obecnie? Nie obawiam się o to. To, czego również oczekuję od niego, to w większości zreformowanie narodowego prawa narkotykowego równolegle z wywiązywaniem się ze zobowiązań przyjętych w czasie kampanii: uchylenia najostrzejszych wyroków narkotykowych, zniesienia zakazów federalnych dotyczących finansowania programów wymiany igieł i strzykawek, by ograniczyć rozprzestrzenianie się AIDS, dania szansy medycznemu zastosowaniu marihuany na udowodnienie swojej skuteczności i wspierania alternatyw leczniczych dla drobnych przestępców narkotykowych. Jednak istnieje jeszcze jedna rzecz, którą może zrobić. Jest to promowanie energicznej i merytorycznej debaty w tej sprawie, jak również we wszystkich innych. Pomimo wszystko najgorszą prohibicją jest prohibicja na myślenie. Pan Nadelmann jest dyrektorem wykonawczym DPA.

Oceń treść:

Brak głosów

Komentarze

rashaverak (niezweryfikowany)
zajebisty artykuł. Nie jest tendencyjny, porusza najważniejsze aspekty i operuje potężnymi, niepodważalnymi argumentami. Należałoby wysłać go do tvn-u, Polsatu i wszędzie tam, gdzie narkotyk w każdej postaci postrzegany jest jako zło, przed który trzeba chronić biednego, niczego nieświadomego człowieka... bless
Chester (niezweryfikowany)
Popieram przedmówce.
Zajebiste (niezweryfikowany)
zajebiste