REKLAMA




Narkotyki z tabletek na katar, dostępnych bez recepty w każdej aptece. Tropy prowadzą do polityki

Dziennikarze portalu GazetaWroclawska.pl i Superwizjera TVN ujawniają kulisy międzynarodowego narkotykowego biznesu na wielką skalę.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wrocławska
Marcin Rybak/ Marcin Wójcik/ Superwizjer TVN
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

1166

Popularne leki na przeziębienie były wyprowadzane wbrew prawu z aptek albo hurtowni farmaceutycznych, przemycane do Czech, a tam przerabiane na bardzo groźny narkotyk – metamfetaminę. Przemytnicze szlaki prowadzą przez Dolny Śląsk. Tu w przemyt, handel i produkcję metamfetaminy zaangażowani są przestępcy, nieuczciwi policjanci. Tropy prowadzą nawet do świata lokalnej polityki.

Dziennikarze portalu GazetaWroclawska.pl i Superwizjera TVN ujawniają kulisy międzynarodowego narkotykowego biznesu na wielką skalę.

Kwiecień 2019 Bogatynia. W salonie gier na automatach hazardowych ginie młody mężczyzna pchnięty nożem. O co poszło? - O nic – opowiada jeden ze świadków zdarzenia. Sprawca był pod wpływem narkotyków. W tym metamfetaminy, czyli „piko”, jak mawiają w półświatku. Właśnie Bogatynia i okolice to teren, w którym „piko” jest powszechnie znane i używane. Tu często dochodzi do przestępstw, które popełniają ludzie zniszczeni przez ten narkotyk.

- To jest uczucie 120 razy silniejsze od orgazmu – mówi terapeuta od uzależnień o tym, jak metamfetamina działa na organizm człowieka. - Potężny przypływ mocy, energii, czułam się jak Bóg - tak narkomanka lecząca się z uzależnienia opowiada o swoim pierwszym kontakcie z „piko”. - Mogłam wszystko, nie bałam się niczego – dodaje. Błyskawicznie przychodzi uzależnienie. - Jak nie wzięłam, to nie mogłam żyć. Zaczęłam kraść, napadać, żebym tylko miała na ten narkotyk.

Paweł [imię zmienione – M.R.] to znany wrocławski gangster. Wiele lat temu pisaliśmy o jego zaangażowaniu w przemyt leków wykorzystywanych do produkcji narkotyków. Spotkanie po latach. Bardzo się postarzał, źle wygląda. Ręce trzęsą mu się tak, że ma kłopot z odebraniem albo odrzuceniem połączenia, kiedy dzwoni jego telefon komórkowy.

- To jest wożone do Czech, bo to jest czeski wynalazek – opowiada nam. - Tam zajmują się tym przeważnie Wietnamczycy. Lekarstwa brało się z apteki. Najlepiej jak miało się swojego aptekarza. Dostawał dwa złote „górki” od hurtowej ceny leku. Potem woziłem towar do Zgorzelca i tam zostawiałem. Dobrze płacili. Z jednego kursu można było mieć koło 15 – 20 tysięcy złotych. Zrobiłem około dziesięciu takich kursów. Jeden kurs, to jakieś 5 tysięcy opakowań z lekarstwami.

Ale to działo się kilka lat temu. Teraz – przynajmniej teoretycznie – taka akcja nie byłaby możliwa. Wprowadzono ograniczenia. Pacjent, który przyjdzie do apteki kupić coś na przeziębienie, nie kupi więcej niż jedno opakowanie leku z pseudoefedryną. W takim opakowaniu łącznie nie może być więcej niż 720 mikrogramów tej substancji. Złamanie tych przepisów grozi surowymi sankcjami. Nawet utratą prawa do prowadzenia apteki.

Sierpień 2019. Duży opuszczony dom w Czechach, tuż za granicą z Polską. Najbliższą miejscowością po naszej stronie jest Lubawka. Tu dziennikarska ekipa trafiła na 212 pustych opakowań po leku z pseudoefedryną. Produkt firmy farmaceutycznej z centralnej Polski. To w takich miejscach, jak ten dom, przestępcy „pestkują” towar. Tabletki trzeba powyciągać z metalowych blistrów, przesypać do woreczka i ukryć gdzieś w samochodzie. Same tabletki zajmują mniej miejsca. Patrole czeskiej służby celnej cały czas polują na Polaków przewożących leki z pseudoefedryną do ich kraju. Dla nich to wielki problem. Bo z tych tabletek w czeskich tajnych laboratoriach powstanie narkotyk. Potem wróci do Polski albo rozesłany będzie do różnych krajów Europy a nawet dalej. Czeskie „piko" z polskich lekarstw trafia nawet do Japonii. Jeden gram polsko – czeskiego narkotyku kosztuje od 100 do 400 złotych w różnych krajach Europy. W Japonii jego cena dochodzi nawet do 3200 zł za gram.

Znalezione przez dziennikarzy puste pudełka zawierały 123 gramy pseudoeferdyny. Z naszych wyliczeń wynika, że wyprodukowano z tego narkotyk wart 30 tysięcy złotych. Z pewnością te lekarstwa ktoś nielegalnie kupił w aptece albo hurtowni. Na pewno przestępcy nie krążyli od apteki do apteki i nie kupowali po jednym pudełku. Wskazuje na to choćby analiza numerów serii na pudełkach z domu nad granicą.

Podobnego odkrycia dokonaliśmy w lesie koło Bogatyni: hałda pustych blistrów po tabletkach z pseudoefedryną. To ślad, że również w Polsce produkowany jest narkotyk z lekarstw. W przestępczym slangu przerabianie tabletek na „piko” nazywane jest „gotowaniem ryżu”. Kilka miesięcy temu ujawniono, że w produkcję i handel metamfetaminą zamieszani byli policjanci i byli policjanci z komisariatu w Bogatyni. Niedawno do sądu trafił akt oskarżenia trzech mężczyzn. Wątek metamfetaminy pojawia się też – dowiadujemy się nieoficjalnie - we wrocławskim śledztwie, w którym zarzuty usłyszeli lokalni politycy w tym były burmistrz Bogatyni. Jeden z jego bliskich współpracowników miał usłyszeć zarzuty udziału w produkcji i handlu „piko”.

Zdaniem ekspertów, „gotowanie ryżu” to bardzo zyskowny biznes. Zbigniew Madurowicz, wiceprezes Dolnośląskiej Izby Aptekarskiej mówi o szacunkach fachowców. Zyski ze sprzedaży gotowego „piko” od 100 do 1000 razy przekraczają sumy, które co trzeba „zainwestować” w zakup lekarstw. - Krótko mówiąc, jeśli kupię leki zawierające pseudoefedrynę za 100 złotych, to narkotyk sprzedam za 10 tysięcy albo lepiej – mówi prezes Madurowicz.

Ten tekst jeszcze się nie ukazał, a naszymi ustaleniami już zainteresowało się Centralne Biuro Śledcze Policji. Funkcjonariusze zabezpieczyli zdobyte przez nas dowody narkotykowych przestępstw.

Podczas przesłuchania w CBŚP reporter portalu GazetaWrocławska.pl przekazał policji puste pudełka z domu w Czechach i blistry z lasu pod Bogatynią. Ludzie, którzy je tam zostawili, musieli wiedzieć, że uczestniczą w poważnym przestępstwie. To co oddaliśmy policji jest dowodem, że obowiązujące polskie apteki ograniczenia w ilości leku, który mogą sprzedać, nie przeszkadzają polsko – czeskim narkotykowym kartelom. A utrudniają życie zwykłym ludziom.

Oceń treść:

Average: 9 (4 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

  • LSD-25
  • Tripraport

Nastawienie bardzo pozytywne, z lekką nutą adrenaliny i niepewności w obliczu nieznanej jeszcze substancji. Oczekiwania inne niż samo doświadczenie - myślałem, że nad LSD da się zapanować. Set - lekkie znużenie monotonią życia i chęć zmiany na lepsze, setting - dwie bliskie i znane mi osoby, znane mieszkanie, kwasowa playlista i doświadczona tripsitterka.

 

Postanowiłem zażyć LSD. Od czasu zetknięcia z muzyką Cream, Jimiego Hendrixa, czy Pink Floyd interesowała mnie ta substancja i chciałem przekonać się, jakie jest jej działanie w praktyce. Udało mi się zdobyć 2 kartoniki, jak się potem okazało były one wyprodukowane przez jedno z najlepszych deep-web'owych laboratoriów. 195 ug / kartonik. Szczęśliwy traf, przy rzekomym zanieczyszczeniu rynku na poziomie 85 %. Z jednej strony trójkąt Sierpińskiego otoczony okręgami, z drugiej kolorowe wzory.

  • LSD-25

Set & Setting: las / doskonałe samopoczucie, lekka ekscytacja zmieszana ze strachem

Oczekiwania: nie wiem

Substancja: 2x Blue Shiva's

Wiek/waga : 20/80kg

Doświadczenie : Alkohol, Avio, Efedryna, Kodeina, DXM, THC, nikotyna, dragonfly, LSD, LSA, Salvia Divinorum, Psylocybina, 4-HO-MET, 2C-E, DPT

W niecałe 3h przed planowanym wypadem, okazuje sie że nici z tego, przesuwamy na za tydzień. Bardzo dobry test dla mnie samego. Życie tu i teraz, czy życie tym co ma nastąpić? zawiedziony?... już nie, czuję się doskonale.

randomness