Dżentelmeni nie rozmawiają o narkotykach

Guy Ritchie nakręcił film o dilerze narkotyków. Niestety, o narkotykach nie dowiemy się z niego nic ciekawego.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Narkopolityki
Łukasz Muniowski

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła. Pozdrawiamy!

Odsłony

289

Guy Ritchie nakręcił film o dilerze narkotyków. Niestety, o narkotykach nie dowiemy się z niego nic ciekawego.

Głównym bohaterem filmu Dżentelmeni jest diler marihuany. W jego roli obsadzony został Matthew McConaughey, aktor znany z klasycznych stoner movies jak Uczniowska balanga i bardzo niedoceniony Plażowy haj. Ten wybór castingowy mógłby sugerować, że Ritchie będzie chciał powiedzieć swoim nowym obrazem coś o substancjach psychoaktywnych. Okazji do tego nie brakuje – narkotyki w Dżentelmenach są wszędzie i występują pod różnymi postaciami. Niestety, widać, że przy pracy nad scenariuszem nie pojawił się nawet cień refleksji nad tym, czym właściwie są i jaką rolę pełnią w kulturze.

Dla Ritchiego nie są niczym więcej niż rekwizytem, zakazanym owocem, który kusi egzotyką. Reżyser w wywiadach unika odpowiedzi na pytania o stosunek do legalizacji konopi, mówiąc, że nie jest pewien swojego stanowiska. Wystarczy jednak spojrzeć na jego dotychczasowe filmy, żeby poznać odpowiedź. Autorowi gangsterskich komedii opłaca się narkotykowe status quo. Narkotyki to nieodzowny element półświatka, który tak upodobał sobie Ritchie. W RocknRolla pokazuje zniszczonych przez życie heroinistów. W Porachunkach cała intryga osnuta jest wokół nielegalnych upraw marihuany. W Revolverze dorzuca do mieszanki hazardzistów, a w Przekręcie rosyjskich gangsterów.

Wiesz, co się liczy

Mickey Pearson, główny bohater Dżentelmenów, jest prominentnym dilerem, mieszka w Anglii, ale pochodzi z Ameryki. Chce zostawić za sobą nielegalny biznes i cieszyć się zasłużoną emeryturą. Mickey ma talent do wszystkiego, czego się dotknie. Dostał się na Oxford, ale rzucił studia, by zająć się zarabianiem naprawdę poważnych pieniędzy, handlując ziołem. Potencjalny kupiec biznesu Mickeya, miliarder Matthew Berger (Jeremy Strong), jest pod wrażeniem przestępczej infrastruktury, ale próbuje zbić cenę, co prowadzi do serii intryg i zwrotów akcji, do których reżyser już zdążył przyzwyczaić swoją widownię w poprzednich filmach. Jak zwykle serwuje skręta z cockneya, strzelanin, pościgów, żartów śmiesznych i mniej śmiesznych.

W najnowszym filmie widać jedynie echa zmian, które dotyczą narkotyków w świecie pozafilmowym. Berger w pewnym momencie stwierdza, że cała operacja Michaela w szerszej perspektywie pozbawiona jest sensu z racji nieuchronnej legalizacji. Ritchie nie jest jednak zainteresowany tym wątkiem. Nie eksploruje tego, jak zmiany w prawie narkotykowym wpływają na filmowe postaci.

Tak samo jak jego bohaterowie czerpie korzyści z faktu, że obrót marihuaną pozostaje zakazany. Bo przecież nie ma nic bardziej nudnego niż zakup grama konopi w legalnym kalifornijskim sklepie. Gangsterskie porachunki mają dużo większy dramatyczny potencjał. Legalna uprawa konopi nie robi takiego wrażenia jak podziemna „blantacja”; powielone komputerowo niemal do granic absurdu sztuczne roślinki mają zachwycać liczbą, tworząc wrażenie imperialnej potęgi – w końcu rzecz dzieje się w Wielkiej Brytanii.

Chiński smok

Bohaterowie Dżentelmenów handlujący ziołem mają ewidentny problem z heroiną i jej użytkownikami. Traktują ich po prostu z obrzydzeniem. Gdy Ray (Charlie Hunnam), prawa ręka Mickeya, zostaje wysłany do nory heroinistów, daje im wykład o tym, jak bezsensowne jest branie tej używki, skoro jej moc uzależniająca jest tak dobrze znana. Zasuszeni i bladzi, mogą tylko słuchać błyskotliwego Raya, który zachwala zalety starych i sprawdzonych sposobów odurzania się, jak miks pół na pół z tytoniem, butelka wina i Barry White w głośnikach. Kręci nawet jointa, by pokazać młodym, jak się to robi, po czym zaciąga się kilka razy i wyrzuca go do zlewu. Widocznie wypicie całej butelki whisky nie jest czymś strasznym, ale do marihuany lepiej podchodzić ostrożnie, kilka buszków wystarczy.

W innej scenie Mickey utwierdza się w przekonaniu o swojej wyższości moralnej nad chińskim gangsterem George’em, który handluje heroiną. Zarzuca mu i jego produktowi, że „niszczą świat”. Jego monolog zestawiony jest z obrazkami przedawkowania nastoletniej dziedziczki Laury, którą Ray dopiero co wyciągnął z meliny.

Napięcie między białymi i Chińczykami przez cały film jest trochę podejrzane. Nie dość, że Ritchie wpisał do scenariusza żałosne żarty z obcobrzmiących nazwisk, to zdaje się przypisywać im odpowiedzialność za rozprzestrzenianie się heroiny po świecie.

Konsekwentny konserwatyzm

Ritchie nigdy nie zanurza się na tyle głęboko w świat przestępczy, by podjąć choćby próbę zrozumienia swoich bohaterów i ich motywacji. Gangsterka w jego wydaniu to atrakcja w parku rozrywki, momentami efektowna i przyjemna, ale wyrzucona z pamięci zaraz po tym, gdy przejażdżka się kończy. Broń i narkotyki to wymowne rekwizyty, których wartość podnosi fakt, że nie każdy z widzów ma do nich dostęp, pewnie nawet nie każdy widział je na własne oczy.

Z kolei wszechobecność marihuany to relatywnie bezpieczna transgresja, na którą nawet establishment przymknie oko. Zatrzymanie jej w szarej strefie służy bowiem zbyt wielu stronom. Dżentelmeni to film, który działa, dopóki świat w nim przedstawiony spowity jest aurą tajemniczości. Kiedy dojdzie już do tej legalizacji rynku konopnego, w sprawie której Ritchie wciąż nie wyrobił sobie zdania, jego filmowe dzieła bardzo niekorzystnie się zestarzeją.

Oceń treść:

Average: 8 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne
  • Kratom
  • Pierwszy raz

Wyjazd do Holandii, koniec upalnego lata i całkiem miłe towarzystwo na codzień.

Jako że na tej stronie nie ma jeszcze raportu o tej roślinie, postanowiłem podzielić się swoimi przeżyciami w związku z jej używaniem.

 

 

Ten test miał miejsce podczas mojego pobytu zarobkowo-rekreacyjnego w Holandii. 

Plan był taki, żeby spędzić w kraju tulipanów miesiąc, pracując dwa tygodnie i dwa tygodnie wydając zarobione pieniądze.

 

 

I tak oto w momencie gdy miałem zacząć już wydawać te uciułane pareset euro w naszym domku pojawił się nowy współlokator. 

  • Marihuana
  • MDMA (Ecstasy)
  • Pierwszy raz

Bardzo wysoki poziom ekscytacji związany z pierwszą próbą, lekko zdenerwowana. Pełna pozytywnego nastawienia i gotowa na przeżycie.Towarzystwo bardzo bliskiej osoby, Di. Miejsce - mój pokój. Lekkie obawy o zmarnowanie potencjału pigułki w związku z przebywaniem w pokoju.

Ekstazy - jak sama nazwa sugeruje - dostarcza niesamowitych wrażeń. Dobrej jakości, czysty towar zapewnia naprawdę euforyczną, nieoczekiwaną i niespodziewaną podróż w głąb siebie. W głąb czystej przyjemności duchowo fizycznej. A to wszystko za cudownym połączeniem amfetaminy i syntetycznej meskaliny, razem tworzących niesamowicie zgrany duet.

Miejsce akcji - mój pokój

Czas akcji - noc z soboty na niedzielę (5-6.07)

Czas trwania - około 4-5 godzin

Osoby towarzyszące - Di

Sposób zażycia i wielkość dawki - doustnie, 125 mg (pół tabletki).

  • Grzyby halucynogenne
  • Pozytywne przeżycie

Własne mieszkanie godzina 23.00, trzech dobrych znajomych. Pół mrok świeczki lampa w rogu pokoju. Okna pozasłaniane kotarami. Wygodne kanapy, fajki zapalniczka tabaka wszystko przy sobie. Dobrze mieć rzeczy przy sobie.

Trip report przeniesiony z forum hyperreal.info.

 

23.00 – Dzielimy grzyby i zaczynamy konsumpcje, początkowy pomysł na robienie zapiekanek został odrzucony. Grzyby zostały bezpośrednio przeżute i połknięte. Z głośników leci seta Infected Mushroom - Open KaZantip 16.

{Świetny set. Powinien być hymnem wszelkiej maści anarchistów idealnie oddaje emocje na grzybach. Wyraża bunt, drwi ze świata i życia.}

  • Etanol (alkohol)
  • Marihuana
  • Marihuana
  • Miks

nastawienie pozytywne, oczekiwanie na chillout, totalną głupawę, a może nawet jakieś kreatywne akcje. po zażyciu: chwilowa euforia pomieszana z natłokiem problemow

Niejednokrotnie miałem doczynienia z marihuaną, nigdy natomiast nie doświadczyłem fajnej fazy. Zazwyczaj kończyło się na braku fazy lub totalnej, niemiłej zamule. Zawsze natomiast zachwycają mnie smaki i to chyba o nich bedzie w tym tripie najwiecej.

Dzień wolny, 2g które od dawna czekały na swoją kolej. Jako jedyny z 3 osobowej ekipy kiedykolwiek paliłem, dbam o to, by nowi przezyli to jak najlepiej.