Pod wpływem kokainy zabił rowerzystkę. Wolv: zła nawierzchnia, narkotyki ktoś dosypał

Oskarżony o umyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem kokainy, w którym zginęła rowerzystka nie przyznaje się do winy.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

TVN24 Pomorze/PAP
ws/aa/i

Odsłony

318

Oskarżony o umyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem kokainy, w którym zginęła rowerzystka nie przyznaje się do winy. Artur W. odpowiada jedynie na pytania obrońcy, twierdzi, że narkotyki ktoś mu musiał dosypać na imprezie, i że stracił panowanie na autem, bo była zła nawierzchnia.

Przed gdańskim sądem rejonowym ruszył we wtorek proces Artura W. pseud. Wolv. - Mężczyzna został oskarżony o umyślne spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym oraz prowadzenie pojazdu pod wpływem środka odurzającego - informowali śledczy.

Według biegłych toksykologów Artur W. prowadził pojazd będąc pod wpływem kokainy. - Jest to okoliczność, która ma wpływ na wymiar kary. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności - zaznaczyła Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która prowadziła w tej sprawie śledztwo.

Nie przyznał się do winy

Proces rozpoczął się o godz. 11.30 w Sądzie Rejonowym Gdańsk - Północ.

Artur W. przed sądem nie przyznał się do zarzucanych mu przestępstw. 40-latek odpowiadał jedynie na pytania swojego obrońcy. Twierdził również, że przed wypadkiem nie brał kokainy.

Podczas wtorkowej rozprawy Artur W. opisywał szczegółowo przebieg wypadku. - Było duże natężenie ruchu. Z prawej strony wyjeżdżał czarny citroen. Nie jechałem z dużą prędkością, najwyżej 65-70 km na godzinę (jak ustaliła prokuratura oskarżony jechał 80 km/h), po chwili poczułem, że samochód nie ma przyczepności, zaczęło mi zarzucać auto i wpadłem w poślizg. Kiedy już wydawało mi się, że jest okej poczułem uderzenie w przód auta, otworzyła się poduszka powietrzna od strony pasażera. Okręciło mi auto, uderzyłem w krawężnik, tam miałem utratę świadomości i nie mogłem się poruszyć – mówił oskarżony.

Na pytanie obrońcy, dlaczego stracił nagle panowanie nad kierownicą, odpowiedział, że przyczyną tego była „zła nawierzchnia” jezdni. Obrońca pytał też Artura W. dlaczego w prokuraturze mówił, że nic nie pamięta z wypadku. - Byłem wtedy całą tą sytuację przerażony i zaskoczony. Nie byłem w stanie przypomnieć sobie tego zdarzenia, leczyłem się w tym czasie na depresję. Byłem obolały i osowiały – wytłumaczył.

Wjechał w rowerzystów na chodniku

Do tragicznego wypadku doszło pod koniec kwietnia ubiegłego roku na ul. Grunwaldzkiej w Gdańsku. - Artur W. jechał lewym pasem w kierunku Sopotu. Jak ustalono, poruszał się z nadmierną prędkością, nie mniejszą niż 80 km/h, co spowodowało, że stracił panowanie na podjazdem - opisywała zdarzenie Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która prowadziła w tej sprawie śledztwo.

Według śledczych Artur W. przejechał gwałtownie z lewego pasa przez pas środkowy, a następnie uderzył prawym bokiem w jadący w sposób prawidłowy prawym pasem samochód. Ten został zepchnięty z jezdni w prawo. Siła uderzenia był tak duża, że przełamując słupki odgradzające ulicę od ścieżki rowerowej, samochód wjechał na nią, potrącając poruszających się nią rowerzystów.

Nigdy nie miał prawa jazdy, zabił rowerzystkę

W wypadku ucierpiały cztery osoby: kierowca nissana oraz troje rowerzystów - mężczyzna i dwie kobiety. 40-letnia rowerzystka, która była w najcięższym stanie, zmarła w szpitalu.

Artur W. nie ma uprawnień, by prowadzić samochód - nigdy nie posiadał prawa jazdy.

Według lekarzy mężczyzna teraz może przybywać w zakładzie zamkniętym, mimo że wcześniej (również w trakcie spowodowania wypadku - red.) korzystał - z powodu choroby, która rzekomo zagrażała jego życiu - z przerwy w odbywaniu kary za inne przestępstwa.

Gdański areszt śledczy, w którym mężczyzna odbywał karę, powiadomił wówczas Sąd Okręgowy w Gdańsku, że Artur W. ma ciężką chorobę "zagrażającą jego życiu", a to uniemożliwia jego pobyt w areszcie, bowiem nie ma tam możliwości jego leczenia.

40-latek miał przejść zabieg 25 kwietnia 2015 roku i w poniedziałek 27 kwietnia ponownie stawić się w zakładzie karnym. Tragedia na ul. Grunwaldzkiej wydarzyła się 25 kwietnia.

Znany w środowisku przestępczym

Artur W., ps. Wolv jest dobrze znany w trójmiejskim środowisku przestępczym. Mężczyzna był już karany m.in. prawomocnym wyrokiem na 10 lat więzienia za rozbój, doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzania mieniem i posiadanie broni bez zezwolenia.

Wcześniej mężczyzna został zatrzymany do odbycia kar w związku z innymi przestępstwami. Był już także prawomocnie skazany na rok i trzy miesiące więzienia za zniszczenie mienia i groźby.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

set: wolne, kolejny dzień ujaranej zmuły przed TV z moim mężczyzną, ostatnio lekki dołek psychiczny setting: w chuj fajny las

Powietrze dzisiaj jakieś inne, bardziej niż zwykle chce się czuć je w płucach. Dopieszczamy jeszcze atmosferę nutą cytrusowego dymu i zgodnie wsiąkamy głębiej w kanapę.   

  • Dekstrometorfan

Jakiś czas temu zdarzyła się okazja wypróbowania Acodinu, bo jechałem

do kumpla na działkę. Na peronie łyknąłem 20 tabletek. Po pewnym

czasie pojawiło się dziwne uczucie w nogach, ale myśle, że był to

raczej efekt placebo. Później doszło ledwo zauważalne swędzenie.

Zacząłem naprawdę coś czuć, gdy zasuwaliśmy ostro pod górę do chatki.

Minęła wtedy ok. 1 godzina od zażycia - czułem lekkie szumienie i

delikatny zawrót głowy.


Dopiero po upływie kolejnych 40 minut efekty zaczęły się nasilać i

  • Etanol (alkohol)
  • LSD-25
  • Tripraport

dobre nastawienie przychiczne, chęć przeżycia przygody na kwasie i sprzyjająca ku temu okazja z powodu wolnej chaty przyjaciela

Jakoś kilka tygodni temu zakupiłem cztery blotery LSD: po jednej dla mnie, dwóch przyjaciół i jednej przyjaciółki. Jeden z kumpli akurat wtedy miał na całą noc wolną chawirkę, więc szybko nadarzyła się okazja, żeby ten kwas przetestować. Początkowo kupujemy czteropak i idziemy do domu, gdzie połykamy blotery, które koło 20 wszystkim już się dobrze rozpuściły. Oglądamy Brickleberry i trochę się denerwujemy, bo upływa sporo czasu, a efektów nadal nie widać. Mija 40 minut i odczuwam potworny bodyload.

  • Katastrofa
  • LSD-25

Chciałem wykorzystać wyjazd do klubu jako odskocznię od wrednej rzeczywistości, byłem w kompletnej rozsypce psychicznej. Przestałem się przejmować konsekwencjami i tym jak dużo biorę. Liczyło się jak największe oderwanie od bólu i zapomnienie o problemach natury egzystencjalnej. Otoczenie do takiego doświadczenia wybrałem bardzo źle, ale też przez to, że nie widziałem z czym przyjdzie mi się zmierzyć.

Trip był w okresie, kiedy codziennie marzyłem o tym, żeby się zabić.

Mniej więcej było to tak, że zabrałem się ze swoimi kolegami na imprezę. Tym razem miało być inaczej, bardziej grubo. Na odwagę zaczęło się tradycyjnie od trawy w niewielkich ilościach. Trochę zmuliło ale wprowadziło też w odmienny nastrój. Potem leci feta. Niestety diler dał ciała i nie był to produkt pierwszej klasy, nie klepał.