WSTĘP
Jeden gang przemycał kokainę z Ameryki Południowej, drugi przywoził do Kielc marihuanę z Holandii - obie sprawy znajdą finał w sądzie.
Członkowie gangów zostali oskarżeni przez wydział do spraw przestępczości zorganizowanej Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Pierwsza sprawa dotyczy przemytu kokainy z krajów Ameryki Południowej. Gangiem, kierował 42-letni Mariusz K.
Pochodzący z Buska Zdroju biznesmen prowadził firmę w podwarszawskich Jankach, miał mieszkanie przy ul. Orkana w Kielcach. To na jego polecenie sześcioro pozostałych oskarżonych przywoziło z Brazylii, Argentyny czy Peru kokainę. - Niektórzy przemycali ją w żołądku w torebkach, gdzie było kilka gram narkotyku. Inni przyklejali narkotyki do ciała i oklejali się plastrami - mówi prokurator prowadzący sprawę.
W latach 2003 i 2004 do Polski dostarczyli prawie 20 kg kokainy.
Jeden gram na czarnym rynku kosztuje od 200 do 400 zł.
Oskarżeni to m.in. 32-letnia kielczanka, 40-letni współwłaściciel pubu w Katowicach, 45-letni właściciel gospodarstwa rolnego w Krasnem. Uzasadnienie aktu oskarżenia jest tajne, bo w dużej części opiera się na podsłuchach założonych członkom gangu.
Druga narkotykowa grupa przestępcza to mieszkańcy świętokrzyskiego. Kierowało nią małżeństwo K. z Kielc (oboje po 40 lat). Robert K. sprowadzał z Holandii przyczepy campingowe, ale głównym towarem była marihuana. Za granicę jeździł zawsze z żoną Jolantą, a narkotyki przechowywali i porcjowali u jej 64-letnie matki w bloku przy ul. Wiosennej.
Tam też 6 maja ubiegłego roku na gorącym uczynku zatrzymała ich policja. W śledztwie udało się ustalić, że przez półtora roku, przywieźli do Kielc 35 kg narkotyku. Prokuratura oszacowała jego wartość na blisko 500 tys. zł. Przed sądem stanie też Jolanty K., która pomagała porcjować marihuanę i dwaj młodzi mężczyźni, zajmujący się sprzedażą "działek" na mieście. Procesy w obu sprawa rozpoczną się wkrótce przed Sądem Okręgowym w Kielcach.
Dom Nastawienie pozytywne chęć przeżycia w końcu właściwego Szałwiowego tripu.
WSTĘP
chęć spróbowania czegos nowego, humor raczej neutralny, śni dobry, ani zly. Dom, własny pokoj.
14.30 - wracam z apteki z opakowaniem Sudafedu, bez czekania zjadam 6 tabletek popijając je kawą.
t + 40 min - sprzątam pokój, rzadnego kopa energii póki co nie ma, wyczuwam lekką poprawę humoru, problemy wydają się malutkie. Ale niestety jestem człekiem głodnym wrażeń, zarzucam kolejne 6 tabsów + kolejna kawa.
Dobre nastawienie, mieszkanie na wynajmem kolegi, parę ziomkow w tym najlepszy kolega. Ogólnie wszyscy pozytywni i nakreceni. Choć mieszkanie miało mało mebli co mi akurat przeszkadzało.
Przeszliśmy do kolegi, wszyscy w dobrym nastroju, zapalismy najpierw po lufie. Nikomu z nas nic nie było więc zaczęliśmy robić wiadro. Po okołu 40 minutach walnalem wiadro jako ostatni. Zdusiło mnie w płucach, strasznie bolało aczkolwiek po chwili ból ustał i zaczęło mi się bardzo chcieć sikać. Do kibla oczywiście była kolejka więc czekałem już mocno porobiony, zacząłem sobie wkręcać że zaraz się zesikam, wszystko było tak spowolnione że ledwo trzymałem się na nogach.
Bardzo pozytywne nastawienie do nadchodzącego przeżycia. Radość z możliwości spróbowania LSD po raz pierwszy.
- Finally! Wreszcie, udało się!
- Ale co, o czym Ty gadasz?
- No, przeżyłem coś, czego od dawna zawsze chciałem.
- Człowieku, ja Ciebie totalnie nie rozumiem. Może wytłumaczysz?
- Okej. Usiądź. Opowiem Ci bajkę...
- Czy ja Ci wyglądam na dziecko?
- Nie... ale chciałeś, żebym wytłumaczył.
- No dobra, dobra, już. Gadaj. ,,Dawno, dawno temu..."
- Nie. Wcale nie tak dawno. Wczoraj.
- Ghhh... ,,Za górami, za lasami?..."
- Nie. U ziomka na działce.
- Co to, kurwa, za bajka jest?
Komentarze