CZY MIŁOSZ PRZYPALAŁ?
Logicznie rzecz biorąc, brak powodu, żeby nie skazywać na śmierć
za palenie tytoniu i na długoletnie zamknięcie za picie alkoholu.
Są to narkotyki niebezpieczne, jednakże, choć tytoń miał w niektórych
krajach swoich powieszonych męczenników, srogie edykty przeciwko niemu
poszły w zapomnienie, natomiast picie po przegranej prohibicji w Ameryce
stało się rytuałem dowodzącym, że ktoś jest normalnym, porządnym, lojalnym
obywatelem. Zważywszy, że cannabis sativa jest, w porównaniu z tytoniem
i alkoholem, środkiem dość niewinnym, czyli wiele hałasu o nic, zaciętość,
z jaką w ciągu wszystkich lat sześćdziesiątych policja ścigała marihuanę,
miała cechy obsesyjne, podobnie jak ochrypła żarliwość Huberta.
Przeszukiwanie kieszeni, kajdanki, wyroki, więzienia można wyjaśnić
tylko poczuciem zagrożenia przez "inne", i nie bez powodu. Wątpliwe
jest, czy użytek marihuany tak by się rozpowszechnił, gdyby nie służyła
ona za znak rozpoznawczy dla wszystkich, którzy kwestionują ład ustalony.
(...)
Być może nową erę ludzkości otwierają nie bronie atomowe i podróże
międzyplanetarne, ale psychedelic drugs jako zapowiedź masowych,
demokratycznych środków przeciwko nudzie.
(Czesław Miłosz, "Widzenie nad Zatoką San Francisco")
Komentarze