W EEG nic nie wylazało.
Fizycznie to cierpię ciągle na bóle kręgosłupa i nie trenuję już tak ciężko na siłowni, ale staram się trenować regularnie.
Psychicznie jest gorzej niestety.
Psychiatra stwierdził zaburzenia lękowe, a SSRI brac nie mogę. Zostaje benzo niestety. Chodzę też regularnie na psychoterapię.
Można więc powiedzieć, że pozostawiło mi to trwałe ślady w psychice i zdrowiu.
Choć gdybym miał wybierać to wolałabym problemy ze zdrowiem fizycznym.
21 marca 2020Uszkodzonabania pisze:Ciekawe, ja sam dostałem padaczki złamałem też dokładnie kość ramienną i kręgosłup piersiowy. Czy po tych padaczkach doszło u ciebie do pogorszenia zdrowia psychicznego i fizycznego ?12 marca 2020tatarak pisze: W sumie, w szpitalu lądowałem 3 razy.
Pierwsza hospitalizacja przydarzyła mi się w roku 2016 na 2 roku studiów.
Pani doktor psychiatra zdiagnozowała u mnie depresję, którą z resztą podejrzewałem u siebie juz kilka lat. Niestety za ćpanie stymulantów trzeba płacić.
Dostałam Asertin w dawce 50 mg. Wydaje się niewiele, ale jak się potem okazało o wiele, wiele za dużo.
Przez pierwszy tydzień czulem się jakbym był notorycznie chory na grypę, gorączka, poty, duszności.
Ufałem ulotce i miałem nadzieję, że działania niepożądane miną po ok. 2 tygodniach.
Razem z początkiem 3 tygodnia leczenia doznałem silnego ataku drgawek (jak się okazało nie ostatniego w moim życiu).
Potem standardowo, pogotowie, sor, podejrzenia guza mózgu i na CT.
Skończyło się na złamanych kręgach piersiowych i złamanej głowie kości ramiennej. Ogolnie rozpierdol.
Okazało się, że nie mam padaki, ale nadwrażliwość na SSRI. Potem z resztą probowali mnie nimi leczyć, ale uboki były za silne. Do tej pory odczuwam tamtą przygodę.
Kolejne pobyty w szpitalu to juz lata 2017 i 2018 (najpoważniejsza akcja moim zdaniem).
A ty kolego po czym tej padaki dostałeś?
21 marca 2020tatarak pisze: Padaczki mi nie stwierdzono. Brałem nawet tramadol w dużych dawkach mi nic, a nic mi nie było.
W EEG nic nie wylazało.
Fizycznie to cierpię ciągle na bóle kręgosłupa i nie trenuję już tak ciężko na siłowni, ale staram się trenować regularnie.
Psychicznie jest gorzej niestety.
Psychiatra stwierdził zaburzenia lękowe, a SSRI brac nie mogę. Zostaje benzo niestety. Chodzę też regularnie na psychoterapię.
Można więc powiedzieć, że pozostawiło mi to trwałe ślady w psychice i zdrowiu.
Choć gdybym miał wybierać to wolałabym problemy ze zdrowiem fizycznym.
Pierwsza po zbyt dużych dawkach leków, a druga skutek uboczny leku sam w sobie.
12 marca 2020tatarak pisze: W sumie, w szpitalu lądowałem 3 razy.
Pierwsza hospitalizacja przydarzyła mi się w roku 2016 na 2 roku studiów.
Pani doktor psychiatra zdiagnozowała u mnie depresję, którą z resztą podejrzewałem u siebie juz kilka lat. Niestety za ćpanie stymulantów trzeba płacić.
Dostałam Asertin w dawce 50 mg. Wydaje się niewiele, ale jak się potem okazało o wiele, wiele za dużo.
Przez pierwszy tydzień czulem się jakbym był notorycznie chory na grypę, gorączka, poty, duszności.
Ufałem ulotce i miałem nadzieję, że działania niepożądane miną po ok. 2 tygodniach.
Razem z początkiem 3 tygodnia leczenia doznałem silnego ataku drgawek (jak się okazało nie ostatniego w moim życiu).
Potem standardowo, pogotowie, sor, podejrzenia guza mózgu i na CT.
Skończyło się na złamanych kręgach piersiowych i złamanej głowie kości ramiennej. Ogolnie rozpierdol.
Okazało się, że nie mam padaki, ale nadwrażliwość na SSRI. Potem z resztą probowali mnie nimi leczyć, ale uboki były za silne. Do tej pory odczuwam tamtą przygodę.
Kolejne pobyty w szpitalu to juz lata 2017 i 2018 (najpoważniejsza akcja moim zdaniem).
Jakoś tak raz doprowadzony zostałem do skraju emocjonalnego. Chciałem sobie realnie coś zrobić. Poszło 3 gramy 3MMC na zmianę z 200mg aptecznej morfiny. Wszystko dożylnie. Bez tolerki na opiaty. Tylko się bardziej zdołowałem. Obaliłem czteropak piwa. W domu znalazłem jeszcze memantynę. Zeżarłem 400mg, część rozpuszczałem w piwie jak już brzydził mnie jej smak. Zrobiłem się splątany, nie mogłem ustać na nogach. W głowie miałem straszny pisk i dźwięk. Świat wirował. Ciągnęło mnie na wymioty, ale nie miałem czym żygać. Przeleżałem dzień, skulony na łóżku, nie jedząc, nie pijąc. Nie poszedłem do pracy, praca się zainteresowała. Trafiłem na SOR. Duży problem z założeniem wenflonu - głupie teksty o byciu ćpunem i dawaniu w kawał, dużo chamstwa. Kazali mi dać mocz, okazało się na narkotyki. W między czasie jakieś płyny. Trakotowanie jak śmiecia. Ostatecznie wyszła morfina, przyszedł toksykolog na konsultację. Ja udający zdziwienie, oczywiście nie wiem skąd opiaty w moczu. Poszedł mi na rękę. Napisał neutralną konsultację, mimo że oglądał ręcę i żyły (zaproponował ich Poradnię Leczenia Uzależnień). Wypisali mnie bez widzenia lekarza SORu. Wypis z pogardą pielęgniarka wydawała.
Drugi raz był gorszy. Ćpałem od piątku. Jakieś kryształy w żyłę. Popijane alko. Wieczorem w niedzielę ze straszną chcicą czegokolwiek, naćpany jak meszerszmit chciałem iść po wódkę. Moja druga połówka protestowała. Zabrała mi klucze do mieszkania. 2h szarpania się. Z bezradności zamknąłem połóweczkę na balkonie. Nalałem pół szklanki GBL/GHB. Wypiłem ciurkiem. Dobrze, że otworzyłem ten balkon. Parę minut później miękkie nogi, bełkotliwa mowa, utrata świadomości. Karetka. SOR. Tam totalny bełkot i wiotkość ciała. Wywiad o próbie przedawkowania. Przeniesienie na Toksykologię. Na wjeździe na Oddział charczący, wpadający w bezdechy, głęboko nieprzytomny. Akcja ratunkowa na korytarzu. Rura w gardło, respirator, wlew midazolamu oraz propofolu. Po 4h próba odłączenia, podjąłem własny oddech. Zrobili mi gastroskopię, niby mam przebłyski świadomości, niby podpisałem zgodę. Po paru godzinach odzyskałem świadomość. Ogromny szok (ostatnie co pamiętałem co własne mieszkanie i tracenie świadomości). Psycholog. Psychiatra. Po 24h od przebudzenia przeniesiony z intensywnej terapii na zwykłą salę. 4 doby obserwacji. Szlak mnie tam trafił prawie. Postawili warunek wypisu - leczenie odwykowe, wypis po ustaleniu konsultacji.
Wybrałem Łódź, kochanówek. Miesiąc później zawitałem tam na 12 tygodni. Przejebany pobyt. Warunki chujowe. Jedzenie chujowe. Terapia nie zła. Jak się chciało można było skorzystać dużo. Oddział bez przymusów pracy, dziwnych zajęć, dozoru jakiegoś. Trzeba było dużo samodyscypliny bo można było bez problemu ćpać.
Więcej grzechów nie pamiętam.
Miejscu gdzie jest tak bardzo niebezpiecznie, i bolały mnie już nie tylko ząbki.. 'Kawał głupi... o (tym..) 'traktowaniu ręki, wspominając o ostrożności, i niebezpieczeństwie związanym z kanałem. Wstrętnie.. patrząc jak na debila.. Na które i tak nie pójdę, bo gardzę tym szpitalem i całą otoczką. Jestem(!) lepszy od nich.. Jestem zakochany. Zajebiście zakochany. Każdy przecież sięga po narkotyki. To jedyny sposób na normalność. Mam rację, prawda? Nikt nie jest idealny.. NIKT.. Może przykłady z religii, ale napewno nie na świecie, w którym jeden malutki człowieczek znaczy tyle co garstka drobnych. Serio tak myślę...
Nie cytujemy postów znajdujących się bezpośrednio nad naszym postem. - {owerfull}
03 sierpnia 2017BedeSoba-Obiecuje pisze: Nie wiem co mają w tych kroplówkach ale stawia na nogi.
Zawiezli mnie do psychiatryka na badanie przed transportem na dolek.
Lekarz sie mnie pyta :
- Jaki dzisiaj mamy miesiąc ?
- Ja na to: Gdybym wiedział ,że takie będą pytania to bym sie lepiej przygotowal.
Raz bylem na izbie przyjec i mi wystarczy a juz w szczegolnosci psychiatrykow
Bo to sie liczy w tym temacie.
@Anabolik
Stary, proszę opisz nam tą ostatnią swoją akcję jeszcze raz.
Dla potomnych.
Grzybki zmieniają połączenia w mózgu. Czy to dobrze?
GIF: Nielegalny handel w sieci lekami narkotycznymi zaczyna się od legalnej recepty [WYWIAD]
Ciemna strona zieleni: Wszystko, co musisz wiedzieć o negatywnych skutkach nadużywania konopi
Jak kawa wpływa na oś jelita-mózg?
Naukowcy z University College Cork postanowili dogłębnie zbadać mechanizmy stojące za pozytywnym wpływem kawy na oś jelita-mózg. Wyniki badań, opublikowane na łamach Nature Communications pokazują, w jaki sposób regularne picie kawy i kawy bezkofeinowej wpływa na mikrobiom jelit, a co za tym idzie, na nasze zachowanie oraz poziom stresu.
CBZC uderza w narkobiznes. Zatrzymano 27 osób
Funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali 27 osób podejrzanych m.in. o wprowadzanie na terenie województwa opolskiego znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych. Z ustaleń śledczych wynika, że grupa zajmowała się dystrybucją marihuany oraz mefedronu, czerpiąc z tego procederu stałe korzyści majątkowe.
Mnisi szmuglowali narkotyki. Ukryli je za fałszywymi ściankami
22 buddyjskich mnichów zostało aresztowanych na międzynarodowym lotnisku w Kolombo w Sri Lance. W ich bagażach znaleziono łącznie około 110 kilogramów marihuany.
