Spojrzenie przez pryzmat
Mały wstęp: czas spędzałem na zmianę z trzema osobami, nazwijmy ich M – kolega z dalszego osiedla, L – bardzo dobry kumpel i J – brat L, mój przyjaciel.
TR (-) parę h
Rozmowa z anestezjologiem i specjalistą leczenia bólu dr Jerzym Jaroszem, który w Warszawie prowadzi jedyny w Polsce punkt konsultacyjny informujący o leczniczym wykorzystaniu marihuany
Rozmowa z anestezjologiem i specjalistą leczenia bólu dr Jerzym Jaroszem, który w Warszawie prowadzi jedyny w Polsce punkt konsultacyjny informujący o leczniczym wykorzystaniu marihuany.
Jutro po raz ostatni zbierze się podkomisja zajmująca się poselskim projektem ustawy legalizującej leczenie produktami na bazie marihuany. Na ostatnim posiedzeniu ministerstwo zdrowia zaproponowało swoje poprawki. Resort proponuje by konopie sprowadzać zagranicy i tworzyć z nich preparaty sprzedawane w aptekach. Lekarz mógłby je przepisać na receptę. Zapytaliśmy dra Piotra Jarosza, który prowadzi punkt konsultacyjny informujący o leczniczym wykorzystaniu marihuany, jak ocenia ten pomysł. Punkt od półtora roku działa przy warszawskim hospicjum fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa na Ursynowie.
- Ile osób szukało u Pana informacji o medycznym wykorzystaniu marihuany?
- 800 osób przez półtora roku. Z tego 50 osób zaczęło się leczyć pod moim nadzorem. 80 proc. pacjentów, którzy się do nas zgłaszają to chorzy onkologiczni. Ale są także chorzy na stwardnienie rozsiane, u których preparaty z marihuaną pomagają w spastyczności. Zgłaszają się także pacjenci z nieswoistym zapaleniem jelit, ale także z różnymi innymi rodzajami bólu. Interesują się marihuaną, bo traktują takie preparaty jako lek ostatniej szansy.
Myślę, że w Polsce dużo ludzi na własną rękę leczy się marihuaną. Teraz robią to w desperacji. Konopie, które później wykorzystują w celach medycznych zdobywają na czarnym rynku, kupują przez internet, od handlarzy. Zgodnie z polskim prawem stają się przestępcami.
- Ministerstwo zdrowia zaproponowało poprawkę do poselskiego projektu złożonego przez posła Piotra Marca-Liroya. Resort chce by każdy lekarz mógł pacjentowi wpisać receptę na preparaty z marihuany. Leki przygotowane na bazie konopi miałyby być przygotowane jako lek recepturowy w każdej aptece. Co Pan myśli o tym rozwiązaniu?
- Jeśli uda się to wprowadzić w życie, to znacząco powinien poprawić się dostęp do tego rodzaju terapii. Moim zdaniem to dobry pomysł, by każdy lekarz mógł przepisać takie preparaty i by były one przygotowywane jako leki recepturowe w aptece. Pamiętajmy, że susz to baza, z której dopiero trzeba sporządzić lek. Pacjenci mogą robić herbatki. W aptece mogliby mieć przygotowane porcje do takich naparów. Można także robić inhalacje, ale także podawać w formie czopków, które też mógłby przygotowywać farmaceuta.
- Resort zdrowia podkreśla, że na początku konopie mielibyśmy sprowadzać zagranicy. Skąd możemy je kupić?
W Europie jedyny licencjonowany producent konopi, która może być stosowana w celach medycznych jest w Holandii. Pamiętajmy, że produkowanie roślin, które będą spełniać normy medyczne jest kosztowne.
Brytyjski producent Sativexu, czyli jedynego leku na bazie marihuany zarejestrowanego w Polsce do leczenia stwardnienia rozsianego, produkuje go w szklarniach w warunkach laboratoryjnych. One muszą być sterylne i ściśle kontrolowane na każdym etapie. By rośliny spełniały parametry i mogły być wykorzystywane do leczenia, trzeba kontrolować jakość nasion, warunki hodowli, ale także ich skład. W Europie monitorowane jest stężenie dwóch kannabinoidów, psychoaktywnego tetrahydrokannabinolu THC oraz CBD. Producenci w Stanach Zjednoczonych oznaczają kilkanaście substancji. W Ameryce produkcja marihuany do celów medycznych jest bardzo rozwinięta, bo tam tym tematem zajmują się od 1990 roku, gdy w Kalifornii, w pierwszym stanie, zalegalizowano jej użycie do celów medycznych.
Izrael jest pionierem jeśli chodzi o uprawy, ale także poszukiwanie korzyści dla zdrowia wypływających ze stosowania leków na bazie konopi. Oni mają narodowy program leczenia konopiami.
- W 2013 r. Czesi wprowadzali ustawy, które umożliwiły legalne wykorzystanie konopi w medycynie. W tym roku zaczęli je produkować pod nadzorem państwa. Czy w Polsce też powinny powstać krajowe plantacje?
- Tak jest taniej. Oto przykład: w 2014 roku dziesięć mililitrów sativexu, leku zawierającego standaryzowany ekstrakt z konopi u producenta kosztowało 190 dolarów, a z upraw własnych 8 dolarów! To dlatego, biorąc pod uwagę, że jest coraz więcej schorzeń, w których preparaty na bazie marihuany są stosowane, warto byśmy uniezależnili się od zagranicznych producentów i sami zaczęli hodować konopie do celów medycznych.
- Czy lekarze będą chcieli przepisywać preparaty na bazie marihuany? Teraz dużo rzadziej niż ich koledzy po fachu z Zachodu przepisują np.: morfinę w uśmierzaniu bólu.
- Jeśli będą mieć dostęp do takich leków legalnie, to jest szansa, że zaczną je stosować. Dzięki proponowanej zmianie przepisów, marihuana w końcu przestanie być wyklęta. Teraz chorzy ludzie często nie wiedzą co kupują i płacą za to krocie.
Rozmawiała Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska
Chęć odbycia ciekawej podróży.
Spojrzenie przez pryzmat
Mały wstęp: czas spędzałem na zmianę z trzema osobami, nazwijmy ich M – kolega z dalszego osiedla, L – bardzo dobry kumpel i J – brat L, mój przyjaciel.
TR (-) parę h
Z dala od ludzi, w wirujacych na wietrze płatkach śniegu. Nastrój pozytywny - no bo jarać będę, smucić sie mam?
W lutym to było. Tak mnie naszło, żeby pójść do lasu i sie spalic. I oto co z tego wyszło - co prawda doznania spisałam niemal od razu, ale postanowiłam podzielić sie nimi dopiero teraz.
"Jaka była przyczyna tego stanu?
Chemia rzecz jasna, moja lub ta przeze mnie wprowadzona. Na chemii wszystko sie rozpoczyna i kończy, Ona jest językiem Boga.
W każdym razie ostatnio moje neuroprzekaźniki urządziły sobie imprezę techno, za DJ-a robi Guetta.
Muzyka pierwszorzedna, o dragi, szyte na miarę, dba mój własny mózg.
Doskonałe nastawienie - zero zmartwień, totalnie czysty umysł napędzany pozytywami wokół mnie.
Zacznę od krótkiego wprowadzenia, które powinno Ci nieco przybliżyć sytuację. Od 3 dni doskonale bawiłem się w Amsterdamie całe dnie sprawdzając pokaźne ilości różnych gatunków marihuany. Nastał czas sięgnięcia po grzyby, w celu przekonania się jak wpłynie na mnie psylocybina. Niejednemu doświadczonemu psychonaucie zapewne wyda się to zabawne, bo „co mogą człowiekowi zrobić łysiczki”, ale byłem bardzo podekscytowany faktem, że przetestuję nareszcie grzyby – przed wyjazdem czytałem masę trip raportów, artykułów i publikacji na temat psylocybiny.
Doświadczenie: paliłem mj parę razy wcześniej, jednak bez efektów. Poza tym - nic (alkoholu itp. nie liczę)
S&S: grupka znajomych (razem 5 osób) pozytywnie nastawiona na samą myśl o upaleniu się.
Jak już wcześniej pisałem, paliłem już wcześniej marihuanę. Ani razu nie odnotowałem żadnych efektów. Mimo tego, gdy tylko padła propozycja, żeby złożyć się w kilka osób i porządnie się upalić - zgodziłem się.