UOP zatrzymał przemytników narkotyków

Dzieje gangów zajmujących się przemytem i rozprowadzaniem narkotyków na Śląsku.

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza Katowice

Odsłony

8977
Funkcjonariusze katowickiej delegatury UOP zatrzymali we wtorek czterech gangsterów podejrzewanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz hurtowy przemyt narkotyków. Prokuratura Okręgowa w Katowicach złożyła w środę wniosek o ich tymczasowe aresztowanie. Szczegóły sprawy utrzymywane są jednak w ścisłej tajemnicy.

Ktoś, kto twierdzi, że handluję narkotykami, jest chory psychicznie - mówił półtora roku temu przed katowickim sądem Marcin M., ps. "Marcepan". We wtorek pod zarzutem m.in. przemytu środków odurzających został zatrzymany przez funkcjonariuszy katowickiej delegatury UOP.

"Marcepan" został zatrzymany w Częstochowie. Oprócz oficerów katowickiej delegatury UOP pojechali tam po niego funkcjonariusze kompanii antyterrorystycznej. Gangster był kompletnie zaskoczony nocną wizytą przedstawicieli organów ścigania. Nie stawiał oporu. Razem z nim w zasadzkę wpadli: Sylwester W., ps. "Gruby", Artur M., ps. "Gulo", oraz Piotr U., ps. "Kaczka", jego najbliżsi współpracownicy. Najwięcej kłopotów sprawił "Kaczka", który jak obłąkany powtarzał, że to niemożliwe. - Przecież ja w sobotę biorę ślub - tłumaczył funkcjonariuszom UOP.

Gangsterzy zostali przewiezieni do Prokuratury Okręgowej w Katowicach. - Przedstawiliśmy im zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i wymuszanie haraczy. Skierowaliśmy już do sądu wnioski o ich tymczasowe aresztowanie - powiedział nam prokurator Leszek Goławski, rzecznik prasowy katowickiej Prokuratury Okręgowej. Ze względu na tajemnicę śledztwa zarówno prokuratura, jak i UOP nie udzielają żadnych dodatkowych informacji w tej sprawie. "Gazeta" dowiedziała się jednak, że mężczyźni zajmowali się hurtowym przemytem do Polski narkotyków. Na trop ich działalności wpadli oficerowie katowickiej delegatury UOP.

Kim jest Marcin M., ps. "Marcepan"? Kilka lat temu wrócił do Polski z USA, gdzie zostawił żonę oraz dziecko. Został ochroniarzem w dyskotece, parał się egzekucją długów. Po jakimś czasie związał się z gangsterem Januszem T., ps. "Krakowiak", i wykonywał dla niego drobne zlecenia. O tej współpracy zeznał potem m.in. Wiesław Cz., ps. "Kastor", najbliższy przyjaciel "Krakowiaka", który obecnie ma status świadka koronnego i oskarża swoich kolegów. Prokuratura nie miała jednak na tyle mocnych dowodów, żeby zatrzymać "Marcepana" już w czasie rozbijaniu imperium Janusza T.

Półtora roku temu 33-letni Marcin M. stanął przed katowickim Sądem Okręgowym. Wtedy był jednak tylko świadkiem w procesie trzęsącego Gliwicami gangu Zygmunta L., ps. "Sandokan". Wysoki, opalony mężczyzna przyszedł do sądu razem z ochroniarzem. Obawiał się o swoje życie, gdyż we wrześniu 1998 r. pod siedzeniem w jego czerwonym dżipie ktoś podłożył 300 gramów trotylu z zapalnikiem. Policyjni pirotechnicy stwierdzili wtedy, że zamachowiec musiał się spieszyć, gdyż niedbale podłączył przewody. Kiedy "Marcepan" wsiadł do auta, druciki porozłączały się i bomba nie wybuchła.

Przed katowickim sądem Marcin M. bardzo dobrze się bawił . - I to ma być zorganizowana grupa przestępcza? To nie możliwe - stwierdził lekceważąco, patrząc na "Sandokana" i jego ludzie. Znał ich bardzo dobrze, wielokrotnie pił z nimi wódkę, a potem robił interesy.

- Dlaczego nazywają pana "Marcepan"? - zapytał wtedy z ciekawości sędzia Bogdan Jajszczok. - No cóż, mówią, że jestem sympatyczny i słodki jak marcepan - odparł z uśmiechem gangster. Dodał również, że wszystkie informacje mówiące, iż miałby handlować narkotykami są zwykłymi pomówieniami. - Ktoś, kto tak twierdzi, jest chory psychicznie. Narkotykami handluje "Marcepan II" - zeznał wtedy pod przysięgą. Sprzed sądu odjechał luksusową wersją bmw serii 7.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że po zatrzymaniu "Krakowiaka", Marka B., ps. "Ogryzek", oraz Wojciecha C., ps. "Baca", czyli ludzi, którzy kontrolowali rynek narkotykowy na Śląsku, pałeczkę pierwszeństwa miał po nich przejąć właśnie "Marcepan". Działał razem z Krzysztofem Sz., ps. "Kraszan". Ten drugi został jednak zastrzelony w holu częstochowskiej kawiarni Panorama. Sprawa "Marcepana" jest rozwojowa i nie wyklucza się dalszych zatrzymań.

Największą siatkę przemytników narkotyków rozbitą do tej pory przez katowicką delegaturę UOP stworzył Marek B., tłumacz hiszpańskojęzycznych zespołów tanecznych występujących na festiwalu Tydzień Kultury Beskidzkiej. Mężczyzna zorganizował siatkę kurierów, którzy wprost z Kolumbii sprowadzali do Polski świetnej jakości kokainę. Sprawa wyszła na jaw, kiedy celnicy z Czech i Austrii zatrzymali kilku ludzi B. Wtedy sprawą zainteresował się UOP. Marek B. został w 1997 r. zatrzymany, sąd wypuścił go jednak z aresztu ze względu na zły stan zdrowia. B. ma bowiem poważne problemy z sercem. Od tego czasu przemytnik ukrywa się i jest ścigany międzynarodowym listem gończym. Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Katowicach sprzedał on w Polsce kokainę o wartości ponad 2 mln zł. Wcześniej, na początku lat 90. zatrzymano go w Niemczech na pokładzie statku, na którym znaleziono w beczkach rekordową ilość 300 kilogramów kokainy. B. odsiedział kilkanaście miesięcy w niemieckim więzieniu.

Marcin Pietraszewski, Monika Jaremko-Siarska, Częstochowa

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Etanol (alkohol)
  • Inne
  • Mieszanki "ziołowe"
  • Miks
  • Szałwia Wieszcza
  • Tytoń

Weekend za miastem, ośrodek w środku lasu, imprezka z nowo poznanymi ludźmi. Nastrój pozytywny, nakręcony odrobinę wcześniej spożytym alkoholem.

Po ponad dwuletniej nieobecności tutaj postanowiłam znów napisać raport. Przez ostatnie dwa lata moje nastawienie do substanicji psychodelicznych bardzo się zmieniło. Początkowa szczeniacka fascynacja przerodziła się w respekt, a ostatnie doświadczenie tylko utwierdziło mnie w szacunku do tych darów Natury.

  • Gałka muszkatołowa
  • Kofeina
  • Przeżycie mistyczne

Późny piątkowy wieczór, domowe zacisze, niepewność co do oczekiwanych efektów

Na początek trochę o przygotowaniach: 36g mielonej gałki muszkatołowej wyekstrahowano w aparacie Soxhleta przez godzinę przy pomocy 150ml toluenu. Rozpuszczalnik odpędzono a pozostałą oleistą substancję zamrożono w foremce do lodu i spożyto w postaci wosku.

Godzina 17:30
T+0 Połamałem psychodeliczny wosk na kawałki, połknąłem bez gryzienia i popiłem wodą, uważam że jest to nieporównywalnie lepsza droga podania od jedzenia gałkowych trocin.

T+10m Pojawiły się mdłości ale równie szybko ustąpiły.

  • Etanol (alkohol)
  • Kodeina
  • Pierwszy raz
  • Tytoń

Wolny wieczór, chęć przeżycia czegoś nowego, nastawienie nadzwyczaj pozytywne, niecierpliwe czekanie na obiecane efekty

To mój pierwszy raport, także przepraszam za wszelkie błędy, no ale jak to ktoś kiedyś powiedział 'człowiek uczy się na błędach', więc cóż... próbuję!

  • Alkohol
  • Benzydamina
  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Dzień całkiem normalny, posiłek spożyty kilka godzin przed zażyciem substancji. Głównym powodem, że był to idealny czas na halucynacje było to, że miałem wolne mieszkanie na kilka dni. Oczekiwałem po prostu miłego doświadczenia, czegoś innego gdyż wcześniej miałem doświadczenia tylko alkoholem i thc.

Jako, że to pierwszy raz z benzydaminą to zdecydowałem się na dwie saszetki Tantum Rosa. Przeprowadziłem ekstrakcje a następnie uzyskany osad zalałem jak najmniejszą ilością soku pomarańczowego. O godzinie 23:30 spożyłem specyfik. Smak bardzo intensywnie słony, okropny ale płynu na tyle mało że było to do przeżycia. Brzuch od razu się odezwał ale zapiłem jeszcze sokiem pomarańczowym i winogronowym żeby zabić smak i jakoś zatrzymałem całość w żołądku.