data zatrucia ;-): 06.10.2001r.
dawka trucizny: 2 razy po 150mg bromowodorku DXM (Acodin tabletki po 15mg - wrzucone 20 tabletek po 10 w odstępie 10-15 minutowym, rozgryzione i popite yerba mate
godzina: opis:
Śledczym tłumaczyli, że takie ilości marihuany potrzebne są im do produkcji... maści na egzemę. Przed sądem staną podkarpaccy rekordziści - plantatorzy konopi indyjskich ze Stobiernej.
Śledczym tłumaczyli, że takie ilości marihuany potrzebne są im do produkcji... maści na egzemę. Przed sądem staną podkarpaccy rekordziści - plantatorzy konopi indyjskich ze Stobiernej.
Technik elektronik i inżynier mechaniki stworzyli konopiom indyjskim cieplarniane warunki: na poddaszu nowego budynku w Stobiernej zamontowali wyrafinowaną technicznie aparaturę do utrzymania stałego naświetlenia i wilgotności powietrza. Specjalna wężownica wodna zapewniała krzaczkom odpowiednią temperaturę, był nawet precyzyjny system nawożenia gleby. Liście konopi suszono za pomocą urządzeń mechanicznych.
We wrześniu ub.r. obu trzydziestolatków z nagła odwiedziło dziesięciu policjantów Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową KWP w Rzeszowie. W budynku znaleźli rekordowe dla Podkarpacia 56 kg suszu marihuany, o wartości rynkowej 1,7 mln zł. Elektronik Krystian D. i inżynier Damian M. wizytą byli kompletnie zaskoczeni, nie próbowali uciekać, nie stawiali oporu przed zatrzymaniem.
Do sądu w Rzeszowie właśnie trafił akt oskarżenia przeciwko hodowcom. Za produkcję i „posiadanie” grozi im do 15 lat pozbawienia wolności.
Jak policjanci trafili w sierpniu 2015 r. do domu Pawła Ch.? W takich sytuacjach służby mówią o „efekcie działań operacyjnych”, ale u Pawła znaleźli ledwie trzy podsuszone krzaczki, a w ukrytym w motorowerze schowku - słoik z suszem. Młody gospodarz nie zaprzeczał, że marihuana należy do niego. Przyznał nawet, że pochodzi z własnej uprawy. Zaprzeczał natomiast, że diluje lub sam pali. „Posiadał” ze szlachetnych pobudek: zamierzał wyprodukować olej lub maść, które pomogłyby leczyć dolegliwości jego ojca.
Sprawa Pawła Ch. mogłaby iść w zapomnienie, tymczasem od tego momentu Stobierna stała się miejscowością specjalnej troski dla antynarkotykowej policji. Po czterech tygodniach obserwacji i działań operacyjnych było jasne, że w domu, stojącym przy drodze nr 19, produkuje się susz marihuany. Nim policjanci wkroczyli do wnętrza, nie mieli pojęcia, że aż na taką skalę. Nalot na fabryczkę przyspieszono z dwóch powodów: pogoda zmieniała się na jesienną, więc sprawcy mogli zlikwidować uprawy na zewnątrz. I mogli zacząć przerabianie i wprowadzenie do obiegu własnej produkcji.
Na poddaszu policjanci natknęli się na precyzyjnie zorganizowaną produkcję: partie liści konopi w różnych stadiach suszenia, część poporcjowana, część gotowa do porcjowania. Później policyjni laboranci potwierdzili, że produkt zawierał znaczne ilości substancji psy-choaktywnych, co świadczyło o znajomości tematyki przez mechanika i inżyniera. Damian M. określił policjantom również miejsce, w którym obaj panowie mieli małą plantację konopi: na ogrodzonej siatką części leśnego młodnika w ziemi wciąż tkwiło jeszcze trzynaście roślin.
Mózgiem operacji był inżynier M. Jego kolega elektronik D. jedynie pomagał w uprawie i udostępniał dom w Stobiernej.
- Zapewniali, że uprawę konopi prowadzili, by wyprodukować maść na egzemę - dopowiada prowadząca sprawę Agnieszka Zięba z Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. - Dlaczego w dużych ilościach? Tłumaczyli się, że nie spodziewali się tak obfitych plonów, byli tym zaskoczeni, nadmiar produkcji zamierzali ukryć w beczkach i zakopać. Brak jest dowodów, by wprowadzili do obrotu choćby gram wyprodukowanej przez siebie marihuany.
Prokurator domagał się, a sąd zatwierdził, by obaj sprawcy trafili do tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Tymczasem już po sześciu tygodniach obaj zostali zwolnieni. Pozostają tylko pod dozorem policyjnym i z zakazem opuszczania kraju oraz poręczeniem majątkowym 10 - 15 tysięcy złotych. Widocznie nie było obaw, że na wolności będą mataczyć albo też byli wobec śledczych tak otwarci i skłonni do współpracy, że prokuratura zdoła zebrać wystarczający materiał dowodowy.
Akt oskarżenia wobec obu trafił właśnie do sądu, obu grozi do 15 lat pozbawienia wolności.
data zatrucia ;-): 06.10.2001r.
dawka trucizny: 2 razy po 150mg bromowodorku DXM (Acodin tabletki po 15mg - wrzucone 20 tabletek po 10 w odstępie 10-15 minutowym, rozgryzione i popite yerba mate
godzina: opis:
Dom rodzinny, restauracja, potem ponownie dom i ciepłe łóżko. Tylko laptop, ja i moje smakołyki. :)
T+0 (23:25) - Wsypuję do kawałka chusteczki około 200mg 4-FMA. Mam już wagę w oczach, więc wiem ile to i raczej nie przedobrzę. Zawijam w cukiereczka, ale z 'otwarciem' z jednej strony, dokręcam i górna część odczłonowuje się. Połykam bombkę i zapijam colą
Nastawiony byłem pozytywnie, okoliczności były proste - stwierdziłem, że raz na miesiąc mogę czegoś spróbować, a po ostatniej benzie w tej samej dawce nie zapisałem trip reporta i poszedł w diabły. Poza tym - nie było to coś, co mogło by Was, czytelnicy zaskoczyć (haluny jak haluny, nic ponadto). Noc, wcześniej wypite kulturalnie dwa piwa z kolegą z pracy, w razie czego trzy kolejne do domu przyniesione. Babka śpi, Rodzice w pracy.
23:30 pobrałem 2g benzy z tantum rosa. coś czuję, że nie będzie to łatwa noc. ;)
Strasznie nie lubię przyjmować benzy, mam ciary nawet przez 10 minut po spozyciu. tego smaku nie zabija nawet smak fajki, zaraz otworzę browara i zobaczymy. Zgasiłem wpół dopalonego peta, raz mi się cofnęło. 23:50 T+20
Haluny słuchowe już są. Czuję się tak jak gdybym był w pustym pomieszczeniu, szuranie kapciami nie jest normalne - powstaje tak jak gdyby echo. Z widoków... Kropki mi latają przed oczami.
Same oczy piekły mnie przed chwilą, nie wiem czy ze zmęczenia czy z ćpania.
Początkowo strach, lecz ciekawość wygrała.
Wstęp (maksymalnie skrócony)
Komentarze