REKLAMA




Narkotyki i dopalacze z dostawą do domu! “Kierowcy nie dawali o sobie zapomnieć” [wywiad]

"Czasami podjeżdżali samochodem ze znakiem „taxi” na dachu, ale to była tylko atrapa. Kiedyś „towar” przywiózł mi facet po 30-ce, jakimś małym samochodzikiem z dziecięcym fotelikiem na tylnym siedzeniu" – mówi rozmówca KRKnews

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Patrycja Kowal
KRKnews.pl
Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

1248

Wysyłasz SMS z adresem. Do godziny kierowca jest przed Twoim mieszkaniem. W aucie ma mefedron, marihuanę, piguły lub co tylko zechcesz. – Czasami podjeżdżali samochodem ze znakiem „taxi” na dachu, ale to była tylko atrapa. Kiedyś „towar” przywiózł mi facet po 30-ce, jakimś małym samochodzikiem z dziecięcym fotelikiem na tylnym siedzeniu – mówi nam nasz rozmówca.

Dodaje, że zamówienie narkotyków i dopalaczy z dostawą do domu jest banalnie proste. Można to zrobić choćby na… Facebooku. – Na przykład, jak chcesz marihuanę to pytasz, czy na grupie jest jakiś ogrodnik, albo czy jakaś kwiaciarnia jest otwarta. Jak mefedron to dajesz informację, że potrzebujesz jubilera. Jak piguły, to szukasz cukiernika i każdy wie o co chodzi.

KRKnews: Jak zaczęła się twoja przygoda ze środkami odurzającymi?

Anonimowy rozmówca: Kilka lat temu, na jednej z imprez, znajomi poczęstowali mnie mefedronem. Początkowo brałem okazjonalnie – raz na kilka miesięcy, ale bardzo szybko ta „okazjonalność” przerodziła się po prostu w cotygodniowe ćpanie bez żadnej konkretnej okazji. Spotykaliśmy się w piątek czy sobotę, znajomi przyjeżdżali już z „towarem” i tak potrafiliśmy przesiedzieć do niedzieli, czy nawet poniedziałku, nie robiąc nic specjalnego tylko „jedząc towar”.

Ale mówiąc „towar” masz na myśli mefedron, a nie słynne krakowskie dopalacze?

– Tak. Z tymi znajomymi imprezowałem zanim przeprowadziłem się do Krakowa. Po przeprowadzce trochę mi ulżyło. Wiedziałem, że ograniczę kontakt z nimi, więc jednocześnie też z narkotykami. Jak się potem okazało, trafiłem z deszczu pod rynnę.

„Wtedy ci ulżyło” – czyli chciałeś skończyć z narkotykami?

– Zauważyłem, że trochę przesadzam. Myślałem, że jak przeprowadzę się do Krakowa to poznam nowych ludzi i skończę z tamtym życiem.

A jaka okazała się rzeczywistość?

– Kilka dni po mojej przeprowadzce, nowi znajomi zorganizowali imprezę. Na początku było całkiem niewinnie. Piliśmy drinki, ale kiedy butelka się skończyła jeden z kolegów wyskoczył z tekstem: „to kto chętny na węgorza?”. Chętni byli oczywiście wszyscy, więc i ja nie odmówiłem.

I to był twój pierwszy raz z dopalaczami?

– Tak.

Co to konkretnie było?

– 4CMC. Wyglądało trochę jak mefedron – takie małe kryształki, ale „kopało” dwa razy mocniej.

To znaczy?

– Po wciągnięciu pierwszej kreski przez chwilę nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ale to było bardzo przyjemne uczucie. Później ogarnął mnie taki nagły przypływ energii i empatii… To była zdecydowanie jedna z najlepszych imprez w moim życiu.

Skąd znajomi mieli te dopalacze?

– Ze sklepu internetowego. To była strona na której mogłaś kupić wszystko – dopalacze do wciągania, do palenia, podróbki normalnych narkotyków.

Podróbki narkotyków? Czyli co?

– Czyli dopalacze o podobnym działaniu do różnych narkotyków, ale ze zmienionym składem i nazwą. Na przykład „KOKO Spoko” to coś podobnego do kokainy, 1-MDMA to ectasy, lub jak kto woli „emka”, a 1-LSD to po prostu LSD, „kwas”.

I to było całkiem normalne i legalne, że można kupić narkotyki w internecie?

– Tak. Na stronie była informacja, że to są odczynniki chemiczne przeznaczone do badań laboratoryjnych.

Ale chyba każdy i tak wiedział, że ten kto je kupuje bada je jedynie nosem?

– Niby tak, ale dopóki była taka informacja to wszystko było na legalu. Do niedawna w polskim prawie takie substancje były legalne, więc ten sklep funkcjonował jak każdy inny. Dodawałaś „odczynnik” do koszyka, płaciłaś przelewem i za 2-3 dni miałaś „towar” w wybranym paczkomacie.

Rozumiem, że skoro pierwszy raz z dopalaczami tak ci się spodobał, to robiłeś takie zakupy dosyć często?

– Na większe planowane imprezy tak, ale jak wypadła jakaś spontaniczna okazja to były jeszcze „dowozy”.

Dowozy, czyli taksówki z dopalaczami?

– To nie do końca były taksówki, ale tak – o to chodzi.

To jak to było z tymi dowozami? Skąd w ogóle się o nich dowiedziałeś?

– Kiedyś siedzieliśmy ze znajomymi przy piwku i stwierdziliśmy, że jest trochę nudno – przydałyby się „dopy”. Tych z internetu akurat nie mieliśmy. Zadzwoniliśmy do znajomego z pytaniem czy ma „czegoś” na zbyciu. Powiedział, że wystarczy wpisać w gogle „4CMC Kraków” i mamy wszystko co chcemy.

Więc tak zrobiliście.

– Tak. Wyskoczyło mnóstwo ogłoszeń na oglaszamy24.pl. Wszystkie mniej więcej tej samej treści: „4CMC Kraków. Dowozimy 24h”. Zadzwoniliśmy na podany numer. Po jakichś 40 minutach pod nasz blok podjechał samochód. Wsiedliśmy do środka. Kierowca – młody chłopak – zaoferował 4CMC lub Hex-en. Dał nam woreczek z „kryształkami”, my jemu 70 złotych i tak zyskał nowych klientów.

No tak – skoro u niego miałeś „towar” praktycznie od ręki, z dostawą pod dom i to przez całą dobę siedem dni w tygodniu, to te sklepy internetowe traciły na wartości.

– Niby tak, ale w internecie za gram płaciliśmy 30 złotych, a u niego dwa razy tyle. Chociaż jak była potrzeba to cena nie grała roli.

A często była taka potrzeba?

– Na początku tak. Zamawialiśmy „dowóz” średnio dwa razy na tydzień. „Jarał” nas fakt, że możemy mieć to tak łatwo, kiedy tylko chcemy. Później trochę nam to spowszedniało, ale „kierowcy” nie dawali o sobie zapomnieć.

Co masz na myśli?

– Wysyłali często wiadomości z nowymi „super-ofertami”.

Zastanawia mnie jeden fakt. Często słyszałam określenie „taksa”, więc skąd ono się wzięło skoro mówisz, że tak naprawdę dopalaczy nie rozwozili żadni taksówkarze?

– Chłopaki umieli się maskować. Czasami podjeżdżali samochodem ze znakiem „taxi” na dachu, ale to była tylko atrapa. Kiedyś „towar” przywiózł mi facet po 30-ce, jakimś małym samochodzikiem z dziecięcym fotelikiem na tylnym siedzeniu.

Kto by uwierzył, że taki tatuś mógłby rozwozić dopalacze – sama bym nie uwierzyła!

– Dokładnie. To były fajne czasy, ale wiedziałem, że szybko się skończą.

No właśnie. Według nowych przepisów dopalacze mają być traktowane jak narkotyki. Czy to oznacza koniec dowozów?

– Nie wiem. Sklepy internetowe nie działają już od dwóch miesięcy. Dowóz ostatni raz zamawiałem jakiś miesiąc temu. Spytałem wtedy kierowcę, czy przez te nowe przepisy nie będą już dowozić – odpowiedział: „numer dalej będzie aktywny”. Może dowożą dalej, ale skoro „dopy” stały się nielegalne to lepiej już brać normalne narkotyki.

Ale je chyba ciężko dostać?

– Wcale nie. Jest nawet grupa na Facebook’u, gdzie używasz tajnych haseł, umawiasz się z dilerem na mieście i kupujesz co chcesz.

„Tajne hasła” czyli znowu jakieś zmienione nazwy?

– Nie. Po prostu piszesz szyfrem. Na przykład, jak chcesz marihuanę to pytasz, czy na grupie jest jakiś ogrodnik, albo czy jakaś kwiaciarnia jest otwarta. Jak mefedron to dajesz informację, że potrzebujesz jubilera. Jak piguły, to szukasz cukiernika i każdy wie o co chodzi. Zawsze znajdzie się sposób na podtrzymanie tego „interesu”.

Oceń treść:

Average: 6 (7 votes)