Uzależnienie - nieuleczalna choroba czy tylko zły nawyk?

Burzę w środowisku psychologów i psychoterapeutów wywołało niedawne wyznanie profesora neurobiologii Marca Lewisa. Stwierdził on, że alkoholizm czy narkomania nie są nieuleczalnymi chorobami, ale zwykłymi nawykami, które każdy może zwalczyć.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rynek Zdrowia
Marzena Sygut

Komentarz [H]yperreala: 
Przypomnijmy, że jakieś pół roku temu publikowaliśmy przedruk ciekawego wywiadu z Markiem Lewisem: hyperre.al/3w2

Odsłony

783

Burzę w środowisku psychologów i psychoterapeutów wywołało niedawne wyznanie profesora neurobiologii Marca Lewisa. Stwierdził on, że alkoholizm czy narkomania nie są nieuleczalnymi chorobami, ale zwykłymi nawykami, które każdy może zwalczyć.

Prof. Lewis doszedł do takich wniosków opierając się na własnych doświadczeniach. Przez siedem lat swojego życia był osobą uzależnioną od narkotyków. W wieku 30 lat stoczył się na samo dno. Stracił niemal wszystko, a leczenie odwykowe nie przynosiło efektów. W końcu jednak doszło do niego, że bardziej potrzebuje jasnej przyszłości niż narkotyków.

Dziś cieszy się nienaganną reputację, jest wykładowcą na Uniwersytecie w Toronto i gdyby nie jego wyznanie, nikt nie podejrzewałby, jaką mroczną przeszłość o swoim młodzieńczym życiu ukrywa.

Wystarczy tylko chcieć?

Prof. Lewis nie kwestionuje tego, że uzależnienie istnieje. Nie poddaje też w wątpliwość faktu, że mózg osoby uzależnionej wykazuje zmiany. Sam wyjaśnia, że zachodzą one zarówno wtedy, gdy w uzależnieniu występuje komponent natury biologicznej, jak heroina czy innej - na przykład hazard.

Jego zdaniem jednak uzależnienie nie jest chorobą, z której nie można się wyleczyć. Wręcz przeciwnie, w jego ocenie mózg ludzki jest plastyczny, a jego funkcjonowanie zmienia się pod wpływem wielu wykonywanych aktów - np. gry na skrzypcach czy zakochania się.

Jako przykład podaje pracę taksówkarza, u którego zwiększają się obszary mózgu odpowiedzialne za mapowanie. Kiedy jednak zrywa on z zawodem, jego mózg wraca do normy. To samo dzieje się w sytuacji uzależnienia, którego można, tak samo jak się nauczyło - oduczyć. Wystarczy tylko chcieć.

Z taką właśnie koncepcją uzależnienia nie zgadza się środowisko psychologów. Jeden ze znanych psychologów, specjalizujący się w problematyce uzależnień, który nie chciał zabierać w tej kwestii głosu, zaznaczył jednak, że teoria prof. Lewisa to zwykła głupota albo autopromocja.

Wbijanie kija w mrowisko

Zgodnie bowiem z obowiązującym poglądem uczonych, a także Międzynarodową Klasyfikacją Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD 10) uzależnienie czy to od alkoholu, czy innych środków jest chorobą i ma swój numer statystyczny.

I tak uzależnienie od alkoholu to choroba o numerze F10, F11 - to uzależnienie od opiatów, F12 - od kanabinoli, F13 - leków uspokajających i nasennych, F14 - kokainy, F15 - innych substancji psychostymulujących, w tym kofeiny oraz amfetaminy, F16 - substancji halucynogennych, F17 - palenia tytoniu, a F18 - lotnych rozpuszczalników.

Jarosław Kalinowski, psycholog kliniczny o specjalizacji psychoterapia uzależnień i współuzależnienia, kierownik Ośrodka Psychoterapii i Terapii Uzależnień ''Olcha'' w Warszawie wskazuje, że osoba, która stawia tak śmiałe hipotezy, w oparciu jedynie o własne doświadczenie, nie może być obiektywna.

- Wyznanie prof. Lewisa jest tylko i wyłącznie opinią jednego człowieka przeciwko opinii ekspertów, Światowej Organizacji Zdrowia i milionów ludzi uzależnionych, którzy twierdzą zupełnie coś innego. Dlatego też uważam, że nie należy przejmować się głosem jednostki, tylko leczyć dalej, co też robię od ponad ćwierć wieku - wyjaśnia Kalinowski.

Nie obędzie się bez psychoterapii

Psycholog Kalinowski podkreśla też, że obecnie uznaną za najlepszą metodę wychodzenia z nałogu jest psychoterapia. Na tę drogę wskazuje zarówno WHO, jak też wszystkie liczące się organizacje czy ruchy jak np. Anonimowi Alkoholicy.

- Psychoterapia sprowadza się do tego, aby przewartościować świat osoby uzależnionej. Aby tego dokonać, należy dotrzeć do przyczyn, które spowodowały, że jakaś substancja stała się ważna w życiu człowieka. Ważniejsza niż praca, rodzina, zdrowie - wyjaśnia Kalinowski.

Tłumaczy, że dopiero kiedy zrozumie się, co spowodowało, że alkohol, czy narkotyk stał się sensem życia i zrobi z tym porządek, nałóg może stracić na ważności.

- Bardzo ciężko jest samemu wyrzec się alkoholu czy narkotyków, bo trzeba czymś wypełnić powstałą po nałogu pustkę. Trzeba mieć coś w zamian. Dlatego najlepszym sposobem jest rozwijanie swojej osobowości, zmiana swojego dotychczasowego życia, niekoniecznie tego na zewnątrz, ale tego co człowiek ma w głowie, w swoich emocjach - podkreśla.

Przyznaje, że poznał w swoim zawodowym życiu parę osób, które przestały pić, zrywając jedynie z nałogiem, niczego innego nie zmieniając w życiu.

- I te osoby nie były szczęśliwe. Trzeba bowiem nauczyć się inaczej reagować na problemy życia codziennego. I wówczas człowiek może dobrze żyć, pamiętając jednak o tym, że jest uzależniony, że to może powrócić, jeśli zaniedba swoje zdrowie psychiczne - mówi Jarosław Kalinowski.

Ekspert zaznacza też, że przypadki, w których ludzie samoistnie przestają pić czy brać zdarzają się, jednak niezwykle rzadko. Najczęściej, jego zdaniem, są to osoby niezdiagnozowane jako ludzie uzależnieni tylko jako ludzie szkodliwie pijący.

To tylko akademickie dyskusje

Z kolei prof. Wiktor Osiatyński, pisarz i wykładowca, socjolog i prawnik, współtwórca Komisji Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu, jednego z programów Fundacji im. Stefana Batorego uważa, że twierdzenie postawione przez prof. Lewisa w pewnym sensie ma rację bytu, ponieważ alkoholizm czy narkomania to zarówno choroba, jak i nawyk.

- Dla mnie jest to jednak akademicka dyskusja, czy alkoholizm nazwiemy chorobą czy nawykiem, czy w inny sposób. Myślę, że nazywamy to chorobą, bo trzeba tę przypadłość gdzieś leczyć, gdzieś udzielać pomocy, musi to być gdzieś w funkcjonalności ochrony zdrowia. W gruncie rzeczy cały problem sprowadza się do tego, że gdzieś takiej osobie uzależnionej należy udzielić pomocy - podkreśla prof. Osiatyński.

Wyjaśnia też, że na pewno alkoholizm jest nieuleczalną chorobą w tym sensie, że ktoś, kto jest alkoholikiem nie może powrócić do normalnego, kontrolowanego picia, tak jak to ma miejsce w wypadku osób nieuzależnionych.

- W tym sensie jest to choroba i jest ona nieuleczalna. Można ją pohamować, można z niej "wyjść", tzn. żyć bez alkoholu dzięki zmianie trybu życia i sposobu funkcjonowania. Jednak nie można być "zdrowym" - podkreśla prof. Osiatyński.

Potrzeba wola i wiedza

Dodaje, że sam fakt, iż można poprawić swój stan i "wyjść" z nałogu, jak miało to miejsce w przypadku prof. Lewisa, nie przesądza też o tym czy alkoholizm jest chorobą, czy nie.

- Znam takich ludzi, jak prof. Lewis, którzy zaparli się i sami wyszli z nałogu, kierując się doświadczeniami innych ludzi. Jest ich jednak zdecydowana mniejszość w porównaniu do ludzi, którzy wyszli z nałogu, dzięki wsparciu grupy czy psychoterapii - wyjaśnia prof. Osiatyński.

Podkreśla też, że wychodzenie z nałogu "na własną rękę" jest bardzo trudne, chociaż nie niemożliwe. Tak samo jest w innych chorobach. Z tą różnicą, że wychodząc z nałogu, nie przestaje się być alkoholikiem.

Prof. Osiatyński zaznacza też, że decydujące w wychodzeniu z nałogu są: wola i wiedza.

- Najpierw trzeba mieć wiedzę, a potem trzeba chcieć. Jeden i drugi aspekt są równie ważne. Bez przewartościowania swojego życia i woli zmiany, nie można być trzeźwym alkoholikiem - tłumaczy prof. Osiatyński, kwitując cały dyskurs stwierdzeniem, że z alkoholizmu nie można się wyleczyć, ale można wyzdrowieć.

Jak podkreśla, zawsze będzie się alkoholikiem, ale można żyć jak zdrowy człowiek. Nazewnictwo ma tu drugorzędne znaczenie.

Oceń treść:

Average: 7.3 (7 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Przeżycie mistyczne

Set: nastawienie jak zwykle pozytywne mimo trzech bad tripów jakie miałem w swojej 3 letniej karierze, Setting: wieczór i noc z 28.09 na 29.09 tego roku. Dodatkowo: komp (net a później gierki w tym FarCry, który zakupiłem w Empiku z pomarańczowej kolekcji klasyki :) opłacało się kupić, a nie ściągać jak zawsze, bo przynajmniej to pewne jest, a i tak to pierwsza i NIE ostatnia gra jaką kupiłem w tym roku ;]) oraz film

Witam wszystkich. Chciałbym opisać wszystko z jak największą liczbą szczegołów, które zapamiętałem z wczorajszego tripu oraz trochę czasu przed rozpoczęciem tripowania, żeby przybliżyć Wam moje nastawienie i przygotowanie wszystkiego (czyli Set and Setting). Znaczenie słów "Acodin zażył mnie" w tytule wyjaśnię przy opisywaniu tripu na 900mg.

 

  • Pierwszy raz
  • Tramadol

Cisza i spokój

Poczytałem o tramadolu i same fajne rzeczy są w tym serwisie. Pomyślałem, że spróbuję. Tydzień temu przez fuksa totalnego zdobyłem w przychodni 50 tabletek po 100 mg tramalu retard. Ucieszyłem się, bo miałem w pamięci zwisy mojego kolegi z jednego z serwisów dla ćpaczy na czacie. Zabawnie było... Ale nie o tym.

Tramalu nigdy nie brałem. To był mój pierwszy raz.

  • MDMA (Ecstasy)
  • Tripraport

Za pierwszym razem dobre zaś pewna rzecz wprowadziła mnie w gorszą relacje Za drugim razem ataki paniki przez 20 minut wprowadziły mnie w bardzo zły stan Za trzecim najlepsze jakie mogłem mieć, jestem zadowolony z takiego chociaż efektu jaki był

Witam 

Od razu przed rozpoczęciem czytania powiem, iż ecstasy które brałem za drugim i trzecim razem były od najlepszego możliwego źródła polecanego przez każdą osobę której się spytałem o ten towar. Zaś za pierwszym od znajomego, który sam również brał tą samą pigułę pierwszy raz w życiu 3 miesiące przede mną.

Jeżeli nie da rady nic ustalić, dlaczego taka sytuacja wystąpiła. To mam nadzieje, że chociaż dostanę jakąś poradę a propos przyjmowania właśnie tych związków organicznych, które są podane w wątku.

  • Dekstrometorfan
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Spokojny dzień.

Nie spałem całą noc. Po męczącym dniu w pracy usiadłem do komputera. Popracowałem do rana i poszedłem znów do pracy. Czas goni. Musimy oddać projekt za 3 dni. Nerwówka... Zmęczony jak pies wlokłem się do domu. 16:30 Przechodziłem obok apteki i kupiłem acodin, myląc go z thiocodinem. Chciałem kodę na zmęczenie, a kupiłem deksa. OK, niech będzie. Po drodze do domu spotkałem się z dilerem. W tym czasie zjadłem opakowanie acodinu (150 mg DXM). Pogadaliśmy i wróciłem do domu z jednym gramem maryśki. Zmęczony jak pies, niewyspany ale z jednym małym ziółkiem w dłoni.