macieks pisze: np ide ide i wszystko wydaje mi sie takie psychodeliczne, podziwiam piekno tego swiata hehe moze to glupio brzmi ale tak jest i takie cos to moim zdaniem jest flashback
To co czujesz, odczuwałem od dziecka..pierwszy raz palilem jak mialem 16 lat a duzo duzo wczesniej doznawałem takiej "psychodelicznej euforii" zachwytu itp..to raczej sprawa Twojego wnetrza, własnego na ktore nie wplywaja tego typu zewnetrzne bodzce...(Sam A. Hoffman miewał takie stany, co opisał w swojej książce, a nie zażywał nic.)
Marihuana ma to do siebie, że tego typu stany które byś przezywal na "czysto" potęguje, potęguje te piekne uczucia zachwytu pobudza wyobraźnie...Jeżdzac na motorze zanim zaczalem jarać dosyć czesto (kiedyś raz na 0,5 roku) doswiadczalem tego zawsze, jezdzilem specjalnie w gory zeby uczucie bylo lepsze, wprowadzalo mnie to w jakby inny stan, stawalem sie kims innym w tych momentach jakbym byl nacpany :) Kilka dni temu sprobowalem jak sie jezdzi motorem po zjaraniu i musze przyznac ze marihuana poteguje te piekne uczucie wolnosci, zachwytu itd kilkakrotnie.
Pobudza wyobraznie i powoduje, że samo wyobrazanie sobie pieknych rzeczy wprawia mnie w jeszcze wieksza radosc .
Podsumowujac to co Twoim zdaniem jest flashbackiem, moim zdaniem jest darem, ktorego nie posiada kazdy i posiada go mniejszosc. Dzięki temu można stać się kimś wiecej...
BTW wierzysz w Boga?
Flashbacki pojawiają sie na trzeźwo jakiś czas po zażyciu czy jak to ogółem działa itd. bo nie rozumiem tego zbytnio . :-/
Piotrowe Niebo pisze:Temat, własnie wróciłem z roboty. Jestem grafikiem, siedze od rana i projektuje banerki - jak to zwykle bywa.
Zawieszony maksymalnie, w pewnym momencie wstaje ze stanowiska i nie wiem co sie dzieje. (to nie pierwszy raz). Zrywam się
do kibla. Siedzę tam chwile, serce napierdala mi jak młot. Patrze w lustro - blady jak ściana. W mózgu dziwne jazdy-
panika, strach - o boże jak ja tam spowrotem wyjde, pełno ludzi, zamieszanie - a ja trace normalnie świadomość.
Poce się, oblewam zimną wodą, na chwilę luz. Wychodzę z kibla, wszystko mi się rozmazuje, zero koncentracji,
rozkojarzenie, nie wracam na stanowisko, spieprzam się przewietrzyć, wychodzę na dwór, mijam jakis ludzi - nie wiem
co jest grane, chwilę stoje, zimny pot na czole, wracam na korytarz, siadam na schodach. Wmawiam sobie ze wsszystko
jest ok, ale potrzebuje jakiegos schronienia, połozyc się - alkochol by mnie uleczył. A tu jestem w pracy, wariuje
mam wrazenie ze juz po mine ze zaraz kurwa tego nie wytrzymam. Wracam do roboty, biorę rower i co pod ręką i
długa do domu. Jadąc do domu, przytomnieje, dochodzę do siebie. W sklepie kupuje browar, właśnie go spiłem.
Kurwa co się dzieje ? Czy to flashback ? Kurwa mać, nie dzieje się to pierwszy raz, a najgorsze jest to ze
jestem za każdym razem zeschizowany wystąpieniem takiego stanu poraz kolejny. Za każdym pieprzonym razem
jak stoję np. z moim szefem twarzą w twarz - on cos do mnie gada, z mojej strony zawsze zero skupienia, poce się,
mam w głowie kompletny mętlik, rozjeżdża mi sie świadomośc, nie umiem się skupić na rozmowie, mam wrażenie
że za chwilę znów mnie pierdolnie i odpłynę. Akcja = reakcja = schiza. Na marginesie dodam że między 17 a 21 rokiem życia paliłem codziennie
regularnie trawę, kilka razy żarłem kwarnika i grzyby, kilka razy drop i kilkadziesiąt razy feta. W 2002 roku przestałem
z dnia na dzień palić gandzie. Kolejne dni po przerwaniu były masakryczne. Nie spałem, zwijałem się na łóżku - nie z bólu -
miałem wrażenie że rozpierdoli mi mózg. Czasami budziłem sie w nocy i nie wiedziałem kompletnie co jest granie, gdzie jestem, kim jestem...
Żarłem wtedy tabletki ziołowe na uspokojenie które niewiele pomogły. Zacząłem więc
pić więcej niż zwykle. Pomogło. Dochodziłem do siebie. Minęło kilka lat i jakoś się unormowało, chociaż pociłem się czasami jak szalony.
Rok temu znów zacząłem świadomie palić, myśląc że teraz jest
wszystko spoko. Nie z taką częstotliwością jak kiedyś, ale raz w tygodniu. To chyba nie był najlepszy krok.
Jeszcze jedno, ostatnia kreska jaką wciągnąłem - pisk w uszach, głuche walenie serca, zimny pot. Przechlałem tą kreskę browarami.
Następnego dnia ... chyba nigdy w życiu nie chciałbym się już tak poczuć. Od tamtej pory zero krechy. Może to przez włada ? A może przez
wszystko naraz. NIe wiem, kurewsko mnie to męczy, przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu, jak mam okazję to omijam dialogi bo nie wytrwam
w skupieniu dłużej niż kilkanaście sekund. Ja pierdole.
Podczas pewnego tripa na LSA na jakieś 5 sekund wkręciłem sobie, że zwariowałem i że resztę życia skończę w świrowni. Obraz zaczął mi się rozjaśniać i rozmazywać, załączył się potworny nieogar połączony ze irracjonalnym strachem. Po chwili minęło gdy wybiegłem z pomieszczenia. Tydzień później, gdy zajarałem samemu przed kompem, poczułem dziwne zaplątanie myśli. Nagle cały klimat zrobił się mega mroczny, w głowie uczucie, jak by ktoś napierdalał mi mózg młotem pneumatycznym. Myśli w stylu "zniszczyłemsobieswiadomosctrafiedopsychiatrykaaaaaaaaaaaa". Szybko się ogarnąłem, że TO TYLKO NARKOTYK, wstałem, włączyłem światło - te same objawy co wtedy na powoju. Doszły nie opanowane dreszcze. Przesiedziałem w takim stanie przed kompem ok 10 minut, aż w końcu minęło. Od tego momentu zawsze gdy zajaram, muszę się bić z myślami aby tego nie rozkminiać, gdyż bardzo często strach przed tym piramidalnie posranym katatonicznopodobnym doznaniem mnie atakuje, skutecznie jebiąc mi całą satysfakcję z bycia zbakanym. Kilka dni temu na zejściu z DOI, gdy dopaliliśmy ze znajomymi smartshivę, prawie mi to powróciło. Nawet teraz, gdy piszę tego posta i tylko o tym myślę, czuję dziwny uścisk z tyłu głowy i słabą namiastkę zmiany percepcji. Zauważyłem, że najlepszą metodą walki z tymi wydumanymi gównami po psychedelikach, jest nie dawanie się przez nie zastraszyć. Strach tylko to podlewa.
Robię sobie co najmniej tygodniową przerwę od wszelkich używek, poza alkoholem. Mam tego serdecznie dość i zrobię wszystko, żeby się tego jak najszybciej wyzbyć. LSD nigdy nie wezmę, pierdolę. Psychedeliki nie ryją bani? BUAHAHAH, dobre sobie.
Psychodeliki w szczepionkach i piwie. Ujawniono tajne dokumenty CIA
Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”?
Marihuana to gorsze wyniki w nauce i stres emocjonalny
Cyfrowe klony ludzkiego umysłu. Naukowcy testują psychodeliki na wirtualnych mózgach
Wyobraź sobie, że lekarze mogą przetestować wysoce eksperymentalną terapię na Twoim mózgu, w ogóle nie podając Ci leku.
Holenderski eksperyment z regulowaną uprawą marihuany okazał się sukcesem
Minął dokładnie rok, odkąd holenderskie coffeeshopy w wybranych gminach zaczęły sprzedawać wyłącznie legalnie uprawianą marihuanę. Eksperyment, który miał uderzyć w czarny rynek, przynosi pierwsze wymierne efekty. Choć nie obyło się bez kar finansowych, ogólny bilans jest zaskakująco pozytywny.
Mama dilera przyszła na policję z marihuaną
Policjanci z Krakowa zatrzymali 16-latka, u którego znaleziono ponad 50 gramów marihuany. Chłopak przyznał się także do jej sprzedaży.