Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 272 • Strona 3 z 28
  • 3248 / 3 / 0
Dużo czytałem, już kilka lat temu przeglądałem hajpa, chociaż zaczynał od Wikipedii. Ogólnie byłem przeciwnikiem narkotyków, jednak alko i fajek się tak bardzo nie czepiałem, może dlatego, że to dragi "zakorzenione w naszej kulturze i każdy je zna". Gdzieś w pierwszej klasie technikum zapaliłem marihuanę, był to mój pierwszy raz, zawsze ciekawiła mnie ta substancja, nikt mnie nie musiał namawiać, padło pytanie "palisz?" odpowiedziałem 'no pewnie!'. Dzięki całkiem niezłej znajomości tematu od strony teoretycznej pomogłem zrobić wiadro i pierwszy ściągnąłem tłok. Kilkanaście minut później byłem już tak upalony, że nie wiedziałem w sumie czy idę do przodu, czy do tyłu. Stan ten spodobał mi się, jednak nie na tyle, aby zgłębiać temat dragów. Podziękowałem i na tym się skończyło.

Pół roku później wpadł mi w ręce nasen, skojarzyłem go zaraz z [H] no i tak zaczęła się zabawa. Coraz częściej przebywałem na hajpie, przy próbie z inhalantami postanowiłem się trochę popytać ludzi w temacie, toteż zarejestrowałem się, było to gdzieś w maju, chyba w połowie. Od tamtego czasu poszedł w ruch DXM, oraz kilka innych aptecznych rzeczy. Nawinęła się też szałwia, jednak zbyt mała ilość, nie pozwoliła mi sprawdzić w pełni tej substancji.

Przy DXM zostałem, póki co, idealny narkotyk :)
Nikt mnie nie namawiał, sam się nakręciłem, ciekawość wygrała i dobrze mi z tym, nie biorę przez problemy, bo one zawsze będą, rozwiązuję je na trzeźwo, nigdy ich nie zapominam. Narkotyki traktuję jak dobrą rozrywkę, teraz je kontroluję. Inni pójdą do kina, lub teatru. Ja odbędę lot na łóżku. Może dzięki takiemu myśleniu nic mi nie jest i nie jestem uzależniony. Było kilka załamań nerwowych, jednak nigdy nie przez dragi, a przez ludzi.

Nie jestem z patologicznej rodziny, wręcz przeciwnie, nawet z zarobkami utrzymujemy się w średniej krajowej, można powiedzieć, że ją przewyższamy. Mam dobry kontakt z całą rodziną (tą najbliższą), z ojcem się pogodziłem, wszystko jest na swoim miejscu. Ze szkołą problemów nie ma, nigdy ich też nie było. Staram się utrzymywać ciepłe kontakty z ludźmi, chociaż gdy mogę to ich unikam, jestem typem samotnika.

Trochę się opisałem, jednak tylko po to, aby ludzie zrozumieli, że nie tylko młodzież z problemami lub dla przypodobania się kolegom, sięga po narkotyki (za co chwała również innym z tego tematu). Mój wybór był w pełni świadomy, wiedziałem jakie są zagrożenia.
Ostatnio zmieniony 22 sierpnia 2011 przez Crytek, łącznie zmieniany 1 raz.
Uwaga! Użytkownik Crytek nie jest już aktywny na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 1587 / 11 / 0
Jaka byłam? Pochodzę z konserwatywnej, katolickiej rodziny, jestem jedynaczką, samotniczką, zawsze żyłam we wlasnym świecie swojej wyobraźnie i często nie wiedziałam, co się dzieje dookoła. Niewiele się odzywałam do innych ludzi, ale było mi przykro z tego powodu, że się tak panicznie ich wstydzę.
Jak zaczęłam z DXM (to był taki przełom, do innych psychodelików się automatycznie potem przekonałam) bylam podniecona ezoteryką, ale bardzo przejmowałam się każdą magiczną porażką. Poza tym przyjaźniłam się wtedy z dziewczyną, która lubiła mi mówić przykre rzeczy. Pamiętam, że ciągle płakałam - zresztą chyba dopiero dzięki DXM zaczęłam mniej płakać. W końcu na forum ezoterycznym pewien mag zaczął pisać cudowne rzeczy o Acodinie. Byłam nim bardzo podniecona. Kupiłam go, ale bałam się go jeść. Dopiero gdy pewnego dnia wypiłam piwo i wino odważyłam się na to. Nie był to jednak zbyt dobry pomysł, bo nie byłam przygotowana na taką podróż, podczas której widziałam najgorsze chwile z mojego życia i było mi wstyd za to, że istnieję. Gorsza sprawa, że gdy rano rodzice zobaczyli mój roboci chód to odwieźli mnie do szpitala.
Potem przez pół roku nie brałam Acodinu. W międzyczasie przeczytałam "Powstającego Prometeusza". Teoria o ośmiu obwodach zafascynowała mnie. Chciałam rozwinąć prawą półkulę. Jednak po niemiłym doświadczeniu z DXM nie chciałam do niego wracać i skupiałam się wtedy na jodze, oobe itd. Po jakimś czasie stwierdziłam, ze właściwie to nic mi nie pomaga, jest mi coraz gorzej. W końcu nie wytrzymałam psychicznie i kupiłam acodin. Na początku chciałam brać tak po 2-3 tabletki, ale stopniowo zaczęłam brać coraz więcej i się w to wkręciłam. Moje początkowe podróże były okropnymi bad tripami, ale jakoś nie mogłam się odczepić od DXM. Potem zaczęłam eksperymentować z gałką i benzydaminą, ale wszystkie tripy były okropne. Smutno mi było, bo się strasznie napalilam na podróż. Potem dowiedziałam się o rc, LSA. Psychodeliczne podróże jednak wydawały mi się zbyt wesołe i lekkie. Chyba mam odporny mózg na serotogeniki. Moje życie odmienił dopiero agonista receptora sigma - lek Pramolan, który dał mi to, czego pragnęłam oraz mój chłopak :) Już kończę pisać tego trip raporta ;)
  • 1615 / 29 / 0
Przepraszam za offtop, ale robi się tu powoli temat : "jak zostałem kinder ćpunem - wyznania z pamiętnika gimnazjalisty"...
  • 1026 / 31 / 0
Kiedyś usłyszałam, że "ćpam, bo mam za dużo w dupie", kiedy indziej, że "muszę mieć jakieś ukryte problemy ze sobą". Wręcz przeciwnie - nigdy nie miałam jakiś ogromnych dramatów osobistych, życie mija mi raczej przyjemnie, choć z bananowej młodzieży też się nie wywodzę. Po prostu czasem lubię sobie spędzić wieczór w sposób bardziej kolorowy niż inni. Nie dla mnie dopisywanie sobie filozofii czy ambitne próby samorozwoju, jestem prostą dziewczyną i nigdy nic głębszego nie kryło się za przyjmowaniem przeze mnie substancji psychoaktywnych :) Zaznaczyć trzeba, że nie jestem typem specjalnie towarzyskim. Zawsze wolałam zamknąć się w domu sama (ew. z facetem/przyjaciółką) i poczytać/obejrzeć film, niż dziko imprezować, jak niektóre moje koleżanki. Szybko opuściłam DOM rodzinny, szybko zaczęłam się sama utrzymywać, bardzo wysoko cenię sobie niezależność i nie chcę jej utracić.
Z ostatniego wynika mój realizm. Los był dla mnie łaskawy, ale gdybym (ćpając) popadła w jakieś poważne, życiowe tarapaty - pewnie próbowałabym zaćpać problemy, a to już równia pochyła. Jednak na razie uważam się za świadomą użytkowniczkę narkotyków (w tym alkoholu) i wiem, kiedy powiedzieć sobie dość. Wiem, jakich "nawyków" nie kontynuować, bo to z góry przegrana gra nie warta świeczki. Nigdy nie zbliżę się już np. do morfiny. To dla mnie jednak za wysokie progi.

Pierwsze przygody z alkoholem to około 16 lat, 17 lat - mj, której jednak nie pokochałam i do teraz jakoś mnie nie ciągnie. Mając lat 20-21 (erasmus) poznałam smak psychodelików, po powrocie do kraju - DXM i psychodeliki, potem inne dysocjanty, przez 1,5 roku ciągnęłam też sporadyczną znajomość z kodeiną. Dziś mam lat 26, żyję w miarę ogarnięta, nieco mądrzejsza niż kiedyś, ale zmieniona przez substancje psychoaktywne w bardzo małym stopniu :)
  • 1615 / 29 / 0
Wielu pisze tu, że są osobami raczej spokojnymi, które wolą spędzać czas samotnie, lub w bardzo małym gronie.

Myślę, że właśnie to jacy jesteśmy, spokojni, czy żywiołowi, towarzyscy, czy samotnicy określa też grupę docelową substancji jakie lubimy.

Np. ktoś narwany, towarzyski, imprezowy będzie preferował takie substancje jak: MDMA, kokaina, amfetamina, mefedron itp. Natomiast ktoś bardziej zamknięty w sobie, ceniący spokój, lubiący zrelaksować się w domowym zaciszu wybierze: opiaty/opioidy, psyhodeliki itp. Za wspólną dla obu grup uznałbym marihuanę.

Kolejnym aspektem jest samopoczucie i nastrój w jakim się znajdujemy w danym momencie. Może mieć to wpływ na to, na jaką substancję się zdecydujemy. Podobnie jak miejsce w którym się znajdujemy, lub do którego się wybieramy (raczej nie przyjebiemy LSD idąc na rodzinna imprezę).

Reasumując, to po jakie substancje sięgamy i kiedy, określa wypadkowa dostępności do danych substancji, oraz to jakie mamy cechy charakteru a także nastroju w jakim się znajdujemy w danym momencie.

Są oczywiście osobniki stanowiące wyjątek od "reguły", którzy mają preferencje wręcz odwrotne niż przedstawione powyżej, bądź też przyjebią wszystko, byle się czymś ujebać.
  • 1587 / 11 / 0
0202122 pisze:
Przepraszam za offtop, ale robi się tu powoli temat : "jak zostałem kinder ćpunem - wyznania z pamiętnika gimnazjalisty"...
Dlaczego? Ja zaczęłam dopiero w wieku 18 lat, biorę głównie tryptaminy, fenetyloaminy psychodeliczne i dysocjanty. W gimnazjum nawet od alkoholu stroniłam.
  • 181 / 3 / 0
0202122 pisze:
Np. ktoś narwany, towarzyski, imprezowy będzie preferował takie substancje jak: mdma, kokaina, amfetamina, mefedron itp.
Z moich obserwacji wynika, że często osobom spokojnym i cichym stymulanty najbardziej podchodzą do gustu :-D
  • 640 / 7 / 0
To samo chciałem powiedzieć.Fajnie jest zobaczyć w człowieku taką odmianę.
  • 703 / 40 / 0
Albo leniwym :-) Generalnie nie lubię np. fety, ale parę razy mi pomogła zebrać się do czegoś co powinnam zrobić 'na tydzień temu', a za cholerę nie miałam energii. Jednak używanie stymulantów w celu otwarcia się na ludzi czy zmobilizowania do załatwienia zaległych spraw to wiadomo, prosta droga do uzależnienia, dlatego dałam sobie spokój.

Zaczęło się od patologii na chacie i panicznego strachu przed ludźmi, przed jakąkolwiek konfrontacją; od alkoholu, kiedy znalazło się kilkoro bardzo dobrych znajomych chcących mnie wyciągnąć do ludzi. Niestety, chodzenie na imprezy pogorszyło mój stan, bo w tłumie nie umiałam się odnaleźć i zamiast zaakceptować siebie wierzyłam, że jestem beznadziejna. Chociaż większość czasu byłam samotna, to nie byłam ani nie jestem 'samotnikiem' - muszę mieć kontakt z ludźmi, żeby się dobrze czuć.

(Była jakaśtam gałka muszkatołowa w międzyczasie, benzydamina, którą zapamiętałam jako seans najlepszego horroru w moim życiu, ale to mniej istotne.) W końcu, w wieku 17 lat po pijanemu przez przypadek przecięta żyła, panika do czego to doprowadzi, i decyzja spróbowania powoju. Pierwszy prawdziwy trip i olśnienie - właściwie to siebie lubię, nie chcę się niszczyć, kaleczenie się fizycznie i wieczne wyrzuty sumienia to idiotyzm. I powoli zaczęło mi się w życiu poprawiać. Uwierzyłam, że kiedyś będzie lepiej, i w końcu po kilku latach się udało - znajomi, przyjaciele, miłość, nawet pogodzenie z rodziną i doprowadzenie do złagodzenia sytuacji po ponad dziesięciu latach małego koszmaru (wiem, że inni mają gorzej, żyją w domach dziecka, doświadczają przemocy fizycznej itp. - ale dla mnie to co się działo to był koszmar.)

A, że jakoś przed delegalizacją mefa wpieprzyłam się w ćpanie stymulantów i potem wszystkiego co się nawinie to inna sprawa. Na pewno nie pomaga mi to w osiągnięciu szczęścia, przeciwnie, parę razy prawie spieprzyłam to co od siedemnastki budowałam. Staram się już do takich sytuacji nie doprowadzać, i traktować ćpanie jako rozrywkę, czasami odskocznię od stresu. W sumie jak wyjeżdżam do ulubionego miejsca na ziemi nie myślę o używkach, nawet o ćmikach, więc liczę na to, że jak się tam przeprowadzę na stałe to mi przejdzie fascynacja dragami (oprócz psychodelików.)
  • 729 / 8 / 0
SOTB, mówisz o mnie praktycznie. Tylko ja tego koszmaru doświadczam na codzień i era "pogodzenia" jest praktycznie niewykonalna. Wkurwia mnie podejście ludzi ogólnie, dziś stwierdziłem, że mi źle, to usłyszałem "a co, maltretuje cię ktoś?" od mojego starego. Nie, kurwa, nikt mnie nie tłucze, ale to nie znaczy, że jest wszystko w porządku. Oglądanie napierdolonych wiecznie rodzicieli wcale nie tworzy super klimatu do rozwoju i radości, no sory, a słuchanie tych argumentów typu "żryć i dach nad głową masz to co narzekasz" to aż mnie rozpierdala wewnętrznie. Ja wiem, że "inni mają gorzej", ale to MOJA sytuacja, gówno mnie inni obchodzą w tej sytuacji.

Dlatego nakurwiam kodeine. :D
To see bee! To see sea: To see infinity, To see eternity! To city too - To see pee!
2C-B! 2C-C: 2C-I, 2C-E! 2C-T-2 - 2C-P!

Kładzenie ćpuna spać na trzeźwo to jak kładzenie żywego do trumny.
~ Lilia1

GG: 450537
e-Mail: FriendlyToker@gmail.com
ODPOWIEDZ
Posty: 272 • Strona 3 z 28
Newsy
[img]
Marihuana w Szwecji — jedno z najostrzejszych praw w Europie

Szwecja karze nie tylko posiadanie marihuany, ale samo bycie pod jej wpływem — to rzadkość na tle reszty Europy. Od ponad trzydziestu lat policja może zlecić test na miejscu przy samym podejrzeniu, a dostęp do konopi medycznych pozostaje w praktyce symboliczny.

[img]
Diler z Anglii przyjmował nietypową walutę. Uzależnieni spłacali długi rzadkimi kartami Pokemon

Nietypowa waluta w narkotykowym biznesie pod lupą angielskich śledczych. Podczas przeszukania domu 26-letniego dilera policjanci zabezpieczyli nie tylko kokainę, marihuanę i gotówkę, ale także pudełko z rzadkimi kartami Pokemon. Szybko wyszło na jaw, że służyły one uzależnionym do spłacania długów u przestępcy.

[img]
Ogromny transport kokainy. Narkotyki za 19 mln zł ukryto w złomie

Ponad 350 kg kokainy o czarnorynkowej wartości przekraczającej 19 mln zł przechwycili funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej w Gdyni. Narkotyki były ukryte wewnątrz ciężkich metalowych elementów znajdujących się w kontenerach ze złomem. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.