Polskie piekiełko?

W Monarze dzieje się źle. Tak przynajmniej wynika z anonimowego faksu, rozesłanego przez wolontariuszy stowarzyszenia do mediów i prokuratury. Domagają się oni dymisji Jolanty Koczurowskiej, przewodniczącej Monaru.

Anonim

Kategorie

Źródło

Trybuna
MARCIN PODLASKI

Odsłony

4539
Dlaczego obecna szefowa Monaru nie poinformowała odpowiednich służb o tym, że jedna z pracownic otworzyła rachunek bankowy bez wiedzy władz statutowych?
Dlaczego nie reaguje na informacje o praktykach zakładania podsłuchu w biurze Zarządu Monaru?

Dlaczego nie chce wyjaśnić statusu własnościowego posesji w Pomiechówku i dlaczego swobodnie rozdysponowała pamiątki po Marku Kotańskim? Odpowiedzi m.in. na te pytania domaga się część wolontariuszy stowarzyszenia.
Grono wolontariuszy Monaru i Markotu rozesłało do mediów i prokuratury anonimowy faks z wymienionymi pytaniami. "W trzy miesiące od pogrzebu Marka Kotańskiego szykuje się drugi pogrzeb. Tym razem pochowamy idee, którym każde z nas służyło średnio przez kilkanaście lat". Czyżby w Markocie działo się aż tak źle?
- O Boże, nawet nie wiem, co powiedzieć - tak na treść pisma zareagowała Joanna Kotańska, córka założyciela Monaru. - Czy w tym piśmie wymieniono np. sprawę z telefonem komórkowym mojego taty? Bo jestem osobiście bardzo zbulwersowana faktem, że pani Koczurowska zezwoliła na to, aby numer telefonu, który przez lata należał do mojego taty, dostała pani Hanna Janowska. Spytałam, czy to jest w porządku. Pani Koczurowska odpowiedziała, że nie widzi w tym nic złego - dodała.
Zadzwoniliśmy na numer komórki Marka Kotańskiego. Odezwała się kobieta: - Nazywam się Hanna Janowska, ale jest tu obok pani Jolanta Koczurowska, mogę poprosić... Tak? Tu Koczurowska, słucham?
- Czy to prawda, że wiceprzewodnicząca, Hanna Janowska, otworzyła rachunek bankowy poza wiedzą władz statutowych?
- A skąd to pytanie?!
- Dostaliśmy faks.
- Ja nie zajmuję się plotkami, nie zajmuję się też anonimami.
- Padło pytanie o rachunek bankowy...
- Sprawa jest już dawno wyjaśniona. Był rachunek, ale założony legalnie. Został zablokowany, ale tylko dlatego, że musimy opracować nową strategię otwierania kont. Komuś tu zależy na tym, żeby wokół Monaru był ferment. O pamiątkach po Marku też nic nie wiem. Tylu ludzi rościło sobie do nich pretensje. Ja mam tylko jedno zdjęcie ze wspólnej podróży i jedną kartkę, którą kiedyś od niego dostałam. Nie było żadnych awantur o komórkę z rodziną Marka Kotańskiego. Nie rozumiem, dlaczego ktoś śle anonimy do gazet. Mamy przecież sąd koleżeński, komisję rewizyjną, tam się załatwia takie sprawy.
Z pisma wolontariuszy wynika, że Hanna Janowska rości sobie prawa do zawartości bankowego depozytu, osobistej własności Marka Kotańskiego, niepokojąc wdowę po przewodniczącym "gorszącymi awanturami i groźbami ujawnienia rzekomych tajemnic, mogących postawić pamięć twórcy Monaru w niekorzystnym świetle". Oskarżają ją również o to, że wykradła ze swoich akt personalnych sfałszowane świadectwo dojrzałości. Mimo to nadal pełni kilka funkcji, z których przynajmniej jedna - zdaniem autorów faksu - powinna być sprawowana przez osobę posiadającą wykształcenie wyższe niż podstawowe.
Koczurowska: - Sprawa jest o tyle smutna, że pani Hanna bardzo ciężko pracuje, jest bardzo oddana sprawie.
- Ale jakie wykształcenie ma pani Janowska?
- Podstawowe. Jest uczennicą liceum ogólnokształcącego, wkrótce kończy naukę.
- Podobno wykradła z akt swoją sfałszowaną metrykę...
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Ale niespecjalnie pilnują państwo dokumentów, zginął tom Uchwał Zarządu Głównego Stowarzyszenia Monar podjętych w latach 2001-2002...
- To prawda, ale nie znam nikogo, kogo mogłabym podejrzewać.
Hanna Janowska podejrzewa, że za całą sprawą stoi ktoś "o zbyt wysokich ambicjach", kto chce rozsadzić od wewnątrz struktury stowarzyszenia. Innego zdania jest Joanna Kotańska. - Generalnie popieram ludzi, którzy to pismo napisali. Widzę co się dzieje, choć nie znam szczegółów - powiedziała w rozmowie z "TRYBUNĄ". - Dochodzą mnie słuchy, że dzieje się źle i obawiam się, że jest to prawda. Zresztą osobiście zwróciłam uwagę na konto, które otworzono bezprawnie. Choć nie jestem w stowarzyszeniu, wiele rzeczy czuję. Ludzie do mnie dzwonią. Ufają mi, bo noszę nazwisko Kotańska i żyję według zasad wpojonych przez ojca. O listach nawet nie wiedziałam. Wiem jednak, że poginęły pewne rzeczy, które poginąć nie powinny - dodała.
Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście zleciła policji sprawdzenie informacji przekazanych w anonimowym doniesieniu "Grona Wolontariuszy Monaru i Markotu". - Ponieważ był to anonim, to zgodnie z trybem regulaminowym zwróciliśmy się do policji. Od ich ustaleń zależy, czy sprawie zostanie nadany bieg - powiedział "TRYBUNIE" Maciej Kujawski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
- Jeśli będzie coś na rzeczy, to zostanie wszczęte postępowanie w tej sprawie - dodał.
Zadzwoniliśmy na Marywilską 44, gdzie mieści się założone przez Marka Kotańskiego Centrum Pomocy Bliźniemu. - Jestem zaszokowana! Nic więcej nie powiem, bo nie jestem upoważniona do udzielania informacji prasie - powiedziała kobieta, która nie chciała się przedstawić. - Nie odniosłam wrażenia, że w ośrodku dzieje się źle. Kto to mógł zrobić?! A nie wie pani przypadkiem, z jakiego numeru został wysłany ten faks? Bardzo bym prosiła, żeby pani sprawdziła i do mnie oddzwoniła - dodała. Faks wysłano z poczty.
(JAG, PIK, PO)

* * *

MONAR (Młodzieżowy Ruch na rzecz Przeciwdziałania Narkomanii), stowarzyszenie społeczne działające od 1981; zajmuje się głównie profilaktyką oraz leczeniem narkomanów i chorych na AIDS; organizuje akcje społeczne, pomoc dla bezdomnych. Po śmierci wieloletniego szefa tej organizacji, Marka Kotańskiego, nową przewodniczącą została w październiku br. Jolanta Koczurowska.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

scr (niezweryfikowany)

po prostu pieprzona polska mentalność. <br>ta baba powinna jak najszybciej wylecieć na *zbity* pysk.
Marek (niezweryfikowany)

<p>[Czy ktos wie cos na temat zony Marka Kotanskiego, bardzo prosze o kontakt</p>
szatanowski buddysta (niezweryfikowany)

nas nie daganiat...? ;8) ktos wie moze czy faksy w sekcie Monar maja wlaczone zabezpieczenie przed &quot;petla smierci &quot;?
wykrec (niezweryfikowany)

Hmm... uwazam ze Jola nie jest niczemu winna- znam ja osbiscie i mysle ze kazdy kto ja zna nic zlego by na nia nie powiedzial. Jak i Marek Kotanski, Jola dziala tak, aby bylo dobrze dla tych wszystkich ktorzy sie lecza i dla tych, ktorzy beda. Jola poswieca sie cala dla tej pracy- czasami nawt zaniedbujac swoja wlasna rodzine, meza i corke. Napewno sie stara jak najlepiej i chce byc godnym nastepca Marka Kotanskiego.
Prorok (niezweryfikowany)

Przecież Kotański, jak każdy autorytarny Wódz, trzymając za mordy współtowarzyszy, nie wychował godnego następcy. Takie jest ryzyko utożsamiania idei z jednym człowiekiem, i nie wiem, czemu teraz panuje jakieś zdziwienie i zaskoczenie. Zima zaskoczyła drogowców?
xil (niezweryfikowany)

Przecież Kotański, jak każdy autorytarny Wódz, trzymając za mordy współtowarzyszy, nie wychował godnego następcy. Takie jest ryzyko utożsamiania idei z jednym człowiekiem, i nie wiem, czemu teraz panuje jakieś zdziwienie i zaskoczenie. Zima zaskoczyła drogowców?
TiGi (niezweryfikowany)

Hmm... uwazam ze Jola nie jest niczemu winna- znam ja osbiscie i mysle ze kazdy kto ja zna nic zlego by na nia nie powiedzial. Jak i Marek Kotanski, Jola dziala tak, aby bylo dobrze dla tych wszystkich ktorzy sie lecza i dla tych, ktorzy beda. Jola poswieca sie cala dla tej pracy- czasami nawt zaniedbujac swoja wlasna rodzine, meza i corke. Napewno sie stara jak najlepiej i chce byc godnym nastepca Marka Kotanskiego.
albert (niezweryfikowany)

myślę, że córka Marka Kotańskiegopowinna przez przez pewien okres prowadzić dzieło swojego Taty, ma podobny charakter i napewno da sobie radę to wspaniała modra i uczciwa osoba
Anonim (niezweryfikowany)

W życiu nie czytałam takiej bzdury, to właśnie Jola wyprostowała wszystko co działo się w Monarze. Bo z całym szacunkiem dla Marka Kotańskiego mało dbał o sprawy formalne Monaru i Markotu, robi długi, nie prowadził dokumentacji itd. Jola jest najlepszą następczynią jaką mogę sobie wyobrazić!
Zajawki z NeuroGroove
  • Amfetamina


Tekst jest trochę długi. Ale moja faza była dla mnie tak długa

jak ten opis.




Jazda


  • Artemisia absinthium (absynt, piołun)
  • Pozytywne przeżycie

Szczerze mówiąc, to trochę się bałem przed spożyciem tak dużej dawki piołunu. 20g używa się do produkcji pół litra absyntu, a ja wyekstrahowałem to pod ciśnieniem zapełniając tym 1 szklankę.

Ponieważ nie miałem pod ręką czystego spirytusu, postanowiłem poradzić sobie z tym, co miałem pod ręką. Do tzw. włoskiego ekspresu wsypałem 20g zmielonego na proszek piołunu. Wlałem tam piwo zamiast wody i wstawiłem na gaz. Po kilku minutach uzyskałem mętną, brązową ciecz. Zapach był tak intensywny, że aż zmrużyłem oczy odurzony parą, która wydobywała się z naczynia. Wypiłem wszystko na raz.

  • LSD-25
  • Przeżycie mistyczne

Nastawienie bardzo pozytywne, z nutką respektu dla substancji oraz stresu przed pierwszym razem. Większą część tripa spędziłem w swoim pokoju.

       Na samym początku zaznaczam, że trip miał miejsce ponad roku temu, jednak zdecydowałem się go opisać, ponieważ był to mój jak na razie jedyny prawdziwy trip po tej substancji (późniejsze były o wiele mniej ciekawe). Tego dnia około godziny 17 wróciłem z uczelni do mieszkania, był to koniec tygodnia, nadchodził upragniony weekend. Kilka dni wcześniej zamówiłem sobie kartonik 220ug LSD-25 o tajemniczej nazwie 'Alice in Wonderland'. Byłem bardzo podekscytowany, to był mój pierwszy raz z jakimikolwiek psychodelikami (jak przyszłość pokazała - od tego się wszystko zaczęło).

  • Inne

Las, wczesna wiosna, niedzielne popołudnie, chęć spróbowania czegoś nowego, bardzo dobry nastrój, zero problemów na głowie.

Niedzielne popołudnie, powrót ze sklepiku z zakupionymi oto dwoma Gumi jagodami. Telefon do P godzina 16.00 spotkanie w Lesie. Wybrałem takie miejsce gdyż moja wiedza na temat działania dropsa była znikoma. Wiec taka jak było umówione punkt 16 w Lesie, siema ,siema. Miejsce do posiedzenia znalezione i od razu na sam początek zjedliśmy nasz cel, popijając resztka wody która wziąłem ze sobą. Atmosfera jak to przy spożyciu czegoś nowego, ogromne zniecierpliwienie, lekki strach przeplatający się z ogromnym podnieceniem.