Alkaloid opium - metylowana pochodna morfiny.
Więcej informacji: Kodeina w Narkopedii [H]yperreala
Wolisz kodę z Antka czy z Thioco?
Antek
44
29%
Thioco
109
71%

Liczba głosów: 153

ODPOWIEDZ
Posty: 10097 • Strona 1005 z 1010
  • 5 / 1 / 0
@dhnzr

Na pomysł wpadłem czytając badania porownywawcze, między kodeiną a kodeiną o przedłużonym uwalnianiu i ta druga jak najbardziej działa. Peak następował po 2-3h i powoli spadał, z pamięci, jakieś 2,5x wolniej. Więc to nie kwestia tego czy zadziała, a jak w domowych warunkach zrobić by zadziałało.

Najprostrzym sposobem byłoby rozkruszenie połowy dawki thioco i przyjęcia tej dawki a pół godziny później całych tabletek. Trochę powinny się nałożyć na siebie.
Spróbuję za jakiś czas i dam znać. Jak się nie ida, to pokombinuje z kapsulkami
  • 84 / 17 / 0
Powolne uwalnianie... Ja tam preferuję krótko i intensywnie a potem do spania, ale jak komuś bardziej pasuje efekt w tle, to nie jest to głupi pomysł. Daj znać jak to wyjdzie.

Ja wczoraj miałem pierwsze podejście do podbijania deksem. Tak od 13:00 sobie wrzucałem po 2 tabsy, w sumie 90mg zanim wleciała standardowa dawka o 18:00.
Jestem pod wrażeniem - wytrzepało mnie jak dywan. Obudziłem się zamulony i z bólem głowy jak za czasów niskiej tolerki. Następnym razem zmniejszam dawkę kody o 1/3, może nawet o połowę.
  • 385 / 61 / 0
@Up deks podbija zajebiście, pół h- 45 min przed kodą potrafi zrobić robotę.
Polecam na początek małe dawki DXM, bo z czasem tolerancja będzie zapierdalać...
Ja kiedyś zaczynałem od dwóch DXM do odbicia a skończyłem na 12 tabletkach.
  • 252 / 42 / 0
14 listopada 2023jak89 pisze:
13 listopada 2023autumnweather pisze:
@Ptaszyna dużo racji, kiedyś sobie pomyślałem "co jakby kodeina zastąpiła alkohol na świecie"... i w sumie to doszedłem do wniosku, że by jakiejś katastrofy nie było.
Jak alkoholik w Polsce leży obszczany na ulicy z rozwaloną trzustką, to często jest tylko "śmiesznym pijaczkiem", jak opiowrak leży na ulicy w USA, to dopiero wtedy jest to przerażająca sprawa.
No a przez kodeinę to chyba mało kto kończy na ulicy.
Po kodzie to dałoby jeszcze radę pracować i logicznie myśleć.
Ja czasem nie jestem w stanie nawet przełączyć piosenki na inną jak się nagle jakieś disco polo na autoodtwarzaniu odpali, więc jednak wolałbym po flaszce xD
Akurat że zdaniem "mało kto kończy na ulicy przez kodę' to się nie zgadzam. koda tak samo jak oksy, czy inne tramale są wręcz imiennym zaproszeniem do Teatru heleny.
Niektóre z tych zaproszeń wypisuje lekarz, a inne trafiają w ręce...jakoś tak przypadkiem (OTC)...
Ja uważam, że właśnie przez przekonanie u wielu użytkowników, że i tak nie ma szans na okazyjne branie zostają wpędzeni w nałóg.

Ja to praktykuję 13 lat i nigdy nie wrąbałem się w żadne ciągi i problemy, bo trzeba mieć świadomość, że wszystko używane ciągiem z czasem powoduje, że negatywne efekty kurewsko zaczynają przeważać nad pozytywnymi, staje się po prostu bez sensu.

Ja np. samodzielnie nie byłbym w stanie zrobić sobie iniekcji, ale kiedyś dostałem srogą dawkę fentanylu od pogotowia, bo miałem schodzący kamień z nerki. Po tym zastrzyku czułem się po prostu w niebie, ale jakoś potem nigdy nie poszedłem poszukać sobie źródła fentanylu.

Uważam za szkodliwe rozpowszechnianie informacji, że to wszystko się zawsze kończy wjebaniem, bo znam przykłady, że nie, a właśnie takie gadanie doprowadza ludzi do przekonania, że nie da się inaczej. Problem polega na tym, że trzeba do tego podejść z pokorą. Jest taki syndrom u hazardzisty, który wygra dużo kasy, że uruchamia się w głowie taka reakcja "boże, jaki to ja jestem sprytny, mam mózg lepszy od Tesli, wszystkich przechytrzyłem, wysunąłem cały system i to właśnie to poczucie niezniszczalności, nieomylności i ten wyrzut dopaminy wpiertala ludzi w problemy".

Ja ciągle przypominam sobie jak w Liceum mieliśmy warsztaty profilaktyczne antynarkotykowe to to co tam mówili to się zupełnie rozmija z realiami. Gadanie, że każdy zaczyna od trawy, a kończy na heroinie, że weźmiesz raz i już jesteś wjebany.

Gdyby to była prawda to prawie wszyscy byli studenci, którzy teraz mają normalną pracę, rodzinę i życie byliby opiowrakami z poklutymi żyłami. Całe ulice pokryte byłyby tymi ćpunami najtwardszych towarów.
  • 385 / 61 / 0
@Up mogę się podpisać, oczywiście Podpisem elektronicznym, pod tym co napisałeś.
Swoją drogą moderatorzy hyperreal może wprowadźcie możliwość używania na forum podpisu elektronicznego (ironic).
Bardzo dobrze napisałeś. Pomimo, że zdawałem sobie sprawę z deficytów, które nabyłem w dzieciństwie i używając narkotyków (pierwszy raz w wieku dwunastu lat- alkohol) od czternastego roku życia, aż do trzydziestki można powiedzieć, że robiłem to rozsądnie. Zabawa w pobudzenie- odpoczynek, regeneracja. Kac- elektrolity, posiłek, rozchodzenie. Empatogeny- sen, banany, sport. I tak żyłem.
Niestety na każdego 'matyska przyjdzie kryska' i wtedy to nie była linia dobrego koksiku.
Niestety benzo i wlaśnie kodeina pojawiły się całkiem niespodziewanie, a mówiąc szczerze w momencie gdy wróciłem z krainy koksem się sypiącej i zwiększyłem ilość spożywanego alko (na zasadzie wypiję i zobaczę co się będzie działo).
Tak poznałem kodę...
Zależność od kodeiny też nie przyszła od razu, lecz stopniowo (150, 300, 450 mg)...
To o czym napisała @Ptaszyna to tak zwana motywacja negatywna: nie próbuj bo się wjebiesz!
Moim zdaniem młodych, bo przecież już nie nas, starych koni (choć wciąż na jakąś pomoc liczę) powinno się motywować w sposób pozytywny, czyli dając dobry przykład. Sport, dobre relacje, zainteresowania.
Dzięki temu koda przestaje być atrakcyjna.
  • 836 / 60 / 0
Co do dekstrometorfanu. Pisałem gdzieś, że swego czasu bardzo lubiłem tę substancję, do opio także. Ostatnio zjadłem DWIE tabletki - 30 mg. Efekt grzania opio spotęgowany, zgadzam się. Jestem jednak na tyle tym przeżarty, że przy tych dwóch proszkach dzielonych nastąpiło wzdęcie, co objawiło się kilkugodzinnym bólem w okolicach brzucha. Byłem wtedy w pracy. Ponownie stwierdzam, iż mimo, że w moim umyśle jest wiele miłych wspomnień związanych z DXM, tak teraz co nie wrzucę ilekolwiek to efekty ubuczne przyćmiewają te przyjemne doznania...
  • 252 / 42 / 0
Może mi ktoś wyjaśnić dlaczego zażyte wczoraj rekordowe w moim przypadku 375 mg kody nie spowodowało odcięcia mózgu od przykrych doznań i myśli na temat tego jak będę miał przerąbane w robocie podczas następnych miesięcy, mimo, że fizyczne objawy działania poczułem to nie osiągnąłem jedynego celu, na którym mi zależało?

Generalnie nic nie pozwala mi się pozbyć uczucia, że czeka mnie piekło w robocie w kolejnych tygodniach i tego, że będę miał przerąbane i opiertole od szefowej będą? Ogólnie przecież wszystko co zażywam kiedykolwiek ma na celu osiągnięcie tylko tego i nic nie działa?

Czemu tak jest? To co ja muszę walnąć, żeby w końcu mieć chociaż kilka godzin przerwy od piekła, które mam w mózgu od lat? Bo w żyłę na bank dawał nie będę. Nawet nie byłbym w stanie se machnąć zastrzyku.

Dlaczego wszystko nie pomaga? Może powinienem zażyć 450 mg? Ważę 80 kg.

Zażywam bardzo rzadko jak już pisałem i tolerki raczej nie mam.
  • 220 / 79 / 0
@Up
koniecznie zmien pracę, ewentualnie szukaj terapii bo może ta Twoja robota jest warta uczenia się jak przetrwać w dyskomforcie... bo piekło to Ty sobie zgotujesz jeśli będziesz poszukiwał remedium w dziale "kodeina"
  • 125 / 27 / 0
Hejka, długo się nie odzywałem w tym wątku, bo prawie wszystko co miało zostać o kodeinie wypowiedziane, dawno już zostało wypowiedziane więc siedziałem cicho, ale zrobiłem dzisiaj bardzo ryzykowny eksperyment i chciałbym wam wszystko opisać. Od razu zaznaczam, że mój post absolutnie NIE JEST ZACHĘTĄ, robiłem to sam na własną odpowiedzialność. Otóż znalazłem na bluelight temat odnośnie pukania kodeiny iv, okazuje się, że w Turcjii jest to baaardzo popularna praktyka, mimo ryzyka z tym związanego, i tak jak Warszawka ma helupiarzy na dworcach, tak oni mają kodziarzy z pompką w pachwinie. Autor opisał, że dawka kodeiny iv to połowa dawki oralem i żeby przeżyć ten proceder trzeba pukać baaaardzo powoli (większość osób tutaj o tym wie, ja też wiedziałem, ale dopiero wiadomość, że gdzieś na świecie jest to bardzo popularne i ludzie żyją, przekonała mnie do podjęcia ryzyka). Jako że jednak bardzo się bałem, zamiast pukać 600mg (tolerka na 1200mg oral) zdecydowałem, że zarzucę 1110mg oralem i jak wejdzie wzmocnić to strzałem 90mg iv. Zastrzyk przygotowałem tak, że nasypałem proch z 6 tabletek thiocodinu (mimo moich starań ograniczenia stężenia sulfosyfu, okazało się, że to był bardzo zły pomysł ale o tym zaraz), zalałem to 2.5ml wody, wymieszałem zatyczką od igły, i wciągnałem przez wate z patyczka do uszu, potem do tego dociągnałem 7.5ml wody i wyszedł klarowny roztwór. 40 minut przed zastrzykiem zarzuciłem 3 tabletki lirry jako zabezpieczenie i warto zaznaczyć, że 2,5h wcześniej pukałem metkat z acataru, więc możliwe że antyhistamina z niego dalej działała. No a więc dawka oral weszła, wziąłem pompkę z kodeiną, wbiłem się igłą 0.5/25 praktycznie do końca żeby wkłucie było stabilne i wio. Pukałem mega powoli, dosłownie co kilka kropel robiłem stop i obserwowałem reakcje organizmu. Objawy histaminowe oczywiście wystąpiły, jednak nie wyglądały tak jak większość osób je kojarzy, czułem jak zapierdala serce, przechodziły fale gorąca (nie opiatowego) i takie pin and needles jak przy wjezdzie majki (sam nigdy nie pukałem M, wnioskuje po opisach innych) w dodatku dziwne uczucie z oddechem. Nie wiem ile łącznie trwał ten zastrzyk, ale na wyczucie z 6 minut, udało mi się wtłoczyć 7ml z tych 10ml i rzeczywiście, trochę wzmocniło główną dawkę, jest mocniej niż jakbym po prostu zjadł te 1200mg ale teraz opowiem dlaczego thioco, mimo malej dawki i mocnego rozcienczenia było BARDZO złym wyborem. Otóż jak wspominałem udało mi się wtłoczyć tylko 7ml, dlatego że poczułem lekkie szczypanie, pomyślałem, że sprawdze czy dalej jestem w bacie, odciągam tłoczek, krew wlatuje do pompki i co? MOMENTALNIE cała zakrzepła i zaczęła opadać na dno roztworu, nawet tak małe stężenie sulfosyfu powoduje natychmiastowe krzepnięcie krwi, oczywiście tłoczka już dalej pchnąć się nie dało, zmartwiłem się fest jak to zobaczyłem, że coś mi się stanie, ale od iniekcji minęło jakieś 30 minut i póki co żyje to może nic się nie stało złego. Planuje zrobić jeszcze jeden eksperyment-próbę, mianowicie przyjąć moje standardowe 1200mg oralem, i do tego zrobić strzała z 150mg ale tym razem z antidolu w jakichś 20-30ml wody, założyć sobie wenflon albo motylek żeby nie wypadać co chwile z bata, i tak powoli wtłaczać żeby wzmocnić działanie głównej dawki którą czuje już tak średnio. Dorzutki kody oralem nie działają więc wykorzystam iv w ten sposób. NIKOGO NIE ZACHĘCAM, WRĘCZ ZABRANIAM TEGO TYPU EKSPERYMENTOW, ale ja sprobowałem i jak widać przeżyłem ;) Ale jednak puknąć takie 600mg czy 750mg solo się nie odważę, wjazd na histamine jest zbyt mocny, po próbie z małą dorzutką w postaci iniekcji zakończe swoje eksperymenty.
Jestem jeszcze na lekkiej fazie, nie chce mi się czytać tego co napisałem, mam nadzieję, że wszystko jest czytelne, zrozumiałe i poprawnie napisane.
Świat się zmienia, słońce zachodzi a wódka się kończy.
  • 4 / 2 / 0
14 listopada 2023g3no pisze:
Koniecznie biorę paragon, bo przecież musi mi oddać ten ktoś z mojego snu za moją przysługę. Musi być dowód sprzedaży.
Jeśli apteka jest z obsługą przychlnie nastawioną do mojej osoby, to mogę bez owijania w bawełnę poprosić o co chcę. Paragon jednak zachowam. Przynajmniej na chwilę.
zabawne, ale ja zawsze zabieram paragon. Po wyjściu wyciągam blistry, a paragon umieszczony w pustym opakowaniu wyrzucam w najbliższym śmietniku. Życie i różna praca nauczyła mnie, że warto szanować ludzi i ich pracę. Być dla nich miłym i pomagać jak się da. Dlatego jak wchodzę do apteki uśmiecham się i mówię dzień dobry, poproszę duże opakowanie thiocodinu w tabletkach. Uprzedzam jaka będzie płatność (gdy gotówką to staram sie odliczyć czekając na pigularza) i czekam na paragon z szacunku dla osoby za ladą. Nie ma co robić syfu paragonowymi papierkami, czy odburknięciami na chamskie komentarze, kill them with kindness. Naprawdę warto być miłym stałym klientem, bo to plusuje. Jedynym wyjątkiem jest gdy piguła zaczyna się ze mnie śmiać mimo, że jestem skrajnie miły. Bardzo rzadko się to zdarza, ale wtedy mnie to kurwa odpala. Prostuje się, wyciągam pierś i z zabójczym wzrokiem przez zęby cedzę co jest takie zabawne? albo w taki czy inny sposób gasze pigułe jak peta spalonego po nocy grzania
ODPOWIEDZ
Posty: 10097 • Strona 1005 z 1010
Artykuły
Newsy
[img]
Jacht z kokainą o wartości 80 milionów funtów zmierzał w stronę Wielkiej Brytanii

Prawie tona „narkotyku klasy A” została znaleziona na jachcie płynącym z wysp karaibskich do Wielkiej Brytanii. Jej rynkowa wartość została oszacowana na 80 milionów funtów.

[img]
Handel narkotykami: Rynek odporny na COVID-19. Coraz większe obroty w internecie

Dynamika rynku handlu narkotykami po krótkim spadku w początkowym okresie pandemii COVID-19 szybko dostosowała się do nowych realiów, wynika z opublikowanego w czwartek (24 czerwca) przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) nowego Światowego Raportu o Narkotykach.

[img]
Meksyk: Sąd Najwyższy zdepenalizował rekreacyjne spożycie marihuany

Sąd Najwyższy zdepenalizował w poniedziałek rekreacyjne spożycie marihuany przez dorosłych. Za zalegalizowaniem używki głosowało 8 spośród 11 sędziów. SN po raz kolejny zajął się tą sprawą, jako że Kongres nie zdołał przyjąć stosownej ustawy przed 30 kwietnia.