REKLAMA




Proces byłego policjanta: "Gdy wróciłem do domu, siatka z marihuaną już tam była"

Obszerna relacja z procesu z kilkoma smaczkami.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

kartuzy.info
AL
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

373

Przed kartuskim sądem trwa proces przeciwko Wojciechowi F., byłemu policjantowi gdańskich oddziałów prewencji, który odpowiada za obrót narkotykami. Podczas środowej rozprawy zeznawali jego koledzy - Adam F. i Szymon L., którzy zostali już skazani w tej sprawie. Jako świadkowie złożyli odmienne zeznania od tych składanych przed trzema laty. Stwierdzili, że nie wiedzą skąd pochodziły narkotyki. - Pamiętam tylko tyle, że przyszedłem do domu i siatka z marihuaną już tam była. Nie widziałem żadnego Wojtka z narkotykami. Widziałem już tylko siatkę z narkotykami - zeznawał Szymon L.

Przypomnijmy, że pod koniec września 2015 roku funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach weszli do jednego z mieszkań na terenie Kartuz. Z ich ustaleń wynikało, że znajdą tam środki odurzające. W trakcie przeszukania policjanci zabezpieczyli reklamówkę, w której znajdowało się około pół kilograma narkotyków. Wartość czarnorynkowa zabezpieczonego suszu marihuany wynosiła 30.000 zł.

W związku ze sprawą zatrzymano dwóch 20-latków Adama F. i Szymona L., którzy przyznali się do zarzucanego im czynu. Złożyli też obszerne wyjaśnienia, które pozwoliły na zatrzymanie kolejnej osoby - 22-letniego wówczas Wojciecha F., funkcjonariusza gdańskich oddziałów prewencji.

Wiosną 2016 roku do kartuskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Adamowi F., Szymonowi L. oraz Wojciechowi F. Proces w tej sprawie ruszył w listopadzie. Podczas pierwszej rozprawy Adam F. i Szymon L. złożyli wnioski o dobrowolne poddanie się karze, które zostały uwzględnione przez sąd. Wobec Adama F. prokurator zawnioskował o wymierzenie Adamowi F. kary roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres pięciu lat próby, natomiast wobec Szymona L. kary roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres czterech lat próby. Obaj zostali oddani pod dozór kuratora w okresie próby oraz nałożono na nich obowiązek informowania kuratora o przebiegu próby. Musieli też zapłacić nawiązkę na cele związane ze zwalczaniem narkomanii oraz obciążono ich kosztami procesu.

Wątek Wojciecha F. wyłączono do odrębnego postępowania, a proces przeciwko niemu ruszył dopiero w sierpniu 2018 roku. Oskarżony o obrót narkotykami Wojciech F. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu oraz odmówił składania zeznań i odpowiedzi na pytania. Podczas pierwszej rozprawy zeznawał też jego kolega, policjant gdańskich oddziałów prewencji, który, jak wyjaśniał, nie wiedział, że Wojciech F. miał jakiś kontakt z narkotykami.

Kolejna rozprawa odbyła się w środę. Tym razem w charakterze świadków pojawili się Adam F. i Szymon L., a więc koledzy oskarżonego, skazani już w tej sprawie. Sąd na wniosek obrony odebrał od nich przyrzeczenia.

Jako pierwszy zeznawał Adam F.

- Niewiele pamiętam. Tego dnia jak byliśmy zatrzymani, byłem w pracy. Jak przyjechaliśmy z pracy do domu, to przyjechała policja, znaleźli przy nas towar. Oskarżonego znałem z widzenia. Nie mam pewności skąd się wziął towar. Nie jestem pewien, czy oskarżony go przywiózł - zeznawał Adam F.

Sędzia odczytała jego wcześniejsze wyjaśnianie, który składał gdy był przesłuchiwany w charakterze podejrzanego we wrześniu 2015 roku. Wówczas Adam F. zeznawał, że Szymon L. powiedział mu, że to Wojciech F. przywiózł marihuanę do jego domu.

Adam F. nie podtrzymał w całości swoich wcześniejszych zeznań, tłumacząc, że nie wiedział skąd pochodziły narkotyki, a będąc przesłuchiwanym na policji, zeznania były od niego wymuszane.

- W jaki sposób? Te wyjaśnienia składał pan przed prokuratorem, a nie na komendzie Policji - dopytywała sędzia Aleksandra Śledzińska.

- W taki sposób, że musiałem coś powiedzieć. Prokurator podnosił głos i tyle jeśli chodzi o wymuszanie. Nie mam pewności, że te narkotyki były od Wojtka - odpowiadał Adam F.

Na zapytanie obrony, dlaczego jego zeznania różnią się od tych złożonych wcześniej, odparł, że wątpliwości te wynikają z jego późniejszych przemyśleń.

- Nie mam pewności co do pochodzenia tych narkotyków, bo nie widziałem tego na własne oczy. Pod presją prokuratora powiedziałem, to co wiedziałem. Przekazywałem to, co powiedział mi Szymon. Nie do końca mu już wierzę, bo mnie okłamał i to nie raz. Nie miało to związku z narkotykami - mówił Adam F.

Jak przyznał, po tym zdarzeniu był jeszcze karany za posiadanie narkotyków.

Odmienne zeznania od tych składanych przed trzema laty złożył także Szymon L.

- Nie za dużo pamiętam. Paliłem trawę, bo miałem problem z plecami. Pomagałem sobie w ten sposób. Pamiętam tylko tyle, że przyszedłem do domu i to (susz marihuany o wadze około pół kilograma - przyp. red.) już tam było. Nie widziałem żadnego Wojtka z narkotykami. Widziałem już tylko siatkę z narkotykami. Na imprezie w Sopocie poznałem chłopaka, który powiedział, że jest w stanie załatwić wszystko. (..) Wiedziałem tylko tyle, że miałem zapłacić tyle i tyle. I nic więcej mnie nie obchodziło. A to, że Adam powiedział prokuratorowi, że te narkotyki były od Wojtka, to byłem pełen podziwu. Pan prokurator rzucił mi papierami na stół, powiedział: przeczytaj to sobie, bo jak tego nie potwierdzisz, to któryś z was będzie odpowiadał za składanie fałszywych zeznań. Dlatego podtrzymałem zeznania kumpla - mówił Szymon L.

- Wziąłem te narkotyki na własny użytek. Miałem kwit od lekarza, że jestem uzależniony od narkotyków. Paliłem nie po to, by czerpać z tego przyjemność, ale by mnie nie bolał kręgosłup. Pieniądze za narkotyki miałem zostawić we wspólnej łazience, która mieściła się na korytarzu. One miały być dla kogoś kto przyniesie narkotyki. Umówiliśmy się na 500 gramów za 7.000 zł, tyle pieniędzy miałem zostawić w łazience.(...). Te narkotyki miałem dostać od chłopaka o pseudonimie Kinder - kontynuował.

Sędzia dopytała, czy Szymon L. mówił koledze, Adamowi F, że te narkotyki są od Wojciecha F.

- Nie, jak miałem tak powiedzieć, skoro nie wiedziałem skąd są. Powiedziałem tylko, że te narkotyki są od znajomego policjanta, tylko dlatego, aby Adam nie martwił się i mógł te narkotyki zabrać. Okłamałem kumpla -zeznawał Szymon L.

- W zeznaniach mówił pan, że chciał się pan podzielić narkotykami z kolegą, który też jest uzależniony. Co z kwestią pieniędzy? - pytała sędzia Aleksandra Śledzińska.

- Chciałem być dobrym kumplem i z tego powodu, że go okłamałem, dać mu te narkotyki za darmo - odpowiedział świadek.

- Czyli chciał pan zrobić prezent koledze za 3.500 zł? - dopytywała sędzia

- Na biednego nie trafiło - odparł Szymon L.

Sędzia odczytała jego wyjaśnienia składane przed prokuratorem, gdzie zeznał, że mężczyznę o pseudonimie "Kinder" wymyślił, a marihuanę otrzymał od Wojciecha F.

- Są to zeznania, które podałem po przeczytaniu zeznań kolegi Adama F. Pomyślałem, że ciągnie on wątek Wojciecha F., bo wie, że jest policjantem i dlatego jakimś cudem nie będziemy mieli problemów. (...) Z prokuratorem, który mnie przesłuchiwał, trenowałem zapasy. Jak zobaczyłem go, pomyślałem, że nie będzie tak źle. Jak mówiłem inaczej niż Adam F., to mi przeczytał jego zeznania. (...) Jak usłyszałem od prokuratora, że Adam powiedział, że te narkotyki są od Wojciecha F, to byłem pewny, że powiedział to tylko dlatego, że wie, że Wojtek jest policjantem i nie będziemy mieli z tego tytułu żadnych problemów. (...) Naprawdę nie wiem sąd są te narkotyki. Gdybym wiedział, to bym powiedział, bo nie chce mi się już chodzić po tych policjach i sądach - wyjaśniał Szymon L.

- Rozumiem, że ktoś, nie wiadomo skąd, zostawił panu pół kilograma marihuany i nie domaga się od pana pieniędzy? Zapłacił pan za te narkotyki chociaż złotówkę? - pytała sędzia.

- Nie. Nie zapłaciłem za te narkotyki nikomu. Nikt do tej pory nie zgłosił się po pieniądze. Może się jeszcze zgłosi - odpowiedział Szymon L.

Podczas kolejny rozprawy zeznawać będzie współlokator Szymona L. oraz prokurator.

Do sprawy wrócimy.

Oceń treść:

Brak głosów