Witam. Jest to mój pierwszy trip raport ale postaram się opisać to co wydarzyło się kilka dni temu.
„Nie da się tego wytłumaczyć” – twierdzi Tyler, próbując opowiedzieć o tym, jak uzależnienie wpływa na mózg, powodując, że pragnienie narkotyków jest silniejsze niż powrót do wolności czy miłość rodziny, która desperacko od wielu lat próbuje go uratować.
Pat Hummel i jej rodzina mieli właśnie wyjść do kościoła w niedzielę rano, kiedy jej córka otrzymała wiadomość od przyjaciela, z informacją, że policja z Batavia pojawiła się w lokalnym sklepie Target i ktoś został tam aresztowany za kradzież.
„Mamo, gdzie jest Tyler?” – zapytała kobieta, mając na myśli swojego 25-letniego brata. Jej obawy były uzasadnione.
Kilka miesięcy wcześniej Tyler Hummel został zwolniony z ośrodka Lawrence Correctional Center, po dwóch latach odsiadki w związku z narkotykami. Był to jego trzeci pobyt w więzieniu od 2013 roku, a bez odpowiedniej terapii za kratkami najbliżsi wiedzieli, że mężczyzna znów wróci do nałogu i zacznie kraść, aby zdobyć pieniądze na narkotyki.
Albo jeszcze gorzej – umrze z powodu przedawkowania.
Chwilę po tym, jak nadeszła wiadomość tekstowa, zadzwonił telefon Pat Hummel. To był jej syn. Płakał. „Jestem na posterunku policji, mamo. Tak mi przykro”.
Tyler został oskarżony o kradzież w sklepie, w wyniku czego znalazł się za kratkami więzienia powiatu Kane, po trwającym zalewie niecałe cztery miesiące okresie wolności.
W rozmowie telefonicznej z więzienia mężczyzna przyznał, że tego samego dnia, gdy został zwolniony, ponownie sięgnął po narkotyki.
Po tym, jak pozostawiono go w środku nocy w „jakimś miasteczku” niedaleko więzienia, powiedział, że przyjechał do Chicago około godz. 8 rano i złapał pociąg do Aurory, skąd odebrał go ojciec. Wspólnie pojechali, aby wyrobić mu prawo jazdy. Kiedy Tyler włączył swój telefon, prawie natychmiast skontaktował się ze starymi znajomymi.
„To była kokaina” – odpowiedział na pytanie, po jaki narkotyk sięgnął już tego pierwszego dnia.
„Nie da się tego wytłumaczyć” – twierdzi Tyler, próbując opowiedzieć o tym, jak uzależnienie wpływa na mózg, powodując, że pragnienie narkotyków jest silniejsze niż powrót do wolności czy miłość rodziny, która desperacko od wielu lat próbuje go uratować.
„Moja mama naprawdę chce to zrozumieć” – powiedział. „Ale nawet po tym wszystkim nie jest w stanie”.
Tyler przyznał, że doświadczył 10 ataków związanych z przyjmowaniem narkotyków od czasu wyjścia z więzienia, a mimo tego w ten niedzielny poranek poszedł do sklepu z zamiarem kradzieży, dzięki której mógłby kupić kolejną dawkę narkotyku.
To był drugi raz, kiedy kradł w sklepie od czasu wyjścia z zakładu.
„Wiedzieli, że byłem tam dzień wcześniej” – powiedział. „I tego drugiego dnia policja czekała już na mnie, kiedy wyszedłem na zewnątrz”.
Znowu za kratkami Tyler twierdzi, że ma się „dobrze” i nie traci nadziei, że system umożliwi mu dostanie się do ośrodka terapeutycznego, a nie do więzienia. I o to codziennie żarliwie modli się jego matka, która wyraziła swoje zaniepokojenie brakiem leczenia farmakologicznego dla osób uwięzionych.
Kobieta wiedziała, że tak się stanie. Ale wciąż nie może pogodzić się z sytuacją. Ona i jej mąż Dave, były inżynier Chryslera i emerytowany nauczyciel, wiedzieli, że po tylu latach nałogu ich syn najprawdopodobniej znowu zacznie brać.
„Mieliśmy tylko nadzieję, że może być funkcjonującym uzależnionym, cokolwiek to znaczy” – powiedziała Pat Hummel.
Tyler wie, jak bardzo to wszystko rani jego rodziców, którzy adoptowali go zaraz po urodzeniu – jako niemowlę z płodowym zespołem alkoholowym. Od dawna próbowali pomóc mu pokonać jego demony.
W pewnym momencie, tuż po swoim wypuszczeniu, Tyler usłyszał od matki, jak bardzo jest z niego dumna. To tylko sprawiło, że poczuł się gorzej i miał kolejny powód, aby dalej brać.
Pat Hummel pracuje w Loyola Medical Center jako pielęgniarka na oddziale noworodków, więc widzi zniszczenia u malutkich dzieci, wydanych na świat przez matki uzależnione od narkotyków. I wtedy nie może przestać się zastanawiać, które z tych dzieci, podobnie jak jej syn, w przyszłości uzależni się od narkotyków.
Czekałem na ten dzień od tygodnia... po wcześniejszych doznaniach z 25C chcieliśmy z kumplem zobaczyć jak zadziała w większej dawce (3 kartoniki po 0,5mg). Tego samego dnia koleżanka organizowała swoje urodziny więc zapowiadało się bardzo ciekawie ;)
Witam. Jest to mój pierwszy trip raport ale postaram się opisać to co wydarzyło się kilka dni temu.
Nie wiem czego oczekiwać, pozytywne nastawienie na dobre przeżycie(?), załatwiony kumpel do tripsitu. Pogoda średnia - zachmurzone i mokre, ale nie pada.
Był to mój pierwszy raz z jakimikolwiek psychotropami i tak zlansował mi mózg, że nie mam słów.
Zacznijmy od początku, godzina koło 13. Wyjeżdżamy z kumplem spod centrum handlowego gdzie kupiliśmy sobie ulubioną potrawę na później - gdybym zgłodniał. Kurczak w specyficznym, dość kwaśnym sosie. Kolega prowadzi. Jedziemy gdzieś nad pobliskie jezioro. Wkładam karton pod język.
T: 0:00 - godz. 13
Jedziemy nad jezioro. Nic szczególnego. Trzymam karton bez smaku pod językiem. Czekam aż coś się wydarzy.
T: 0:10
Okolo tygodniowy ciag na MXE, nowa dostawa z 3,4-DMMC jako gratis. Swietne samopoczucie, lekkosc bycia i zycie bez stresu zupelnie.
PRZYGOTOWANIE
Doskonałe nastawienie - zero zmartwień, totalnie czysty umysł napędzany pozytywami wokół mnie.
Zacznę od krótkiego wprowadzenia, które powinno Ci nieco przybliżyć sytuację. Od 3 dni doskonale bawiłem się w Amsterdamie całe dnie sprawdzając pokaźne ilości różnych gatunków marihuany. Nastał czas sięgnięcia po grzyby, w celu przekonania się jak wpłynie na mnie psylocybina. Niejednemu doświadczonemu psychonaucie zapewne wyda się to zabawne, bo „co mogą człowiekowi zrobić łysiczki”, ale byłem bardzo podekscytowany faktem, że przetestuję nareszcie grzyby – przed wyjazdem czytałem masę trip raportów, artykułów i publikacji na temat psylocybiny.