Cudowne "koktajle" i narkotyki. Nieznane oblicze złotej ery Hollywood

Narkotyki, używki i magiczne koktajle, które miały utrzymać największe gwiazdy ekranu w dobrej kondycji, zdolne pracować na planie przez trzy doby bez przerwy, były w Hollywood na porządku dziennym...

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Do Rzeczy

Komentarz [H]yperreala: 
Tekst stanowi przedruk z podanego źródła - pozdrawiamy serdecznie! Wszystkich czytelników materiałów udostępnianych na naszym portalu serdecznie i każdorazowo zachęcamy do wyciągnięcia w ich kwestii własnych wniosków i samodzielnej oceny wiarygodności przytaczanych faktów oraz sensowności zawartych argumentów.

Odsłony

263

Narkotyki, używki i magiczne koktajle, które miały utrzymać największe gwiazdy ekranu w dobrej kondycji, zdolne pracować na planie przez trzy doby bez przerwy, były w Hollywood na porządku dziennym.

Kiedy Debbie Reynolds otrzymała upragnioną rolę Kathy Selden w filmie „Deszczowa piosenka” znalazła się przed dużym wyzwaniem. Jej partnerem ekranowym miał być doświadczony Gene Kelly. Oczekiwano, że Reynolds dorówna znanemu aktorowi.

Aktorka sprostała temu wyzwaniu, ale wyczerpujący harmonogram prób i presja wkrótce zaczęły odbijać się na jej zdrowiu. Choć miała zaledwie 19 lat, wyraźnie potrzebowała przerwy od wielkiego ekranu. Lekarz poradził jej, aby wzięła trochę wolnego, lecz kiedy szef studia filmowego Metro-Goldwyn-Mayer, Arthur Freed usłyszał o tym powiedział jedynie, aby… zmieniła lekarza.

Po latach Reynolds wspominała, że Freed poinstruował ją wtedy, aby zgłosiła się do lekarza po „zastrzyki witaminowe”.

„To były prawdopodobnie te same »witaminy«, które zrujnowały Judy Garland” – mówiła później Reynolds.

Tajemnicze witaminy były niczym innym, jak środkami nasennymi, uspokajającymi, pobudzającymi i różnymi innymi specyfikami. Od lat 20. do 60. przypadła złota era Hollywood. Wtedy amerykańskie studia tworzyły swoje największe filmy. Niestety, często, robiły to kosztem swoich własnych gwiazd.

Dzieci na planie

W studiach hollywoodzkich nie istniała oficjalna polityka zażywania narkotyków czy środków farmakologicznych, lecz, aby utrzymać aktorów w dobrej formie przez wiele dni, konieczne było wspomaganie ich używkami. Wszyscy o tym wiedzieli, lecz unikano mówienia o tym głośno.

Grające w filmach dzieci podlegały zasadom prawa pracy, które regulowały czas spędzany na planie. Jednak, jak po latach mówiły aktorki takie Elizabeth Taylor czy Shirley Temple, reżyserzy i szefowie wytwórni zawsze próbowali przekraczać dozwolone godziny. W późniejszych latach, obserwując pracę na planie, Tylor powiedziała: „Nie mieliśmy tego kiedyś w MGM!”

Shirley Temple w swojej autobiografii pisała zaś o tym, jak całe studio świętowało jej 18 urodziny, po tym, jak wcześniej zmusili ją do pracy przez całą noc.

Tylor i Temple udało się uniknąć narkotyków w dzieciństwie. O wiele mniej szczęścia miała Judy Garland, którą do zażywania środków namawiała własna matka. Garland, która przeszła do historii kina dzięki roli Dorotki w „Czarnoksiężniku z krainy Oz”, dostawała w czasie kręcenia filmu tajemnicze tabletki, które miały ją pobudzić, aby wypadła energicznie. W trakcie całej kariery lekarze z wytwórni MGM przepisywali Garland bez przerwy przeróżne lekarstwa, które miały kontrolować jej wagę, samopoczucie i poziom zmęczenia. Judy Garland przez wiele lat non stop zażywała różne środki. Niektóre były pobudzające, inne nasenne. Nasenne podawano jej np. po to, aby szybko zasnęła i przespała kilka godzin. Po przebudzeniu otrzymywała z kolei inne tabletki, które miały „pomóc” wrócić do formy. W ten sposób dało się pracować 72 godziny z bardzo krótkimi przerwami na szybki sen. Oczywiście wszystko kosztem zdrowia, a w przypadku Judy Garland także życia. Gwiazda zmarła w wieku 47 lat z powodu przedawkowania środków uspokajających.

Na planie, na haju

Inne gwiazdy, takie jak aktorka Joanna Moore, miały przepisaną amfetaminę lub „zastrzyki witaminowe”, aby móc kontrolować wagę. Dla wielu kobiet, które dostały się do „fabryki snów” zażywanie pigułek przepisanych przez studyjnych lekarzy wydawało się jedyną szansą na karierę. W innym wypadku mogły się pożegnać z angażem. Jeden z owych lekarzy, Lee Siegel powiedział kiedyś: „Pigułki były postrzegane jako jeszcze jedno narzędzie pozwalające gwiazdom pracować. Jeśli jeden lekarz by ich nie przepisał, zawsze był inny. Wszyscy stosowali pigułki”.

Aktorzy nie byli jedynymi, którzy brali narkotyki w Hollywood. Legendarny reżyser i producent David O. Selznick, twórca filmów filmów takich jak „Przeminęło z wiatrem”, notorycznie zażywał benzedrynę (amfetaminę), aby przetrwać długie godziny produkcji filmów. Amfetaminę brał także Carol Reed i znaczna część jego ekipy w czasie produkcji „Trzeciego człowieka”. Wiele hollywoodzkich gwiazd zmagało się z uzależnieniem od narkotyków; wiele osób stosowało je poza studiem. Amfetamina zrobiła się popularna w całych Stanach, głównie po drugiej wojnie światowej, gdyż była powszechne stosowana (i nadużywana) w wojsku. W latach 60. można mówić o epidemii zażywania amfetaminy. Obok niej pojawiały się przeróżne „koktajle”, będące w rzeczywistości mieszanką silnych środków uspokajających czy pobudzających.

W 1970 roku używanie amfetaminy zostało znacznie ograniczone przez Ustawę o Substancjach Kontrolowanych, która potwierdziła jej właściwości uzależniające. Do tego czasu Hollywood przerzuciło się jednak na inne środki pobudzające, takie jak kokaina, ale tak ciężkie środki gwiazdy zdobywały już same. W studyjnym systemie lekarskim moda na aplikowanie aktorom magicznych mieszanek nieco minęła.

Oceń treść:

Brak głosów
Zajawki z NeuroGroove
  • Przeżycie mistyczne
  • Szałwia Wieszcza

Set: Pozytywne nastawienie Setting: Domówka z dekoracjami uv, muzyka w klimatach psytrance.

1.

Razem ze znajomymi postanowiliśmy zrobić domówkę, mamy coroczną nazwijmy to tradycję która  polega na spozyciu lsd i pójściu gdzieś w

plener. Niestety, lato minęlo, wraz z nim pogoda i wysokie temperatury, uznałem że przenosimy to do mnie do mieszkania. Dzień wcześniej w

pocie czoła przygotowywaliśmy dekoracje, ozdoby, wszystko żeby mieszkanie ładnie wyglądało, razem z oświetleniem uv i resztą świateł

klimat robił się coraz lepszy. Ludzie się schodzili, robiło się weselej. Kilka osób w tym ja zjedliśmy kwasy, kolory zaczynały powoli

  • Chlorprothiksen
  • Tripraport

Nastawienie: Nic specjalnego, dzień jak codzień. Otoczenie: Początkowo dom póżniej plener.

[Z uwagi na nikłą ilość raportów o tej substancji - przepuszczam. Może kogoś odwiedzie od próbowania]

  • 3-MMC
  • Mefedron
  • Tripraport

Późny niedzielny wieczór, sam w domu. Czuję spokój ducha, ale też zmęczenie, po powrocie od dziewczyny. Wziąłem u niej 150mg Pregabaliny, także mnie zmuliło (albo doszło do mnie zmęczenie po niezbyt dobrze przespanej nocy) i prawie u niej zasnąłem, ale już mi trochę lepiej po tym jak się przewietrzyłem wracając. Wczoraj i przedwczoraj również wziąłem kolegę mateusza, poniżej napiszę ile dokładnie co i jak, bo może kogoś ciekawić, a drugich już niezbyt. Kontynuując - dobry dzień, myślałem że będę miał zjazd lub że się nie obudzę zbyt wcześnie i jak zawsze kolega mnie zdziwił, bo było wszystko dobrze, spokój i radość ducha (już na trzeźwo oczywiście). Jedyne co mnie irytuje w cholerę to dekoncentracja, za nic w świecie nie mogę się skupić, jutro pewnie będę miał to ponownie, ale chce to ograniczyć najbardziej jak się da, dlatego biorę pare suplementów, ale to opisze kiedy co i jak już w tripraporcie poniżej. Dzisiaj biorę to tylko, aby napisać swój pierwszy raport, bo bardzo mnie to "kręci", wiem kiedy dać upust i jak już czuję, że coś jest nie tak, to przestaje. Przy zjazdach następnego dnia nie kusi mnie aby zapodać znowu, ale właśnie przeciwnie - wiem, że to koniec i muszę przestać na dłuższy czas. Więc na najbliższy czas nie będę spotykał się z tym kolegą. Piątek - zapodałem wtedy doustnie jakieś 300mg-350mg, nie pamiętam dokładnie, ale wydaje mi się że było to 350mg. Trochę wtedy mi się problemów nazbierało i pomyślałem "czemu nie i tak nie mam co zrobić w aktualnej sytuacji, a dawno nic nie brałem". Następnie zrobiłem parę ważniejszych rzeczy, które wydaje mi się że trochę pomogły mi na dłuższą metę z tymi wspomnianymi problemami, których wole nie zdradzać. Sobota - ok. godziny 23 zapodałem donosowo 60mg, było wszystko czuć dobrze, nie było to tak mocne i inwazyjne jak za każdym razem (chodzi mi tu o euforie i uczucia miłości, empatii itp. ; nie lubię tego odczuwać w taki sposób, na ogół jestem osobą miłą i bardzo współczującą, co nie oznacza, że jak ktoś mi zrobi krzywdę to ja mu nadstawię drugi policzek, co to to nie ;)) wracając, czułem dobry speed, czyli to co tak uwielbiam i dość dobre, ale nie inwazyjne uczucia empatii itp. jak to jest w wyższych dawkach. Z tego co zauważyłem to przy mefedronie i jego izomerach przy niższych dawkach głównie wzrasta "uczucie szybkości", a już przy wyższych głównie euforia i empatia. Następnie 2-3h po tym jak mi zaczęło schodzić, zapodałem doustnie 240mg, poczułem wydłużenie efektu zejścia i może lekko większe pobudzenie, i tyle. Zasmuciło mnie to, ale cóż czasami tak bywa. WAGA - 80kg (wzrostu nie podaje, bo jeszcze ktos mnie namierzy, ale mega niski ani ulany nie jestem)

*Od razu chciałbym powiedzieć, że jestem na cyklu testosteronowym enanthate, 300mg/E7D, więc może to dawać lekkie różnice. Nie, nie jestem trans, przygotowywuje się do zawodów sportowych i zgadzam się, próbowanie mefedronu raz czy dwa w porównaniu do cyklu w tym wieku to całkowita głupota, i nikomu nie polecam tego robić, ale oczywiście robicie wszystko na własną kartę. No i przecież ten mój wiek to może być fikcja haha. Miłego czytania.*

22:40 - T-50m -  wziąłem ok. 1g Witaminy C.

 

*ODTĄD PISAŁEM JUŻ PO WZIĘCIU!*