Miał sklep internetowy z chemią gospodarczą. Handlował GBL

Prokurator wyliczał transakcje zawierane przez Macieja W. Kupował (sprowadzając m.in. z Niemiec i Holandii) i sprzedawał GBL, w Polsce i za granicą. Były to setki kilogramów, a osiągane przez niego zyski prokuratura szacuje na kilkaset tysięcy złotych.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

nowiny24.pl
Ewa Gorczyca

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

484

W Sądzie Okręgowym w Krośnie rozpoczął się proces małżeństwa z pow. sanockiego. Maciej W. jest oskarżony o handel na wielką skalę środkiem o nazwie GBL. Według polskiego prawa to narkotyk, działający jak "pigułka gwałtu".

[Czytelnikom H uprzejmie w tym miejscu przypominamy, że czytacie tekst autorstwa dziennikarski portalu nowiny24 - Redakcja H]

Razem z Maciejem W. na ławie oskarżonych zasiadła jego żona Greta. Według prokuratora - 37-latka pomagała mężowi w procederze.

Akt oskarżenia przedstawił prokurator Michał Węglowski z prokuratury Regionalnej w Gdańsku, która prowadziła wielowątkowe śledztwo dotyczące obrotu GBL. Oskarżenie Macieja W. zawierało 28 punktów.

Prokurator wyliczał transakcje zawierane przez Macieja W. Kupował (sprowadzając m.in. z Niemiec i Holandii) i sprzedawał GBL, w Polsce i za granicą. Były to setki kilogramów, a osiągane przez niego zyski prokuratura szacuje na kilkaset tysięcy złotych.

Żona Macieja W. realizowała zamówienia, w okresie, gdy nie mógł sam prowadzić działalności. Prokurator zarzuty wobec niej sformułował w kilkunastu punktach. Zdaniem prokuratury - z procederu małżonkowie uczynili sobie stałe źródło dochodu.

Akt oskarżenia dotyczy okresu od lipca 2015 roku do września 2017 roku. Firma Macieja W. działała już wcześniej, ale dopiero po nowelizacji ustawy antynarkotykowej w lipcu 2015 roku GBL została zakwalifikowana jako środek odurzający.

Maciej W. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Zgodził się na składanie wyjaśnień i odpowiadanie na pytania, ale jedynie sądu i swojego obrońcy. Opowiedział o początkach działalności.

Jednoosobową działalność gospodarczą założył 12 lat temu. Postanowił się zająć dystrybucją chemii przemysłowej, którą sprowadzał z niemieckiej firmy. Przez pierwsze lata oferował różny asortyment. Potem stopniowo wycofywał z oferty to, na co był mały popyt. Od początku w ofercie miał GBL. Był to środek kupowany dosyć często. Służył do usuwania farby, konserwacji części samochodowych, czyszczenia aluminium, chromoniklu.

W 2010 roku Maciej W. wraz z żoną i synem wybrał się na wakacje do rodziny w Chicago. Była to jego pierwsza podróż do USA. Na lotnisku został jednak zatrzymany przez agentów DEA (służby zajmującej się przestępstwami narkotykowymi). Żona wraz z dzieckiem została odesłana do Polski a on aresztowany.

- Dowiedziałem się, że chodziło o cztery paczki, które wysłałem do klienta z USA. Każda z nich zawierała litr GBL. Okazało się, że pod klienta podszył się agent - wyjaśniał Maciej W.

Maciej W. podczas prowadzonego przez agentów postępowania dowiedział się, że klient, któremu wysłał paczkę z GBL, przetwarzał ją w substancję o nazwie GBH, czyli zakazany w USA psychoaktywny środek, powodujący odurzenie a nawet utratę przytomności.

- Ja o tym nie wiedziałem, sprzedawałem GBL jako środek stosowany w celach przemysłowych - tłumaczył oskarżony.

Ława przysięgłych uznała go za winnego, a raport kuratora, który po analizie faktur wystawianych przez firmę przypisał mu handel nie tylko 4 litrami GBL, ale dużo większymi ilościami, zaskutkował skazaniem Macieja W. przez amerykański sąd na 20 lat więzienia.

Maciej W. po czterech latach postarał się o możliwość odbywania reszty kary w Polsce. W kraju jego wyrok został skrócony do 8 lat. W tym czasie jego firma nadal działała. Obsługą zajmowała się żona. Potem, gdy Maciej W. uzyskał przedterminowe zwolnienie z odbywania kary, kontynuował handel.

W międzyczasie, w połowie 2015 roku, nastąpiła nowelizacja ustawy. - Ala ja nie miałem pojęcia, że ustawa obejmuje GBL - mówił w czwartek w krośnieńskim sądzie Maciej W.

Dopiero pod koniec 2016 roku natrafił na komunikat Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, że GBL jest substancją zakazaną. Jednak on uważał, że jako środek przemysłowy, a nie farmaceutyk, może być sprzedawany. Jak twierdzi próbował uzyskać jednoznaczną opinię, ale otrzymywał sprzeczne wyjaśnienia. - Ja nie mam wykształcenia chemicznego - podkreślił Maciej W.

Do winy nie przyznała się także Greta W. Jej zdaniem zarzuty są niesłuszne.

Oceń treść:

Average: 9.5 (2 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Gbl jest srodkiem zastepczym, jest laktonem, nie estrem https://youtu.be/PGYbiZBwXFs
Zajawki z NeuroGroove
  • Marihuana

Zdaje sie ze akcje z sercem sa dosyc popularnym zjawiskiem, chociarz zupelnie niegroznym. Po przezyciu opisanej

ponizej

historii zaczalem dociekac i znalazlem w moim miescie kilka osob ktore mialy podobne doznania. Cala sytuacja

wytracila mnie absolutnie z rownowagi, bo pale MJ od kilku lat i nieprzyjemnych doznan nie mialem. Moze clala

przygode spowodowala ilosc haszu ktory znalazl sie w moim organizmie, bo jedzac haszysz nalerzy pamietac ze,

  • Inne
  • Tripraport

Tego dnia czułem się spełniony jak nigdy. Nawet nie wiedziałem że taki trip nagle się nasunie. Była idealna pogoda, słonecznie, cieplutko. Nie miałem żadnych intencji ani oczekiwań.

To było jakieś 2 lata temu. Szedłem akurat do garażu po jakieś nieistotne narzędzie i rzuciła mi się w oczy ona - 3 kilogramowa pomarańczowa świeżo napełniana butl gazu. "Trippowałem" wcześniej po izopropanie, ale izo przy tym to chuj. Sprawdziłem dokładnie czy nie ma nikogo, kto może mnie nakryć albo zdemaskować i przystąpiłem do obrzędu. Siadłem po turecku na betonowej posadzce i zacząłem ceremonię. Wziąłem jednego strzała. Nie wiedziałem że po tym ma się tak zajebisty głos.

  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

Postanowaliśmy z kilkoma kumplami wybrać się na pierwszego w życiu grzybowego tripa. Starszy kolega polecił nam pewną miejscówkę w Bieszczadach. Było to w październiku. Mieliśmy do przejechania 250km więc wyjechaliśmy nad ranem. 0 6:00 dojechaliśmy na duży parking w samym sercu Bieszczad. Zabraliśmy wszystkie potrzebne rzeczy i wyruszyliśmy na polane. Nie minęło kilkanaście minut i zaczeliśmy zbierać pierwsze grzybki. Niestety temperatura okazała sie nieprzychylna (-2C) i wszystkie grzybki były czarne, przymrożone i rozpadały sie podczas zbierania.