Lekkie nakreślenie sytuacji, śmiało pomijać.
---
Dwa lata temu na popularnym portalu społecznościowym ułatwiającym poznawanie ludzi z różnych stron świata napisał do mnie Marcin, 20-latek, ironicznie, z Warszawy.
Są takie rodzaje działalności gospodarczej, w których zezwolenie na sprzedaż alkoholu jest niemalże niezbędne. Przykładem może być prowadzenie pubu, restauracji, stacji benzynowej, czy nawet zwykłego sklepu. Zdobycie takiego zezwolenia wiąże się z pewną dozą formalności, które narzuca państwowa polityka antyalkoholowa.
Obecnie toczy się w Polsce dyskusja o ograniczenie konsumentom dostępu do alkoholu. Jednym ze standardowych sposobów ustawodawcy, obok podnoszenia podatku akcyzowego, są ograniczenia zorientowane na podaż. Innymi słowy: rządzący mogą wziąć przykład z Krakowa i zakazać sprzedaży w określonych godzinach na przykład na stacjach benzynowych. Mogą też utrudnić przedsiębiorcom zdobycie wymaganej koncesji.
Obecnie zezwolenie na sprzedaż alkoholu nie jest wcale tak łatwo uzyskać. Na przeszkodzie stoją przede wszystkim ograniczenia nakładane przez gminy. W grę wchodzą limity punktów sprzedaży alkoholu na danym terenie oraz różne kryteria w rodzaju określonej odległości od kościołów i szkół. Sam proces ubiegania się o takie zezwolenie nie jest na szczęście przesadnie skomplikowany. Co nie znaczy, że nie mamy do czynienia z dość nieoczywistymi rozwiązaniami.
Pierwszym z nich jest to, że przedsiębiorcy mogą się ubiegać o aż trzy różne zezwolenia uzależnione od mocy sprzedawanych trunków:
Jak widać, ustawodawca po raz kolejny traktuje ulgowo piwo, które jak najbardziej może mieć powyżej 4,5 proc. alkoholu. Warto już teraz wspomnieć, że przedsiębiorca w swoim wniosku może się ubiegać o wszystkie pozwolenia naraz. Skąd rozbicie jednej koncesji na trzy różne? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Za korzystanie z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych należy w końcu uiszczać roczne opłaty. Liczba mnoga jest w tym przypadku jak najbardziej celowa. Wynoszą one:
Powyższa opłata ulega podwyższeniu, jeżeli nasza sprzedaż przekroczy określoną kwotę. Dla dwóch pierwszych kategorii stosujemy stawkę 1,4 proc. ogólnej wartości sprzedaży brutto, jeśli przekroczyliśmy próg 37 500 zł. W przypadku najmocniejszych trunków stosujemy stawkę 2,7 proc. przy sprzedaży przekraczającej 77 000 zł.
Zanim jednak przejdziemy do zarabiania na sprzedaży i odprowadzania opłat za korzystanie z zezwolenia, musimy je najpierw uzyskać. Organem właściwym w tej sprawie jest urząd gminy, urząd miasta, w tym także miast na prawach powiatu. Jak to zwykle bywa, mamy do dyspozycji trzy formy składania wniosku: elektroniczną, listowną oraz osobiste stawiennictwo w urzędzie.
W każdym przypadku wypełniamy ten sam formularz. W przypadku formy elektronicznej podpisujemy go podpisem zaufanym albo kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Wniosek o wydanie zezwolenia na sprzedaż napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia w miejscu lub poza miejscem sprzedaży jest bardzo prosty do wypełnienia. Wskazujemy, o które zezwolenia się staramy. Podajemy nasze dane identyfikacyjne oraz określamy docelowy punkt sprzedaży alkoholu. Przy okazji wyrażamy zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez urząd. Mamy także możliwość podania danych kontaktowych.
We wniosku wskazujemy także na dołączone do niego załączniki. Konieczny będzie dokument potwierdzający tytuł prawny wnioskodawcy do lokalu, w którym chcemy sprzedawać napoje alkoholowe objęte zezwoleniem.
Jeśli punkt sprzedaży będzie zlokalizowany w budynku mieszkalnym wielorodzinnym, musimy dostarczyć zgodę właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku. Wszystkie te dokumenty muszą być oryginalne. Kolejnym niezbędnym dokumentem załączanym do wniosku będzie oryginał decyzji właściwego państwowego inspektora sanitarnego o zatwierdzeniu zakładu.
W tym momencie wracamy do kwestii opłat. Przedsiębiorca ubiegający się o koncesję musi z góry wpłacić na rachunek bankowy gminy właściwą kwotę za pierwszy rok. Dowód uiszczenia opłaty załączamy do wniosku.
Po złożeniu wniosku o zezwolenie na sprzedaż alkoholu jego poprawność pod względem formalnym sprawdza urząd gminy. Następnym etapem będzie zaopiniowanie lokalizacji przez gminną komisja rozwiązywania problemów alkoholowych.
Zakładając, że wszystko pójdzie po naszej myśli, powinniśmy uzyskać zezwolenie w ciągu miesiąca od momentu złożenia wniosku. Gmina może jednak przedłużyć czas jego rozpatrywania do dwóch miesięcy.
Lekkie nakreślenie sytuacji, śmiało pomijać.
---
Dwa lata temu na popularnym portalu społecznościowym ułatwiającym poznawanie ludzi z różnych stron świata napisał do mnie Marcin, 20-latek, ironicznie, z Warszawy.
Trip z trójką znajomych - C, Sz i K. Dla nikogo z nas nie był to pierwszy raz z psychodelikami. Zdarzyło się już nam nawet wcześniej tripować na kwasie w podobnym składzie - ja z C i Sz. C i Sz z kolei jedli hometa z K. Jedynie ja z K nie miałem wcześniej okazji razem spożywać psychodelików. Pokój C w jego domu rodzinnym. Rodzina C była w domu, ale mieliśmy pełen komfort, jako że rzadko kiedy w ogóle ktoś zaglądał do pokoju, w którym mieliśmy spędzić najbliższe kilka godzin. Zimowy wieczór. Ogólna kondycja psychofizyczna całkiem niezła, chociaż bywało lepiej. Możliwa lekka tolerka. W ciągu ostatnich 3 tygodni zdążyłem odbyć dwa tripy przy 15mg i 10mg 4-ACO-DMT (choć to drugie trudno nazwać tripem z prawdziwego zdarzenia).
Wstęp: Zbieg okoliczności sprawił, że na przełomie 2011/2012, po tym jak długo nie mogłem znaleźć okazji ani towarzystwa, żeby spróbować psychodelików, nagle okazało się, że w okresie trwającym trochę więcej niż miesiąc umówiłem się na aż cztery tripy. Opisywany w niniejszym TR był trzecim z nich. Ze względu na duże ich zagęszczenie jak i inne okoliczności, nastawiałem się raczej na rozrywkowego tripa niż na podróż w głąb siebie. Już od dłuższego czasu planowałem z kilkoma starymi znajomymi zjedzenie hometa albo 4-ACO-DMT.
To było siedem lat temu, dokładnie 1 sierpnia 1996. Takich dat nigdy się nie zapomina, takie dni pamięta się do końca dni na tym świecie, przynajmniej ja:)
Był słoneczny dzień, olimpiada w Atlancie i Hoffman do podjęcia z BABĄ NA ROWERZE - taki obrazek jak wiecie:) Było dwóch kumpli i trochę żetonów już na koncie. Jednak BABA NA ROWERZE z 1 sierpnia 1996 była najbardziej wyjątkową z bab! Przywieziona prosto z Amsterku aż kleiła się w łapach. Była świeżutka a jej oleistość napawała nadzieją niezłej jazdy...