REKLAMA




To nie proces El Chapo zakończy wojnę z narkotykami

Zeznania świadków w procesie El Chapo na pewno wzbogacą nowy sezon „Narcos”. Ale czy zmienią globalny handel narkotykami?

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Krytyka Polityczna
Łukasz Muniowski
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk zp odanego źródła - pozdrawiamy!

Odsłony

394

Zeznania świadków w procesie El Chapo na pewno wzbogacą nowy sezon „Narcos”. Ale czy zmienią globalny handel narkotykami?

14 listopada 2018 roku w Nowym Jorku ruszył proces El Chapo, meksykańskiego gangstera uważanego od 2003 za największego przemytnika narkotyków na świecie. Joaquín Guzmán, bo tak naprawdę nazywa się słynny meksykański narkobaron, został aresztowany 8 stycznia 2016 roku. Rok później w ramach ekstradycji trafił do Stanów Zjednoczonych. 28 stycznia strona rządowa, będąca oskarżycielem w procesie, zakończyła prezentację dowodów.

Relacje 56 świadków pokazują, że obrazki znane z serialu Narcos wcale nie są przesadzone i mają wiele wspólnego z brutalną rzeczywistością narkotykowych karteli. Ważniejsze wydają się jednak wnioski, do których prowadzą sensacyjne zeznania: potrzebujemy nowej polityki narkotykowej, by powstrzymać przemoc, nierozerwalnie związaną z przemytem i handlem narkotykami.

IMPERIUM KNYPKA

El Chapo to w wolnym tłumaczeniu „Knypek”. Guzmána, liczącego 167 cm wzrostu, nazywano też El Rapido, bo podobno potrafił przemycić kokainę z Meksyku do Stanów Zjednoczonych w ciągu 48 godzin. Do tej pory znany był ze spektakularnych ucieczek z więzienia i niebywałej biegłości w unikaniu stróżów prawa. Przez wiele lat kierował swoim imperium, będąc jednocześnie najbardziej poszukiwaną osobą w Meksyku. Według zeznań świadków, w tym wielu bliskich współpracowników, ten niepozorny syn hodowcy bydła, który rzucił szkołę po zaledwie trzech klasach, jest istnym geniuszem zła.

Posiadał aż trzy prywatne samoloty, które latały po gotówkę, każdy transportował średnio 10 milionów dolarów. Stać go było na prywatne zoo, po którym poruszał się małym pociągiem. Pieniądze wydawał na złotego kałasznikowa i wysadzany diamentami złoty pistolet. Poleciał też do Szwajcarii na zabieg przeciwko starzeniu się.

Guzmán marzył o tym, żeby film o jego życiu zrealizował Sean Penn. Dlatego zgodził się na udzielenie wywiadu amerykańskiemu aktorowi. Trzy dni przed jego publikacją został zatrzymany. Taki film mógłby być piękną historią o awansie od pucybuta do miliardera. Z tym że akurat ten miliarder zdobył swoją fortunę na przemycie marihuany, kokainy, heroiny i metamfetaminy. O ile handel substancjami to moralnie szara strefa, o tyle przywiązywanie ludzi do drzew łańcuchami i zakopywanie ich żywcem mogłoby słabo wyglądać w hagiograficznym filmie, o którym marzył Guzmán. Do sensacji ujawnionych w czasie procesu możemy dodać jeszcze zabójstwo kuzyna, bo ten okłamał Guzmána, że był poza miastem, zabójstwo człowieka, który nie podał mu ręki, oraz zabójstwo policjanta, który nie pasował zaprzyjaźnionej pani burmistrz.

Zmysł organizacyjny El Chapo może imponować. W końcu nie każdy boss ma na usługach informatyka, dzięki któremu może śledzić i podsłuchiwać jakieś pięćdziesiąt osób. Podczas procesu okazało się jednak, że informatyk pracował także dla FBI, i zgromadzone przez niego dowody najprawdopodobniej pogrążą jego szefa.

Jeszcze przed procesem opinia publiczna dowiedziała się, że El Chapo chciał tworzyć bojówki składające się z policjantów, którzy po godzinach mieli doglądać jego interesów. Nic w tym dziwnego, jeśli się wie, że policja z Sinaloa eskortuje transport narkotyków aż do granicy z USA. W zamian kartel praktycznie zrezygnował z porwań. El Chapo organizował też wesela i komunie dla najbiedniejszych, zyskując tym samym ich dozgonną wdzięczność. Dla niższych klas „Knypek” chciał być bohaterem.

Guzmán nie jest szczególnie przystojny, nie ujmuje błyskotliwością, nie zaskakuje elokwencją. Dla tzw. zwykłych ludzi nie był człowiekiem z odległego, nieznanego im świata. Łatwo było im sobie wyobrazić, że kiedyś mogą się znaleźć na jego miejscu.

W wieku 51 lat ożenił się z osiemnastoletnią królową piękności, Emmą Coronel Aispuro. Miss Sinaloa 2008 jest nieustannie obecna w mediach społecznościowych: pławi się w luksusie również teraz, podczas procesu męża. Prowadzi nawet jego profil na Instagramie. Na przesłuchania świadków przychodzi z drogimi torebkami, a dzieciom wyprawia wystawne urodziny godne księżniczek. Ma też wystąpić w przygotowywanym właśnie reality show o wdzięcznej nazwie Stand By Your Con (Trzymaj się swojego skazańca), o kobietach, których mężowie odsiadują długie wyroki za kratkami.

LA TELENOVELA

Proces El Chapo po raz kolejny pokazał, że rzeczywistość może być bardziej spektakularna od fikcji. Każdy dzień na nowojorskiej sali sądowej dostarczał dużo więcej sensacji niż przepełnione brutalnymi zabójstwami odcinki serialu Narcos. Świat serialowej fikcji i przerażających realiów wojny narkotykowej spotkały się ostatniego dnia przesłuchań. Do sądu udał się aktor, który gra El Chapo w Narcos: Meksyk.

W narracji znanej z Netfliksowego hitu i w doniesieniach z sądu pojawiają się gangsterzy, skorumpowani policjanci i urzędnicy. Prawie niczego nie dowiadujemy się jednak o tysiącach pracowników utrzymujących się z narkobiznesu: farmerach, magazynierach, przewoźnikach. Są oni tylko tłem dla historii o handlarzach; zyski zbijają nie tylko oni sami, ale też studia filmowe czy platformy streamingowe. Efektowne seriale dokładają się do mitologizacji Escobara czy Chapo.

W piątym odcinku pierwszego sezonu Narcos: Meksyk agenci DEA dowiadują się, jak wielkie jest narkotykowe imperium Gallardo. Nie obejmuje ono tylko gangsterów, ale także wspomnianych farmerów, dostawców, kierowców, sekretarki czy księgowych. Nawet ci, którzy nie są bezpośrednio zaangażowani w działalność przestępczą, mają pracę tylko dzięki narkobiznesowi. Właśnie dlatego usunięcie El Chapo nie sprawi, że problem narkobiznesu zniknie. Zbyt wielu ludzi zostałoby bez pracy. „Gdy mnie już zabraknie, handel narkotykowy wcale nie osłabnie” – powiedział w swoim ostatnim wywiadzie Guzmán.

Ponad 200 tysięcy osób zginęło, a jakieś 28 tysięcy zaginęło od wypowiedzenia wojny handlarzom przez byłego już prezydenta Meksyku, Felipe Calderóna. Utrzymywanie handlu narkotykami poza legalnym rynkiem skutkuje niewyobrażalną eskalacją przemocy. Sporów między uczestnikami czarnego rynku nie rozwiązuje się na drodze mediacji czy rozpraw sądowych, tylko z użyciem broni i przemocy. Narkobaronowie pokroju El Chapo przez lata zakumulowali tyle władzy, że nie pozwolą łatwo na opodatkowanie bardzo dochodowego rynku.

Kiedy w nowojorskim sądzie oglądamy kolejny odcinek trwającej od ponad stu lat wojny z narkotykami, w Meksyku, Stanach i Kolumbii zwolennicy legalizacji substancji psychoaktywnych działają, żeby raz na zawsze rzeczywiście zakończyć ten morderczy biznes. Mogą liczyć na nieoczekiwane wsparcie – syna Pabla Escobara, Juana. Od lat prowadzi on na całym świecie seminaria i spotkania, na których przekonuje, że jedyny sposób, by zaradzić powstaniu kolejnego narkotykowego imperium, to pełna legalizacja narkotyków. Na jego prelekcje, również w Meksyku, przychodzą tysiące ludzi, a dwie książki poświęcone oczyszczaniu rodzinnego nazwiska i przepraszaniu za czyny ojca dostępne są również po polsku. Relacje z seminariów Juana Escobara nie byłyby pewnie aż tak ekscytujące, jak doniesienia o kolejnych ekstrawagancjach czy rozbojach narkobossów ujawnione podczas procesu, ale to te pierwsze przybliżają nas do końca wojny z narkotykami.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)
randomness