Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 120 • Strona 12 z 12
  • 531 / 106 / 0
Za to da się być cały czas w stanie do dupy i poczucia mienia przerąbane i z tym już nie ma najmniejszego problemu. Tak już jest skonstruowany świat.
  • 633 / 155 / 0
Za mało cpiesz i tyle %-D
  • 531 / 106 / 0
Ja chcę tylko nie cierpieć i nie mieć na grubo przerąbane. Czy ja tak wiele wymagam od życia?
  • 633 / 155 / 0
Owszem.
Cierpienie jest wpisane w istnienie.
Pozostaje IDDQD w najbliższej aptece.
  • 1983 / 209 / 0
22 lipca 2026Ptaszyna pisze:
Ja chcę tylko nie cierpieć i nie mieć na grubo przerąbane. Czy ja tak wiele wymagam od życia?
Spojrzałem tylko na Twój profil i jesteś najaktywniejszy na forum kodeina oraz w temacie kodeina. Dziwisz się, że cierpisz skoro brałeś/bierzesz tak mocno destrukcyjny narkotyk jeśli chodzi o skutki jak 'zniszczony" układ nagrody, brak chęci do życia, brak motywacji i problem z cieszeniem się życiem nawet miesiące/lata po całkowitym odstawieniu?
Take DXM and Be Happy
  • 531 / 106 / 0
@Demis Brawo. Właśnie to lubię najbardziej. Dwie na szybko wyciągnięte informacje i już masz zbudowany obraz całości danej osoby i rozwikłałeś. Szanuję. Właśnie przez takie podejście ludzie ćpają, bo każdy ich problemy ocenia powierzchownie, biorąc takie właśnie przesłanki za pewnik.

Moje problemy zaczęły się na długo przed tym jak w ogóle dowiedziałem się o istnieniu kody. Już od dziecka coś było nie tak, ale nie wiedziałem jeszcze co mi się szykuje. W jednym jednak masz rację. Na dłuższą metę to nie jest rozwiązanie.

Ja szukam ulgi, nie fazy. Niedługo odpalam protokół zdrowie i będę ogarniał wszystkie tematy od zębów przez kręgosłup po diagnostykę psychiatryczną pod kątem ADHD, bo na to wskazują poszlaki i sugestie innych ludzi, łącznie z użytkownikami tutaj, przez znajomych i lekarzy.

Od dziecka byłem inny, ale potem to się rozwinęło w coś co mi się nie podoba i jak mam już tą wadę fabryczną to będę prosił o pomoc w postaci farmakologii. W mojej osobistej opinii to dalej będzie ćpanie, ale zawsze legnitnie, od konowała, grzecznie i nikt się nie przywali. Mam nadzieję, że zapiszą mi coś skutecznego na ADHD, czy co tam znajdą i coś co przyniesie ulgę w tej cholernej nadwrażliwości.

Jest tylko jedna obawa, która mnie do tej pory powstrzymywała przed podjęciem kroku w kierunku diagnostyki psychiatrycznej.

Nie chcę SSRi, a niestety to jest środek bardzo stręczony w psychiatrii i przepisywany na wszystko. Czasem mam wrażenie, że lekarze to jak przyjdziesz i powiesz "Dzień dobry, mam problem z..." to już jedną ręką zaczynają wypisywać reckę na SSRi.

Na depresję, bezsenność, na stawy, na hemoroidy, na raka, na wszystko to już niedlugo będą dorzucać.

No, a z doświadczeń osób, które znam, przeczytanych relacji ludzi i tego co obserwuję u jednej bardzo bliskiej osoby to jest to niestety gówno, które mało dobrego robi, a dużo może zaszkodzić.
  • 82 / 36 / 0
Myślę, że dobrze do tego podchodzisz. Zamiast szukać kolejnego środka, który na chwilę przykryje problem, chcesz sprawdzić, czy nie ma konkretnej przyczyny. To już jest krok w dobrą stronę.

Co do SSRI, to też bym nie demonizował ani nie idealizował. Faktem jest, że są przepisywane bardzo często i nie każdemu pomagają, ale też nie są jedynym narzędziem w psychiatrii. Jeżeli faktycznie wyjdzie ADHD albo coś innego, to leczenie może wyglądać zupełnie inaczej. Dobry psychiatra powinien przede wszystkim zebrać porządny wywiad, a nie po piętnastu minutach wręczyć receptę i do widzenia.

Najważniejsze, żebyś nie zakładał z góry, że wizyta = SSRI. Masz pełne prawo powiedzieć lekarzowi, że nie chcesz zaczynać od tej grupy leków i dlaczego masz takie obawy. To powinno być elementem rozmowy, a nie coś, co jest z góry narzucone.

I jeszcze jedna rzecz – jeśli piszesz, że od dziecka czułeś, że "coś jest nie tak", to tym bardziej warto to sprawdzić. Nie wszystko, co wygląda jak depresja, jest depresją. Czasem wieloletnie problemy z koncentracją, regulacją emocji czy przebodźcowaniem potrafią dawać bardzo podobny obraz.
  • 633 / 155 / 0
Jeszcze zobaczymy kolege odmienionego jak sie nafura :)
W razie czego tylko przypominam ze za rzadow Marka Aureliusza Rzym jakos nie upadl.
  • 531 / 106 / 0
Szczerze mówiąc chłopaki moje najwspanialsze to prawda jest taka, że robię to tylko po to, żeby mieć wszystko legitnie i przynajmniej podkładkę, że ja "nie ćpam" tylko "leczę się". Chociaż moim zdaniem to jest dokładnie to samo i mój wrodzony cynizm każe mi się z tego śmiać. Po prostu chodzi o to, żeby konowały miały monopol na wypisywanie ci ćpania i brali za to kasę.

Generalnie to umoralnianie na forum i pisanie o zagrożeniach i racjonalizacjach ćpuńskich przybrało już takie rozmiary, że nie da się już prawie znaleźć wpisu bez tego dodatku.

Ja przedstawię kontrowersyjną tezę, że te przywoływane i tak piętnowane racjonalizacje to nie zawsze są tylko pozbawione prawdy usprawiedliwienia i nie zawsze chodzi tylko o ćpanie, ale problem jest szerszy.

Tu się już ćpanie przedstawia jednoznacznie źle i chyba tylko ja jestem jego obrońcą, chociaż rozumiem dobrze, że jakiś człowiek, którego wyniszczyło, który jest w końcowym stadium nałogu, albo wychodzi będzie tak ostrzegał innych na temat pogorzeliska jakie sobie zrobił i oczywiście mówi z pozycji autorytetu, bo przeżył to.

No, ale teraz dlaczego ja uważam, że ćpanie nie jest do końca złe i to nie jest czarno białe. Otóż niektórzy mieli przerąbane na grubo, na prawdę na grubo już wcześniej. Osoba prawidłowo ukształtowana, która mieści się w normie, odczuwa jak statystyczna osoba na trzeźwo to nie zrozumie tego.

Tylko teraz spójrzcie na to z perspektywy osoby, której wcześniej urodziło się piekło w głowie i przez lata nie miała ani jednego dnia, gdzie nie zjadałoby ją od środka, niepokój, poczucie, że cię rozsadza, że nie możesz się zrelaksować i zaznać spokoju. Taki jest mój stan na trzeźwo i dragi tego nie zrobiły. To zaczęło się dużo wcześniej. To piekło dostałem od mamusi w genach w spadku, która też ma dokładnie te same symptomy i to widać od razu. Nawet kiedyś wybuchłem i wygarnąłem w kłótni, że dała mi tak dziadowski układ nerwowy i skazała mnie na piekło do końca życia.

Teraz powiem tak. Gdyby raz na jakiś czas nie weszła jakaś substancja to ja nie miałby ani chwili ukojenia. Mam przynajmniej teraz trochę wspomnień pięknych chwil, gdy demony w głowie ucichły i siedziałem sobie na ławeczce nad wodą, mogłem w spokoju obejrzeć film, skupić się i zrelaksować. Nie czułem tego ciągłego rozsadzającego niepokoju i tych myśli, że coś się spierdoli, że będę miał grubo przerąbane.

Tego, że stracę hajsy, że nigdy nie uwolnię się od roboty, że odpalą mi protokół wprowadzą nowy system, że maszyna rolnicza wklęci mi chuja i dresy mnie wyśmieją (serio, to jest jeden z moich lęków). I takie życie na codzień.

Do tego ta pieprzona nadwrażliwość na bodźce i ból. Każdy hałas, dyskomfort, ucisk, tiki, ciągłe wiercenie się i niemożność skupienia na dłużej. Nawet spać nie mogę dobrze, bo mi zawsze coś przeszkadza.

No i tak to wygląda, dlatego ja chcę, żeby mi zapisali coś po czym mózg wygeneruje myśli, że wszystko będzie dobrze, że jak będę miał przerąbane to ogarnę to jakoś i dam radę no i że będę piękny, zdrowy i młody na wieki.

I proszę nie wyskakujcie z treningami, zimnymi prysznicami i medytacjami, bo ja to robię od lat. Całe życie aktywnie, siłownia, bieganie, jakieś medytacje i to nie w kratkę, ale dyscyplina jest.

No i gówno mi to dało. Tyle, że dobrze wyglądam, bo na łeb to nic nie pomogło.
  • 82 / 36 / 0
Myślę, że w tym co napisałeś są dwie rzeczy, których nie warto wrzucać do jednego worka.

Pierwsza to pytanie, czy substancje potrafią przynieść realną ulgę. Oczywiście, że potrafią. Gdyby nie potrafiły, to nikt by się od nich nie uzależniał. Osobie, która przez lata żyje w permanentnym napięciu, taki kontrast może być wręcz szokujący. Nie jest to żadna "racjonalizacja", tylko opis doświadczenia.

Druga rzecz to pytanie, czy ta ulga jest rozwiązaniem problemu. I tutaj już niestety często odpowiedź brzmi: nie. Bo z czasem organizm przyzwyczaja się do substancji, pojawia się tolerancja, a stan wyjściowy potrafi być jeszcze gorszy niż wcześniej.

Dlatego uważam, że warto sprawdzić, czy pod tym wszystkim nie siedzi coś, co da się leczyć bardziej celowanie. ADHD, zaburzenia lękowe, problemy ze snem, nadwrażliwość sensoryczna – to wszystko może się ze sobą mieszać i dawać wrażenie, że "trzeźwość boli". To nie znaczy, że ktoś jest słaby albo że sobie wymyśla.

Zwróciłem też uwagę na to, że piszesz o tych objawach od dzieciństwa. To akurat jest cenna informacja diagnostyczna. Gdybyś napisał, że wszystko zaczęło się po kilku latach brania opioidów, patrzyłbym na to inaczej. Ale skoro wspominasz, że podobnie było już wcześniej, to naprawdę warto to rzetelnie przepracować z psychiatrą, zamiast zakładać z góry, że jedyną odpowiedzią jest kolejne samoleczenie.

Oby tylko trafił Ci się lekarz, który będzie chciał zrozumieć cały obraz, a nie ograniczy wizytę do pięciu minut i automatycznego wypisania recepty. Bo przy takich wieloletnich problemach dobra diagnostyka jest chyba ważniejsza niż sam wybór leku.
ODPOWIEDZ
Posty: 120 • Strona 12 z 12
Artykuły
Newsy
[img]
Policjanci z warszawskiej Woli udaremnili przemyt narkotyków z Hiszpanii do Polski

Policjanci z warszawskiej Woli udaremnili międzynarodowy przemyt narkotyków i zabezpieczyli ponad 10 kg czystej kokainy ukrytej w specjalnych skrytkach pojazdu. Dzięki funkcjonariuszom narkotyki nie trafią na warszawski rynek, a osoby biorące udział w tym procederze, usłyszały zarzuty w prokuraturze i zostały tymczasowo aresztowane. Zatrzymanym mężczyznom może grozić kara do 20 lat więzienia.

[img]
Marihuana medyczna w wywiadzie stomatologicznym. Pytanie, którego nie warto pomijać

Jeszcze kilka lat temu marihuana medyczna kojarzyła się przede wszystkim z leczeniem przewlekłego bólu lub łagodzeniem dolegliwości u pacjentów onkologicznych. Dziś coraz częściej mówi się o jej stosowaniu także w depresji, zaburzeniach lękowych czy zespole stresu pourazowego. Nie oznacza to jednak, że skuteczność takiego postępowania została potwierdzona. Wyniki najnowszej metaanalizy wskazują, że dowody naukowe są w tym zakresie ograniczone, a w przypadku depresji brakuje dowodów z randomizowanych badań klinicznych.

[img]
Naukowcy ostrzegają: „pożycza energię” kosztem nocnej regeneracji i napędza błędne koło

Kofeina wpływa na jakość nocnego wypoczynku i może skracać sen lub utrudniać zasypianie - wynika z badań. Jednak nawet przy pozornie prawidłowej długości snu może zmniejszać aktywność wolnofalową i przesuwać obraz EEG w stronę bardziej czuwającego mózgu – oceniła ekspert prof. Donata Kurpas.