25I-NBOME nie ma smaku, ale nie je się go dla kulinarnych walorów. Pozwala za to zostać fraktalem.
doputy, dopóki morale nie ulegnie poprawie!
Nie jesteśmy odpowiedzialni za ściganie narkomanów i handlarzy. To wasza robota. Naszym zadaniem jest uświadamianie ludzi i zapobieganie zatruciom! Ale informując klientów, że pigułki są dobre, podnosicie poczucie ich bezpieczeństwa zwiększając tym konsumpcję! Ale obniżamy poziom zatruć, ratując życie ludzkie! Ratowalibyście lepiej zdrowie rekwirując tabletki, a nie oddając je ćpunom z rekomendacją, że dobre. I według pana, ktokolwiek by przylazł do naszego stolika?Dyskusja zabawna, w amsterdamskim stylu. Dyskutuje policja z pogotowiem ratunkowym. Pogotowie wpadło na odkrywczy pomysł. Ustawia stolik w publicznym miejscu i każdy, wątpiący w jakość zakupionego przez się narkotyku, może zasięgnąć u nich profesjonalnej ekspertyzy. Głównie badane są tabletki EXT[AZY - agquarx]. Technopaliwo dyskotek.
Lepiej zbadać prochy przed zażyciem niż później krew pacjenta w letargu. Taniej. Widzi pan, odczyn barwi się ciemno, znaczy, że pigułka zawiera środki z grupy amfetamin. Teraz jej wygląd: jak aspiryna z wyciśniętym logo CK, Cavin Klein. Logo ukradzione rzecz jasna, ale dowodzi dbałości producenta o renomę.To dobry produkt wysoka czystość. Gdzie pan to kupił? W Amsterdamie? pyta pracownik kliniki Jelinek, instytucji wyspecjalizowanej w zwalczaniu uzależnień.
Jak zwykle wynajęty pokój. Dobry humor z okazji końca sesji.
25I-NBOME nie ma smaku, ale nie je się go dla kulinarnych walorów. Pozwala za to zostać fraktalem.
Zdarzyło się sporo razy iż kochałem się po spożyciu różnych substancji psychodelicznych.
Były to bardzo ciekawe i pozytywne doświadczenia.
Spontanicznie piszę- więc wyrywkowo opiszę co mi się przypomni...
....
Na pięknej polanie w Beskidzie Niskim spożywamy z przyjaciółką meksykańskie psylocyby (fioletowe, duże, zjedliśmy po półtora grzybka i było bardzo mocno).
Spędzamy kilka cudownych godzin w przyrodzie, rozkoszując się przeżyciami w przyrodzie i na świeżym powietrzu, po czym postanawiamy przenieść się do domu.
Ciepły letni wieczór, wolna chata, luby u boku, odpowiedni zapas hexenu- żyć nie umierać :-)
Może zacznę od tego, że rok temu obraziłam się na hexen i obecnie żyję jedynie jego wspomnieniem, a spożycie dragów ograniczyłam do fety raz w miesiącu ,,na wypłatę". Lubię sobie jednak powspominać, ale tylko te pozytywne loty...
A oto moja najlepsza faza życia, jaka mi się do tej pory przytrafiła!
Pewnego wieczoru razem z lubym pilnowaliśmy domu mojej ciotki, która wyjechała na wczasy i stwierdziliśmy, że zabalujemy we dwoje.
Po zamówionych jakiś czas temu 5g hexenu została jedna torebka z absurdalną porcją 350 mg.
Komentarze