Narkomani w klasztorze

Franciszkanie prowadzą w klasztorze ośrodek leczenia narkomanów

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza

Odsłony

3282

Franciszkanie prowadzą w klasztorze ośrodek leczenia narkomanów. To jedyna tego typu placówka w Polsce

Oficjalna nazwa ośrodka w Chęcinach koło Kielc brzmi "San Damiano", ale mieszkańcy mówią o nim "niezależne domostwo". Budynki zostały właśnie uroczyście otwarte i poświęcone. Zakonnicy nie mają jednak zamiaru swoich pensjonariuszy nawracać - przyjmują niezależnie od wyznania. Bliskość klasztoru to w założeniu franciszkanów swoista "terapia przez kulturę". - W Polsce nie ma lecznicy prowadzonej w obrębie murów klasztornych, w którą w dodatku zaangażowani byliby wszyscy zakonnicy. Ta lokalizacja umożliwia nabranie ogłady nie tyle religijnej, co kulturalnej. Jeśli uczestniczą w mszy, uczy ich to szacunku dla lokalnych obyczajów, niezależnie od tego, czy byłby to Kościół katolicki czy np. synagoga - mówi o. Piotr Stanisławczyk, gwardian klasztoru i kierownik ośrodka.

Placówka została zarejestrowana jako niepubliczny zakład opieki zdrowotnej, ma umowę z NFZ. Program rehabilitacyjny trwa ok. 18 miesięcy. Oprócz zakonników kadrę stanowią terapeuci i lekarz. Zakonnicy współpracują także z pobliskim szpitalem psychiatrycznym i aresztem śledczym w Kielcach. Wachlarz zajęć w "San Damiano" jest bardzo szeroki: od warsztatów inter- i intrapersonalnych po zajęcia muzyczne i plastyczne. Jest nawet kafejka internetowa.

Franciszkanie przygotowali terapię, zostawiając pensjonariuszom maksimum swobody. - My tylko pokazujemy drogę, a dyscyplinę oni narzucają sobie sami, dzięki temu nie mają wrażenia, że to jakieś więzienie. Mieszkańcy z dłuższym stażem bardzo szybko stają się opiekunami tych młodszych - tłumaczy o. Stanisławczyk.

Terapia przebiega na zasadzie minirodziny, wszystkie decyzje podejmowane są wspólnie, każdy ma przydzieloną funkcję. W ośrodku nie ma więc kucharza, bo szefem kuchni jest jeden z mieszkańców.

Zakonnik podkreśla, że większość podopiecznych to "ciężkie przypadki". Dlatego trudno mówić o spektakularnych sukcesach. - Jest duża rotacja. Zdarza się, że ktoś wytrzyma kilka miesięcy, a ktoś inny tylko kilka dni - przyznaje o. Stanisławczyk. Zakonnicy planują poszerzenie swojej działalności, otwierając hostel dla byłych rehabilitantów.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

El Igorro (niezweryfikowany)

Ja tam bym nie wyrobił nawet 24 godziny :)
Eeema (niezweryfikowany)

Całkiem ładne słowa dobrali Ci zakonnicy, aż mnie zadziwili jak ładnie i przyjemnie można przedstawić ten horror jakim jest ośrodek. Ośrodek ma za zadanie wystraszyć, dać w dupę tak mocno żeby już się odechciało palenia, żeby tylko tam nie wracać. Mam na myśli nie tylko fizyczny ale i psychiczny wycisk, weźmy tego jakże przyjemnie brzmiącego kucharza... Kucharz musi zadbać o to żeby było jedzenie na stole na podaną godzinę, jako że jest sam jeden i robi żarcie dla 20tu, to zapierdala nad garami cały dzień, jak posiłek spóźni się 5min, dotaje karę, właśnie tam gdzie podejmuje się decyzje w "rodzinnych" klimatach. Siadają sobie wszyscy na sali, a na honorowym miejscu najstarszy z rodziny, po którego prawicy siedzi terapeuta, a prawicy Egzekutor. Najstarszy z rodziny zakłada sprawy ludziom, ludzie zakładają sobie sprawy nawzajem, każdy jest na każdego napuszczony, zaszczuty do granic. Terapeuta (biegły psycholog) dba o to żeby ludzie sądzili że to inni z grupy są jebnięci a nie terapeuci czy ktoś z pracujących, w ten sposób powodując różne rozłamy i lawiny "spraw". To tak jakbyś co wieczór odwiedzał sąd w oczekiwaniu na wyrok, wyroki są różne od 500 pąpek, poprzez zakaz przyjemności czy odebranie czasu wolnego i przeznaczenie go na pracę, aż po zakaz rozmawiania (tak! nie wolno się ludziom odzywać _W_OGÓLE_ przez 3,5,10 dni - chore i nienormalne, człowiek psychicznie tego nie jest w stanie wytrzymać. Wspomniałem o pracy, dzień w ośrodku zaczyna się o 05:00 rano, 5:15 rozgrzewka, czyli w środku zimy wybiegasz na dwór i ćwiczysz - taki wfik na świerzym powietrzu, przez 30min. Później śniadanie, chwila wolnego jak zdążysz szybko wszamać i o 06:00 dostajesz do ręki np. łopatę do kopania rowów, albo szuflę do odśnierzania, i tak mija Ci cały dzień, no z drobnymi przerwami po 15 0 30min (nie więcej niż 2ma), wieczorem jesteś tak styrany, że jedyne co możesz to spać, ale jeszcze czeka Cię wypełnienie funkcji, np. wspomnianego kucharza, obowiązkowa kąpiel, sprzątanie pokoju gdzie w podłoga ma się tak świecić że sprawdzający musi się móc w niej przejrzeć jak w lustrze, i inne tego typu wymogi co do czystości. Dalej masz wieczorną "społeczność" gdzie ustanawiają Ci karę bo nawet jeśli byłbyś się w stanie rozdwoić to byś nie podołał takiej pracy.
raven (niezweryfikowany)

Cześć. No nieźle przedstawiłeś życie w ośrodku. Ciekawe czy byłes kiedyś u Nas ??? Nie jest tak strasznie jak to opisujesz, a na pewno nie u nas w San Damiano. Nie ma aż takiego psychiatryka jak opisałeś . No może czasem ;) Wiesz wszystko ma swój cel to wczesne wstawanie, sprzątanie domu, praca i dużo obowiązków po niej,to tak jak w normalnym trzeźwym życiu. Ja dzieki San Damiano żyje. Wiesz dużo moich znajomych nie może już tego powiedzieć o sobie. Dziś byłem nawet na grobie u Dużego. Wpadł pod TIR-a naćpany w 2003 roku miał 25 lat. Duży był kilka razy na terapii, ale nie podobało mu się w ośrodkach. Z każdego wyjeżdżał bardzo szybko bo miał w głowie dokładnie taki sam obraz i nastawienie do ośrodka jak i ty w swoim opisie. Dzięki społeczności narodziłem sie na nowo i rozwijam się. A byłem już jedną nogą w grobie a drugą w więzieniu. Jeśli chcesz się coś dowiedzieć o terapii w San Damiano możesz napisać do mnie. Ja mam na imię Rafał i jestem 20 miesięcy w San Damiano. Mój adres: RAVEN78@INBOX.COM, sprawdź też stronkę Domostwa. www.terapia.franciszkanie.pl Pozdrawiam :)
rafał (niezweryfikowany)

Zobacz też galerię zdjęć społeczności na www.sandamiano.friko.pl
Anonim (niezweryfikowany)

<p>weż gościu nie piernicz. Ja tam byłem niedawno i pomiatali mną tak że nawet ojaciec mnatak psychicznie nie pomiatał a w szczególności taki bonzo jak kępka i jego żonka z piskliwym głosikiem na społecznościach opierda.....lala wszystkich jhak leci za to że sie niby nie leczymy sami sie powinni leczyc</p>
morgan (niezweryfikowany)

<p>Przy tym ośrodku jest już otworzony hostel postrehabilitacyjny, mieszkanie readaptacyjne dla osób uzależnionych. Polecam można w nim byc rok czasu. Trzeba tylko ukończyć terapię podstawową, ale nie koniecznie w Chęcinach.</p>
raven78

Tak jest hostel po ukończonej terapii. Przyjmują z uzależnieniem mieszanym z całej polski. Można być rok czasu. Nie trzeba chodzić do kościoła;) Dobra opcja, żeby zacząć się usamodzielniać z dala od starych klimatów. http://terapia.franciszkanie.pl/?page_id=5
Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa

Na tego sylwka planowałyśmy wiele rzeczy... ;D Chciałyśmy zapodać wszystko po kolei, ale niestety z niezależnych od nas przyczyn wszystko (no może prawie wszystko) przepadło... :( Pomyślałyśmy No nie... sylwek bez kapy to nie sylwek.... Na szczęście w domu była gałka muszkatołowa... Potrzebowałyśmy dość dużo tego, więc ona poszła do sklepu po dwie paczki startej gałki, a ja kruszyłam przyprawę znalezioną u babci na tarce... Wsypałyśmy całość do dwóch szklanek (wyszło tak prawie pół szklanki gałki na pół szklanki wody).

  • Alprazolam
  • Etanol (alkohol)
  • Katastrofa
  • Marihuana
  • Marihuana

Miałem całkiem udany dzień. Mieszkam z bratem i jednym koleżką, który bardzo lubi maryśkę. Ten drugi namówił mnie, żeby spróbował nowego sortu ganji, którego niedawno kupił. Myślałem, żeby tego nie robić, bo zażyłem już karmelka, ale potem powiedziałem sobie, że raz się żyje. Całe zdarzenie miało miejsce wieczorem, w naszym mieszkaniu. Puściliśmy muzykę, która z początku była przyjemna, ale później to się zmieniło. Tripowałem z bratem i jego koleżką. Byłem zrelaksowany i nic za bardzo mnie nie dręczyło.

Ten dzień uchodził do przeszłości, więc pomyślałem, że zarzucę sobie karmelka z THC i posłucham sobie ulubionych nutek, które zaprawią mnie do pięknych wizji sennych. Nagle do mieszkania wpada koleżka i rozmawia z moim bratem o tym, że trzeba dziś spróbować tego Green Cracku, który został zakupiony jakiś czas temu, ale w sumie to nie tak dawno temu. Wbija do mojego pokoju i pyta sie czy będę z nimi jarał. Ja nieco zaskoczony i podjarany, mówię że jeszcze jak, jak najbardziej.

  • 25C-NBOMe
  • Przeżycie mistyczne

Pokój znajomego

Kilka dni temu siedząc u mojego znajomego (powiedzmy, że to będzie "Karol"), tak naprawdę nie wiedząc co zrobić z wolnym wieczorem ( była godz  ok 23.30) wiele nie namyslając się wzięliśmy kartonik.Jak się później okazało, tylko ja byłam w przekonaniu, że to zwykły spontaniczny trip... i pełna nieświadomości (jakie to okropne słowo!) zgodziłam się dosyć chętnie.

  • Marihuana

Mam 17 lat. Pewnego dnia mialismy isc z klasa do kina na jakis BEZNADZIEJNY film, a po filmie wrocic do szkoły. Z moim BARDZO dobrym kolegą postanowilismy kilka dni przed kinem kupić troszke gandziawki, zeby film był fajniejszy... :P W rezultacie okazalo sie ze prawdopodobnie z kilkoma osobami nie pojdziemy do kina tylko na małą imprezkę do kleżanki. Postanowiliśmy więc kupić tego troszkę więcej. W sumie wyszło nam dokładnie 5,5 grama... Część wypaliliśmy jeszcze przed imprezką... W sumie na imprezjkę zostało 4,5 grama.