REKLAMA




Zdjęcia rozpadającego się świata metaforą życia w uzależnieniach

Ciekawy wywiad z Kamilem Śleszyńskim, fotografem, autorem cyklu zdjęć z ośrodka terapii uzależnień Metanoia.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Poranny.pl
Jerzy Doroszkiewicz

Odsłony

187

Katolicki Ośrodek Wychowania i Terapii Uzależnień działa pod skrzydłami białostockiej Caritas i niesie pomoc młodzieży uzależnionej. Stał się obiektem pracy artystycznej młodego fotografa.

Skąd wziął się pomysł na fotografowanie ośrodka terapii?

Kamil Śleszyński: Zaczął kiełkować w trakcie pracy nad poprzednim projektem Input/Output. Realizowałem go w ramach Stypendium Marszałka Województwa Podlaskiego w Zakładzie Karnym Białystok, Areszcie Śledczym w Białymstoku, Zakładzie Karnym Czerwony Bór, a także w stowarzyszeniu Featon w Suwałkach. Wielu osadzonych, z którymi rozmawiałem twierdziło, że to właśnie alkohol lub narkotyki i niemożność poradzenia sobie z nałogiem stały się przyczyną ich kłopotów. Chciałem dotrzeć do źródła tego problemu. Szukałem tylko odpowiedniego miejsca.

Wiedziałeś wcześniej czym jest Metanoia?

Wcześniej nie miałem pojęcia o istnieniu Metanoi i o działalności, jaką prowadzi.

Co zwróciło Twoją uwagę w Puszczy Knyszyńskiej?

Duże wrażenie zrobiła na mnie droga prowadząca do ośrodka - wąska i kręta, wiodąca wśród gęstego lasu. Wszędzie popękany asfalt i powyginane w dziwny sposób betonowe słupy. Już w trakcie realizacji projektu dowiedziałem się, że kiedyś były tam zakłady, w których produkowano sprzęty AGD i maszyny rolnicze. Niektórzy twierdzą, że w leśnych magazynach składowano broń, a nawet produkowano do niej składniki. Wcześniej bywałem w tej okolicy, ale nie byłem świadomy, że praktycznie w centrum Puszczy Knyszyńskiej jest takie miejsce.

Czy takie zagubienie ośrodka pomaga w odkrywaniu jego niezwykłej strony?

Myślę, że tak. Dzieje się tak dlatego, że to miejsce różni się znacznie od kolorowej otaczającej nas rzeczywistości. Tam panują zupełnie inne zasady i funkcjonuje się zupełnie inaczej niż na zewnątrz. Jest to świat niezrozumiały dla obserwatora, przynajmniej na początku, ale też bardzo fascynujący. Kiedy tam trafiłem zacząłem się zastanawiać dlaczego niektóre osoby chodzą z wielkimi drewnianymi kluczami, inne mówią szeptem, a jeszcze inne za każdym razem, gdy chcą coś powiedzieć muszą spytać o pozwolenie swojego rozmówcę. Stopniowo zacząłem rozumieć, że osoby te złamały jakieś zasady panujące w ośrodku i została im przydzielona pewnego rodzaju kara.

To nie jest fotografia krajobrazowa, ani zwykły reportaż - co chcesz powiedzieć osobom oglądającym te zdjęcia?

Fotografia, którą się zajmuję, według mnie najlepiej wpisuje się w nurt szeroko pojętej fotografii dokumentalnej. Przez ten cykl chcę powiedzieć, że warto być otwartym na innych ludzi i nikogo nie można skreślać.

Jak Twoją obecność odbierali ludzie przebywający w ośrodku na terapii?

Mieszkańcy początkowo podchodzili do mnie z rezerwą i mnie to nie dziwi, bo byłem po prostu obcy i do tego snułem się po ośrodku z wielkim aparatem. Kiedy jednak zobaczyli, że moje wizyty są regularne i że zależy mi na ukazaniu ich w jak najlepszym świetle, kolejne osoby zaczęły się interesować tym co robię. Była to dla nich szansa na oderwanie się choć na chwilę od codziennych obowiązków i na otrzymanie papierowej odbitki. W czasach, kiedy fotografia cyfrowa i aparaty w smartfonach są czymś normalnym, a młodzi ludzie całą tę technologię mają w małym palcu, taka czarno biała odbitka to coś niezwykłego. Jeden z wychowanków powiedział mi nawet, że lubi kiedy do nich przyjeżdżam. Nie ukrywam, było to bardzo miłe.

Czy fotografia, wernisaż, mogą coś zmienić w postrzeganiu takich miejsc?

Kiedy pierwszy raz jechałem do ośrodka nie wiedziałem czego mogę się tam spodziewać. Wynikało to z braku wiedzy na temat tego typu placówek i ze stereotypów, które utrwaliły się w mojej świadomości. Wydawało mi się, że będę miał duży problem, żeby dotrzeć do tych młodych ludzi. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Na miejscu spotkałem bardzo wrażliwe osoby, chętne do współpracy, od których mogę się też wiele nauczyć.

Myślę, że fotografia i mówienie głośno o takich miejscach i o problemie uzależnienia są w stanie zmienić ich postrzeganie. Mam nadzieję, że choć w niewielkim stopniu udało mi się przekazać potencjalnym widzom to, co ja widziałem i przeżywałem fotografując w ośrodku.

Dlaczego w ogóle zająłeś się fotografią?

To było wiele lat temu. Koledzy fotografowali Zenitami, to i ja również postanowiłem spróbować. Oni dość szybko wymiękli, a ja w tym pozostałem. Interesowały mnie głównie aspekty techniczne powstawania fotografii, praca w ciemni i charakterystyki materiałów światłoczułych. Jestem samoukiem i do wszystkiego dochodziłem metodą prób i błędów, głównie opierając się o informacje pozyskane z sieci, bo wokół mnie jakoś nie było osób, które miały podobne zainteresowania.

Z czasem moja wiedza i zasoby sprzętowe były na tyle wystarczające, że postanowiłem zająć się fotografią na poważnie. Wtedy na swojej drodze spotkałem Darka Szadę - Borzyszkowskiego, który realizował przedstawienia i obsadzał w nich więźniów z zakładu karnego. Jego działalność była na tyle inspirująca, że postanowiłem rozpocząć projekt poruszający temat wolności i jej utraty. Darek bardzo mi pomógł, skontaktował z odpowiednimi osobami, a także udzielił wielu przydatnych rad, bo początki były ciężkie. A potem to już samo zaczęło się kręcić.

Czy w taki sposób łatwiej komunikować się ze światem, czy to raczej sygnały, które wysyłasz innym?

Fotografia jest dla mnie rodzajem wizualnego języka, za pomocą którego mogę opowiadać o otaczającym mnie świecie i o problemach, które mnie w jakiś sposób zajmują. To jest też trochę tak, że to, co fotografuję i w jaki sposób to robię wynika w pewnym stopniu z tego, jak w danej chwili się czuję.

Fotografia jest także narzędziem, dzięki któremu mogę zagłębić się w te obszary rzeczywistości, których w inny sposób nigdy bym nie poznał.

Jeden obraz podobno wart jest tysiąca słów?

Są takie zdjęcia, które nie wymagają dodatkowych słów, ale są też takie, którym to słowa nadają kontekst.

Celowo fotografujesz w czerni i bieli?

Fotografowałem w czerni i bieli głównie z przyczyn technicznych. Do realizacji projektu używałem starego aparatu 4x5 cala. Przy wielkim formacie praca na negatywach kolorowych to dosyć wysoki koszt. Choć dają znakomite efekty to były poza moimi możliwościami ze względu na fakt, że nie miałem wsparcia finansowego. Czerń i biel to taki kompromis, złoty środek. Zależało mi na tym, żeby zrobić ten projekt na negatywach.

Dlaczego?

Ponieważ praca z negatywem jest namacalnym zapisem mojej działalności, a nie tylko ulotnym plikiem cyfrowym.

Wiele z fotografii cyklu „Lost place” sprawia przygnębiające wrażenie. To rozpadający się świat…

Po tym, jak jeden z wychowanków wskazując na górę zużytych sprzętów i złomu powiedział: „Widzi pan to wysypisko? Tak jeszcze do niedawna wyglądało nasze życie”. Rozpadająca się infrastruktura fabryki przybrała w moich oczach wymiar metaforyczny. Był to pewien przełom, ponieważ do tego momentu nie miałem konkretnej wizji tego, nad czym pracuję. Od tej pory na życie ośrodka i jego mieszkańców zacząłem patrzeć poprzez pryzmat fabryki, która lata swojej świetności ma już za sobą i wszyscy dawno o niej zapomnieli. Zostały tylko opuszczone popękane budynki wśród drzew.

Ile czasu zajęło fotografowanie ośrodka i otoczenia?

Pracę nad projektem rozpocząłem w maju 2016 roku i planowałem go realizować przez dwa, góra trzy miesiące, ale finalnie tak mi się spodobało, że jeździłem fotografować praktycznie do października 2016.

Czy na wernisażu pojawią się osoby zatrzymane w kadrach?

Myślę, że choć niektóre z portretowanych przeze mnie osób pojawią się na wernisażu. Przynajmniej jest taki zamysł. Zobaczymy czy względy techniczne na to pozwolą.

Będzie kolejny cykl?

Mam kilka pomysłów, ale póki co badam tematy, zbieram informacje. Czas pokaże jak to wszystko się potoczy.

Oceń treść:

Brak głosów
randomness