Za czasów realnego socjalizmu budżet państwa stał na wódce. Najprostszym
sposobem obalenia tego ustroju nie byłyby strajki, lecz ogólnonarodowa
zmowa: od dzisiaj nie pijemy. Oczywiście było to nierealne, ale faktom
zaprzeczyć nie można: gdy w połowie lat 70. spadło spożycie alkoholu,
wydano poufną dyrektywę nakazującą przyhamowanie kampanii na rzecz
trzeźwości.
Na czym stoi III Rzeczpospolita? Z danych policyjnych wynika, że roczny
dochód z obrotu narkotykami wynosi 1,2 mld zł. Dochód, czysty zysk, po
potrąceniu kosztów! Jesteśmy drugim po Holandii eksporterem amfetaminy w
Europie. Wreszcie więc mamy jakiś sukces gospodarczy na miarę światową.
Doliny Krzemowej nie stworzymy, ale Amfetaminową już mamy.
Co by się stało, gdyby pewnego dnia narkomani przestali brać albo
zalegalizowanoby lekkie narkotyki? Dla państwa byłoby to zabójcze. W i tak
już osłabiony rynek pracy uderzyłaby masa nowych bezrobotnych. Ilu? Skoro
w zeszłym roku stwierdzono w Polsce 47 tys. przestępstw na tle
narkotykowym, a wykrywalność policyjna w tej dziedzinie jest raczej marna,
to możemy szacować, że w przemyśle narkotykowym pracuje 100-200 tys.
ludzi. Na ogół o niskich kwalifikacjach zawodowych, bez wykształcenia, a
więc nie mających szans na legalnym rynku pracy. Co więcej: ci ludzie
zarabiają i to na ogół nieźle, a więc kupują, a kupując - płacą podatki. A
więc wspierają budżet.
I proszę nie oskarżać mnie o cynizm. Tak po prostu jest. Jak we wszystkich
krajach, które nie są w stanie zapewnić swym obywatelom godnego życia i
każą im brać swoje sprawy w swoje ręce. Więc biorą.
Komentarze