Hazard, bogowie i LSD

Tworzenie sztuki dane jest wybrańcom takim jak Tarkowski czy Antonioni. Cała reszta może po prostu bawić się ruchomymi obrazami - mówi Peter Mettler, reżyser pokazywanego na przeglądzie filmu "Hazard, bogowie i LSD"

Anonim

Kategorie

Źródło

?

Odsłony

6699

Tworzenie sztuki dane jest wybrańcom takim jak Tarkowski czy Antonioni. Cała reszta może po prostu bawić się ruchomymi obrazami - mówi Peter Mettler, reżyser pokazywanego na przeglądzie filmu "Hazard, bogowie i LSD"

Paweł T. Felis: Dokumentalista traktowany bywa dziś coraz częściej jak rodzaj kapłana niosącego prawdę, której nikt nie chce wypowiedzieć głośno. Wpływanie na rzeczywistość to dla autora dokumentów pokusa czy obowiązek?

Peter Mettler: Niebezpieczna pokusa. Bez reporterów wojennych, bez dokumentalistów, którzy mają odwagę mówić rzeczy niepopularne, nasza wiedza o świecie byłaby uboższa. Nie wiem jednak, czy chodzi o świat, czy o to, jak widzi go reżyser. Jeśli ktoś mówi wprost, co jest dobre i złe, obraz staje się elementem walki politycznej, a film zabija siebie. I zamienia w publicystykę.

Ginie sztuka?

- Tworzenie sztuki dane jest wybrańcom takim jak Tarkowski czy Antonioni. Cała reszta może po prostu bawić się ruchomymi obrazami. Tylko że w tej zabawie reżyser powinien być medium neutralnym.

Czy kamera z natury nie jest narzędziem manipulacji?

- Jest narzędziem niebezpiecznym. Kiedy biorę ją do ręki, czuję, że jest w niej dziwna, niepokojąca siła. Mam do niej szacunek, ale trochę się jej boję.

Trzeba więc czasem wyłączyć kamerę, żeby nie pokazać za dużo?

- Wielu rzeczy kamera oglądać nie powinna - na przykład śmierci, bólu. Kiedy zbliżam się do granicy intymności, przestaję kręcić. W ogóle jako człowiek z kamerą jestem bardzo nieśmiały.

Czy to właśnie ośmiela Pana bohaterów? W filmie "Hazard, bogowie i LSD" są oni zaskakująco szczerzy, a jednocześnie nie popadają w reportażowy banał.

- Jako dokumentalista jestem podróżnikiem. Nie zwiedzam, ale podróżuję. Lubię chodzić z kamerą sam. Dla moich bohaterów jestem wtedy obcym, który zadaje im pytania, jakich normalnie nikt im nie stawia: "Czy wiesz, czym jest cisza?", "Czy kiedykolwiek znalazłeś to, czego szukałeś"? Żeby otrzymać szczerą odpowiedź, ja też się odsłaniam, dużo opowiadam o sobie i filmie. Wciąż jesteśmy dla siebie obcy, ale możemy już sobie zaufać.

Kamera nie zabija szczerości?

- O kamerze szybko się zapomina, bo nasze rozmowy przypominają spowiedź. Czy Eva z mojego filmu, która widzi Boga i z nim rozmawia, mówi prawdę? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Rzeczywiście, w czasie montażu widzisz więcej. I czasem słyszysz nutę fałszu. Chodzi jednak o to, żeby zachować na ekranie niewinność spotkania, które przeżyłem.

A może o to, żeby podtrzymać iluzję? Pana film opowiada o narkotykach, seksualnej stymulacji, religijnej ekstazie. Jeden z bohaterów mówi: "Wszystko, co czujemy - ból i szczęście - jest iluzją".

- Dla tych bohaterów - bez względu na miejsce, narodowość, kolor skóry - ucieczka w iluzję bierze się z pragnień. Poczuć się bezpiecznym, wolnym, nieśmiertelnym, bliskim Boga, zatopić się w ekstazie, zobaczyć świat tak, jak widzi go kilkuletnie dziecko - to marzenie powszechne bez względu na to, czy jesteśmy w Indiach, czy w Ameryce, w kasynie, czy kościele. Każda iluzja, każda wiara wypływa z tęsknoty. Kino również. Dlatego dla mnie najsilniejszym narkotykiem jest kamera. To przecież film o tym, jak sami nadajemy wszystkiemu znaczenie, porządkujemy, określamy. Film o ludziach, którzy go oglądają.

Pana film jednak nie tylko się ogląda - muzyka jest tu równie ważnym narratorem jak obraz.

- Nie jestem opowiadaczem zajmujących historii i stąd moje problemy z producentami. Opowiadam obrazem i muzyką. Nie interesuje mnie dzisiejsza rozrywka w multipleksach, którą łyka się łatwo jak popcorn. Zależy mi na energii między filmem a widzem, dzięki której rodzi się sens. Muzyka pozwala uciec od pustych, intelektualnych dywagacji i przenosi odbiór w intymną sferę emocji, uczuć, wrażeń. Dla mnie najważniejszą.

Za pomoc w przeprowadzeniu wywiadu dziękuję organizatorom Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

$SzczęsnyWilku$ (niezweryfikowany)

SpoX stronka <br> <br>
Zajawki z NeuroGroove
  • Tramadol

Substancja : Morfina nazwa towarowa : MST Continus® 200mg naap (Morphine sulfas).





Poziom: Zawodnik na wysokim poziomie doswiadczenia hehe ;-) 4 letnie eksperymenty z morfina i tramalem oraz wieloma innymi ;-)





Dawka : Nie zjadlem do konca tej tabletki, tzn. podzielilem ja na cztery czesci i zjadlem 3/4 a wiec w przeliczeniu 150mg, jak na mnie juz po 50mg zawsze odczuwam efekty, nawet jesli dzien wczesniej jadlem 100mg czy tez zazywalem kilka dni pod rzad tkzw. "ciag" hehe ;P

  • Alprazolam


Jakiś czas temu (rok...?) dobrałem się do leku o nazwie Afobam. Jego substancją czynną jest pochodna benzodiazepin, Alprazolam. Daruję sobie wnikanie w chemię tej substancji, a lepiej przejdę do bardziej istotnych spraw.





Afobam jest dostępny w postaci małych, białych, niepowlekanych pigułek zawierających 0,25 lub 0,5mg Alprazolamu w opakowaniach po 30 sztuk. Rozgryzanie tych pigułek to naprawdę tragiczny pomysł i nikomu nie radzę tego próbować! Nie pomoże potem nawet pół litra soku, taka gorycz!


  • Dekstrometorfan

Substancja: 750mg bromowodorku dekstrometorfanu w tabletkach po 15mg

Wiek, waga: 19lat, 60kg

Exp: Benzydamina, DXM, THC (marihuana, haszysz), Etanol, nikotyna, kofeina

S&S: Magiczna polanka w lesie otoczona zewsząd drzewami, wnętrze fiata 126p, dom T

Towarzysze podróży: A (600mg), S (450mg), T (trzeźwy opiekun)

  • MDMA (Ecstasy)

Nazwa substancji - pigułka extasy - mała, okrągła, zielona z napisem "LOVE"

(+ skręt + 2 piwa)

Poziom doświadczenia - pierwszy raz

Sposób zażycia - doustnie :)

Dawka - 1 pigułka