REKLAMA




Futbol w Kolumbii. W ręku puchar, w kieszeni kokaina

Ciekawy artykuł z "Przeglądu Sportowego" traktujący o powiązaniach kolumbijskiego futbolu z narkobiznesem.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Przegląd Sportowy
Dominik Piechota

Odsłony

203

Potęga splamiona krwią, narkotykami i wojną domową znowu się liczy w futbolu. Kolumbijskie kluby zdobyły dublet w Ameryce Południowej.

W minionym sezonie Kolumbia zdominowała piłkę klubową w Ameryce Południowej. Futbol, którego historia została napisana ołowiem, kokainą i wojną, przebił bajeczną Brazylię i Argentynę. Atletico Nacional, ukochany klub najsłynniejszego bossa kartelu narkotykowego Pablo Escobara, sięgnął po najbardziej prestiżowe trofeum, czyli Copa Libertadores. Kiedyś narkobaronowie uczynili sobie z tamtejszego futbolu rozrywkę, która przerodziła się w terror pełen ofiar. Jak dzisiaj wygląda piłka w Kolumbii?

Strefa CONMEBOL to już nie tylko Argentyna i Brazylia, do głosu zaczynają dochodzić inni, a ostatni rok w klubowych rozgrywkach należał do Kolumbii. Independiente Santa Fe wygrało Copa Sudamericana, a Atletico Nacional Copa Libertadores – to tamtejsze odpowiedniki naszej Ligi Europy i Ligi Mistrzów. I choć dzisiaj możemy mówić o utalentowanej reprezentacji, Shakirze, Jamesie Rodriguezie, Falcao i innych znanych nazwiskach, to skojarzenia z Kolumbią są nieuniknione – narkotyki. Przez nie ten kraj mało się nie rozpadł kilkadziesiąt lat temu.

Realizm magiczny

Pewne historie są tak niezwykłe, irracjonalne, tak tajemnicze, że trudno uwierzyć w ich prawdziwość. Tak było w przypadku Kolumbii lat 80. i złodzieja samochodów, który stał się baronem narkotykowym. Tacy jak on rządzili krajem, bo mieli więcej pieniędzy i możliwości niż politycy, którzy zresztą uchodzili za największe zło świata. Przemyt kokainy do Stanów Zjednoczonych okazał się biznesem, który przyniósł Pablo Escobarowi bogactwo. On i inni baronowie żyli w bańce mydlanej, dopóki władze nie wypowiedziały im wojny. Przemoc, strzelaniny i niewinne ofiary stały się codziennością tego niezbyt bogatego kraju. Kolumbia spłynęła krwią.

Według magazynu Forbes, Pablo Escobar był siódmym najbogatszym człowiekiem na świecie. Kartel z Medellin, na którego stał czele, odpowiadał za 80% światowego rynku kokainy. Rocznie Don Pablo zarabiał około 20 miliardów dolarów. Problemem w pewnym momencie stało się chowanie nielegalnych pieniędzy. Skrytki były najróżniejsze, często nawet zakopywano gotówkę w ziemi, o czym później zapominano. Znane są przypadki, gdy rolnik wykopywał z pola miliony. Pieniądze czasem ulegały po prostu zniszczeniu albo były zjadane przez szczury. Ale nic dziwnego, skoro 2,5 tysiąca dolarów miesięcznie Escobar przeznaczał tylko na... gumki recepturki, którymi trzeba było wiązać forsę.

Jego macki owładnęły cały kraj. Na gigantyczną skalę przekupował urzędników, polityków i policjantów. „Plata o plomo”, czyli „srebro albo ołów” – taki wybór zostawiał ludziom. Był człowiekiem bezwzględnym, uciekającym się do najgorszych okrucieństw, ale zarazem niezwykle rodzinnym. Kiedy znudziły go pieniądze, postanowił zdobyć władzę. Escobar, jeden z największych gangsterów w historii, wymyślił sobie, że zostanie prezydentem i zbawcą Kolumbii. A ludzie go popierali, traktując jak Robin Hooda. Skoro i tak nie miał co robić z pieniędzmi, rozdawał je biednym, zyskując poparcie. I udało mu się nawet wejść do kongresu, szybko jednak zakończyła się jego polityczna kariera, gdy inni kongresmeni otwarcie mówili o jego powiązaniach z narkotykami.

Nie wszyscy woleli mieć oczy zamknięte oczy, co skończyło się wojną. Przez lata kolumbijski rząd chciał dorwać Escobara, a ten w tym czasie zdążył zabić trzech kandydatów na prezydenta i przeprowadzić atak bombowy na samolot. Sędziowie prowadzili sprawy w maskach, bojąc się pokazania twarzy. Kiedy coś mieli na Escobara, ten czyścił sobie papiery w spektakularny sposób. Raz wysadzając w powietrze cały gmach Sądu Najwyższego. Na tej wojnie tracili nie tylko rozpoznawalni, ale i niewinni ludzie.

Nic nie jest czyste

Narkotyki były też przy piłce nożnej, bo większość klubów była prowadzona przez baronów albo przynajmniej przez nich finansowana. Pieniądze przepływały przez całą nieczystą ligę. Ale takie „inwestycje” też dodawały Escobarowi popularności. Społeczeństwo zakochane w sporcie doceniało edukację trenerów czy budowę boisk ze sztucznym oświetleniem w najbiedniejszych dzielnicach. Pablo Escobar za cel postawił sobie zrobienie z Kolumbii piłkarskiego giganta. Hojności nie można mu było odmówić, ale jak we wszystkim innym stracił rachubę. To przestał być tylko sport.

Sędzia Alvaro Ortega przypłacił życiem nieuznanie gola dla drużyny Pablito w prestiżowym meczu ukochanego zespołu Escobara Atletico Nacional z America de Cali. To była konfrontacja mająca w tle walkę o wpływy – kartel z Medellin kontra kartel z Cali. Kilka godzin po meczu dwóch sicarios, czyli płatnych zabójców, posłało w kierunku Ortegi 20 kul, krzycząc: „Więcej nie będziesz oszukiwał Atletico”. Rozgrywki zawieszono, a w 1989 roku nie wyłoniono mistrza kraju. Zdarzyło się, że w jednym sezonie zamordowanych zostało ośmiu arbitrów!

Piłkarze nie kryli się z tym, że finansują ich narkobaronowie. – Swojego gola dedykuję tym, którzy nie są na wolności. Szczególnie braciom Rodriguez – mówił otwarcie reprezentant Anthony de Avila, kiedy Kolumbia awansowała na mundial w 1994 roku. Pod tamtą reprezentację niejako wylał fundamenty Pablo Escobar. Na mistrzostwa świata jechali silni, z marzeniami o medalu, ze złotym utalentowanym pokoleniem. Rok wcześniej ograli 5:0 Argentynę z Diego Maradoną. Mundial był jednak wielkim dramatem – i to dosłownie! Działacze ustalali skład za trenera, grożąc mu. Piłkarze siedzieli zamknięci w hotelu, docierały do nich tylko groźby, że jeśli nie będą wygrywać, nie będą mieli do kogo wrócić. Drugi mecz ze Stanami Zjednoczonymi grali o życie, skończyło się porażką, a samobój Andresa Escobara stał się symbolem tego nieszczęsnego mundialu, na którym nie wyszli z grupy.

– Życie na tym się nie kończy, do zobaczenia w kraju – powiedział obrońca w pomeczowym wywiadzie. Tydzień później został zabity w okolicach swojego domu. Młody mężczyzna podjechał motorem, gdy Andres wyszedł zapalić papierosa i wystrzelił do niego, krzycząc „Dzięki za samobója, sku***lu”. Kiedy dobijał ofiarę, miał jeszcze udawać żywiołowego południowoamerykańskiego komentatora i wrzeszczeć: „Gooooooool!”. Futbol nie był już odskocznią od patologii dnia codziennego, był przesiąknięty tym samym brudem, przez który strach było spacerować ulicami nie tylko Medellin.

Pablo Escobar został zabity (albo sam strzelił sobie w głowę, uciekając przed policją, są dwie wersje) rok przed tym nieszczęsnym mundialem. Pochowano go z flagą Atletico Nacional, a na pogrzeb przyszło 120 tysięcy osób. Jego śmierć zwiększyła jednak tylko podział Kolumbii. W piłce nadal rządziły łapówki, przemoc i ustawione mecze, bo inni narkobaronowie walczyli o władzę na każdym polu. Jednym z najważniejszych był właśnie futbol – duma i największa miłość narodu. Brakowało tylko sukcesów. Bo choć wygrali Copa America w 2001 roku na własnej ziemi, to okoliczności były specyficzne – Argentyna obawiała się partyzanckich działań i w ogóle nie przyjechała na turniej, a Brazylia wystawiła trzeci garnitur. Nikt nie chciał zabrać tytułu niebezpiecznym i zdesperowanym gospodarzom.

Tajemnica poliszynela

Dziś na ulicach Kolumbii jest bezpieczniej, a o tamtych czasach opowiada się jak o odległej historii. Rząd Kolumbii podjął szereg reform mających uzdrowić kraj z korupcji i narkotyków. Kiedy ostatnio dopytywałem o to Manuela Arboledę, upierał się, że to dawno za nimi, a ja wracam do dawnej, czarnej historii. A to przecież działo się 30 lat temu. – Nasz futbol jest czysty. Kiedyś rzeczywiście działo się źle, ale nie mam prawa tego pamiętać. Nie było mnie jeszcze na świecie – przekonuje Maniek. Kiedy działy się opisane wcześniej sytuacje, na świecie już był. Kolumbijczycy niechętnie rozmawiają o tym, co się działo. Albo o tym co jest nadal? Tylko nie tak perfidnie i bardziej w ukryciu. Kilku dziennikarzy, których pytałem o zdanie, wolało szukać pozytywów ich piłki niż prać brudy.

– W kolumbijskim futbolu nie ma pieniędzy z narkotyków, ani miejsca na nie – deklarował Ramoj Jesurun, czyli szef DIMAYOR, kolumbijskiego odpowiednika Ekstraklasy SA. Czy to już tylko przeszłość sprzed trzech dekad? Klub Envigado FC, w którym debiutował w gronie profesjonalistów James Rodriguez, był sponsorowany przez lokalnego handlarzami narkotykami, a dzisiejsza gwiazda reprezentacji była jego oczkiem w głowie, dlatego zadebiutowała już jako czternastolatek.

W tym klubie zawsze działy się dziwne rzeczy. Pierwszy prezes Jose Artur Bustamente został zastrzelony w 1993 roku. Z kolei Gustavo Adolfo Upegui Lopez, szef za czasów Jamesa, został skazany na 21 miesięcy za udział w porwaniu i tworzenie organizacji paramilitarnej. Do więzienia nie trafił, ale w 2006 roku został zamordowany. Dwa lata temu Envigado trafiło na Listę Clintona, czyli listę osób lub firm bezpośrednio związanych z pieniędzmi z narkotyków! Jeszcze w 2007 roku prezesem Independiente Santa Fe był Luis Eduardo Mendez Bustos, który później trafił do więzienia w Stanach Zjednoczonych, bo był łączony z Kartelem z Bogoty.

– To nieuniknione, brudne pieniądze, korupcja i wpływy z narkotyków nadal są rzeczywistością w kolumbijskiej piłce. Nie mydlmy sobie oczu – przyznaje nam Alejandro Pina z gazety „Razon Publica”. – Piłka nie jest kontrolowana przez władzę, jest niezależna, co czyni ją idealnym gruntem dla baronów narkotykowych. Porusza miliony, jest popularna, więc oni chcą w nią inwestować. To dla nich zabawka. Federacja jest biedna, więc kluby potrzebują gotówki. Nie ma na to dowodów, ale raz po raz jakieś brudy wychodzą na światło dzienne. Nikt nie chce o tym głośno mówić, Kolumbijczycy zatykają oczy i uszy, wolą żyć w przekonaniu, że wszystko jest dobrze i uczciwie, bawić się sportem – tłumaczy nam dziennikarz. Futbol w Kolumbii na pewno jest czystszy niż przed laty, ale trudno go całkowicie wydrenować z narkotykowych pieniędzy i innych problemów.

Kolumbijska piłka sama otwiera drogę do przekrętów. Żeby zagrać w tamtejszej drugiej lidze, trzeba wykupić licencję, dogadać się z innym klubem i zająć jego miejsce, nie ma możliwości po prostu awansować. To już daje pole do popisu. Juan Carlos Restrepo, ojczym Jamesa Rodrigueza, chciał zagrać ze swoim klubem Tolima Real w drugiej lidze, ale mimo wszystkich formalności nie został dopuszczony przez DIMAYOR do rozgrywek. Teraz sądzą się z władzami ligi, by wystartować w kolejnym sezonie. On twierdzi, że niedopuszczenie ich do gry to jakieś prywatne pobudki. Jak widać, na każdym kroku wypływają jakieś brudy i patologie. Ludzie wolą jednak nie widzieć problemów, skoro mają sukces. Taka to już mentalność mieszkańców Kolumbii: zawsze szukaj tej pozytywnej strony życia. Tam zawsze jest „dobrze”.

Choć trzeba przyznać, że poprawiło się o tyle, że tym razem kluby kolumbijskie triumfowały w pucharach nie dlatego, że rywale bali się przyjechać na mecz.

Oceń treść:

Average: 10 (3 votes)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne

Doświadczenie: MJ, Salvia, Acodin








  • Benzydamina
  • Dekstrometorfan
  • Diazepam
  • Etanol (alkohol)
  • Klonazepam
  • Marihuana

150dxm, 50mg benzydaminy, 375msg 25c-NBOMe, 2mg clo, 10mg diazepamu, THC, alkohol.

10:00 - Połykam 1mg clonazepamu popijając energy-drinkiem

16:00 - 10mg diazepamu leci do mojego żołądka popity pluszem activ

19:00 - Połykam 500mg benzydaminy zawiniętej w chusteczkę. Czuje się wyluzowany, bezproblemowo, efekt działania benzodiazepin. Fajnie pisze mi się z ludźmi na gg, ircu, facebooku. W tle gra telewizor i dobranocka "tomek i przyjaciele"

  • Efedryna

Postanowiłem wypróbować na sobie działanie efedryny. Jak do tej

pory ze środkami odurzającymi nie miałem do czynienia, więc

nadszedł czas coś tu zmienić (chociaż efedryna środkiem

odurzającym nie jest na pewno! :)))




  • Dekstrometorfan
  • Kodeina
  • Miks
  • Sertralina

lekkie fizyczne zmęczenie upalnym dniem, wczesny wieczór,pokój z otwartymi oknami, miło nastawiające towarzystwo siostry i to znane wielu osobom uczucie chęci by teraz było lepiej niż poprzednim razem

Nie wiem, czy powinno mnie to martwić, ale bardzo lubię to uczucie uspokojenia w ciągu dnia. To, które pozwala łatwiej mi znieść każde niepowodzenie. To, które stało się złotym zdaniem powtarzanym w myślach zawsze, gdy przypominam sobie swoją słabość. Świat może mi robić co chce, podczas gdy ja mam na niego najlepsze antidotum w postaci stwierdzenia, że dziś i tak coś sobie wezmę;) Tak było i w tym przypadku, którego zaistnienia w nie żałuję w najmniejszym nawet stopniu.