REKLAMA




Barbara Labuda i jej program

Czy akcja Barbary Labudy ma ręce i nogi? Kontrowersje wokół programu "Szkoła wolna od narkotyków"

Anonim

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza
JOANNA KLUZIK-ROSTKOWSKA

Odsłony

11419

Rodzice, psychologowie, nauczyciele... wszyscy się zgadzają, że narkotyki są problemem dla młodzieży i trzeba coś z tym zrobić. Zorganizowana przez Barbarę Labudę, minister w kancelarii prezydenta, akcja podgrzała atmosferę dyskusji wokół tego, jak to zrobić.

Warszawskie liceum, jedno z gorszych. Uczeń drugiej klasy. Zdolny, ale wagaruje. Wiecznie się awanturuje. Z nauczycielami, z rówieśnikami. Nauczyciel biologii podejrzewa, że przyczyną są narkotyki. Próbuje rozmawiać z matką ucznia. - To niemożliwe - matka nie wierzy lub tylko broni syna. - On taki wrażliwy.

Wychowawca nie chce kłopotu. W środku roku wyrzuca ucznia ze szkoły. Biolog próbuje jeszcze ratować sytuację, sugeruje rozmowę, odwyk. Wychowawca nie chce słuchać. Uczeń wylatuje ze szkoły za... wagary.

- Powinien był zareagować także pedagog szkolny - tłumaczy biolog - ale on lubi sobie popić, więc zajmuje się głównie sobą.

Ta szkoła ma jeszcze kilka historii związanych z narkotykami. Kiedyś uczennica po odwyku przyznała wychowawczyni: - I pani, i ja wiemy, co się działo..., starannie omijając słowo "narkotyk". Chodziła już wtedy do innej szkoły. O kłopotach kolejnego ucznia poinformował nauczyciela kolega. - Pani profesor, ten to ćpał... Za późno, uczeń już dawno porzucił szkołę.

- Narkotyki są problemem, i to właściwie w każdej szkole - przyznają nauczyciele. - Nie zawsze jednak dyrektor chce się do tego przyznać, wychowawca nie chce kłopotu, a kuratorium się cieszy, że szkoły mu podległe są tak doskonałe.

Rodzice, psychologowie, nauczyciele... wszyscy się zgadzają, że narkotyki są problemem dla młodzieży i trzeba coś z tym zrobić. Zorganizowana przez Barbarę Labudę, minister w kancelarii prezydenta, akcja "Szkoła wolna od narkotyków" podgrzała atmosferę dyskusji wokół tego, jak to zrobić.

Donos czy przysługa?

"Jeśli wiesz, że ktoś używa narkotyków, powiadom dorosłą osobę, do której masz zaufanie i wiesz, że będzie wiedziała, co robić" - czytamy w ulotce skierowanej przez minister Labudę do uczniów. "Nie bierz na swoje sumienie zatajenia informacji, że ktoś bierze narkotyki. Dla dobra koleżanki lub kolegi, nawet wbrew jej woli, powiedz od razu rodzicom, zaufanemu nauczycielowi lub pedagogowi szkolnemu. Nie zwlekaj".

- To propozycja donosu - argumentują psychologie przeciwni programowi. - Przecież uczeń na ucznia nie doniesie - dziwią się nauczyciele. Uczniowie przyznają: nie ma zwyczaju przekazywania takich informacji dorosłym.

- Przesada - ripostuje dyrektor renomowanego warszawskiego liceum. - Gdyby nie uczniowie, nigdy bym się nie dowiedziała, że jest ktoś, komu trzeba pomóc.

- To przypadek, że informacja dotarła do dyrekcji - odpowiadają sceptycy. - Reguła temu przeczy.

Jeden za wszystkich

Jeśli mają rację ci ostatni, na pewno nie pomoże kolejne zdanie broszury: "Pamiętaj, zażycie przez ucznia narkotyku nie musi oznaczać, że będzie on za to usunięty ze szkoły. Wychowawca może zaproponować mu umowę: zostajesz w szkole, ale zachowujesz abstynencję, uczysz się, nie wagarujesz i chodzisz do terapeuty".

- Donos nie musi oznaczać wyrzucenia ze szkoły, ale może. Taki jest sens tego zdania - tłumaczy Janusz Sierosławski, socjolog z Instytutu Psychiatrii i Neurologii od lat zajmujący się problemami narkomanii wśród młodzieży. - Jak wielka odpowiedzialność spada na ucznia, który ma poinformować nauczyciela o problemie kolegi.

- Doprowadzi do wyrzucenia jednego, ale uratuje dziesięciu - broni się koordynatorka programu w kancelarii prezydenta Beata Sędłak. - Oczywiście, jeśli do regulaminu szkoły wpisano taką sankcję, dyrektor może wyrzucić.

- Problem został źle postawiony - odpowiada Janusz Sierosławski. - Zamiast sygnału: "źle robisz i poniesiesz za to karę", akcent powinniśmy położyć na: "masz problem, chcemy ci pomóc". To są ludzie, którym trzeba pomóc, a nie stosować represje.

- W Szwecji to normalne, że uczeń informuje nauczyciela o narkotykowym problemie swojego kolegi. Przecież chce mu w ten sposób pomóc - broni się Beata Sędłak. - Oczywiście, potrzeba wiele czasu, zanim powielą to polskie szkoły. Nasza akcja to początek. Zdajemy sobie sprawę, że zmiana mentalności to proces i nie można liczyć na szybkie efekty.

Przeciwnicy programu odpowiadają: pomysł, żeby dzieci donosiły, prócz tego, że jest moralnie wątpliwy, powiększa przepaść między dziećmi i dorosłymi oraz rozbija wewnętrznie grupę.

Uważaj, to bezwzględni ludzie!

Kolejny postulat ulotki pomysłu kancelarii prezydenta głosi: "Informacje o handlu i nakłanianiu do brania powinny dotrzeć do osoby dorosłej, której ufasz i która będzie wiedziała, jak dalej postąpić. [...] Zachowaj jednak ostrożność, nie nagłaśniaj tego, co powiedziałeś, uważaj, handlarze narkotyków są ludźmi bezwzględnymi".

- Oni boją się mówić o tym, że ktoś bierze. Trudno liczyć na informacje o handlarzach - podsumowuje nauczyciel z podrzędnego liceum.

- Udało mi się wyrzucić dilera tylko dlatego, że wskazał go uczeń - odpowiada dyrektor dobrej szkoły. - Nie wahałam się ani chwili. Wiedziałam, że w ten sposób ratuję dziesięciu innych.

- To kwestia świadomości i respektowania norm obyczajowych - przyznaje Sierosławski. - Tam, gdzie jest wysoka, łatwiej o dojrzałą postawę.

- Dlaczego młodzież nie chce poinformować nauczyciela? - dziwił się 6 września w telewizyjnym Rowerze Błażeja Andrzej Pągowski, jeden z inicjatorów akcji - skoro to takie samo przestępstwo, jak pobicie czy kradzież samochodu. W tym przypadku młodzież nie widzi niczego nagannego w poinformowaniu o tym nauczyciela czy rodzica.

Adwersarze odpowiadają: to demagogia. W przypadku kradzieży czy pobicia jest społeczna zgoda normy prawnej i obyczajowej. Jeśli za prawem nie idą normy obyczajowe, to prawo jest fikcją. Doskonałym przykładem jest norma prawna zakazująca sprzedaży alkoholu nieletnim. Powszechnie łamana.

Wolno palić

Badania wskazują, że młodzież zdaje sobie sprawę z konsekwencji nadużywania narkotyków. Dlaczego więc tak trudno dorosłym przebić się z pomocą? Opublikowany przez Instytut Spraw Publicznych raport Uczniowie i nauczyciele o stylach życia młodzieży i narkotykach nie pozostawia wątpliwości: postawa młodzieży niechętna dorosłym to już nie młodzieńczy bunt.

To przebywanie w zupełnie innych światach, nie mających ze sobą styczności. "Generalnie w postrzeganiu narkotyków przez młodzież obecne są zawsze dwa elementy - czytamy w raporcie - pozytywny (przyjemność, lepsze samopoczucie, nowe wrażenia), decydujący o ich atrakcyjności, i negatywny - w postaci zagrożeń konsekwencjami, głównie zdrowotnymi".

Nikomu z młodych narkotyk nie kojarzył się z substancją nielegalną. Byli za to zgodni co do tego, że alkohol, papierosy i narkotyki mogą być równie szkodliwe, niezależnie od ich statusu prawnego.

Inaczej dorośli: "Dla większości narkotyki z jednej strony i alkohol oraz tytoń - z drugiej - to jakościowo różne sprawy - czytamy w raporcie. - Wprawdzie zarówno picie alkoholu, jak i palenie tytoniu jest w przypadku niepełnoletnich niedopuszczalne, to jednak łamanie tej normy oznacza tylko trochę wcześniejsze wykroczenie w świat zachowań aprobowanych społecznie. Sięganie po narkotyk jest zaś zachowaniem, na które nigdy nie będzie przyzwolenia. Paradoksalnie, zagrożenie narkotykami powoduje atmosferę przyzwolenia ze strony części wychowawców do picia przez ich podopiecznych".

Patologia czy banał?

Kolejne nieporozumienie pokoleniowe: dorośli są przekonani, że branie narkotyków zawsze jest skutkiem patologii. "Poszukują oni przyczyn nadzwyczajnych, nie są w stanie pojąć, że narkotyki w świecie młodych są czymś normalnym, a dla ich spróbowania nie są potrzebne ani nadzwyczajne uzasadnienia, ani szczególne okoliczności. Wychowawcom nie starcza wyobraźni, by pojąć, że normalny, dobry uczeń o prawidłowych relacjach z rodzicami bez żadnego nadzwyczajnego powodu, ot, tak dla zabawy, mógłby sięgnąć po narkotyk".

Dorośli akcentują związek narkotyków z subkulturami. Młodzież szeroko otwiera oczy. - Oczywiście, że tak może być, ale nie jest to żaden wyznacznik.

Efektem takiego postrzegania przez dorosłych problemu brania narkotyków jest przekonanie, że każdy, kto spróbował, to narkoman.

- Nie mogę się przyznać mamie, że przypaliłem parę razy skuna, bo by mnie wysłała na odwyk - tłumaczy jeden z uczniów. - Taka etykietyzacja jest niebezpieczna - tłumaczą psychologowie. - Wrzucanie do jednego worka tych, którzy eksperymentują, nadużywają i już uzależnionych.

Pogadanka, czyli śmiech na sali

Kolejna propozycja programu Labudy i kolejna kontrowersja. Czy ma sens organizowanie w klasie pogadanek na temat szkodliwości narkotyków?

- Oczywiście, że ma - twierdzą zwolennicy programu. - To jedna z wielu możliwości informowania o problemie, a my jesteśmy na etapie uświadamiania wszystkim, że taki problem w ogóle istnieje.

- Czas takich pogadanek już minął - ripostują przeciwnicy. - W klasie są tacy, dla których narkotyki to codzienność, tacy, którzy kiedyś eksperymentowali, i tacy, którzy jedynie o tym słyszeli. Trudno w taki sposób dotrzeć do tych, którzy potrzebują pomocy. Dla jednych taka pogadanka to dziecinada, dla innych być może instruktaż.

"Podstawowe zastrzeżenia formułowane przez młodzież w wywiadach to brak szczerej dyskusji na temat narkotyków w atmosferze partnerstwa oraz powierzchowność przekazywanej wiedzy" - podsumował problem raport Instytutu Spraw Publicznych.

Autorzy programu "Szkoła wolna od narkotyków" argumentują: dużym sukcesem jest już fakt, że udało się zwrócić uwagę na problem. Dwa lata temu było z tym znacznie gorzej. Prośba o informowanie nauczycieli czy pogadanki w klasie to jedynie jedna z wielu propozycji. Zdajemy sobie sprawę z dwóch rzeczy: wiele zależy od dyrektora szkoły i dużo potrzeba czasu, zanim program przyniesie efekty.

Krytycy odpowiadają: do młodzieży trzeba podejść z wyciągniętą ręką i chęcią pomocy, a nie świętą krucjatą. W programie brakuje szacunku dla młodych ludzi. Jest propozycja działania w myśl zasady: "my, dorośli wiemy lepiej". Tymczasem młodzież czuje, że dorośli zakazują różnych rzeczy, a nie wiedzą, o co chodzi. Bez zrozumienia problemu nie poradzimy sobie z nim, bo nie dotrzemy do młodych. Ogólne hasło walki z nałogiem jest nie do wygrania. Kancelaria prezydenta, jeśli chce pomóc, powinna najpierw starać się zrozumieć.

Psychoterapeuci przyznają, że w Polsce jest już całkiem rozwinięta sieć pomocy uzależnionym czy też poważnie nadużywającym. Z profilaktyką też jest coraz lepiej. Najgorzej z dotarciem do tych, którzy eksperymentują.

Tymczasem oni też potrzebują pomocy - przekonuje Janusz Sierosławski. - Wpadanie w nałóg to proces, na etapie eksperymentów waży się, czy ktoś jeszcze będzie sięgał po narkotyk, czy już nie.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Sarqunio (niezweryfikowany)
ale poza szkołą, to już można wszystko - wciska się na usta. Uczniu - w domu możesz być najgorszym ćpunem hehe
syzyf (niezweryfikowany)
Ale jazda w tym artykule jest fragment gdzie dyrektorka dobrej szkoły mówi że dowiedziała sie od ucznia o dealerze i go wyrzuciła. Dokładnie taka sama historia przydarzyła sie mi tylko że ja byłem osobą wyrzucaną. W skrócie wyglądało to tak: na zielonej szkole paliłem sobie jointa przyszła dziewczyna i zaczyna mnie męczyć żebym dał jej sprubować po chwili nagabywania pękłem i dałem jej zapalić, niestety ta dziewczyna następnie raczyła sie wódką i już dobrze zaprawiona postanowiła pójść do sauny z paroma koleżankami z klasy a tam zaczeła opowiadać że &quot;ćpała ze mną &quot;. Po jakiś dwuch-trzech tygodniach od powrotu z wyjazdu wzywa mnie pedagog szkolna i mówi mi że jestem dealerem i chandlowałem na zielonej (hehehe) szkole po czym zapewnia mnie że jeśli się przyznam to nie zostane wyrzucony ale jak będe szedł w zaparte to napewno nie przejde do następnej klasy. I ja jako młoda i łatwowierna osoba przyznałem sie, jeszcze tego samego dnia moja matka odbierała papiery w ramach &quot;odejścia na własne życzenie &quot;. Było to w pierwszej klasie liceum czyli już sześć lat (wtedy paliłem już od roku), i pomimo tego że pale cały czas, że skończyłem słabe liceum obecnie studiuje na Uniwersytecie Warszawskim na dziennych studiach więc chyba nie byłem aż takim zagrożeniem dla innych uczniów jak uważała dyrektor tego liceum które przez pewien czas po moim wyrzuceniu na pewno uważało sie za wolne od problemu narkotyków :). Tak więc poza pewnym utrudnieniem mojego życia jedynym skutkiem takiej pedagogji jest to że obecnie wyznaje zasade że jak cie złapią za ręke to mów że to nie twoja ręka i tyle. <br> <br>P.S Ta szkoła to liceum Czackiego w Warszawie <br> POZDRAWIAM MIŁOŚNIKÓW CANABISU NA CAŁYM ŚWIECIE!!!
Sylwia (niezweryfikowany)
Szanowni <br> <br>1/ Połowa wrocławskich gimnazjów nie ma strony www (nawet darmowej strony) zaś zabiega o nabór i dobór uczniów &amp;#8211;uczniów obecnie lepiej władających komputerem i Internetem niż większość nauczycieli i dyrektorów, <br> <br>2/ W gimnazjum mojej córki są komputery oraz stałe, dobre i darmowe łącza internetowe: 8 komputerów w pracowni, 10 w pracowni, 11 dla administracji, 0 dla nauczycieli i pokoju nauczycielskiego - zgadnijcie gdzie najgorsze i zepsute? <br> <br>3/ Nauczycielka na wywiadówce dopadła kartkę na której rodzice dla porozumiewania się wzajemnego zaczęli wpisywać swoje adresy e-mailowe i z komentarzem o ochronie danych osobowych podarła listę !!!, <br> <br>4/ Zgadnijcie kto pozrywał wywieszone w szkole przez córkę karteluszki o treści: <br> <br> &quot;ZAPRASZAM DO KONKURSU <br> <br> Na najciekawszą stronę WWW <br> <br> -Twojej klasy <br> <br> - naszego Gimnazjum <br> <br> Imię nazwisko klasa &amp;#8230; <br> <br>Atrakcyjne nagrody <br> <br>Napisz do mnie: centrum.info@wp.pl ( adres prawdziwy) <br> <br>To otrzymasz dodatkowe informacje &quot; <br> <br> &amp;#8211; zgadnijcie komu przeszkadzały ? <br> <br>5/ szkoła tak dużo opowiada o potrzebie współpracy Rodzice- Szkoła w trosce o współdziałanie w nauczaniu i wychowywaniu więc zgadnijcie czy nauczyciele chcą zdradzić swoje adresy mailowe, <br> <br>6/chciałem dać(wypożyczyć) zestaw komputerowy i wykonać łącze internetowe dla pokoju nauczycielskiego - co odpowiedziała dyrekcja?- pewnie też łatwo się domyśleć. <br> <br>7 / a gdyby prośba od wszystkich do wszystkich nauczycieli: <br> <br>otwórzcie bezpłatne nauczycielskie adresy mailowe i podajcie do wiadomości uczniom i rodzicom ich listę w postaci nazwisko.imie.przedmiot@serwer.pl (bez polskich czcionek oczywiście) &amp;#8211; zaś rodzice i uczniowie powiadomią wychowawców i nauczycieli o swoich adresach i ruszy bezpłatny, łatwo dostępny system tak bardzo potrzebnej współpracy dla szkoły, uczniów i rodziców &amp;#8211; gdzież są Ci etatowi szkolni informatycy, serwisanci, dyrektorzy(czy na listach płac, wakacji, ferii, urlopów dla poratowania &amp;#8230;) <br> <br>8/Niepełnosprawni uczniowie lub długotrwale chorzy mogą uczestniczyć w zajęciach swojej klasy bo zwykle dawno nabyli sprzęt komputerowy(ze znacznym dofinansowaniem PFRON-u ) gdyby w klasie umieścić zestaw komputerowy z kamerką &amp;#8211; sfinansujemy eksperyment? (cena kamery &amp;#8211; około 100 zł, cena kabla około 20 zł..bo reszta w każdej szkole się znajduje). <br>9/Zebranie rodziców w szkole to trzy godziny informacji gadającej nauczycielki - a chciałbym to dostać listem e-mailowym zaś zebraniom rodziców ( w połowie czasu trwania zebrania bez wychowawczyni ) niech przewodniczą kolejni rodzice uzgodnieni na początku roku szkolnego. <br> <br>Przecież jednym kliknięciem i za przyzwoleniem dyrektora szkoły to rodzice mogą znać bieżący plan zajęć klasy, rozkład materiału przedmiotów, komunikaty o: zadaniach, olimpiadach,sprawdzianach, próbnych testach, kołach zainteresowań, imprezach, przedsięwzięciach szkoły, potrzebach także &amp;#8211;wszystko to już jest możliwe w szkole (komputery, programy, niby kadra i serwisanci, niby dyrektorów wiele, łącza opłacone lub darmowe) bez potrzeby dodatkowych 10 zł - <br> <br>
Sylwia (niezweryfikowany)
Szanowni <br> <br>1/ Połowa wrocławskich gimnazjów nie ma strony www (nawet darmowej strony) zaś zabiega o nabór i dobór uczniów, uczniów obecnie lepiej władających komputerem i Internetem niż większość nauczycieli i dyrektorów, <br> <br>2/ W gimnazjum mojej córki są komputery oraz stałe, dobre i darmowe łącza internetowe: 8 komputerów w pracowni, 10 w pracowni, 11 dla administracji, 0 dla nauczycieli i pokoju nauczycielskiego - zgadnijcie gdzie najgorsze i zepsute? <br> <br>3/ Nauczycielka na wywiadówce dopadła kartkę na której rodzice dla porozumiewania się wzajemnego zaczęli wpisywać swoje adresy e-mailowe i z komentarzem o ochronie danych osobowych podarła listę !!!, <br> <br>4/ Zgadnijcie kto pozrywał wywieszone w szkole przez córkę karteluszki o treści: <br> <br> &quot;ZAPRASZAM DO KONKURSU <br> <br> Na najciekawszą stronę WWW <br> <br> -Twojej klasy <br> <br> - naszego Gimnazjum <br> <br> Imię nazwisko klasa &amp;#8230; <br> <br>Atrakcyjne nagrody <br> <br>Napisz do mnie: centrum.info@wp.pl ( adres prawdziwy) <br> <br>To otrzymasz dodatkowe informacje &quot; <br> <br> &amp;#8211; zgadnijcie komu przeszkadzały ? <br> <br>5/ szkoła tak dużo opowiada o potrzebie współpracy Rodzice- Szkoła w trosce o współdziałanie w nauczaniu i wychowywaniu więc zgadnijcie czy nauczyciele chcą zdradzić swoje adresy mailowe, <br> <br>6/chciałem dać(wypożyczyć) zestaw komputerowy i wykonać łącze internetowe dla pokoju nauczycielskiego - co odpowiedziała dyrekcja?- pewnie też łatwo się domyśleć. <br> <br>7 / a gdyby prośba od wszystkich do wszystkich nauczycieli: <br> <br>otwórzcie bezpłatne nauczycielskie adresy mailowe i podajcie do wiadomości uczniom i rodzicom ich listę w postaci nazwisko.imie.przedmiot@serwer.pl (bez polskich czcionek oczywiście) &amp;#8211; zaś rodzice i uczniowie powiadomią wychowawców i nauczycieli o swoich adresach i ruszy bezpłatny, łatwo dostępny system tak bardzo potrzebnej współpracy dla szkoły, uczniów i rodziców &amp;#8211; gdzież są Ci etatowi szkolni informatycy, serwisanci, dyrektorzy(czy na listach płac, wakacji, ferii, urlopów dla poratowania &amp;#8230;) <br> <br>8/Niepełnosprawni uczniowie lub długotrwale chorzy mogą uczestniczyć w zajęciach swojej klasy bo zwykle dawno nabyli sprzęt komputerowy(ze znacznym dofinansowaniem PFRON-u ) gdyby w klasie umieścić zestaw komputerowy z kamerką &amp;#8211; sfinansujemy eksperyment? (cena kamery &amp;#8211; około 100 zł, cena kabla około 20 zł..bo reszta w każdej szkole się znajduje). <br>9/Zebranie rodziców w szkole to trzy godziny informacji gadającej nauczycielki - a chciałbym to dostać listem e-mailowym zaś zebraniom rodziców ( w połowie czasu trwania zebrania bez wychowawczyni ) niech przewodniczą kolejni rodzice uzgodnieni na początku roku szkolnego. <br> <br>Przecież jednym kliknięciem i za przyzwoleniem dyrektora szkoły to rodzice mogą znać bieżący plan zajęć klasy, rozkład materiału przedmiotów, komunikaty o: zadaniach, olimpiadach,sprawdzianach, próbnych testach, kołach zainteresowań, imprezach, przedsięwzięciach szkoły, potrzebach także &amp;#8211;wszystko to już jest możliwe w szkole (komputery, programy, niby kadra i serwisanci, niby dyrektorów wiele, łącza opłacone lub darmowe) bez potrzeby dodatkowych 10 zł <br> <br>
ganjafarmer (niezweryfikowany)
Znacie przysłowie o Kubie i Bogu? Staropolskim zwyczajem proponuję powrócić do palenia czarownic na stosie. Jako pierwszą kandydatkę oczywiście typuje niejaką Barbare.L. <br>Jeżeli będzie trzeba to dostarcze całą ciężarówkę łodyg i liści canabu (bez trichomów i pąków ;) - można będzie zbudować z niego stos ofiarny w celu puszczenia wiedźmy z dymem na rynku głównym w samo południe, ewentualnie wieczorem dla lepszego efektu iluminacji. <br> <br>Burn bitch , burn....
Zajawki z NeuroGroove
  • Efedryna

Nie będę bawić się tutaj w szczegóły dotyczące pochodzenia, czy występowania,

gdyż "tussipect-owców" (nie wiem czy to właściwe sformułowanie) interesuje

działanie, efekty i skutki uboczne.


A więc:

  • Bad trip
  • Bieluń dziędzierzawa

ciepły jesienny wieczór, totalny spontan, a więc brak odpowiedniego ss

Wstęp
Rzecz dziala się z pięć lat temu, ale doskonale pamiętam każdy, najgorszy szegół tego... bad tripa.
Zacznę od początku. Był to letni wieczór, wraz z moją przyjaciółką P. postanowiłyśmy spróbowac tej szatańskiej rośliny o której naczytałam się, ujmijmy to dzialania halucynogennego. O zdobycie jej nie było trudno, rosła przy ogródkach nieopodal mojego bloku. Zerwałyśmy w sumie 3 dorodne szyszki. Ten moment określę jako T.

  • 4-HO-MIPT
  • Pierwszy raz

set: stres, że działanie potrwa dłużej niż bym chciała, strach przed powrotem do domu "po", zaciekawienie, lekkie/średnie upojenie alkoholowe, jednoczesne zirytowanie i podekscytowanie settings: park w pobliżu domu, znajomy którego bardzo lubię, bardzo ciepła, letnia noc

Moja pierwsza tryptamina miała być zarzucana tydzień przed opisywaną podróżą, aczkolwiek wiele niefortunnych zdarzeń wpłynęło na to, iż trip przesunął się oraz zmienił zupełnie koncepcję - z większego grona i opuszczonego domku rano na park w czasie gorącej, sierpniowej nocy, w towarzystwie tylko jednego znajomego, którego bardzo lubię (na potrzeby raportu - C). Usłyszawszy, że tryptaminy są o wiele przyjemniejsze od "kwasu", ucieszyłam się, bo podróż po nbomach mogę uznać bardziej za zmaganie z własnym "ja" niż trip, z którego można wyciągnać jakieś wnioski.

  • 25C-NBOMe
  • 4-ACO-DMT
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

Pozytywne nastawienie, od tripa oczekiwaliśmy wszechogarniającej psychodeli i wizuali. Las, potem dom ;)

17:00 - zarzucone po 1,2mg 25C wraz z R. dopalane cały czas MJ ;)

17:15 - 20mg 4-AcO-DMT zarzucone przez P. także dopalane MJ

17:20 - Wyszliśmy wszyscy z domu, żadnych efektów oprócz lekkiego upalenia.

  Chodziliśmy sobie po lesie w dość głębokim śniegu co nas męczyło, bo żaden trip jeszcze się nie załadował - do czasu...