Trip, który opisuję, był moim największym duchowym przeżyciem, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Kwiecień 2021. około godz. 17:00 u mnie w domu, wrzucamy z K. po blotterze.
Policjanci zatrzymali funkcjonariusza służby więziennej z zakładu karnego w Łowiczu, podejrzanego o przyjmowanie łapówek od aresztowanych osób. Wraz z nim ujęto trzy osoby podejrzane o dostarczanie do aresztu lub rozprowadzanie w nim narkotyków.
Jak poinformowała w środę PAP nadkom. Joanna Kącka z biura prasowego łódzkiej policji, ustalono, że 37-letni strażnik od grudnia ubiegłego roku do lutego tego roku kilkakrotnie przyjął pieniądze od tymczasowo aresztowanych w zamian za udostępnienie im telefonów komórkowych. Grozi mu za to kara do 10 lat więzienia.
W tej sprawie policjanci zatrzymali trzy inne osoby, wśród nich 44-letniego podejrzanego, który przebywał w areszcie śledczym, a który za pośrednictwem telefonu kontaktował się m.in. z pozostającą na wolności 45-letnią żoną.
Ustalono, że kobieta organizowała dostawy na teren aresztu środków odurzających, które jej mąż rozprowadzał wśród osadzonych - wyjaśniła Kącka.
Funkcjonariusze więzienni wielokrotnie przechwytywali w paczkach dla aresztantów środki odurzające. M.in. w lutym zabezpieczono ukryte w golonce ponad 7 gramów marihuany. Nadawcą paczki okazała się właśnie 45-letnia kobieta. W trakcie przeszukania należącej do niej posesji pod Grodziskiem Mazowieckim funkcjonariusze znaleźli ukryte w gołębniku 128 gramów marihuany.
Do policyjnej izby zatrzymań trafił również 53-letni ojciec jednego z osadzonych, który także przemycał synowi narkotyki.
Według policji, sprawa jest rozwojowa. Funkcjonariusze ustalają, ilu aresztowanym strażnik udostępnił telefon, jakiej wysokości przyjął łapówki, od kiedy trwał ten proceder i ile narkotyków trafiło na teren aresztu.
Poprzednie tripy na kwasie bardzo pozytywne, więc nastawienie też takie. Początek tripu u mnie w domu, potem park.
Trip, który opisuję, był moim największym duchowym przeżyciem, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Kwiecień 2021. około godz. 17:00 u mnie w domu, wrzucamy z K. po blotterze.
Szczerze mówiąc, to trochę się bałem przed spożyciem tak dużej dawki piołunu. 20g używa się do produkcji pół litra absyntu, a ja wyekstrahowałem to pod ciśnieniem zapełniając tym 1 szklankę.
Ponieważ nie miałem pod ręką czystego spirytusu, postanowiłem poradzić sobie z tym, co miałem pod ręką. Do tzw. włoskiego ekspresu wsypałem 20g zmielonego na proszek piołunu. Wlałem tam piwo zamiast wody i wstawiłem na gaz. Po kilku minutach uzyskałem mętną, brązową ciecz. Zapach był tak intensywny, że aż zmrużyłem oczy odurzony parą, która wydobywała się z naczynia. Wypiłem wszystko na raz.
Ciemny pokój, późna noc.
Wszystko zaczęło się od wypadku, albo wypadek był pewnego rodzaju katalizatorem. Słoneczna pogoda, rześki, sierpniowy poranek i ja na rowerze, jadący do pracy. Ja kontra samochód.
Diagnoza: uszkodzone nerwy w ramieniu i połamany palec.
Wiare porzuciłem już dawno, ale leżąc na sorze przez moment pomyślałem, że bóg chyba na prawdę na mnie spogląda, przynajmniej od czasu do czasu.
Po wyjściu ze szpitala, po czterodniowym pobycie, mimo że ręka napierdalała jak szalona, cieszyłem się, że w końcu odetchnę od roboty.
Komentarze