Były policjant: konferencje prasowe z narkotykami to szkodliwa szopka

„Miarą policyjnej skuteczności jest spadek przestępczości i występku, a nie dowody na podjęcie akcji policyjnych mających na celu zwalczanie przestępczości i występku”.

Tagi

Źródło

Krytyka Polityczna
Neil Woods, J. S. Rafaeli

Odsłony

987

Neil Woods przez 14 lat ścigał gangi narkotykowe w Wielkiej Brytanii. Był tajnym agentem, ale zrezygnował z pracy w policji i zabiega dziś o legalizację rynku narkotykowego.

Na pewno widzieliście kiedyś takie zdjęcie: oficerowie policji wysokiego stopnia ustawieni w rzędzie, a przed nimi stół zastawiony narkotykami. To jeden z najważniejszych obrazów, który definiuje to, czym dzisiaj stała się robota w policji. Dziennikarze przychodzą na konferencję, migawki aparatów pstrykają, a policjanci rzucają do mikrofonu ogromne liczby, które mają rzekomo przedstawiać wartość rynkową skonfiskowanego towaru.

Wszyscy zebrani na takiej konferencji są zadowoleni. Policjanci mogą podreperować sobie statystyki, lokalni politycy mają swoje pięć minut w mediach, które wykorzystują, żeby dumnie ogłosić: „Zadaliśmy kolejny cios w wojnie z narkotykami”. Newsowi dziennikarze w mig przekładają ogromne ilości narkotyków na równie ogromne ilości klików. Taki event to też świetna okazja do wykazania się dla zespołu od mediów społecznościowych, stałego elementu każdej współczesnej komendy.

Takie ustawki z narkotykami na stołach to część policyjnej tradycji sięgającej czasów prohibicji lat 20. Detektywi już wtedy się nauczyli, że trzeba dać dziennikarzom cynk o planowanym aresztowaniu, żeby ci mogli zrobić zdjęcia zadowolonych gliniarzy rąbiących butelki whiskey siekierami.

Te obrazy nauczyły nas, że tak wygląda porządna policyjna robota.

Problem w tym, że wszystkie takie ustawki bazują na pewnym bardzo szkodliwym kłamstwie – to nie jest porządna robota, tylko zaprzeczenie najbardziej podstawowych zasad określających, czym powinny się zajmować służby siłowe.

ZŁAMANIE ZASAD ETYKI I ZDROWEGO ROZSĄDKU

Pierwsza nowoczesna, zawodowa formacja policyjna została utworzona w Wielkiej Brytanii przez sir Roberta Peela w roku 1829. Peel wyłożył dziewięć podstawowych zasad, które miały odróżniać jego policję od służb siłowych znanych z przeszłości.

Jaki jest w takim razie problem z tymi sesjami zdjęciowymi z narkotykami i dumnymi policjantami? Spójrzmy na zasadę nr 9: „Miarą policyjnej skuteczności jest spadek przestępczości i występku, a nie dowody na podjęcie akcji policyjnych mających na celu zwalczanie przestępczości i występku”. I teraz pomyślcie o tych stołach zastawionych towarem i fleszach aparatów rozbłyskujących na konferencji prasowej. W takim miejscu wszyscy wiedzą, że coś tu nie gra, ale to ich mała słodka tajemnica.

Wiedzą, że to, ile kilogramów towaru ułoży się na stole, nie ma najmniejszego znaczenia. Żadna ilość nie zatrzyma przepływu narkotyków. Nigdy.

Każdy policjant, jak zbierze się na szczerość, przyzna, że dobrze to wie. Ich zatrzymania, nieważne, jak spektakularne w obiektywie, absolutnie w żaden sposób nie zmniejszają rynku narkotykowego. To tylko dowody na jedno: policja podjęła działania. Co z tego, że bez znaczenia i nie przyczyniły się one do ograniczenia przestępczości?

Gorzka prawda o konferencjach wydziałów narkotykowych jest tak oczywista, że powoli przyznają to publicznie nawet wysoko postawieni funkcjonariusze policji. Niedawno Vince O’Brien, dowódca operacji Narodowej Agencji ds. Przestępczości, (odpowiednik amerykańskiej FBI) stwierdził publicznie: „Dopóki będziemy mieli do czynienia z bazą użytkowników gotowych wydać miliony funtów na narkotyki, dopóty będziemy mieli problem z nielegalnym rynkiem narkotykowym. Nie poradzimy sobie z tym kolejnymi aresztowaniami, musimy zająć się przyczynami”.

Przestępstwa narkotykowe różnią się zasadniczo od innego rodzaju przestępczości. Jeśli aresztujemy zawodowego włamywacza, to bardzo prawdopodobne, że w okolicy, w której działał, spadnie liczba włamań, przynajmniej na chwilę. Nie ma wcale tak dużo ludzi, którzy mają umiejętności i chęci do okradania domów na pełen etat.

Czarny rynek narkotyków po prostu tak nie działa. Nie ma znaczenia, ilu dilerów zostanie zatrzymanych, popyt na produkt pozostaje stały (a pewnie nawet się zwiększa ze względu na traumę wywołaną pobytem więzieniu, rozdzieleniem rodziny itd.). Eksperci szacują, że tylko 1 procent wszystkich narkotyków, które pojawiają się w Wielkiej Brytanii, jest przechwytywanych. Liczby w Stanach są tak samo niewielkie.

Koszty, jakie ponoszą kartele ze względu na policyjne akcje, są proporcjonalnie mniejsze niż koszty, które ponoszą sklepy z powodu drobnych kradzieży.

JAK SZYBKO I SKUTECZNIE ZWIĘKSZYĆ PRZEMOC?

Sesje zdjęciowe z narkotykami to groteska. Nie zmniejszają rynku narkotykowego, ale robią coś jeszcze gorszego. Zwiększają przemoc na ulicach.

Kolejna uniwersalna prawda, która stosuje się do każdej prohibicji: jeśli wsadzimy jednego gangstera, to jedyne, co uda się nam spowodować, to wojna o terytorium między jego podwładnymi i rywalami. Czasem nazywa się to zjawisko „efektem wolnego strzelca”.

Tak było w czasie prohibicji w latach 20. i tak jest teraz – od dżungli w Ameryce Południowej, przez pola makowe w Afganistanie, po śródmiejskie dzielnice miast w Stanach i w Europie. Następnym razem, kiedy zobaczycie w telewizji albo internecie stoły zastawione narkotykami i reporterów robiących im zdjęcia, możecie być pewni jednego: te działania doprowadzają do wzrostu przemocy na ulicach.

W książce Good Cop, Bad War pisaliśmy o tym, że wojna z narkotykami jest swego rodzaju wyścigiem zbrojeń. Policjanci wymyślają nowe sposoby na ujęcie dilerów, więc gangi odpowiadają tak, jak umieją: zwiększając poziom przemocy i zastraszenia. Nie ma tutaj szans na jakąkolwiek deeskalację. Tak działa prohibicja. I jest to dokładna odwrotność tego, czym powinna być policja.

Nawet najbardziej pobieżny rzut oka na historię wojny z narkotykami pokazuje, jak wiele szkód wyrządziła prohibicja na przestrzeni lat – poczynając od wzrostu populacji więziennej, na zupełnie bezsensownych śmierciach kończąc (które, na marginesie, dotykają nieproporcjonalnie bardziej osób biednych i ras innych niż biała). Dodatkowo wojna z narkotykami szkodzi również samym policjantom – wielu z nich walczy na niej wbrew własnej woli, co skutkuje problemami psychicznymi.

Sesje zdjęciowe z zarekwirowanym towarem to nie tylko niedopełnienie zasad Peela, ale działanie dokładnie wbrew nim. To dosłownie przeciwieństwo tego, czym powinna zajmować się policja.

Kiedyś, pod koniec wojny z narkotykami, spojrzymy na te zdjęcia narkotyków ułożonych na stołach z tym samym poczuciem zażenowania i absurdu, z którymi dzisiaj patrzymy na czarno-białe fotografie przedstawiające funkcjonariuszy roztrzaskujących beczki z whiskey.

Pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda. Propaganda narkotykowa codziennie sączy się różnymi kanałami: w telewizyjnych wiadomościach, na okładkach i w mediach społecznościowych. Chętnie podchwytują ją politycy. Jedna z zasad Peela mówi jasno, że policja powinna się wykazywać „absolutną bezstronnością wobec prawa i całkowitą niezależnością wobec polityki”. Poprzez ustawianie się do zdjęć wykorzystywanych później przez polityków oficerowie policji podważają swoją bezstronność i przekraczają granicę – zostają politycznymi aktorami i działają na rzecz promocji szkodliwej polityki.

Nie można dłużej działać wbrew podstawowym wartościom, na których zbudowana jest policja.

Chcemy, żeby ten publicystyczny artykuł przyczynił się do sprzeciwu wobec łamania zasad. Dlatego jeśli możecie, zapiszcie sobie link do tego artykułu i wklejajcie go w komentarzach, kiedy natkniecie się na kolejny tekst o policji, która ogłasza swój wielki sukces, bo przejęła ileś kilogramów towaru.

Dajmy im znać, że ta gra dobiegła końca. Nie możemy pozwolić policji, żeby działała wbrew najświętszym, najbardziej podstawowym zasadom w imię zbijania lajków w mediach społecznościowych.

***

Neil Woods jest byłym policjantem. Przez 14 lat pracował jako tajny agent i infiltrował gangi narkotykowe w Wielkiej Brytanii. Obecnie jest szefem organizacji LEAP UK – grupy zrzeszającej byłych pracowników policji i służb, którzy zabiegają o legalizację i regulację rynku narkotykowego.

J. S. Rafaeli jest dziennikarzem. Współpracował między innymi z magazynem „VICE” i „The Times”. Wspólnie z Woodsem napisał książki „Good Cop, Bad War” oraz „Drug Wars: The terrifying inside story of Britain’s drug trade”.

Tekst ukazał się w języku angielskim na stronie magazynu Filter.

Oceń treść:

Average: 9.5 (11 votes)

Komentarze

Piotr (niezweryfikowany)

"Dopóki będziemy mieli do czynienia z bazą użytkowników gotowych wydać miliony funtów na narkotyki, dopóty będziemy mieli problem z nielegalnym rynkiem narkotykowym. "
Dzięki temu wielu policjantów ma posadę - umowa o pracę oraz mundurowa (przedwczesna) emerytura.

Zajawki z NeuroGroove
  • Mefedron
  • Pozytywne przeżycie

Set and setting: myślę, że to mało istotne przy tego typu narkotyku, jednak razem z przyjacielem mieliśmy dobre nastroje.

11:30 Dostalismy z kolegą mefedron, co prawda nie był to mój pierwszy raz z tą substancją, ale tak jak napisałam ''dostaliśmy'' niby na wypróbowanie. Po kilkunastu minutach, razem z nim byłam w opuszczonym budynku przy torach. Wiem, te miejsce nie brzmi zbyt przyjaźnie ale lubię tam przebywać.

  • Bad trip
  • Szałwia Wieszcza

Chyba dobre

Zastanawiałem się- jak to będzie?

Spodziewałem się mniej więcej czegoś w stylu DXM x100

Ale srogo się myliłem.

Oczekiwanie podniecało mnie niemiłosiernie. Dzięki pewnemu człowiekowi (świat niech Ci błogosławi :D) paczka z Divinorum gnała do mnie kurierem. Dzisiaj zadzwonił około godziny dwunastej, że zaraz będzie. To był dla mnie Święty Graal.

  • Dekstrometorfan
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Plan był prosty, raczej nic nie odbiegało drastycznie od tego co testowałem kilka razy w przeszłości. Mianowicie 675mg DXM, rozłożone na 3 równe dawki po 225mg, a także jakaś lufka filis, bądź dwie.
Zimowy ponury dzionek czwartego kwietnia, ni to wyjść na miasto bo pizga, ni polatać w plenerze. Zostało mieszkanie. Mieszkanie, które od prawie dwóch dekad jest ze mną przez większość mojego życia, które

  • Etanol (alkohol)
  • Ketamina
  • Kokaina
  • MDMA
  • Nikotyna
  • Przeżycie mistyczne

urodziny, Holandia

W urodziny około 13:00 przyjechał do mnie diler z zakupami za 150 euro. Od razu po wyjściu z jego auta musiałem zgubić LSD, którego potem naćpany szukałem kilka razy. Może to i dobrze, po takim miksie mogłoby mi już odwalić za mocno... Pominę tutaj pierwsze 10 godzin, podczas których wciągałem tylko sfecony koks i piguły. Przejdziemy od razu do akcji ketaminowych i mieszania. Nie będzie typowo chronologicznie, po prostu zapodam Wam kilka przeżytych filmów, bo to naprawdę dobre hity. Choć ćpałem już prawie wszystko co możliwe, nie miałem pojęcia, że mózg może zrobić takie cuda.