.jeżeli masz tego typu stany, że myślisz o śmierci <dla mnie to mega deprecha> idź to internisty i poproś o clonazepam, to super lek na stany lękowe, magiczna piguła
Ciekawa opcja jest inozytol, naturalnie wystepujacy w organizmie czlowieka. Wzmacnia wrazliwosc receptorow na serotonine, co skutkuje stabilizacja nastroju. W polaczeniu z kofeina i guarana (energy drinki) potrafi naprawde pomoc.
Sama kofeina wyplukuje inozytol, wiec dobrze by bylo trzymac jego wysoki poziom. Norma to chyba 400-500mg/dobe.
klony, fakt, bylyby skuteczne, nawet zbyt skuteczne bym powiedzial.
Podejrzewam, ze na to nie ma innej rady niz detoks.
edit:
powinienes dodac: nic nie cieszy tak jak trampki.
@SiNy: Skąd żeś o tym inozytolu takie informacje wytrzasł, przyznaj mi się.
gsok-a pisze:Zamiast wlewania w siebie kolejnych hektolitrów kawy, proponuję picie zielonej herby
Dokładnie
Ja tam po litrowym naparze z 15-20gram czuję stan przypominający leciutko jakiś lekki psychodelik. Świat nabiera barw, odchodzi anhedonia, wszystko wydaje się być bardziej przejrzyste.
Prawdopodobnie genetycznie cierpię na depresję wywołaną niedoborem serotoniny, a być może również czegoś innego.
Psychikę mam raczej mocną, czuję że problem jednak nie leży w niej, a raczej w strefie fizycznej.
Przerwy od psychodelików nie pomagają. Mam już dość deksa, ale wpierdzielam go równo, gdyż na drugi dzień mam zajebisty humor, odczuwam emocje, jestem ciepły, uśmiecham się do ludzi, muzyka powoduje, że chcę tańczyć, czasem sobie coś nucę, podśpiewują, potrafię czerpać radość z rzeczy tak niewielkich jak np. zakupy w Lidlu z przyjaciółką.
Na co dzień raczej jestem oziębły. Czuję bezsens wszystkiego, bo i tak kiedyś umrzemy.
W wakacje na skutek zbyt częstych zabaw psychodelikami i problemami 'miłosnymi' strasznie cierpiałem na skutek tego, jaki to człowiek jest nieidealny. Dochodziłem wtedy do wniosku, że życie to tylko i wyłącznie cierpienie. Nie widziałem siebie, swojej przyszłości, celu w życiu i sensu - bo po co żyć, skoro nie odczuwa się emocji, nie ma szczęścia?
Czułem i po części nadal czuję się jak robot - żyję, tylko po to, by coś robić. Nie posiadam wiele paliwa, które napędza ludzi.
Już nawet palenie marii mnie specjalnie nie cieszy. Po przerwach na skutek dopaminy faktycznie mam banana na japie i jest świetnie - ale to trwa tylko parę minut. Na dłuższą metę osiedlowe indyjki, choć kontakty mam dobre, po prostu mnie męczą. Tylko bym spał i leżał. Jest mi w miarę przyjemnie, ale się nie rozwijam. Stoję w miejscu, uciekam od problemu, zamiast z nim walczyć.
Na 100% sativę szans nie mam, a moje uprawy zostały rozjebane. Hybrydy mnie nie satysfakcjonują.
Wiem, że trzeba swoje życie urozmaicać, odżywiać się odpowiednio, uprawiać sporty itd. - to pomaga, ale w niewielkiej mierze.
Powiedzcie mi więc, jak zdobyć receptę? Czy mogę wspomóc produkcję / wychwyt zwrotny neuroprzekaźników w postaci serotoniny, noadrenali bądź dopaminy za pomocą czegoś łatwo dostępnego?
Jakie są ceny np. SSRI lub inh. Mao? Czy zwykły lekarz po znajomościach mógłby mi załatwić na to receptę?
Czy trudno jest skombinować od psychologa te środki?
Próbowałem już bardzo wiele i jestem prawie pewien, że muszę uciec się do ostateczności i nafaszerować się chemią.
@Down:
Mój błąd. Poprawiłem.
Mąż polskiej noblistki myślał, że "popadł w szaleństwo". Badania nad psychodelikami w PRL
Narkomani i nędza. Niemcy wolą się tu nie zapuszczać. "Sytuacja nie do przyjęcia"
Logika Valium, a nie LSD: narkotyki, artyści, mieszczaństwo i codzienność do znieczulenia [WYWIAD]
Spali w lesie i zażywali narkotyki. Policja zatrzymała rodziców trójki dzieci
Jedna z mieszkanek zadzwoniła na policję i poinformowała, że rodzice wraz z trójką dzieci w wieku 1, 4 i 6 lat przez ostatnią dobę przebywali w samochodzie, w lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policyjny patrol.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.
Fałszywy narkotest, prawdziwe konsekwencje. Jak policyjna procedura zniszczyła życie 20-latka
W teorii miał to być rutynowy patrol drogówki. W praktyce - początek koszmaru, który na wiele tygodni wywrócił życie młodego człowieka do góry nogami. Fałszywie dodatni wynik policyjnego narkotestu, medialny rozgłos i społeczny ostracyzm okazały się silniejsze niż późniejsze, prawdziwe wyniki badań krwi. Bo gdy prawda w końcu wyszła na jaw, szkody były już nieodwracalne.