Dawka: ~100mg Ketaminy HCl, Sposób zażycia: donosowo.
Anonimowa osoba rozesłała mejle uderzające w radną PO Monikę Połatyńską. Radna broni się, że jak tylko zmieniły się przepisy, to zamknęła swoją działalność.
Anonimowa osoba rozesłała mejle uderzające w radną PO Monikę Połatyńską. Radna broni się, że jak tylko zmieniły się przepisy, to zamknęła swoją działalność.
Lord Koks, Kosior, Baka, Mega Buch - to tylko niektóre z dopalaczy, którymi swego czasu handlowała obecna bielska radna Platformy Obywatelskiej Monika Połatyńska. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak anonimowa osoba podpisująca się jako Bielszczanka zaczęła rozsyłać do niektórych bielskich radnych mejle z informacją, że kilka lat temu Połatyńska prowadziła w centrum miasta sklep z dopalaczami.
„Rada miasta Bielska-Białej powinna składać się z osób oddanych problemom miasta, szanowanym, osób o nieposzlakowanej opinii. Tymczasem w Waszym gronie zasiada osoba, która była właścicielem sklepu z dopalaczami przy ulicy Barlickiego. To radna Platformy Obywatelskiej, Monika Połatyńska (...). Czy Bielsko-Biała nie zasługuje na lepszych reprezentantów?” - pisze w mejlu bielszczanka.
Do mejla dołączonych zostało kilka dokumentów, w tym skan zaświadczenia o nadaniu numeru REGON firmie Połatyńskiej i zaświadczenia o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, z którego wynika, że Połatyńska zaczęła prowadzić sklep o nazwie Mellow Yellow z dopalaczami przy bielskiej ul. Barlickiego 6 na początku czerwca 2010 r. Prócz tego są skany faktur dotyczących zakupu dopalaczy oraz notatka służbowa z przeprowadzonej 2 października 2010 r. kontroli policyjnej w sklepie.
W kampanii wyborczej Połatyńska startowała z listy PO. Pisała o sobie, że jest absolwentką Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, ukończyła wiele kursów motywacyjnych oraz szkoleń w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi, chwaliła się, że jest współorganizatorką takich akcji charytatywnych jak: Dzień dawcy szpiku kostnego czy Zakręć się na pomaganie. Przedstawiała się, że prywatnie jest pasjonatką sztuki i architektury oraz że propaguje zdrowy i aktywny tryb życia. W swoim programie wyborczym stawiała m.in. na rozwój ośrodków kulturalno-rekreacyjnych oraz oświatowych dla dzieci, wspieranie szczęśliwego dzieciństwa, propagowanie zdrowego trybu życia i poprawę dostępu do służby zdrowia.
W rozmowie z Dziennikiem Zachodnim radna Połatyńska przyznała, że prowadziła sklep przez około dwa miesiące, kiedy nie pełniła jeszcze żadnych funkcji publicznych, a działalność tego rodzaju była w stu procentach legalna.
- Sklep został przeze mnie definitywnie zamknięty zgodnie z intencją ustawodawcy i zmianą przepisów prawa zakazującą dalszego prowadzenia działalności tego rodzaju - oświadczyła radna z Bielska-Białej.
- Dostałam tego mejla i jestem zniesmaczona, że coś takiego jest rozsyłane. Zgadzam się z opinią, że w radzie powinny zasiadać osoby uczciwe i o nieposzlakowanej opinii, ale nie uznaję takich metod. Zawsze, jak ktoś się postara, to jest w stanie coś na kogoś znaleźć - komentuje bielska radna niezależna Małgorzata Zarębska, zaznaczając, że radna Połatyńska nie jest jej koleżanką partyjną czy klubową.
- Ludzie mają różne działalności, a kiedyś prowadzenie takich sklepów nie było zabronione. Przecież teraz pani Połatyńska nie handluje dopalaczami, bo gdyby tak było to nie byłaby kandydatką do Rady Miejskiej. Podczas kandydowania do rady była sprawdzana i ma nieposzlakowaną opinię. Nie znalazła się w niej też przez przypadek, bo ludzie na nią głosowali - dodaje radna Zarębska.
Bielski radny Prawa i Sprawiedliwości Maurycy Rodak nie chciał komentować sprawy zaznaczając, że sprzedaż dopalaczy była wówczas legalna. - A jeśli chodzi o ocenę moralną tego, to pozostawiam to każdemu z osobna do rozważenia - stwierdził radny Rodak.
Dawka: ~100mg Ketaminy HCl, Sposób zażycia: donosowo.
Był to piątek, ostatni dzień przed świętami. dawno nie paliłem a przez święta nie było by mi dane zapalić, więc postanowiliśmy z kumplami spalić się w ten dzień. POmine co było na początku (ni opowiem m.in. o pijanym koledze na polskim :)) Przejde do opisuj mojej paranoi :)
Paliłem wtedy dwa towary.... Jeden taki sprasowany, doskonały, świetnie się paliło i świetnie fazowało :)). Potem taki pył marihuanowy, ale to była mj na bank. Kumple ten pył palili więc materiał był sprawdzony.....
Cały dzień, dość pozytywna pogoda, wieczorem punk-rockowy gig w lokalnym pubie, dużo ludzi, pozytywna atmosfera, na końcu dom.
Cóż, narkotykowy dzień zaczął się od około godziny czternastej kiedy to poszedłem w miasto do jedynej czynnej wówczas apteki, żeby kupić dekstera - było nudno, nie wiedziałem czy wieczorem wyjdę, a siedzenie w domu na dexie jest z pewnością przyjemniejsze, niż na trzeźwo. Chciałem wziąć Tussidex, ale nie było. Acodin - tabletki - też nie. Tylko syrop. Taki stan rzeczy mnie niespecjalnie zadowolił, ale jako, że w kolejce co chwila wymuszałem kaszel, żeby nie było podejrzeń, to wziąłem ten syrop, bo gardło serio zaczęło mnie drapać.
Nastawienie stanowczo pozytywne, paliłam na tarasie przed domem, w otoczeniu dobrych koleżanek.
16:30, w domu jestem tylko ja i dwie koleżanki, nazwijmy je K. i E. Nabijam lufę. Ponoć mocny towar, nie byłam wtedy doświadczona, więc nie potrafię określić co to dokładnie było, ale z pewnością nie była to czysta MJ.