14 września 2026Palkrolik pisze: @tosieniedzieje miesiąc miodowy jak to się mówi na terapi. Później jest faza muru, 3 miesiące. Rok jak dasz radę z czego całego serca Ci życzę możesz powiedzieć trzeźwiejesz. Narazie jesteś na duposciku, ale to też dobre bo nie ćpasz dzień w dzień.
@ledzeppelin2
Dokładnie, najgorsze że każdy psychoterapeuta,psycholog Ci będzie próbował wcisnąć że wina jest w stu procentach w tobie. Przerabiałem to nie raz. Ale to jest sprytna zagrywka. Środowisko jest toksyczne, ma ogromny wpływ na to kim jesteś i jakie wybory podejmujesz. Będą bronić systemu za wszelką cenę, żeby zdołowac cię jeszcze bardziej... A szczególnie w Polsce gdzie każdy ci za plecami kosę wbije, ludzie są zawistni, sfrustrowani, w ciągłej złości. W jakimś korpo jak robiłem to wszyscy się obgadywali, podpierdalali za plecami. A potem lęki. Ktoś kto nie chce w tym uczestniczyć zostanie wykluczony i skazany na ostracyzm motłochu. Ewolucyjnie mamy w sobie lęk przed wykluczeniem bo kiedyś to oznaczało śmierć, dziś właściwie też. Tylko może nie głodową, a duchową. Potem depresja bo człowiek jak się zorientuje gdzie jest to ucieka w samotność... Dziewczyny mają chore wymagania przez himergamię i zryty łeb od Instagrama który zapodaje im iluzje rzeczywistości. Po 30stce taka się obudzi z dzieciakiem i nagle zaczyna szukać stabilności zamiast bad boya... Poskakała taka po paru miejscach, ale uroda przemija... Wiek jest bezlitosny . Jebać
18 lipca 2014anonimus pisze: w 2007 r założyłem temat, dziś znów pisze w nim post... wtedy się nie udało. Może tym razem sie uda.
Może jeszcze się odezwiesz tu i dasz znać, bo zaczynałeś chyba od klona jeżeli się nie mylę a widziałem, że tam na helu leciałeś już, bardzo przykro się patrzy na los młodego chłopaka z klonem do podstarzałego helupiarza, mam nadzieję, że wyszedłeś na prostą albo jest Ci już po prostu lepiej. Wszystkiego dobrego.
wczorajQb pisze: Siema. Do rzeczy. Mam 28 lat, od 16 roku życia paliłem bucha przez 9 lat codziennie (z jednym wyjątkiem mniej więcej w połowie na pół roku detoksu). Po wielu próbach uwolnienia się przyszedł w końcu moment refleksji na ten temat i poczułem w sobie z tym dniem, że to już koniec, jakby będąc tego pewnym, specyficzne odczucie. Tak też się stało, jestem czysty od ponad 2.5 roku i wiem że nie zapalę. Jednak w tle coś musiało śmigać, gdyż trzeźwość jest wyzwaniem. alkohol zawsze leciał w tle, sporo imprez (zawsze do końca), nie potrafiłem nigdy pić z umiarem. W wieku 16 lat również pierwszy raz spróbowałem amfy i do tej pory trochę na niej przelatałem, był też epizod walenia mefy oraz mety. Zdarzały mi się serie 2/3dniowe, zdarzają nadal, bywały też dłuższe lub krótsze epizody gdzie nic nie waliłem. Ale do rzeczy. Kilka miesięcy temu zacząłem pić alko codziennie, trwało to 3 miesiące. Obecnie pękają 2 miesiące kiedy przestałem (pojawia się czasem chęć, ale nie mam w niczym umiaru więc się trzymam). Problemem jest amfa. Większość mojego latania robię to sam. Czasem w towarzystwie ale odłączam się na resztę w samotność. Mimo wielu doświadczeń z tym związanych ciągle tkwię w tym samym schemacie psychicznym (moralniak, plany, obietnice) i wracam w to samo miejsce. Mam ułożone życie, dobrą pracę, kobietę i ogólnie wszystko gra. Aktywny sportowo. Ciężko mi to jebnąć, ciężko podjąć te trzeźwość. Innych dragów nie tykam i nie zamierzam, tak samo leków. Zioło mam ujebane dożywotnio, to wiem. alko nie chcę ruszać, więc furtka pozostaje jedynie do stymulantów i tutaj wypatruje swoich szans na odskocznię. Chciałbym się uwolnić z tego schematu, wiem że to brzmi i prawdopodobnie jest pierdoleniem, bo wciąż w to wchodzę z własnej woli. Jak zakiełkuje mi we łbie to praktycznie 99 na 100 bitew przegrywam i jadę po temat, jak uległa suka, choć wiem doskonale że trzeba iść do roboty, że będzie zjazd i mielenie tego samego schematu. Zawsze radziłem sobie ze wszystkim sam i wiem że tutaj też potrafię, problem w tym że chyba za bardzo obawiam się trzeźwości i konfrontacji, chemia też na pewno plącze mi psychikę nie ułatwiając tego. Właściwie nie wiem co chcę uzyskać pisząc ten post, ale widzę że jest tu masa ludzi i wiem, że też takich którzy przerabiają to samo co ja. Może przeczyta to ktoś, kto ma to za sobą i zechce się wypowiedzieć co było tym bodźcem do zakończenia tej szybkiej przygody? Czasem próbowałem się mocno upodlić żeby moralniak mnie zjadł, myślałem że to poskutkuje ale do tej pory nic z tego. Zawsze po odespaniu, odparowaniu głowy i regeneracji znów wracam, jak bardzo bym sobie nie postanowił, obiecał wtedy że kończę, to wciąż wracam i wtedy sam przed sobą staję się niesłownym petem. Pozdro
Prawdopodobnie regenerujesz się jeszcze w miarę szybko. Jak poczujesz się lepiej to od razu zaczynasz ćpać. Krótka pamięć, zapominasz, już jesteś w innych emocjach niż na zwale. Już jest ekscytacja,planowanie wyjścia z kumplami na fetce itp.
Ten post pewnie piszesz na zjebie jak Ci dokucza poczucie winy. 3-4 dni odjebiesz i znowu rura.
amfetamina to nie alko i THC. Ciśnienie i uzależnienie jest mocniejsze. Czysta neurobiologia. O wiele większy wyrzut dopaminy.
Widzę, że zaglujesz. Prawdopodobnie jak utniesz fetę to zaczniesz znowu pić, palić, a jak się rozjebiesz bardziej i wjedzie nerwica,lęki to benzo i grób do trumny. Wiesz ile osób tak zrobiło z tego forum?
Nie chce zgrywać filozofa ale 'zawsze radzę sobie sam'. Sęk w tym, że ty sobie w ogóle nie radzisz. Ciągle tłumienie swoich emocji od których uciekasz non stop 10lat.
To wszystko wpływa na twoje zachowania, odczucia,myśli, relacje, prace.Prawdopodobnie jak ujebiesz wszystko to się lekko zdziwisz
Co do benzo i tym podobnych (dokładnie się nie znam) ale mam wielki wstręt do leków przez to że całą młodość widziałem matkę tonącą w depresji na klonach i tym podobnych. Ten temat na pewno pierdole, nigdy nawet mnie nie kusiło mając do tego dostęp przez wiele lat.
Czuję że to da się ogarnąć, kluczowe są na pewno te momenty gdzie przychodzi to do łba, żeby przejmować kontrolę nad tym jebanym demonem.
Skoro piszesz, że masz pieniądze, to ja bym radził umówić się do jakiegoś wywołanego psychologa, nawet na drugim końcu Polski, który zajmuje się uzależnieniami. Jeżeli ktoś ma szansę Ci pomóc, to najprędzej taka właśnie osoba, a nie anonimy z Hypka. Jedź, przegadaj, dużo Cię to nie kosztuje.
Poza tym daje to pewne poczucie wspólnoty i zrozumienia czego na pewno nie doświadcza się w społeczeństwie kapitalistycznym, nakierowanym na konsumpcję. Rodzina, dziewczyna także będzie odbierala problem przez swoje emocje które ten problem będzie generował, więc jest to raczej nie do końca pomoc.
Mittingi, terapia grupowa, a nie żadna bananowa psycholożka z collegium humanum, z dyplomem z buraka. Te papierki są nic nie warte w dzisiejszych czasach, każdy może mieć tytuł i magistra z przodu.
Jak już to terapeuta uzależnień który sam wyszedł z uzależnienia i zna drogę.
Poza tym nawet gdyby Jezus zszedł na ziemię i nauczał o Królestwie Niebieskim, to ostatecznie i tak zostałby odrzucony i ukrzyżowany. Sam autorytet nie sprawia, że człowiek się zmienia.
Terapeuta może pomóc uporządkować myśli, pokazać mechanizmy i zadać właściwe pytania, ale decyzji za nikogo nie podejmie. Prawdziwa zmiana musi ostatecznie wypłynąć z wnętrza człowieka, a nie z zewnątrz.
Wolne Konopie w Komendzie Głównej Policji. Policjanci też widzą absurdy obecnego prawa
Narkotyki ukryte w papierze? Naukowcy wzięli pod lupę listy płynące do więzień!
Naukowcy z Politechniki Krakowskiej pracują nad innowacyjną metodą wykrywania substancji psychoaktywnych, która może znacząco usprawnić działania służb i laboratoriów. Ich celem jest stworzenie prostego, szybkiego i niedrogiego testu opartego na zjawisku fluorescencji, czyli emisji światła przez odpowiednio przygotowane związki chemiczne.
Amerykanie zamieniają alkohol na konopie. Media straszą uzależnieniem, a statystyki pokazują sukces
Nagłówki amerykańskich i światowych mediów znowu uderzyły w alarmistyczne tony. Wszystko za sprawą najnowszych badań opublikowanych na łamach prestiżowego czasopisma JAMA Psychiatry, z których wynika, że w USA rośnie odsetek osób zmagających się z problematycznym używaniem marihuany (CUD) – szczególnie wśród mężczyzn powyżej 35. roku życia.
Palacze wiedzą, że tytoń wywołuje raka, gorzej znają zagrożenia dla serca
Nowe badanie obejmujące ponad 240 tys. palaczy w 46 krajach wskazuje, że wciąż słabo rozumiemy szkody sercowo-naczyniowe wywołane przez tytoń, co rodzi pytania, czy dziesięciolecia ostrzeżeń zdrowotnych przynoszą skutek.