Konsument nigdy nie wie, co jest w dopalaczu

Proszek o nazwie X, który u jednego dilera zawiera związek o nazwie A, u innego może mieć także nazwę X (bo dobrze się sprzedaje), ale zawierać związek o nazwie B, bo ten akurat zalegał mu w magazynie. Przykłady zatruć potwierdzają, że skład mieszanin dilerskich nie jest jednorodny - przestrzega dr Tomasz Janus.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rynek Zdrowia/JW

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła.

Odsłony

221

Proszek o nazwie X, który u jednego dilera zawiera związek o nazwie A, u innego może mieć także nazwę X (bo dobrze się sprzedaje), ale zawierać związek o nazwie B, bo ten akurat zalegał mu w magazynie. Przykłady zatruć potwierdzają, że skład mieszanin dilerskich nie jest jednorodny - przestrzega dr Tomasz Janus, toksykolog z Zakładu Toksykologii Klinicznej i Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak przypomina dr Tomasz Janus, konsument nigdy nie wie, co tak naprawdę znajduje się w tzw. dopalaczu.

- Istnieje duża różnorodność jakościowo-ilościowa produktu o tej samej nazwie handlowej, co stanowi dodatkowe zagrożenie dla użytkownika. Ostre reakcje osobnicze mogą wynikać z reakcji synergicznych, ale też różnego stężenia związku w konkretnym produkcie handlowym - mówi.

Janus zaznacza, że tak naprawdę dopiero po specjalistycznych badaniach toksykologicznych uzyskany wynik potwierdza, co i w jakiej ilości zażył pacjent.

- Badania pozwalają na jednoznaczną identyfikację związku chemicznego, którego charakterystyka toksykologiczna jest najczęściej znana przez specjalistów, a w nielicznych przypadkach o działaniu którego można się choćby domyślać (wnioskować na podstawie wiedzy w zakresie: budowa chemiczna - działanie biologiczne związku) - wyjaśnia toksykolog.

Podkreśla jednak, że w przypadku zupełnie nowej struktury badanie toksykologiczne nie jest możliwe w warunkach zatrucia ostrego i wówczas mówi się o zatruciu nieznanym związkiem, a nie „dopalaczem”, środkiem odurzającym, psychotropowym, lekiem, alkoholem itd.

- Dużo więcej powiedzieć można zawsze w przypadku badania materiału pośmiertnego - konstatuje.

Odnosi się również do pojawiających się w przestrzeni medialnej opinii „ekspertów”, którzy twierdzą, że dopalacze nie są tak groźne jak niektóre klasyczne narkotyki, bo nie uzależniają fizycznie.

- Czy ci eksperci byliby skłonni podać taki „niewinny” dopalacz swojemu dziecku? A jeśli tak, to w jakim okresie i w jakiej formie? Może jako załącznik do kanapek na drugie śniadanie? - mówi z przekąsem.

Wyjaśnia, że związek chemiczny uznany jest za narkotyk, gdy wykazuje: działanie szkodliwe dla organizmu, aktywność w ośrodkowym układzie nerwowym, ponadto uzależnia (fizycznie i/lub psychicznie), tj. człowiek odczuwa potrzebę ponownego przyjęcia tego samego środka, którego zażycie skutkuje subiektywnym odczuwaniem przyjemności.

- Można powiedzieć, że właśnie to „odczuwanie przyjemności” po zażyciu jest najbardziej istotne w kontekście uznania związku za narkotyk bądź nie. Jest ono najczęściej związane z aktywacją układu limbicznego, ale też innych ośrodków w mózgu. Istnieje wiele związków chemicznych o bardzo silnym działaniu biologicznym, jednak nie wykazują aktywności w tych ośrodkach, często też nie przenikają w ogóle bariery krew-mózg. Związki te nie zostaną uznane za narkotyk, choć są substancjami toksycznymi (szkodliwymi). Nawet kofeina, która przenika barierę krew-mózg i wykazuje działanie psychostymulujące, działa zupełnie inaczej niż stymulacja układu nagrody - tłumaczy.

Tomasz Janus zaznacza, że narkotyzowaniu się często towarzyszą „odloty” czy inne stany skrajnie euforyczne, także zaburzenia postrzegania zmysłowego, przetwarzania zmysłowego, itd. i właśnie tym też manifestuje się uszkodzenie neuronów (o ile do nich dochodzi).

- Uszkodzenia mózgu nie dostarczają wrażenia bólowego (tak jak np. przecięcie skóry, proces chorobowy), za to są przyczyną wrażenia „narkotycznego”, czego efektem może być np. utrata przytomności, niepamięć, dezorientacja, śpiączka itd. Można powiedzieć lakonicznie: skoro „miałem odlot” po narkotyku, to najpewniej właśnie straciłem parę milionów komórek nerwowych - konstatuje.

Oceń treść:

Average: 4.5 (2 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • AM-2201
  • Dekstrometorfan
  • Marihuana
  • Retrospekcja

Utrata świadomości oraz zapętlone retrospekcje.

Około godziny 19.30 załadowałem pierwszą dawkę DXM (225 mg). Razem z dziewczyną wybieraliśmy się na imprezę do znajomego. Około 20.30 poczułem typowe objawy po dexie. Już na imprezie (godzina 21.00) wziąłem drugą dawkę (150 mg) oraz po pół godzinie kolejne 150 mg.

Godzina 22.00 - czuję w sobie 525 mg dexa. Typowe objawy, zaburzenia świadomości i otoczenia, problemy z wymową wyrazów.

  • 2C-I


Mimo ze ostatnio czuje ogromna niechec do TRow, w przypadku research

chemicals postanowilem zrobic wyjatek. Przyjdzie jeszcze czas na

opisanie 5-meo-dmt, tymczasem 2ci:


Dawka: 35-40mg

  • Marihuana
  • Powój hawajski
  • Ruta stepowa

Wiek: 19

Substancja: ok 1,7g LSA w postaci roztworu (po ekstrakcji) + iMAO

Substancja pomocnicza: THC (2 buchy co godzinę, na problemy żołądkowe)

Doświadczenie: LSA (5 raz), Grzyby enteogenne, LSD, DXM, THC, Salvia Divinorum, Calea Zacatechichi, Ecstasy

Set&Setting: Samotna podróż w lesie oddalonym parenaście km od mojego miasta. Nastrój tego dnia dopisywał niesamowicie. To mój pierwszy całkowicie samotny trip, byłem podniecony do granic możliwości.

  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Plansza: Las.map

Trip report przeniesiony z forum hyperreal.info.

 

Ja i mój kompan [GrzyboRoman] wybraliśmy się do lasu z grzybami, rzecz to dziwna ponieważ ludzie wszyscy zwykli z lasu z nimi wychodzić.

Wchodząc z Grzyboromanem do porowatozielonej kuźni umysłu prowadziliśmy bezgłośną konwersację o tym, czym zostaniemy obdarowani przez Psycho Psylokrólewnę.

Usiedliśmy pod twardymi, zmęczonymi próbą czasu pniakami, w odległości około 0.76m od siebie. Wyciągnąłem z psychoprzegrody Cylinki, błogoowoce mające zaspokoić nasz grzybogłód.