Gdzie jesteśmy po dziesięciu latach wojowania z narkotykami?

ONZ powoli orientuje się, że „świat wolny od narkotyków” nie istnieje. Chciałoby się to skomentować słowami: dlaczego tak późno? Ale to w zasadzie wiemy.

Tagi

Źródło

Krytyka Polityczna
Jan Smoleński

Odsłony

2015

ONZ powoli orientuje się, że „świat wolny od narkotyków” nie istnieje.

Chciałoby się to skomentować słowami: dlaczego tak późno? Ale to w zasadzie wiemy. Winna jest tu tzw. deklaracja polityczna – dokument przyjęty w 2009 roku przez oenzetowską Komisję Środków Odurzających (CND). Zawiera on „zintegrowaną i zbalansowaną” strategię walki ze „światowym problemem narkotykowym”. W skrócie – chodziło o globalną redukcję produkcji, obrotu i konsumpcji nielegalnych substancji psychoaktywnych po to, aby zredukować związaną z narkotykami przestępczość. Cały dokument napisano w zasadzie w duchu prohibicji i jego celem był „świat wolny od narkotyków”.

Ta sama deklaracja ustaliła 2019 rokiem ewaluacji postępu. Jakie są wnioski po dziesięciu latach? Cóż, nawet jeśli chęci były dobre, to wybrukowano nim piekło. I to dosłownie.

WIĘCEJ DRAGÓW, WIĘCEJ SZKÓD…

Porażką okazała się prohibicyjna taktyka wpisywania coraz to nowych środków na listę substancji zakazanych. Powód był prosty: w odpowiedzi na wydłużanie listy na rynku pojawiały się nowe narkotyki i ich mieszanki. Nowe substancje były mocniejsze, gorzej przebadane i przez to groźniejsze.

Użytkownicy uciekali się również do domowej produkcji narkotyków. W ten sposób na rynek trafiły metamfetamina i krokodil. Ta pierwsza wywołała epidemię, którą przyćmiła dopiero koszmarna w skutkach epidemia opioidów. Ten drugi to syntetyczny opioid domowej roboty, popularny zwłaszcza w Rosji. Jego nazwa pochodzi od tego, że jest tak toksyczny, że niemal dosłownie pożera ciało użytkowników, zostawiając same kości (sceptykom proponuję zajrzenie do internetu, ale na własną odpowiedzialność). Wiele wskazuje na to, że kraj wyniszcza też epidemia HIV/AIDS napędzana między innymi restrykcyjną polityką narkotykową oraz całkiem legalny alkohol zabijający głównie mężczyzn na prowincji.

Epidemia opioidów w USA, która, jak wspomniałem, przyćmiła problem metamfetaminy, przyszła z niespodziewanej strony, mianowicie przemysłu farmaceutycznego, a konkretnie firmy Purdue Pharma. Purdue wyprodukowała OxyContin, syntetyczny opioid przeciwbólowy, a potem zalecała jego przepisywanie nawet na średnie dolegliwości bólowe. Jako że „zalecenia” nierzadko były powiązane z korzyściami dla lekarzy, przepisywanie ich stało się dość powszechne.

Po tym, jak już nie dało się tuszować kolejnych „pojedynczych przypadków” przedawkowań opioidów na receptę, zaostrzono przepisy, utrudniając nielegalny handel lekami przeciwbólowymi, głównie wprowadzając kary więzienia. To z kolei zmusiło użytkowników do sięgnięcia po heroinę, a producentów do wprowadzenia na rynek nowych substancji, w tym szalenie niebezpiecznego i uzależniającego fentanylu. Codziennie w USA z powodu przedawkowań opioidów umiera kilkadziesiąt osób.

…I WIĘCEJ KRWI

Sytuacja nie poprawiła się również w kwestii przemocy związanej z przestępczością narkotykową.

W Ameryce Środkowej szaleje wojna narkotykowa. Zaczęła się ona jeszcze w 2006 roku: Felipe Calderon wygrał meksykańskie wybory prezydenckie tak niewielką liczbą głosów, że nie był w stanie odeprzeć oskarżeń o fałszerstwo inaczej, niż inicjując walkę z przestępczością narkotykową, angażując do tego również armię.

Kartele, kiedyś zajmujące się głównie przemytem narkotyków, rozszerzyły swoją działalność o porwania dla okupu. Skorumpowały przy tym polityków lokalnych, stanowych i centralnych, mordowały (i dalej mordują) dziennikarzy i działaczy praw człowieka. Swoich członków rekrutują nie tylko spośród biedoty, ale też spośród policji i oddziałów specjalnych trenowanych przez armię USA do walki – a jakże! – z kartelami.

El Chapo Guzmán, szef niesławnego kartelu Sinaloa, co prawda siedzi w amerykańskim więzieniu, ale prawda jest taka, że wpadł przez własną głupotę, gdy próbował załatwić nakręcenie filmu o swojej skromnej osobie.

W samym Meksyku życie straciło ponad 150 tysięcy osób – choć niewykluczone, że są to zaniżone statystyki i nie biorą pod uwagę liczby osób zaginionych. Ale obecnie przemoc w całym regionie jest tak powszechna, że mieszkańcy Gwatemali, Hondurasu czy Salwadoru ryzykują śmierć – często brutalną i bolesną z rąk kontrolujących Meksyk karteli – by uzyskać status uchodźców w USA.

Na drugim końcu świata prowadzona przez Rodrigo Duterte filipińska „wojna z narkotykami” – albo lepiej: masakra wszystkich podejrzanych o sprzedawanie, posiadanie lub zażywanie narkotyków – pochłonęła wiele tysięcy ofiar. Ile dokładnie? Nie wiadomo, bo szacunki rządowe mówią o niewiele ponad pięciu tysiącach zabitych, podczas gdy opozycja mówi o 20 tysiącach.

ZA MAŁO, ZA PÓŹNO

Polityka narkotykowa oparta na prohibicji i karaniu poniosła porażkę.

Nie jest tak, że sytuacja nie poprawiła się nigdzie. Lepiej jest tam, gdzie już dawno zaczęto odchodzić od modelu prohibicjonistycznego. Najlepszym przykładem jest Portugalia, w której zdekryminalizowano posiadanie narkotyków. Co prawda początkowo spożycie nielegalnych substancji psychoaktywnych wzrosło, ale niewiele i szybko się ustabilizowało. Spadły przy tym też liczba przedawkowań i przestępstw z użyciem przemocy związanych z narkotykami.

Rada Dyrektorów, rekomendując dekryminalizację narkotyków, odrobiła portugalską lekcję, ale do jej implementacji droga jeszcze daleka. Szczyt oenzetowskiej Komisji Środków Odurzających, który odbył się w Wiedniu przed dwoma tygodniami, nie zakończył się rekomendacją dekryminalizacji. Wiele wody upłynie w Wiśle i Dunaju, zanim do tego dojdzie, bo młyny biurokracji ONZ mielą bardzo powoli. Nie pomogą w tym przepychanki między różnymi krajami, które nie zawsze mają wiele wspólnego z polityką narkotykową.

Problem polega na tym, że dekryminalizacja, nawet jeśli do niej dojdzie, może się okazać działaniem zbyt nieśmiałym. Niewykluczone, że zakończenie wojny narkotykowej w Ameryce Środkowej będzie wymagało nie dekryminalizacji, a legalizacji rekreacyjnego używania narkotyków, w tym kokainy. Uporanie się z epidemią opioidów może wymagać przepisywania heroiny na receptę.

Oceń treść:

Average: 9 (12 votes)

Komentarze

Rumak (niezweryfikowany)

Ciekawe co ta banda śmiecia kombinuje. Od przynajmniej 60 lat umożliwiali przedostawanie się narkotyków ze wschodu na zachód i odwrotnie, a teraz zebrało się im na troskliwość? Może faktycznie już czas na tę słynną Somę.

Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan
  • Marihuana
  • Metoksetamina
  • Miks
  • N2O (gaz rozweselający)

Set: pozytywny, zasłużyłem na ten trip. Setting: nieduże dwupokojowe mieszkanie, większość tripa w łazience. Timing: połowa 2011.

Jest czwarta po południu. Na biurku w małym woreczku leży pół grama metoksetaminy z dobrego źródła,  czystości, jak twierdzą, 99.2%. O tym, że będzie okazja pierwszy raz popróbować tego specyfiku wiedziałem od dwóch miesięcy. Żona z małą przez tydzień u rodziny, rzadko zdarzająca się okazja na odrobinę psychonautycznej eksploracji. Wątki metoksetaminowe na HR, bluelight i drugs-forum rozczytane, dawki oszacowane, efekty w teorii poznane. Plan taki, żeby zacząć od 30-35mg, żeby upewnić się, że ogarniam efekty. Mając sporo doświadczenia z DXM, zakładam że to będzie lajcik.

  • Klonazepam
  • Pierwszy raz

W miare dobry humor,popołudnie w domj

 

Wstęp

Na sam początek napisze że kontakt z benzo miałem nie raz,aczkolwiek kusiło spróbować tego sławnego klona,udało sie zdobyć,Nie spodziewałem sie fajerwerek

Ale do rzeczy

 

15:10 wrzucam pierwsze 0.5 i czekam na efekt

  • Inne
  • Kodeina
  • Pierwszy raz

mój dom, godzina 11.45, próbuje po raz pierwszy, ogólna ekscytacja nowym dla mnie wynalazkiem

Kilka dni wcześniej myślałem już o spróbowaniu kodeiny. Tego dnia kończyłem zajęcia dużo szybciej niż zwykle i postanowiłem zaopatrzyć się w paczuszkę antidolu. Pani w aptece bardzo miła, wymownie uśmiechnęła się gdy poprosiłem o lek. Zapłaciłem, wyszedłem i udałem sie prosto do domu.

11.20