22 marca 2020pawoleh666 pisze: ale to już nie na temat, rozgadanym się jest jeśli nie ma nawet do kogo buzi otworzyć, wybacz.
Jeśli masz zamiar wybrać szklarnie, to bym się zastanowił co do wglądu innych osób na krzaczki.
Jeśli masz teraz więcej czasu i chce Ci się czytać moje wypociny (lubię się rozpisywać i powtarzać więc może to być nieco irytujące - są za to dobre fotki ;)), to zachęcam do zapoznania się z moją ostatnią fotorelacją budzetowy-outdoor-t66164.html
Są jeszcze 2 z poprzednich lat, ale nieudane ze względu na (jak to ujął kiedyś Qlop) polskich strain hunter'ów.
Nie sadziłbym w miejscu z ograniczoną ilością słońca. 6h to jeszcze nie jest tak źle, ale liczyć możesz jedynie na coś mocno średniego.
Pod folią uprawiał w zeszłym sezonie taki znajomy z forum, któremu trochę podpowiadałem, bo to był jego debiut. Generalnie prawie wszystko pod tą folią mu tam spleśniało. Nie wiem, czy to kwestia słabej wentylacji, czy czegoś innego. Konopie lubią przewiew.
W żadne akcesoria poza podstawowymi nie musisz się uzbrajać. Ja działałem tylko z łopatką (do wykopania dołków w piachu i kamieniach) oraz donicami / workami na śmieci.
Sadziłem w starym korycie rzeki, które zarosło mocno i sukces był pełen.
Generalnie jeśli wybierzesz proste w uprawie odmiany - polecam Passion 1, albo Early Skunk - takie geny miałem w zeszłym sezonie i jestem z nich bardzo zadowolony. W tym sezonie też dostanę pestki na "bazie" Passion'a (w sensie P1 skrzyżowany z jakimiś innymi).
Jeśli jednak zostanę w Chile, gdzie obecnie utknąłem, to do sezonu mam jeszcze z pół roku. Teraz jest tu początek jesieni więc jedynie jakieś szybkie automaty wchodziłyby w grę, ale dnia ubywa i nie ma to już chyba sensu. Za to klimat jest taki, że mógłbym tutaj zdziałać cuda - pogoda jest stała (29-34 C) i praktycznie dzień w dzień bezchmurne niebo. Cały czas wieje mocny wiatr od strony Andów - niemal jak indoor. Jedynie dostęp do wody jest problematyczny - musiałbym sadzić blisko rzeki, a to zwiększa ryzyko wykrycia.
Warto dodać, że P1 i ES to naprawdę przyjemne i mocne odmiany, mimo że już starej daty.
Jeśli zdecydujesz się na wspomniane wyżej, to licz się z bardzo mocnym (powalającym niemal) zapachem, który będzie Ci ciężko zamaskować za pomocą pomidorów : )
Życzę grubych i oszronionych pałek - wstawiam na zachętę kilka fotek moich zeszłorocznych pociech.
Szkoda Twojego czasu na Sebę bo nie wiesz co ci wciśnie tak naprawdę.Jak weźmiesz to co poleca @Jezus Chytrus to masz pewność że poleca ci prostą dobrą na outdoor odmianę a i pewnie będzie ci tutaj wiele osób mogło dobrze doradzić, na czele z Jezusem który to uprawiał ostatnio.
A jazda z nasionami noname będzie trudniejsza - dostaniesz jakąś odmianę przeznaczoną w naszych warunkach na indoor , która nie rozwija się dobrze w naszym klimacie i będziesz w czterech literach.
Jeśli ma byc tanio to nasze polskie Wolne Konopie mają strainy 2 sezony i 1 automat , ale czy warto toto sadzić to pytanie dla doświadczonych breederów
https://wolnekonopie.pl/kategoria-produktu/nasiona/
Co do zrobienia "kukułczego krzaka" doświadczonemu ogrodnikowi do opieki na nieświadomce to odradzam.W czasach kiedy byłem piękny i młody a za posiadanie gieta nie groziły kratki i sanki
mój dobry kolega zrobił swojemu dziadkowi "badylarzowi" akcje pt. Dziarku posadzę u ciebie w szklarni pomidorka meksykańskiego weź się zaopiekuj.
Dziadek się zaopiekował ale jak roślina zaczęła wyglądać inaczej niż jakiekolwiek pomidory które dziadek znał i uprawiał to zajrzał dziadek do atlasu botanicznego. Skończyło się na terminacji krzaka i mocnym wpierdolu od ojca dla wschodzącej gwiazdy młodzieżowego growingu.
Jak ktoś ogarnia ogrodnictwo to sie migiem zorientuje - więc albo masz opcje zagrać w otwarte karty i mieć wspólnika albo olej temat.
23 marca 2020Rosynant2000 pisze: A to lipa. Też się przymierzam do outdoora, ale pierwszy i jedyny, który robiłem dawno temu okazał się marny w zbiorach przez brak czasu na doglądanie.
A co do indoora, to mam trochę sukcesów na tym polu, ale w tym roku brak odpowiedniego lokum.
Jeśli gdzieś jest słaba ziemia, zawsze jest opcja donicy, lub innego "kontenera" na dobrą (sklepową, lub wykopaną z innego miejsca).
Na terenie podmokłym bym nie ryzykował.
Nie wiem, jak wyobrażasz sobie, by ktoś na nieświadomce (co to jest) doglądał Ci krzaka : D
Przecież domyśli się, że to nie papryka.
Też miałem w zeszłym sezonie 3 spotkania z dzikami. 1 było szczególnie niebezpieczne, bo odwiedziłem swój spot z zeszłego roku (taki lipny w krzakach - powyrastały tam takie małe sztuki z braku wystarczającej ilości słońca) i wlazłem nieświadomie na ich legowisko - starej z małymi. Na szczęście pouciekały, choć stara stała chwilę gotowa do szarży, a ja już szukałem drzewa, na które da radę uciec...
Miałem też akcje, że podlewam sobie krzaczki, aż tu nagle szelest kilka metrów ode mnie i ktoś mi się na spota napatoczył : D Co ciekawe akurat z nich nic nie "zginęło".
Robienie jakiś zamówień ze znajomymi to IMO słaby pomysł. Ktoś wpadnie i wtedy jest pozamiatane. Lepiej nie mówić nikomu ze znajomych.
Pacjenci szukają ulgi w bólu. Jak zmienia się podejście do medycznej marihuany w Polsce
Od 2019 roku trwa złota era medycyny psychodelicznej
Dlaczego ograniczenie marihuany do listy chorób to katastrofa dla pacjentów – historia Adriana
Bryan Johnson znów odmłodniał. To jego wyniki po sesji z magicznymi grzybkami
Pod koniec listopada pisaliśmy o nowatorskim eksperymencie, jaki Bryan Johnson rozpoczął na sobie samym. Słynny milioner i "człowiek, który chce być nieśmiertelny" zaczął przyjmować tzw. magiczne grzybki i badać swój organizm przed, w trakcie i po każdej sesji. To najlepiej udokumentowane tego typu badanie w historii. Na wyniki nie trzeba było długo czekać. Nowe dane wykazały niezwykłą poprawę w biomarkerach związanych z długowiecznością - stresem, stanami zapalnymi i neuroprotekcją.
Jazda pod wpływem to nie tylko alkohol
USA: Kierowanie pojazdami pod wpływem środków odurzających – w tym marihuany i leków na receptę – staje się jednym z najpoważniejszych zagrożeń na drogach, choć problem ten wciąż pozostaje w cieniu jazdy po alkoholu.
1 dziennie i ryzyko drastycznie rośnie. Alarm: Polacy nic sobie z tego nie robią
Nawet niewielkie ilości alkoholu mogą istotnie zwiększać ryzyko raka jamy ustnej – wynika z badania opublikowanego w „BMJ Global Health”, które szczególnie alarmujące dane przynosi z Indii.

