REKLAMA

Do czego ZSRR potrzebował narkotyków

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Rzeczpospolita
Robert Cheda

Odsłony

1072

Inżynieria społeczna ZSRR nie mogła się obejść bez farmakologii, którą komuniści twórczo zapożyczali od swych kapitalistycznych wrogów. Radzieckie narkotyki wykorzystywano nie tylko na wojnie, ale też w wielu innych dziedzinach życia.

Narkotyki od dawna służyły człowiekowi w walce z fizycznymi i psychicznymi cierpieniami. Taki zbawienny z pozoru, ale zgubny w rzeczywistości wpływ na organizm człowieka wzbudzał zainteresowanie wojskowych. Marzenia o posłusznej, a zarazem niezwyciężonej armii przyczyniły się w największym stopniu do masowego rozpowszechnienia narkotyków traktowanych jako idealne psychostymulatory. Już Aleksander Wielki doceniał rolę opium. Na jego rozkaz hoplici greckiej falangi wdychali przed walką dym ze specjalnych makowych kulek, uodparniając się na ból po odniesionych ranach. Cały szlak tego niezwyciężonego zdobywcy znaczyły pola makowe uprawiane specjalnie z jego rozkazu. Ale dopiero era nowożytna, wraz z rewolucją przemysłową i odkryciami w dziedzinie chemii, przyniosła upowszechnienie narkotyków w skali globalnej.

Bohaterowie uzależnieni od morfiny

Zaczęło się od wojny prusko-francuskiej w 1870 r. Niemieccy sztabowcy zastanawiali się intensywnie nad zwielokrotnieniem zdolności armii do błyskawicznych długich przemarszów gwarantujących uzyskanie strategicznej przewagi nad nieprzyjacielem. Początkowo stawiano na przemysł spożywczy, który zaproponował tzw. grochową kiełbasę, tj. mieszankę mączki grochowej, słoniny i łoju, jednak ta zamiast dodawać żołnierzom potrzebnej energii, przyprawiała ich o rozstrój żołądka. Wtedy do akcji wkroczył przemysł chemiczny, z ówczesnym know-how, czyli morfiną. Narkotyk usuwał zmęczenie i poprawiał koncentrację, dlatego kolumny pruskich piechurów nie tylko błyskawicznie rozpełzły się po Francji, zamykając przeciwnika w twierdzach, ale mimo wielokilometrowych przemarszów były zdolne do zwycięskich ataków. Był to skutek rozkazu sztabu generalnego, aby wojskowi lekarze nie szczędzili podopiecznym morfinowych zastrzyków. I wszystko zakończyłoby się dobrze, gdyby nie równie szczodre skutki uboczne: do Niemiec powróciły tysiące bohaterów uzależnionych od morfiny. Symptomy i skala zjawiska były tak widoczne, że początkowo medycyna określiła nowy rodzaj schorzenia jako chorobę wojskową.

A dalej historia potoczyła się niemal automatycznie, bo na pruski patent odpowiedziała Francja marząca o militarnym rewanżu. Tamtejsi chemicy zaczęli eksperymentować z orzeszkami cola używanymi powszechnie przez tubylców afrykańskich kolonii. Wydestylowany ekstrakt dodano do sucharów, którymi w Algierii żywiła się Legia Cudzoziemska. Efekt przerósł oczekiwania, gdy jeden z regimentów pokonał w rekordowym czasie odległość 70 km i mimo panującego upału był gotowy do marszu w drogę powrotną. Niestety, z wynalazku trzeba było zrezygnować, gdy okazało się, że efektem ubocznym regularnego spożywania narkotyku jest niekontrolowana agresja połączona z seksualną nadpobudliwością, co w dłuższej perspektywie przyniosłoby armii efekt odwrotny od zamierzonego.

Ale mleko już się rozlazło i zarówno morfina, jak i cola trafiły na rynek cywilny. Oba psychotropy były dostępne w powszechnej sprzedaży oraz reklamowane przez apteki jako panaceum na wszystkie choroby. Co więcej, narkotyk francuski został wykorzystany przez przemysł spożywczy w postaci specjalnego trunku pod nazwą „wino-cola". W tym samym czasie lekarze i chemicy starali się pomóc uzależnionym od morfiny. Efektem ich pracy stał się nowy środek – kokaina uważana za nieszkodliwy zamiennik, a zatem bezpieczny lek. Europa weszła w I wojnę światową z kokainą, którą wielomilionowe armie wciągały nader chętnie, bo nowy środek oprócz efektów znanych morfinistom przytępiał strach przed śmiercią, co ułatwiało okopowe życie w skrajnych warunkach. Ponadto narkotyk poprawiał refleks i koncentrację, dlatego rozpowszechniał się szybko w nowych rodzajach wojsk – flocie podwodnej i lotnictwie. Najbardziej znanym kokainistą był ówczesny as myśliwski Luftwaffe – Hermann Göring.

Kokainę produkował na masową skalę przemysł amerykański, a dostawy narkotyku trafiały w potężnych ilościach także do Rosji. Jednak wschodni sojusznik Ententy w charakterystyczny dla siebie sposób udoskonalił działanie psychostymulatora. Na początku wojny car Mikołaj II wprowadził w armii prohibicję, dlatego wojsko radziło sobie, jak tylko mogło. Na froncie kaukaskim (tureckim) armia masowo paliła opium i haszysz. Ale najbardziej piorunującym wynalazkiem na froncie zachodnim okazał się „okopowy koktajl" – kokaina rozpuszczona w przemycanym spirytusie. Z takim wynalazkiem Rosja wkroczyła w wojnę domową i na efekty nie trzeba było długo czekać. Wzajemne okrucieństwa przeszły do historii, podobnie jak dokonywane pod wpływem „okopowego koktajlu" słynne ataki psychologiczne oficerskich batalionów białej armii, które szły w zwartych kolumnach na karabiny maszynowe czerwonych. Portal Narkotyki.ru wykazał nawet wyższość rosyjskiego patentu narkotykowego. Konfrontacja miała miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym podczas lokalnego konfliktu Boliwii i Paragwaju o tereny roponośne. Armia paragwajska dowodzona przez rosyjskich oficerów – emigrantów (i pojona mieszanką wódki z kokainą) rozbiła boliwijskie siły zbrojne, które ograniczały się do żucia liści koki.

Prawdziwy rozkwit wykorzystania narkotyków nastąpił jednak w ZSRR. Na początku lat 20. XX w. zażywanie morfiny i kokainy we flocie bałtyckiej było tak powszechne, że na okrętach powstawały oficjalne organizacje narkomanów przeprowadzające regularne „odprawy", na których nie tylko zbiorowo przyjmowano narkotyki, ale także zapewniano zorganizowane dostawy środka niezbędnego do życia. Narkotyki zdobyły także popularność w bolszewickich elitach władzy. Według rosyjskich publicystów niespożyta energia szefa WuCzeKa „Żelaznego Feliksa" Dzierżyńskiego mogła być efektem stałego przyjmowania narkotyków. Zagorzałymi kokainistami byli z całą pewnością kolejni szefowie NKWD – Gienrich Jagoda i Nikołaj Jeżow. Dowodem na to jest tajna notatka centralnego komitetu partii bolszewickiej z 1926 r., w której żądano nieprzerwanego zaopatrzenia kremlowskiej apteczki w ampułki z morfiną i kokainą w celu „zwiększenia odporności na stres i podniesienia wydajności pracy". W narkotykach lubowała się również bohema artystyczna, szczególnie w okresie NEP (Nowej Ekonomicznej Polityki). Do żargonu towarzyskiego weszło określenie „przypudrować sobie nos", z jakim artyści płci obojga udawali się do toalet teatrów i restauracji, aby „wciągnąć kreskę" kokainy. Kraj Rad nie poprzestał oczywiście na kopiowaniu kapitalistycznych preparatów psychotropowych.

Laboratorium nr 13

Prace nad udoskonaleniem istniejących psychostymulatorów zapoczątkował NKWD na początku lat 30. XX w. Mogłoby się wydawać, że głównym zadaniem chemików było wytwarzanie niewykrywalnych trucizn, używanych następnie przez sowieckich agentów do likwidacji przeciwników politycznych. To także prawda, bo akurat w tej dziedzinie niezwykłe efekty uzyskali dwaj kolejni szefowie osławionego speclaboratorium nr 13 – Gleb Bokij i Grigorij Majranowski. Ostatni chwalił się publicznie, że za pomocą jego substancji uśmiercono w zamachach co najmniej 50 osób. Drugim równie ważnym obszarem badawczym było wynalezienie „tabletki prawdy", narkotyku użytecznego w prowadzeniu przesłuchań. W efekcie tych prac powstał związek nazwany fenominem, stanowiący pochodną amfetaminy. Niestety, nie przyniósł efektu „rozwiązania języka", czyli braku kontroli nad wypowiadanymi myślami. Zamiast tego fenomin działał pobudzająco, wzmacniał siłę fizyczną i ograniczał strach, czego dowiodła seria eksperymentów nad więźniami Gułagu. Wobec tego narkotyk wykorzystano w działalności agenturalnej jako środek wspomagania ekip zabójców i szpiegów. Przed samą wojną fenomin i efedryna weszły w wyposażenie grup dywersyjnych i specjalnych NKWD, jednak dopiero atak Hitlera na ZSRR otworzył szerokie pole do wojskowego zastosowania narkotyków.

Po raz pierwszy żołnierze otrzymali preparaty w grudniu 1941 r. podczas kontrofensywy pod Moskwą. Efekt okazał się na tyle zadowalający, że oba narkotyki podawano najprawdopodobniej karnym batalionom dokonującym samobójczych ataków na pozycje niemieckie. Zażywały je także oddziały zaporowe przeznaczone do hamowania paniki we własnych szeregach, które zatrzymywały uciekających ogniem broni maszynowej. Jeśli chodzi o formę podawania, to powrócono do praktyki I wojny światowej, mieszając fenomin i efedrynę z przydziałowymi 100 gramami wódki lub spirytusu. Wykorzystanie środków psychotropowych propagowało radzieckie środowisko medyczne. Czasopismo „Sowietskaja Miedicina" z 1943 r. wzywało do szerokiego stosowania fenominu na froncie „w celu podwojenia wysiłków w walce z hitlerowskim najeźdźcą – za Stalina i Ojczyznę". Zresztą nie ograniczano się tylko do własnej produkcji, ponieważ w latach 1942–1945 do ZSRR płynęły ogromne ilości czystej amfetaminy wytwarzanej przez zachodnich aliantów. Tam z kolei narkotyki były używane przez załogi lotnictwa strategicznego, które dokonywały wielogodzinnych, często nocnych misji bombowych nad Niemcami i okupowaną Europą. Według współczesnych danych rosyjskich ZSRR uzyskał w ten sposób kilkadziesiąt milionów tabletek amfetaminy, które rozdzielano wśród radzieckich czołgistów, lotników i marynarzy okrętów podwodnych.

Na skutki uboczne nie trzeba było długo czekać. Jesienią 1945 r. przez cały kraj przetoczyła się fala napadów na apteki i składy farmaceutyczne. Wyniki śledztwa były jednoznaczne: bandyci interesowali się tylko dwiema kategoriami leków – środkami psychotropowymi i nowinką tych lat – penicyliną. Był to jasny sygnał, że wśród zdemobilizowanych żołnierzy znajdują się setki tysięcy narkomanów. Można jednak uznać, że było to następstwo stanu wyższej konieczności wojennej, tym bardziej że strona przeciwna także używała środków psychotropowych na masową skalę. Ale tuż po wojnie ZSRR przejął doświadczenia niemieckie i wykorzystał je w celach „pokojowej" inżynierii społecznej.

Pancerna czekolada

Prawdę powiedziawszy, to hitlerowskie Niemcy zajmowały pozycję lidera w badaniach nad nowymi preparatami psychotropowymi. Od września 1939 r. w niezbędniku każdego niemieckiego żołnierza znajdował się narkotyk znany pod nazwą pervitin. Ponadto od 1942 r. siłom zbrojnym dostarczano także „Panzerschokolade", tj. czekoladę pancerniaków, której istotnym składnikiem był ten sam narkotyk. Pervitin działał podobne jak amfetamina, ale miał poważniejsze skutki uboczne. Lekarze przestrzegali Hitlera, że regularne stosowanie preparatu w dłuższej perspektywie osłabia, a nie wzmacnia siłę żołnierzy oraz powoduje głębokie uzależnienie. Führer nie przyjmował jednak uwag do wiadomości. Może dlatego, że sam był silnie uzależniony od narkotyków? Po wojnie okazało się, że codziennie przyjmował mieszankę amfetaminy, kodeiny, belladony i strychniny. Tymczasem uzależnieni żołnierze Wehrmachtu pisali z frontu rozpaczliwe listy do rodzin, z błaganiem o przysłanie dodatkowych tabletek pervitinu, bo racja wojskowa już nie wystarczała. Wiadomo także o hitlerowskich eksperymentach nad preparatem D-9 z udziałem więźniów obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Nowy narkotyk został opracowany na potrzeby marynarki wojennej i miał umożliwić maksymalną koncentrację załóg okrętów podwodnych w czasie nie mniejszym niż cztery doby. Według świadków nieludzkich badań więźniowie, którym podano preparat, byli w stanie maszerować nieprzerwanie przez 72 godziny z pełnym wojskowym wyposażeniem. Po czym umierali z powodu zatrzymania akcji serca.

Takie właśnie wyniki eksperymentów przejęła specjalna komisja, na czele z Grigorijem Majranowskim, która przetrząsała radziecką strefę okupacyjną w poszukiwaniu przydatnych narkotyków i ich twórców. W każdym razie sowiecki przemysł chemiczny szybko poradził sobie z syntezą, a następnie szeroką produkcją pervitinu, który okazał się środkiem znacznie skuteczniejszym od dotychczas wykorzystywanych preparatów własnych. Pozostaje tylko pytanie, w jakim celu władze szeroko rozpowszechniały ten narkotyk, i to po zakończeniu wojny. Publicystyka rosyjska odpowiada potrzebą stworzenia tytana pracy i odbudowy zniszczonego kraju. Dlatego na przełomie lat 40. i 50. lekarstwa na bazie pervitinu i fenominu znalazły się we wszystkich aptekach, w wolnej sprzedaży, reklamowane jako środki przeciwko przeziębieniu. Kolekcję uzupełniała nalewka z opium łagodząca niestrawność. Mało tego, wydawane ówcześnie czasopismo popularnonaukowe „Obszczaja Chimia" zamieszczało sposoby domowej produkcji narkotyków na bazie tak dostępnych odczynników jak ocet i fosfor. Natomiast w dokumentacji przemysłu spożywczego znalazły się ślady specyficznej działalności piekarskiej. Okazuje się, że w robotniczych rejonach wielkich miast i centrach przemysłowych wśród składników chleba znalazły się konopie indyjskie mające wpływ na wytwarzanie przez ludzki organizm endorfin zwanych hormonem szczęścia. Takie i podobne praktyki masowego stosowania narkotyków trwały przynajmniej do 1968 r., kiedy to państwo zlikwidowało narkotyczny raj, wycofując rygorystycznie pervitin i fenomin. Nie oznacza to, że nie wprowadzało w zamian innych, dotąd nieznanych psychotropów. W 1962 r. ośrodki badawcze w Czycie i Kijowie rozpoczęły eksperymenty z LSD. Dwa lata później podjęto całkiem poważną próbę wykorzystania LSD jako farmakologicznej podpory w terapii antyalkoholowej. I rzeczywiście w krótkim czasie narkotyk wypierał u leczonych głód alkoholowy, jednak jak zwykle w dłuższej perspektywie u alkoholików pojawiały się skutki uboczne: psychozy i stany depresyjne prowadzące w końcu do fali samobójstw.

Narkotyki nie ominęły także kołchozów, można więc powiedzieć, że radziecka medycyna skutecznie zeszła pod strzechy. W latach 70. w rejonach wiejskich zaobserwowano znaczne użycie lekarstwa o nazwie medandrostenol. Środek wspomagający naturalną odporność organizmu rozpowszechnił się szczególnie wśród kołchoźnic wykonujących często bardzo ciężkie prace fizyczne. Okazało się, że lek jest w istocie środkiem dopingowym opracowanym dla radzieckich lekkoatletów bijących światowe i olimpijskie rekordy. Jego stosowanie wspomagało produkcję męskich hormonów i wzrost fizycznej siły. Nic dziwnego, że kołchoźnice przyjmujące preparat nabierały cech męskich, i to bardzo dosłownie, bo z czasem upodobniały się do mężczyzn zewnętrznie. Przyczyna pojawienia się medandrostenolu w ogólnodostępnej sprzedaży była typowo radziecka. Raz uruchomiona produkcja przybrała masowy charakter i podaż przewyższała popyt sportowców, wobec tego preparat skierowano do wszystkich aptek, a lekarze otrzymali polecenie szerokiego propagowania nowego leku. Jednak słychać także opinie, że była to akcja państwa podporządkowana celom globalnego konfliktu. Otóż lek zalecano kobietom specjalnie, ponieważ w przypadku zmobilizowania mężczyzn do armii to one musiałyby zająć ich stanowiska pracy.

Odrażającym obszarem polityki ZSRR było użycie środków psychotropowych do zwalczania ruchu dysydenckiego. Lata 70. XX w. to era przymusowego „leczenia" psychiatrycznego osób myślących inaczej niż bolszewicki system. Dlatego radziecka medycyna zintensyfikowała badania nad tzw. serum prawdy. Jej istnienie ujawnili poeta Władimir Bukowski i obrończyni praw człowieka Natalia Gorbaniewska, którzy zostali poddani zbrodniczym eksperymentom. Oprawcy używali wobec więźniów podawanego przymusowo preparatu o nazwie galopirydol stosowanego w leczeniu ostrej schizofrenii. Wywoływał on stany fizycznego i psychicznego otępienia, które dysydenci musieli znosić miesiącami, a nawet latami. O tym, jak okrutna była to metoda, świadczy strach przed galopirydolem, jaki utrzymywał się u więźniów do końca życia. Natalia Gorbaniewska zdecydowała się ujawnić prawdę dopiero po wyjeździe z ZSRR. Przymusowe narkotyzowanie wywołało falę oburzenia zachodniej opinii publicznej, a ZSRR przerwał te niecne praktyki. Jednak nie z powodu krytyki, ale z braku realnych efektów.

Wydawałoby się, że w ZSRR nie było straszniejszego przykładu wykorzystania farmakologii. Niestety, ofiarami eksperymentu lat 70. padły radzieckie gimnastyczki. By zmylić kontrolę antydopingową, lekarze decydowali się na zabieg zapłodnienia sportsmenek, które następnie zmuszano do aborcji tuż przed zawodami. Wtedy kobiecy organizm produkował w naturalny sposób męskie hormony, które dodawały sił i pomagały zdobywać medale... Radziecka medycyna cały czas skrywa przed nami swoją prawdziwą historię.

Oceń treść:

Average: 7.3 (15 votes)
randomness