Czterech mnichów z prowincji Phetchabun na północy Tajlandii przeszło pozytywnie testy na obecność metamfetaminy w ich organizmach. Z tego powodu mnisi zostali wysłani do kliniki, gdzie przejdą terapię antynarkotykową. Jak informuje BBC, buddyjska świątynia jest obecnie opustoszała.
Nalot na świątynię odbył się w ramach krajowej kampanii mającej na celu zwalczanie handlu narkotykami. Policja w poniedziałek przeprowadziła testy moczu mnichów. Wszyscy czterej mężczyźni oblali je. Nie wiadomo, z jakiego powodu władze wybrały akurat tę świątynię do przeprowadzenia testów.
Lokalne media informują, że świątynia jest obecnie opustoszała, co niepokoi mieszkańców pobliskiej wsi, którzy nie mogą przez to realizować jednej ze swoich praktyk.
Chodzi o tzw. merit-making (zasługi). To ważna praktyka buddyjska, w ramach której wierni zyskują protekcję poprzez dobre uczynki - w tym przypadku dawanie jedzenia mnichom. Dlatego lokalni urzędnicy apelują o przysłanie do klasztoru w dzielnicy Bung Sam Phan kilku nowych mnichów.
Jak informuje BBC, w ostatnich latach metamfetamina stała się poważnym problemem w Tajlandii, a konfiskaty narkotyku osiągnęły w 2021 r. najwyższy poziom w historii. Dodatkowo, kraj ten jest głównym punktem tranzytowym dla tego narkotyku. Tajlandię za pośrednictwem Laosu zalewają narkotyki z Birmy - największego na świecie producenta metamfetaminy.
W ubiegłym miesiącu premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha zarządził akcję antynarkotykową po tym, jak były policjant, zwolniony z pracy za posiadanie metamfetaminy, podczas strzelaniny w przedszkolu zabił 37 osób.