On dawał siebie innym

Kilkanaście tysięcy ludzi z całej Polski pochyliło się wczoraj nad trumną Marka Kotańskiego. Pogrzeb odbył się na warszawskich Powązkach

Anonim

Kategorie

Źródło

Życie Piątek 30 sierpnia 2002

Odsłony

4360
Na uroczystości żałobne przyjechali przedstawiciele ośrodków Monaru z całej Polski. Nie zabrakło tych, którym Kotański pomagał i tych, którzy pomagali wraz z nim: Janiny Ochojskiej, s. Małgorzaty Chmielewskiej, ks. Arkadiusza Nowaka. Tłumnie przyszli też warszawiacy.

Charyzmatyczny świecki


Mszę odprawiano w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu z którym kiedyś związany był ksiądz Jerzy Popiełuszko. - Ten kościół jest symbolem zwycięstwa dobra nad złem. A liczba uczestników tego zgromadzenia pokazuje, że odszedł od nas człowiek niezwykły - mówił biskup Piotr Jarecki. Wśród zgromadzonych wyróżniali się ubrani w czarne koszulki - z wizerunkiem Kotańskiego i napisem "Daj siebie innym" - pensjonariusze domów Monaru. - Powiedziano o nim kiedyś, że był charyzmatycznym świeckim, kapłanem miłosierdzia. Nie da się bez wiary zrozumieć, dlaczego odchodzi akurat wtedy, gdy w Polsce papież wzywa do miłosierdzia - mówił biskup Jarecki.

Kto pomoże...


Trumnę z ciałem Kotańskiego odwieziono na cmentarz na platformie czarnej ciężarówki. Otaczały ją wieńce, z których największy ułożono z czerwonych róż. Na lawecie stali podopieczni Kotańskiego z jego zdjęciami. W kondukcie ulicami Warszawy przeszło kilka tysięcy ludzi.
Jeszcze przed mszą żałobną koło trumny wystawiono księgę pamiątkową. "Kto będzie teraz pomagał ludziom", "Matki uratowanych dziękują Ci", "Nikt Cię nie zastąpi" - to najczęściej powtarzające się wpisy.
- Nie ma obawy o to, że Monar się rozpadnie. Paradoksalnie, czujemy się jeszcze bardziej zjednoczeni. Marek chciałby, żeby Monar dalej istniał - powiedział "ŻYCIU" Maciek Michalski z Monaru.

168 domów Monaru


W tej chwili ośrodki pomocy stworzone przez Marka Kotańskiego obejmują pomocą około 12 tysięcy ludzi. - Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, ile w tej chwili jest ośrodków. To się ciągle zmieniało - opowiada Michalski. Są wśród nich domy samotnej matki, domy dla uchodźców, dzieci z rodzin patologicznych, narkomanów i bezdomnych.
- Kotański był człowiekiem, który przekraczał siebie. Ciągle mu było za mało domów pomocy, za mało osób, którym pomógł - mówił bp Jarecki.
Terapia grupą
Metoda wychodzenia z narkomanii opracowana przez Kotańskiego polega na tworzeniu społeczności terapeutycznej - domu, w którym pensjonariusze i terapeuci tworzą jedną grupę rozwiązującą swoje problemy.
Pracownicy Monaru mówią, że daje ona rewelacyjne efekty: zaleczalność trwała narkomanii (jest to choroba nieuleczalna, o zaleczeniu mówi się, gdy przez pięć lat od wyjścia z ośrodka pacjent nie bierze narkotyków) przy metodach stosowanych w Monarze wynosi ok. 20 proc. (co piąta osoba wychodzi z narkomanii). Inne metody mają 10-12 proc. skuteczności.
Dzisiaj pracownicy Monaru nie potrafią powiedzieć, ile osób przewinęło się przez 30 lat pracy terapeutycznej Kotańskiego przez jego ośrodki. Mówią tylko, że uratowanych można liczyć w tysiącach. - On tak potrafił człowieka o glebę rzucić - opowiada jeden z podopiecznych Kotańskiego. - Ostry był. Ale jak już rzucił o ziemię, to potem pozbierał. Dobry człowiek.
Marka Kotańskiego pośmiertnie odznaczono Krzyżem Komandorskim.

Sylwia Szparkowska

Oceń treść:

0
Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne
  • Pierwszy raz

na tą podróż przygotowywałem się od długiego czasu, wstałem o godzinie 7.00 nic nie jadłem, umyłem się, założyłem czyste ubranie i poszedłem do piwnicy po "kapelusze wolności" , byłem bardzo pozytywnie nastawiony do tego dnia, wypoczęty, czyściutki za oknem super pogoda, mieszkanie posprzątane, czyli wszystko cud miód tylko kolega który przyszedł musiał szybko iść do domu :( grzyby już leżą na małym talerzyku, obok nich paczka laysów, kolega siedzi na fotelu i ogląda jakieś japońskie kreskówki :P wydawało mi się że tych grzybów jest bardzo mało, na początku miałem zjeść około 30 ale chuj zjadłem wszystko, bo myślałem że to mało, no to zaczynamy grzyby zjadłem na 2 podejścia zagryzając czipsami i zapijając wodą, spodziewałem się że będą niedobre ale w smaku nawet nawet tylko ziemia i trawa zgrzytająca w zębach (czytałem gdzieś że psylocybina dobrze rozpuszcza się w wodzie, więc wolałem nie ryzykować) trochę odrzucał ale gorsze rzeczy się jadło, no cóż teraz relaks i czekać na efekty :)

Już po około 15 min. wszystko wydawało się ciekawsze i obraz lekko falował było to bardzo przyjemne, z kolegą nadal oglądaliśmy japońskie kreskówki i śmialiśmy się jacy japońcy są pojebani żeby takie coś wymyślić :) 

po około 30 min. faza zaczęła się już porządnie rozkręcać, spanikowałem, kolega powiedział że niedługo musi spadać.

  • DMT
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Jako, że nie mogę brać niektórych substancji ze względu na SSRI, mój chłopak siedział 3 godziny szukając substancji, które na mnie zadziałają i nie zaszkodzą mi. Dlatego byłam bardzo pozytywnie nastawiona, że mnie to poruszy.

Miałam nie opisywać mojej podróży z DMT. Stwierdziłam, że mi się nie chce. Ale czuję, że muszę się gdzieś podzielić energią, podróżą, wirowaniem poza światem.

  • LSD-25


święta były u mnie w domu wyjątkowo skopane, apatia ogarniająca wszystkich i

wielka złość mamy na nas i cały świat. ale pojawiła się perspektywa $$ i

decyzja zapadła - Psychedeliczna Pasterka, transowa impreza. na zewnątrz

mokro (co to za święta bez śniegu???), pełnia... mhmm, to jest ten dzień!

dojechałem do klubu około 23 zaopatrzony w pół hoffmana i pół roleksa

(mdma), poszukałem niesamowitego znajomego który już zjadł hoffmana i po

  • Amfetamina
  • Miks

Poważne odklejenie

 

 

 

Właśie wrzucałiłem drugą pigułę gdy zadzwonił telefon. To mój dobry kolega, zaprosił mnie na urodziny.

W emkowym amoku nie śmiałem mu odmówić, nawet jeśli start imprezy był przewidziany za 16 godzin.

 

Całą noc i poranek szykowałem się psychicznie do ciężkiej podróży pociągiem która miała mnie czekać. 

Po 12-ej wyprany z energii i neuroprzekaźników, po nieprzespanej nocy i ubrany całkiem elegencko wypadłem z dość zamaszystą manierą z mojej