REKLAMA




Narkotyki - przewodnik: Grzyby

Tekst z książki Roberta Palusińskiego "Narkotyki - przewodnik"

Tagi

Źródło

Narkotyki - przewodnik
Robert Palusiński

Odsłony

65941
Tekst z książki Roberta Palusińskiego: „Narkotyki – przewodnik”

Grzyby

Spośród ponad pół miliona znanych roślin, badacze opisali ok. 5000 odmian grzybów wyróżniających się tym ze świata roślinnego, że są pozbawione chlorofilu. Z tej liczby ok. 80-90 odmian ma właściwości psychodelityczne i jest spotykane (oprócz dalekiej północy) na każdej szerokości geograficznej. Z tego w Europie Środkowej opisano ok. 150 odmian.

Prawdopodobnie nasi przodkowie już przed 6000 lat mieli możliwość zapoznania się z psychodelicznymi efektami działania grzybów. Pierwsze znaleziska w postaci kamiennych figurek przedstawiających boskie grzyby z rejonów południowo-wschodniego Meksyku, Gwatemali i Salwadoru datowane są na 1000-500 lat p.n.e. Hiszpańskie relacje z czasów konkwisty opisują zwyczaj spożywania grzybów przez Azteków nazywanych teonanacatl (światlo boga).

Z całkiem innej strony świata pochodzą doniesienia o używaniu innych rodzajów psychoaktywnych grzybów. Polski więzień wojenny opisał w 1658 r. praktyki mieszkańców Zachodniej Syberii:

... jedzą niektóre grzyby w kształcie muchomora, i później są pijani bardziej niż od wódki i jest to dla nich najlepszy rodzaj uczty.

W istocie Szamani z terenów od Europy Wschodniej po Zachodnią Syberię, oraz plemiona aryjskie, które opanowały Półwysep Indyjski używały w celach religijnych od tysięcy lat grzyba Amanita muscaria - czyli muchomora czerwonego. W dalszej części tego rozdziału opiszemy historię muchomora, lecz najpierw o grzybach zawierających psylocybinę i psylocynę: podstawowe substancje psychoaktywne.

Wbrew nazwie psylocybinę zawierają nie tylko grzyby z rodziny Psilocibe, ale także z rodzaju Stropharia, Conocybe, Panaeorus i Coprinaceae. Pierwszym grzybem, w którym wyodrębniono i opisano psylocybinę był Psilocibe mexicana, inne spotykane np. w Ameryce Północnej to Psilocibe Caerulipes, Psilocibe Caerulescens. Inne rodzaje to np. Stropharia Cubensis, - uprawiane m.in. w laboratoriach Sandoz Pharmaceutical. Psilocibe Semilanceata - czyli Łysiczka Lancetowata - jest najczęściej spotykanym w Europie Środkowej rodzajem grzyba zawierającym psylocybinę. Ponieważ zawierają mniej substancji aktywnych niż jej amerykańskie odpowiedniki. Dawką pozwalającą odczuć działanie tego grzyba to 20-30 sztuk świeżych lub 30-40 suszonych grzybków. Ilości zmieniające poważnie stan świadomości zaczynają się od 50 sztuk. Nie spotkałem się z doniesieniami o zjedzeniu więcej niż 150 sztuk. Spożycie 100 egz. grzybków (lub wywaru) to już jest naprawdę bardzo wstrząsające przeżycie.

Lysiczka

Łysiczka lancetowata jest grzybem delikatnym, który można łatwo przeoczyć. Jej kapelusz ma wysokość 1 - 2 cm, zawsze większą od szerokości, jest uderzająco lancetowato zaostrzony lub wąsko stożkowaty, często z brodawką na szczycie, cienkomięsisty hydrofaniczny; w okresie deszczu śluzowaty niż lepki, ciemnooliwkowo-szarobrązowy lub żółtobrązowy, w czasie suszy gładki, nagi, płowożółty z zielonym odcieniem. Trzon jest bardzo długi, o grubości nie przekraczającej 2-3 mm, mocny, twardy, wygięty, blady lub brązowawy, z jedwabistym połyskiem, przy podstawie często niebieskozielonkawy, silnie przyrośnięty do podłoża podobnie zabarwioną, niebieskozielonkawą grzybnią. Blaszki są szeroko przyrośnięte do trzonu, początkowo oliwkowoszare lub brązowe z odcieniem liliowym, potem czerwonobrązowe lub czarnobrązowe z biało orzęsionym ostrzem, na którym pod mikroskopem są widoczne liczne cheilocystydy. Miąższ nie ma żadnego szczególnego zapachu ani smaku. Wysyp zarodników jest ciemnobrązowy.

Łysiczka lancetowata rośnie w kępach traw na łąkach i przy drogach leśnych od sierpnia do października. Grzyb ten nie jest zbyt częsty i raczej występuje na pogórzu.

W Europie Środkowej wyodrębniono ok. 15 rodzajów grzybów zawierających psylocybinę. Największym współczesnym badaczem - mykofilem, który odkrył dla świata zachodniego halucynogenne właściwości boskich grzybów i z pasją naukowca badał ich działanie, wpływ na człowieka, tropił najwcześniejsze zapisy dotyczące wpływu grzybów na rozwój kultury był wraz z żoną Walentyną Puwłowną. Po wieloletnich (od 1927 r.) badaniach, przeszukiwaniu bibliotek i archiwów w poszukiwaniu opisów spożywania i działania Świętych grzybów Wasson w czerwcu 1955 r. dotarł do małej wioski w południowo-wschodnim Meksyku o nazwie Huautla de Jimenez, 29 czerwca Wasson i jego przyjaciel - fotograf przyłączyli się do ceremonii spożywania grzybów. Około 10.30 wieczorem Wasson i Allan Richardson zostali poczęstowani dwoma tuzinami grzybów zebranymi nieopodal wioski tego samego popołudnia. Jak pisał później Wasson:

Allan i ja byliśmy zdecydowani dać odpór wszelkim efektom jakie mogą się zdażyć, aby lepiej obserwować wydarzenia w ciągu nocy jednakże wkrótce zauważył niezwykłą harmonię kolorów, a później geometryczne wzory, które mogli widzieć w ciemności, a także liczne 'wizje pałaców i ogrodów'. Opisał później swoje doświadczenia, jako znaczeniowo równe temu co Grecy rozumieli tworząc słowo 'ekstaza' - co znaczy dosłownie odlot duszy z ciała.

Robert G. Wasson

Doświadczenie trwało do czwartej nad ranem, Wasson zorganizował w następnych latach szereg wielonarodowych ekspedycji, które miały okazję zapoznać się gruntownie z ceremonią spożywania magicznych grzybów, a nawet podzielić się doświadczeniami z rodowitymi Indianami meksykańskimi na temat identyczności działania sztucznie syntetyzowanej psylocybiny CY-19 i CZ-74 4-fosforyloxy-N, diethyltryptainy i 4-hydroxy-N, N-diethyltryptaminy opracowanych w laboratoriach Sandoz pod kierunkiem dra Hofmanna.

Oprócz Wassona kolejnym poważnym badaczem, publicystą i propagatorem Świętych grzybów był znany nam z poprzedniego rozdziału dr Timothy Leary. Z pochodzenia Irlandczvk, katolik, wykładowca psychologii w Harward University, współtwórca (koniec lat pięćdziesiątych) psychologicznej teorii gier zwanej egzystencjalną translekcyjną wymianą zachowań, będącą częścią rodzącej się i modnej w ostatnich latach analizy transakcyjnej. Leary przebywając w lecie 1960 r. na wakacjach w Cuemaraca niedaleko Mexico City, otrzymał w darze od swego przyjaciela - antropologa siedem małych grzybków, które z kolei pochodziły z rąk uzdrowiciela-szamana z pobliskiej wioski. Wrażenia odniesione w wyniku grzybowej przekąski Leary opisywał w następujący sposób:

...spadałem przez krawędź Niagary doznań w wir transcendentalnych wizji i halucynacji. Następne pięć godzin mógłbym opisać w wielu ekstrawaganckich metaforach, ale ponad wszystko i bez żadnych wątpliwosci było to najgłębsze religijne doświadczenie mojego życia.

Po tym eksperymencie zdecydował poświęcić resztę swojego zawodowego życia jako psychologa na systematyczne badania tego nowego "instrumentu".

W krótkim czasie Leary zorganizował grupę ochotników do przeprowadzenia eksperymentów związanych z działaniem psylocybiny. Nadzór nad tymi badaniami miał sprawować Richard Alpert. W marcu 1961 r. Alpert miał przyjemność zakosztować psylocybiny osobiście. Oto fragment opisu tego wydarzenia:

Siedząc w pokoju gościnnym domu Leary'ego na przedmieściu Bostonu, Alpert widział postać ubraną w strój profesora stojącą kilka stóp dalej i rozpoznal siebie w swojej roli profesora Harvardu. Postać zmieniała się w coraz to inne aspekty jego tożsamości - muzyka, pilota, kochanka, bon-vivanta - które odłączały się od jego ciała. Następnie ku jego przerażeniu zauważył, że ciało podczas patrzenia na nie zaczęło znikać - najpierw przód nóg, potem kończyny, później tors - i wiedział wówczas po raz pierwszy, że to było: miejsce, gdzie istniałem w sposób niezależny od społecznej i fizycznej tożsamości ... poza życiem i śmiercią. Około piątej nad ranem w czasie śnieżycy przeszedł odległość kilku bloków do domu swoich rodziców i zaczął odgarniać śnieg z podjazdu, głośno się przy tym śmiejąc pełen radości.

Leary i Alpert specjalizowali się w analizie transakcyjnej i jednym z pól ich zainteresowań była resocjalizacja młodych więźniów, badania możliwości wyjścia z kręgu prowadzonej przez nich gry-skryptu w "policjantów i złodzeji".

W więzieniu dla młociocianych przestępców o zaostrzonym rygorze Massachusettes Conectional Institution przeprowadzili doświadczenie, w którym 32 ochotnikom penitencjariuszom w okresie sześciu tygodni zastosowano dwie dwutygodniowe sesje psychoterapeutyczne (resocjalizacyjne) z zastosowaniem psylocybiny. W wyniku eksperymentu zauważono, że uczestnicy byli zdolni do wyzwolenia się z zajmowanych dotychczas ról, oraz że potrafili konstruować alternatywny do dotychczasowego sposób życia. Rzeczywistą skuteczność przeprowadzonego eksperymentu miało jednakże wykryć dopiero zwolnienie warunkowe i umiejętność adartacji eks-penitencjariuszy do życia na wolności. Dotychczasowy standardowy wskaźnik powrotu do więzień przebywających na zwolnieniu warunkowym wynosil 64%, w przypadku osób poddanych terapii z użyciem psylocybiny wskaźnik ten obniżył się do 30%! Z tego 6 więźniów powróciło z powodu niedotrzymania warunków zwolnienia, dwóch zaś z powodu ponownych wykroczeń. Testy osobowościowe przeprowadzone po eksperymencie wykazały szereg pozytywnych zmian w stosunku do testów sprawdzających przed podaniem psylocybiny. Inne eksperymenty z użyciem psylocybiny przeprowadzone między innymi w ramach Harvard Psylocybin Research Project, miały na celu bliższe zbadanie i poznanie działania tej substancji, możliwości inicjowania mistycznych i religijnych przeżyć i wglądów, wpływu na obraz i sposób percepcji świata po zaprzestaniu działania psylocybiny.

Psylocybina i psylocyna są pochodnymi indolu, zawierającymi jeden atom azotu w cząsteczce co klasyfikuje je w kategorii alkaloidów, posiadają bliski związek strukturalny z serotoniną i bufoteniną. Chemiczna nazwa psylocybiny to ester ortofosforowy 5-hydroksy-N-dwumetylotryptaminy, psylocyna nie zawiera w swoim składzie estru ortofosforowego, przy podawaniu obydwu związków nie zauważono różnic w ich działaniu. Być może cząsteczka ortofosforowa nie posiada psychoaktywnych właściwości.

Psylocybina jest związkiem stosunkowo stabilnym i łatwo rozpuszcza się w wodzie podczas gdy psylocyna ulega łatwo utlenianiu i jest słabo rozpuszczalna w wodzie. Ponieważ działanie syntetycznej psylocybiny i psylocyny jest nie do odróżnienia od efektu spożytych grzybów, prawdopodobnie psylocybina w organizmie jest metabolizowana w psylocynę.

Bezpośrednio po spożyciu grzybów może czasami pojawić się uczucie senności i/lub osłabienia, w niektórych przypadkach nieznaczne mdłości lub nawet skurcze żołądka. Po upływie pół godziny do 45 minut większość osób relacjonuje odczucie ogólnego relaksu. Szczyt wrażeń przypada na około połtorej godziny po posiłku. Całe doświadczenie trwa średnio sześć godzin. Z innych objawów fizycznych można zaobserwować lekki spadek ciśnienia, rozszerzenie źrenic, suchość w ustach. Obserwowany jest zanik apetytu przyjmowane pokarmy odbierane są często jak bezsmakowa papka. Po ok. ośmiu godzinach 80-90% metabolitów zostaje wydalona z organizmu. Niewielkie ilości psylocyny mogą pozostawać w organizmie do tygodnia czasu. Około 25% środka jest wydalana jako nie przetworzona psylocyna. Główny efekt działania psylocybiny w mózgu wydaje się polegać na hamowaniu serotoniny. Jak wynika z eksperymentów przeprowadzonych na myszach, połowa dawki śmiertelnej to 280 mg/kg wagi ciała. Zawartość psylocybiny w grzybach stanowi średnio ok. 2-3% suchej masy, czyli 0,03% świeżych grzybów w których woda stanowi 88-90%.

Dotychczas nie zanotowano śmiertelnego w skutkach przypadku zatrucia grzybami zawierającymi psylocybinę. Sposób oddziaływania psylocybiny na psychikę człowieka jest według wielu badaczy trudny do odróżnienia od efektów wywołanych przez LSD-25 czy meskalinę. Tym niemniej istnieje szereg relacji, które wskazują na różne dostrzegalne różnice, a nawet podkreślające większą intensywność doznań wizualnych w porównaniu do wywoływanych przez LSD. Cytowany uprzednio R. Gordon Wasson w jednym z pierwszych szerszych opisów zauważa:

Grzyby wywołują różny efekt u różnych osób, niektórzy na przykład zdarzają się doświadczać wyłącznie boskiej euforii, która może się przekształcić w niekontrolowany śmiech. W moim własnym przypadku doświadczyłem halucynacji. To co zobaczyłem było bardziej czystym oglądem na cokolwiek, co widziałem wcześniej, w końcu widziałem oczami mojej duszy, nie zaś wyłącznie poprzez prymitywne soczewki moich naturalnych oczu. W dodatku to co widziałem było przerojone ważnym przesłaniem: byłem przejęty grozą. Moje wizje, które nigdy się nie powtarzały, składały się z rzeczy nie widzianych na tym świecie: żadnych samochodów, miast z drapaczami chmur, czy silników odrzutowych. Wszystkie moje wizie posiadały pierwotną jakość: gdy widziałem stalle chóru w renesansowej katedrze, nie były one poczerniałe od wieku i kadzidel lecz tak jakby dopiero co przybyły na miejsce świeżo wyrzeźbione wprost spod ręki mistrza. Pałace, ogrody, górskie i morskie krajobrazy, które postrzegałem, posiadały aspekt nowości i świeżego piękna którego przebłysk czasami dostrzega każdy z nas. Widziałem kilka osob z reguły z większej odległości, jednakże raz zobaczyłem ludzką postać odległą na wyciągnięcie ręki, kobietę większą niż nomalnie, zapatrzoną w półmrok morza. To jest ciekawe odczucie: z szybkością myśli jesteś przeniesiony gdziekolwiek sobie życzysz. I znajdziesz się tam bezcielesnym okiem, zawieszonym w przestrzeni, widzącym, nie widzianym, niewidoczny, niematerialny

.

Warto także zwrócić uwagę na spostrzeżenia odnotwane przez Alberta Hofmanna - odkrywcy i badacza LSD, który po spożyciu 32 suszonych Psilocybe mexicana (średnią dawkę meksykańskich Indian) tak opisywał swoje doznania:

Trzydzieści minut po przyjęciu grzybów, zewnętrzny świat zaczął ulegać dziwnym transformacjom. Wszystko przybrało meksykański charakter. Jako, że miałem dostateczną świadomość, tego że moja wiedza o meksykańskim pochodzeniu grzybów mogła spowodować wyobrażenia wyłącznie meksykańskiej scenerii, starałem się z premedytacją patrzeć na moje otoczenie tak jakby było normalnie. Ale wszystkie moje dobrowolne wysiłki, by patrzeć na rzeczy w ich zwykłej formie i kolorach okazywały się nieefektywne. Bez względu na to czy moje oczy były zamknięte czy otwarte, widziałem wyłącznie meksykańskie motywy i kolory. Gdy nadzorujący eksperyment lekarz podszedł, żeby sprawdzić moje ciśnienie krwi, przekształcił się w azteckiego kapłana i wcale nie byłbym zaskoczony, gdyby wyciągnął nóż z obsydianu. Pomimo powagi sytuacji bawiła mnie obserwacja, jak germańska twarz mojego kolegi przybiera czysto indiański wyraz. W szczytowym momencie działania środka, około 1,5 godziny po jej przyjęciu, wewnętrzny pęd obrazów, w większości o abstrakcyjnych motywach, gwałtownie zmienił się w swym kształcie i kolorach, osiągnął tak alarmujący poziom, że obawiałem się iż mógłbym być porwany w ten wir form i kolorów i ulec dezintegracji. Po około sześciu godzinach odjazd zbliżał się ku końcowi. Subiektywnie nie miałem pojęcia jak długo pozostawałem w tym stanie. Odczułem mój powrót do codziennych realiów, jako szczęśliwy powrót z dziwnego, fantastycznego, lecz całkiem realnie doświadczalnego świata do starego rodzinnego domu.

Oss i Oeric w swojej książce Psilocybin: Magic Mushroom Growers Guide opisują poniższe efekty:

Stan umysłu spowodowany pełną dawką grzybów jest euforyczny i zarazem pełen spokojnej jasności bez utraty logiki czy klarowności myślenia. Halucynacje widoczne przy zamkniętych oczach są pełne kolorów, wyraziste, mocno wyartykułowane i mogą mieć zakres od abstrakcyjnvch geometrycznych form do wizji fantastycznych krajobrazów i architektonicznych widoków. Tego typu halucynacje są bardziej intensywne gdy spożywa się grzyby w otoczeniu preferowanym przez indian Mazateków: pośród nocy w kompletych ciemnościach. Z drugiej strony jednak, jeżeli ktoś znajduje się w naturalnym otoczeniu i skieruje swoją uwagę na wrażenia dochodzące z zewnątrz odkryje że jego zmysły są nastrojone na najwyższy ton odbioru bodźców i odnajdzie rzadko (o ile w ogóle) - wcześniej doświadczaną jasność i wrażliwość słyszenia, czucia i widzenia rzeczy.

Henry Munn - autor pozycji Hallucinogens and Shamanism podkreśla znaczącą rolę wokalizacji, wrażeń głosowo-słuchowych związanych z doświadczeniem działania magicznych grzybów. Munn uważa, że psylocybina pobudza centra werbalizacji i mowy w mózgu. Podkreśla, że Indianie słyszą co grzyby do nich mówią. Nie jest to zwyczajne słyszenie głosów, lecz są to ukierunkowane wypowiedzi skierowane do przedmiotu. W swego rodzaju ekstatycznym języku szamani przekazują usłyszaną treść, Indianie z Oaxacan wierzą, że to Bóg dał im te święte grzyby jako nie umiejącym czytać, aby mogli słyszeć przy pomocy grzybów boskie słowa. Szaman w obrzędzie łączenia się z boskimi siłami za pomocą grzybów jest wyłącznie instrumentem przekazującym treść posłania płynącego od uświęconych roślin, jego inspirów psylocybiną, zmultiplikowana zdolność wypowiedzi, przemawianie (śpiew) nieraz, dwoma, a nawet (Lamowie w Mongolii) trzema głosami naraz, jest wyłącznie przekazem świętych, pradawnych treści. W rytmicznych melorecytowanych wypowiedziach nie istnieje rozróżnienie na podmiot wypowiadający treść i przedmiot wypowiedzi, "To" jest wypowiadane i artyktułowane, "To" uzyskuje brzmienie, kształt i energię. Szaman jest emanacją pierwotnych źródeł głosu będących echem stworzenia zarówno świata jak i pierwszych głosów i słów.

Grzyby w swoim działaniu są łagodniejsze od LSD, chociaż doznania są nie mniej intensywne. Grzybowy "trip" wznosi się mniej ostrą amplitudą, jest łagodniejszy w opadaniu i "miękki" w lądowaniu. Chociaż przy końcu może czasem pojawić się znużenie, nie jest ono tak męczące jak czasem się zdarza po LSD z powodu jego dłuższego działania. Indianie pomimo, a może dzięki wielowiekowej tradycji spożywają (z wyjątkiem Szamanów) święte grzyby dwa - trzy razy w roku. Boskie grzyby jak każde bóstwo mają różne oblicza - mogą ukazać adeptowi uroki raju, ale mogą też strącić śmiałka w piekielne otchłanie, pełne demonów, cierpiących i wołających o ratunek potępionych postaci. Środki halucynogenne noszą łacińską nazwę psychosomimetica - czyli wywołujące stany analogiczne psychozom - psychozy modelowe. Należy zawsze liczyć się z tym, że ktoś może mieć nieprzyjemny, pełen paranoi i lęku "odlot". Co prawda nie zdarzają się śmiertelne przypadki spowodowane spożyciem grzybów, ale realnie odczuwane chwile śmiertelnego zejścia bywały odnotowywane. Grzyby poprzez swoją moc uczą i wymagają szacunku, uczą pokory wobec samego siebie i wobec całego ekosystemu. Bez należytego stosunku do grzybów można znaleźć się w opłakanej sytuacji. Przeciętny człowiek posiada w sobie pewien określony ładunek energii psychicznych, których zapas jest pobudzony i eksploatowany podczas doświadczeń z grzybami. Doznania i doświadczenia przeżyte podczas solidnego "tripu" wystarczają na bardzo długi okres, niejednokrotnie całe życie.

Rodzaj przeżytych emocji nie jest podobny do tych z rodzaju pobudzających głównie ośrodki przyjemności jak "speedy" typu kokainy i afetaminy. Przeżycia po grzybach pozostają bardziej w sferze doznań mistycznych i intelektualnych. Jednakże "ostra" jazda po grzybach zawsze pozostanie balansem na krawędzi przepaści. Ta przepaść to otchłań, z której może nie być powrotu, lub z której powrót może być bardzo długim procesem scalania poobijanej i pokaleczonej psychiki. Dlatego stanowczo odradza się eksperymenty z substancjami halucynogennymi osobom o skłonnościach paranoicznych, depresyjnych, infantylnym i niedojrzałym psychicznie. Nie należy używać grzybów częściej niż robią to Indianie.

Nie jest to środek na nudę, czy sobotni czas relaksu, lub tani rekreacyjny "stuff" zwiększający poczucie rytmu na sobotniej dyskotece. Istnieją liczne przypadki osób, które poprzez cotygodniowe zarzucanie grzybów często połączone z ostrym paleniem trawy, a nawet wąchaniem kleju (osobiście uważam to za skandal i profanację) doprowadziły się do ostrej paranoi, połączonej z manią prześladowczą i w większości wymagały specjalistycznej opieki psychiatrycznej! W żadnym wypadku nie należy prowadzić po grzybach samochodów, czołgów, koparek czy innych pojazdów mechanicznych, szczególnie nocą. Wyostrzony zmysł wzroku powoduje olśnienia światłami reflektorów innych pojazdów i chwilowy brak widoczności.

Muchomor czerwony (Amanita muscaria)

Amanita muscaria

W swojej książce Grzyby, Rosja i Historia Wasson (wraz z żoną) opisał zbieżności, jakie zachodzą pomiędzy wierzeniami plemion zamieszkujących Syberię oraz Indian meksykańskich spożywających "Święte grzyby".

Mając świeżo w pamięci nasze meksykańskie doświadczenia, odczytaliśmy raz jeszcze co Jochelson i Bogoras napisali o Korjakach i Czukczach. Odkryli wstrząsające analogie pomiędzy użyciem muchomorów (Amanita muscaria) na Syberii, a boskimi grzybami w Środkowej Ameryce. W Meksyku grzyb "przemawia" do konsumenta. Na Syberii "duch grzybów" mówi podobnie jak w Meksyku. Jochelson powiada, że wśród Korjaków muchomór może powiedzieć każdemu nawet jeżeli nie byłby Szamanem co zaszkodziło mu gdy był chory lub wytłumaczyć mu sen, lub ukazać mu wyższy świat, lub też świat podziemi albo przepowiedzieć co może mu się przydarzyć.

Mając już zaufanie do cudownych właściwości Amanita muscaria, Kopeć przyjął lekarstwo po raz wtóry:

Po zjedzeniu mocniejszej dawki poczułem, że zasypiam w ciągu kilku minut. Na szereg godzin nowe wizje zabrały mnie do innego świata. Wydawało mi się, że zostałem skierowany na powrót na ziemię, tak abym mógł się wyspowiadać przed obliczem księdza. To wrażenie, pomimo trwania snu, było tak silne, że obudziłem się i poprosiłem o mojego ewangelistę. Było to dokładnie o północy i ksiądz ożywiony pragnieniem duchowej posługi, natychmiast wziął swoją stułę i wysłuchał mojej spowiedzi z radością, której nie mógł przede mną ukryć. Około godzinę po spowiedzi ponownie zasnałem i nie obudziłem przez następne dwadzieścia cztery godziny. Jest trudne, niemal niemożliwe opisać wizje jakie miałem podczas tego snu, poza tym są inne przyczyny które zniechęcają mnie do takiego opisu.

To co zauważyłem w tych wizjach i przez co przeszłem, to rzeczy których nigdy nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Mogę jedynie wspomnieć, że od czasu moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa, wszystko dokładnie sobie przypomniałem począwszy od wieku pięciu czy sześciu lat. Wszystkie rzeczy i ludzi których wówczas znałem i z którymi wchodziłem w związki, wszystkie moje zabawy, zajęcia, czynności jedne następujące po drugich, dzień po dniu, rok po roku, jednym słowem miałem przed oczami obraz całej mojej przeszłości. Jeżeli chodzi o przyszłość różne obrazy przemykały jeden za drugim, nie absorbując więcej uwagi niż zwykłe sny. Mógłbym jedynie dodać. że jakby zainspirowany magnetyzmem dostrzegłem, że mój ewangelista trochę zbłądził i ostrzegłem go przed pogłębianiem jego błędów. Zauważyłem, że przyjął te ostrzeżenia niemal jak głos Objawienia. Jeżeli ktoś potrafi udowodnić, że zarówno efekt jak i wpływ grzybów nie istnieją i są tylko pomyłką, przestanę być wówczas obrońcą cudownych grzybów z Kamczatki.

Muchomor czerwony, czyli Amanita muscaria, jest dobrze znanym grzybem i stanowi ozdobę naszych lasów. Żyje w symbiozie z brzozami, świerkami, sosnami, dębami i tylko w lasach, w których występują te drzewa można go spotkać. Oczywiście można tam się natknąć na inne rodzaje muchomorów, jednakże z wyjątkiem Amanita muscaria nie posiadają one substancji psychoaktywnych i w większości są mniej lub bardziej trujące. Szczególnie muchomór sromotnikowy w swej zjadliwości w 95% przypadków gwarantuje pewną śmierć bez ubocznych halucynogennych efektów.

Psychoaktywnymi substancjami które zawiera muchomór czerwony są: muskaryna, bufotenina, atronina, kwas ibotenowy, muscimol i muskazon. Dokładne badania wykazały jednak, że trzy pierwsze substancje znajdują się w śladowych ilościach, w tym sama obecność bufoteniny i atroniny zdaje się być dyskusyjna. Kwas ibotenowy - jako psychoaktywny komponent Amanita muscaria został odkryty w 1967 r. w Zurychu przez P.G. Wasera. Zawartość kwasu iboteinowego stanowi ok. 0,03-0,1 % świezej masy grzyba. Pięciokrotnie bardziej aktywny jest muscimol, którego struktura chemiczna wydaje sie być głównym sprawcą psychodelicznych efektów działania grzyba. Nieco mniej aktywnym, mającym tak jak poprzednie dwa związki pochodną izoksazolu, lub oksazolu jest muskazon. Ciekawostką jest, że powyższe związki przechodzą przez organizm człowieka w ilości i stopniu niemal pozbawionym zmian! Syberyjskie plemiona wykorzystywały ten fakt używając jednej porcji grzybów do czterech - pięciu kolejnych doświadczeń (w/g ich relacji pierwszy w kolejności z pijących mocz osoby, która zjadła grzyby miał nawet mocniejszy i spokojniejszy "odjazd"). Angielski pisarz Oliver Goldsmith w 1762 r. tak opisywał to "wielokrotne" wykorzystanie grzybów:

... Biedota, która kocha grzyby w równym stopniu jak bogaci, lecz nie może ich otrzymać z pierwszej ręki, stróżuje w takich przypadkach wokół szałasów bogatszych i czeka na moment kiedy panie i panowie wyjdą aby oddać swój płyn, podtrzymują drewnianą miskę, by uchwycić przepyszną ciecz, minimalnie przefiltrowaną, będącą nadal mocno oszałamiającą tinkturą. Następnie wypijają to z największą satysfakcją, po czym stają się tak samo pijani i weseli jak ich poprzednicy.

W przypadku muchomora nie przeprowadzono dotychczas tak dociekliwych badań, jak miało to miejsce z grzybami zawierającymi psylocybinę. Większość opinii i komentarzy bazuje na opisach konsumpcji grzybów przez syberyjskie plemiona, nielicznych ochotników na Zachodzie, czy hospitalizowanych przypadków niedouczonych i przerażonych grzybiarzy. Chociaż jak wynika to z nazwy muchomor powoduje śmierć much i owadów, nie jest to do końca prawdą. Okazało się, że owady po trwającym do 48 godzin oszołomieniu wracają do pełnej formy i odlatują w sobie tylko znanym kierunku. Szereg opisów spożywania muchomora przez plemiona syberyjskie podkreśla, że nie zanotowano przypadków śmiertelnego zatrucia tym grzybem. Być może istotnym jest fakt, że grzyby tradycyjnie są suszone na słońcu i dopiero wówczas spożywane. Badacze podkreślają ten fakt, sugerując że prawdopodobnie w procesie suszenia kwas ibotenowy przekształca się w dużej mierze w muscimol, w wyniku zaś suszenia i dokładnego obmycia bieżącą wodą zmniejsza się ilość potencjalnie niebezpiecznych substancji. Wahania w składzie chemicznym grzyba zależą od miejsca w którym rośnie, oraz od pory roku w jakiej jest zbierany. Czukczowie i inne plemiona syberyjskie zbierają grzyby latem podczas słonecznych dni. Z uwagi na możliwość pomyłki z innymi muchomorami zbiorem grzybów zajmują się tylko doświadczeni grzybiarze. Muchomor jest silnym specyfikiem i wystarczającą ilością do spowodowania pełni efektów jest jeden większy do trzech mniejszych okazów. Podobno niektórzy szamani spożywają do 12 sztuk ale przypomnijmy, że ich dieta jest zupełnie odmienna od stosowanej w Europie. Z fizycznych objawów ok. 1/2 godz. po spożyciu muchomorów mogą być: odczuwalne nudności, skurcze, drżenie i zdrętwienie kończyn. Następnie przez okres ok. 2 godzin można popaść w stan półsnu. Nadchodzą wówczas kolorowe wizje przy jednoczesnej świadomości dochodzących z otoczenia głosów, które jednak nie są w stanie poruszyć na wpół uśpionego. Po drzemce pojawia się przypływ doskonałego samopoczucia, euforii, chęć ruchu i działania. Często w formie tańca i/lub śpiewu. W tym samym czasie doświadcza się faktycznego odczucia znacznie większej siły niż normalnie. Mogą napływać kolejne halucynacje. Przedmioty mogą wydawać się większe niż są w rzeczywistości. Niektórzy mogą odczuwać przymus ujawnienia skrywanych uczuć. Ten stan ożywienia trwa od trzech do czterech godzin. Moc muchomora jest trudna do przewidzenia, zależy od stanowiska i pory zbioru. Dlatego też łatwo można przesadzić z dawką i doprowadzić organizm w pierwszej fazie do stanu podobnego śpiączce, niezdolności do ruchu i funkcjonowania. Bez wątpienia istnieją jednostki, które lubią tego typu doświadczenia, ale zawsze moze to spowodować zaniepokojenie wśród towarzyszących osób.

W 1983 r. w Zielonej Górze odnotowano przypadek, gdy młody człowiek po spożyciu czterech niedostatecznie wysuszonych muchomorów znalazł się na oddziale intensywnej terapii tamtejszego szpitala. Udzielona pomoc medyczna nadeszła w cztery godziny po spożyciu grzybów, a stan pacjenta byl alarmujący.

Przez następne sześćdziesiąt godzin pacjent przebywał w stanie śpiączki, budząc się co pewien czas i ponownie zapadając w sen. Pobierane próbki krwi i moczu wykazywały coraz gorszy stan funkcjonowania wątroby i nerek. Po dwóch dobach przebywania na oddziale intensywnej terapii, coraz gorsze wyniki prób wątrobowych pozwalały stwierdzić lekarzom, że stan pacjenta jest beznadziejny z ok. 10% szans na przeżycie. W wypadku ozdrowienia uszkodzenia wątroby skazywałyby młodego człowieka na praktyczne kalectwo do końca skróconego życia.

Po ok. 60 godzinach od przyjęcia pacjenta, próby wątrobowe uległy nagłej poprawie i wykazały normalny stan funkcjonowania organizmu. Po wyjściu ze szpitala wszystkie funkcje organizmu, włącznie z pracą wątroby wróciły natychmiast do normy. Jedną z ciekawych historii o jakich wspominał bohater wydarzenia był fakt relacjonowania ze szczegółami swojej własnej matce przebiegu pogrzebu któregoś z członków rodziny, który to pogrzeb nasz bohater miał okazję widzieć przebywając w ramionach swojej matki w wieku 16 miesięcy.

Powyższy fakt jest zbieżny z cofnięciem się w czasie pamięci absolutnej wspomnianego wcześniej naszego rodaka przebywającego na Kamczatce Józefa Kopcia. Jonathan Ott podaje, że przyjęta doustnie zawarta w masie grzyba dawka to ok. 6 mg muscimolu i ok. 5-1O razy więcej kwasu ibotenowego, oto krótki opis działania grzyba:

Po przyjęciu doustnym pełne efekty zaczęły się po ok. 90 minutach. Dla mnie charakteryzowały się falowaniem obrazu w polu widzenia, efektem 'życia' przedmiotów nieożywionych, halucynacjami słuchowymi i uczuciem wielkiej psychicznej jedności i jasności. Efekty były znacząco różne od powodowanych psylocybiną, LSD czy meskaliną i pozostawały obecne przez osiem godzin. Efekty uboczne, często zawierały nudności, lekkie zaburzenia równowagi i koordynacji oraz senność.

Pośród szeregu eksperymentów, jakie przeprowadzono w latach 50 - 60 naszego wieku z użyciem grzybów, miały miejsce i takie, które skoncentrowane były na możliwościach rozwoju i badaniach zjawisk postrzegania pozazmysłowego (ESP).

Liderem w przeprowadzaniu tego rodzaju doświadczeń był Andrija Puharich. Andrija Puharich badał szczegółowo m.in. słynnego w latach siedemdziesiątych Uri Gellera. Najbardziej interesującym przypadkiem był jednakże Hany Stone. Hany Stone był rzeźbiarzem posiadającym zdolność łatwego wchodzenia w trans mediumiczny. Za pomocą kontaktu dotykowego ze staroegipskimi przedmiotami uzyskiwał podwójną osoobowość. Jego alter ego nazywało się Ra Ho Tep, był to kapłan królewskiej rodziny żyjącej w czasach 2700 p.n.e. Stone potraił z równą łatwością przemawiać językiem staroegipskim jak angielskim oraz potrafił zapisywać całe strony hieroglifami, Dziesiątki taśm z nagraniami i setki zapisanych hieroglifami stron było następnie przedmiotem analiz niezależnych egiptologów. Pośród wypowiedzi Stone'a jako egipskiego kapłana wielokrotnie przewijały się sformułowania takie jak: "roślina życia", "roślina z czerwonym zwieńczeniem". Podczas jednego z transów egiptolodzy przetłumaczyli wypowiedź Stone'a w następujący sposób: Tehuti, to jest ten który mówi, król pięknej, świętej rośliny życia w tym samym czasie Stone narysował sporą ilość grzybów i objaśnił, że zawierają lekarstwo, które zabija ból i ułatwia "szamańskie" doświadczenia lub ułatwia poznanie zasad czasowego przebywania poza ciałem. W późniejszych doświadczenia, po konsultacji z Gordonem Wassonem i w obecności między innymi Aldousa Huxleya, Hary Stone zademonstrował pełny staroegipski rytuał spożywania grzybów.

Innym wartym przytoczenia ze względu na zbieżność z przeżyciach naszego rodaka Józefa Kopcia sprzed 200 lat doświadczeniem jest eksperyment Pucharicha z Christopherem Mayhewem, który wypowiedział się następująco:

Andrija, widziałem rzeczy których jak sądzę nie byłbym ci w stanie opisać nawet w ciągu miliona lat. Nie przebywałem tutaj w tym pokoju. Nie wiem, gdzie byłem. Ale byłem w jakimś bardzo dalekim miejscu o nieopisywalnym pięknie. Kolory, formy są poza jakimkolwiek opisem. Jedynym sposobem w jaki mogę ci przekazać co widziałem to fakt, że wszystko wokół mnie tutaj jest plugawe, brudne i straszne. To tutaj, wygląda tak brzydko, że mam nadzieję że nie dasz mi tych grzybów zbyt wiele razy, ja... nie chciałem wracać. Nie wiem, gdzie przebywałem, ale byłem gdzieś poza sobą. Podeszła kobieta. Nie wiem kim była, ponieważ nigdy nie odwróciła swej twarzy do mnie i to wszystko mogło istnieć w wyobraźni. Wzięła mnie i doprowadzila nie wiem dokąd, Nie wiem nawet czy szedłem, czy leciałem, czy co. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, więc nie mogę tego opisać.

Weszliśmy do krainy. Nie zauważyłem żadnych drzew. Nie mogę tego powiedzieć, ale widziałem kwiaty. Nie potrafię ich opisać. Były tak piękne. Zobaczyłem domy, było tam dużo domów. Jedyną rzecz jaką mogę ci powiedzieć o tych domach, to to, że wyglądały jak kopuły, były jak ule. Wszystkie były okrągłe i pięknie pomalowane. Wiem, że w mojej świadomości było to rzeczywiste. To piękno jest poza opisem, zaś ten świat jest taki brzydki, przykro mi, że wróciłem...

Grzyb - Bóstwo

Bezpośredni kontakt człowieka z substancjami psychoaktywnymi jest równie długi jak historia ludzkości. Pierwsze zapiski o używaniu opiatów pochodzą z czasów Hammurabiego z terenów Babilonu z ok. 3000 roku p.n.e. Wszystkie kultury i cywilizacje używały środków będących odskocznią w alternatywny świat innej rzeczywistości. Niezależnie od tego jak bardzo poszczególne kultury były od siebie oddalone i jakie środki były preferowane, doświadczenia psychodelliczne po grzybach były i są nadspodziewanie zbieżne w treści przeróżnych przeżywanych wizji. Europejczycy, którzy nie słyszeli nic o Meksyku i przyjmowali syntetyczną psylocybinę, opisywali wizje o typowo azteckiej ornamentyce i wzorach, syberyjscy szamani w swoim symbolicznym języku niemal cytują fragmenty Wed i tybetańskiego Bardo. Być może jest to przejaw Jungowskiej świadomości kolektywnej, lub egzemplifikacja chemicznych przemian w mózgu wspólna dla całego gatunku. Proszę zauważyć jak blisko są związane przytoczone w niniejszym rozdziale wizje przepięknych Ogrodów i krain z powszechnym i utęsknionym wyobrażeniem Raju. Aldous Huxley w swoim eseju Niebo i piekło niedocenianym zapewne z uwagi na (przepraszam za sformułowanie) entuzjastyczny biochemiczny determinizm, dostrzegł archetypową spójnię psychodelicznych relacji:

Każde doświadczenie meskalinowe, każda wizja spowodowana przez hipnozę jest niepowtarzalna, lecz wszystkie wyraźnie należą do tego samego gatunku. Krajobrazy, architektura, pęki klejnotów, jaskrawe i skomplikowalne wzory - są to, wręcz z atmosferą przedwiecznie naturalnego światła, przedwiecznie naturalnej barwy i przedwiecznie naturalnego znaczenia, tworzywa z których wykonane są antypody umysłu. Dlaczego tak jest? Nie mamy pojęcia. Jest to surowy fakt doświadczenia które, niezależnie od tego czy chcemy czy nie, musimy zaakceptować - tak jak musimy zgodzić się z faktem istnienia kangurów.

Od tych faktów wizyjnego doświadczenia Innych Światów przejdźmy teraz do relacji przechowanych we wszystkich tradycjach kulturowych - do światów zamieszkałych przez bóstwa, przez dusze zmarłych, przez człowieka w stanie jego pierwotnej niewinności. Czytając te relacje jesteśmy od razu zaskoczeni ścisłym podobieństwem między spowodowanymi lub spontanicznymi doświadczeniami wizyjnymi a niebami i krainami szczęśliwości znanymi z folkloru i religii. Przedwiecznie naturalna światłość, przedwiecznie naturalna intensywność barw, przedwiecznie naturalne znaczenie - są to cechy wszystkich Innych Światów oraz Złotych Epok. I w każdym przypadku te przedwiecznie naturalnie znaczące światła jaśnieją lub rozjaśniają pejzaże o tak przejmującym pięknie, że słowa nie potrafią tego wyrazić. Zatem, w tradycji grecko-rzymskiej znajdziemy uroczy Ogród Hesperyd, Pola Elizejskie i śliczną wyspę Leuke, gdzie został przetransportowany Achilles. Memnon udał się na inną świetlaną wyspę gdzieś na Wschodzie. Odyseusz i Penelopa podróżowali w przeciwnym kierunku i radowali się nieśmiertelnością wraz z Circe w Italii. Dalej na zachód były Wyspy Blestu, wspomniane przez Hezjoda, w istnienie których wierzono tak mocno, że jeszcze w pierwszym wieku przed Chrystusem Sertoriusz planowal wysłanie z Hiszpanii eskadry, która miała je odkryć. Magicznie piękne wyspy pojawiają się w folklorze Celtów i, na przeciwległej stronie świata, u Japończyków. Natomiast pomiędzy Avalonem na krańcach zachodnich a Horaisanem na Dalekim Wschodzie, znajduje się ziemia Uttarukuru, Inny Świat Hindusów.

Ziemia ta - czytamy w Ramayacie - jest pełna jezior ze złotymi lotosami. Są tam tysięczne rzeki, okryte liśćmi o barwie szafiru i lapis lazuli, a jeziora, błyszczące jak poranne słońce, otoczone są złotymi pączkami czerwonego lotosu. Zamiast piasku na brzegach rzek są perły, klejnoty i złoto o blasku ognia. Tamtejsze drzewa bezustannie rodzą kwiaty i owoce o słodkim zapachu przywabiającym ptaki.

Uttarakuru, jak widzimy, przypomina krajobrazy z doświadczenia meskalinowego, bogate w kamienie szlachetne. I jest to cecha wspólna wszystkim innym światom z tradycji religijnych. Każdy raj obfituje w klejnoty, lub co najmniej w przedmioty podobne do klejnotów, które Weir Mitchen nazwał "przeźroczystymi owocami". Mamy tu dla przykładu ogród Edenu w wersji Ezechiela.

Byłeś w Edenie, ogrodzie Boga. Wszelki klejnot był w tym okryciu, sardiusz, topaz i diament, beryl, onyks i jaspis, szafir, szmaragd i karbunkuł, i złoto... byłeś pomazanym Cherubinem, który wznosi się i opada pośród kamieni ognistych.

Raje buddyjskie ozdobione są podobnymi "kamieniami ognia". Przeto w zachodnim Raju Sekty Czystej Krainy są ściany ze srebra, złota i berylu; są tam jezioro o brzegach z klejnotów oraz obfitość jaśniejących lotosów, w których zasiadają Bodhisattwowie. Opisując swe inne światy, Celtowie i Teutoni mało mówili o drogocennych kamieniach, lecz wiele mieli do powiedzenia o innej, lecz dla nich równie cudownej substancji - szkle. Walijczycy mają swój błogosławiony kraj zwany Ynisvitrin, Wyspę Szkła, a jedną z nazw germańskiego królestwa zmarłych jest Glasberg, Szklana Góra. Można tu też przypomnić Szklane Morze z Apokalipsy. Więksość rajów wypełniona jest budowlami i podobnie jak drzewa, wody, wzgórza i pola, budynki te są przystrojone klejnotami. Znamy owo Nowe Jeruzalem.

A ściany jego domostw będą z jaspisu, a miasto będzie ze szczerego złota, jak gdyby z czystego szkła. A fundamenty ścian tego miasta upiększone wszelkimi klejnotami.

Podobne opisy można znaleźć w eschatologicznej literaturze Hinduizmu, Buddyzmu i Islamu.

Wśród ludzi nie mających żadnej wiedzy o drogocennych kamieniach lub o szkle, niebo jest przybrane nie minerałami, lecz kwiatami. Przedwiecznie naturalnie jaśniejące kielichy kwiatów w większości Innych Światów opisywanych przez eschatologów, a nawet w posiadających klejnoty i szkło rajach bardziej zaawansowanych religii są obecne. Pamiętne są lotosy hinduskiej i buddyjskiej tradycji róże i lilie Zachodu. Bóg zasadził ogród.

Stwierdzenie to wyraża głęboką prawdę psychologiczną. Ogrodnictwo posiada swe źródło - a w każdym razie jedno ze swych źródeł - w Innym świecie antypodów umysłu.

Związki pomiędzy stosowaniem środków psychoaktywnych, a religią, kultami religijnymi są na tyle powszechne i udokumentowane zarówno wśród najbardziej prymitywnych kultur, jak i społeczenstw, które osiągnęły wysoki poziom cywilizacji, że można mówić o nierozerwalności doświadczeń psychodelicznych i religijnych. Chociaż Huxley zdaje się w swoim eseju Drzwi Percepcji przedstawiać środki zmieniające świadomość, jako zamiennik przeżyć religijnych:

Potrzeba wykroczenia poza krępującą jaźń jest, jak stwierdziłem [A. Huxley] podstawowym pragnieniem duszy kiedy, z jakichkolwiek powodów, ludziom nie udaje się przekroczyć siebie za pośrednictwem kultu religijnego, dobrych uczynków i ćwiczeń duchowych, są skłonni uciekać się do chemicznych surogatów religii. W sytuacji optymalnej, każdy powinien móc odnaleźć autotranscendencję w jakiejś formie czystej lub stosowanej religii. W praktyce wydaje się nader nieprawdopodobne, by kiedykolwiek doszło do takiego stanu.

Proponując cywilizacji drugiej połowy XX w. coś w rodzaju zastępczego kultu psychostymulacji. Umyka przy tym podstawowy fakt: halucynogeny nie były nigdy w historii ludzkości stosowane "zamiast" religii. Były używane w trakcie obrzędów religijnych jako substancje stymulujące, wyzwalające, wzmacniające i być może inspirujące doznania religijne. Powszechność używania Amanita muscaria posiada szerokie konotacje. W antycznej Grecji słowo grzyby znaczyło również w swym źródłosłowie Pojawienie bogów. Opis Misteriów Eleuzyjskich pozwala domniemywać, że spożywano wówczas muchomora, opisy religijnych obrzędów słowiańskich, germańskich i celtyckich w czasach gdy nie spożywano na terenie Europy (z wyjątkiem Rzymu i Grecji) alkoholu, również wskazują na zastosowanie Amanita muscaria. Niezwykłą siłę, wytrzymałość i niewrażliwość na ból uczestniczących w militarnych wyprawach Wikingów przypisywano rytualnemu obrzędowi wypijania wzmacniającego napoju bezpośrednio przed bitwą. Z uwagi na treść sag oraz brak innych stymulantów we florze północnej Europy można przypuszczać, że głównym składnikiem napoju był wywar z muchomora.

Najstarszym zabytkiem religijnego piśmiennictwa Indii jest Rigveda. Jest to zbiór 1028 hymnów spisanych przez plemiona Aryjskie, które przybyły na półwysep indyjski z północy ponad 4000 lat temu. Powstanie Rig Vedy, podstawowej Księgi Hinduizmu datuje się na drugie tysiąclecie p.n.e. Około 120 wersów jest poświęcone wyłącznie wysławianiu pozbawionej korzeni, liści i kwiatów istocie o nazwie Soma. Naukowcem, który gruntownie przestudiował rolę i znaczenie Somy w Rig-Vedzie, oraz zidentyfikował tę substancję był R.G. Wasson. Odkrycie że Soma (pierwotnie, a później główny składnik) - to muchomór czerwony - Amanita muscaria było zaskakujące i oczywiste zarazem. Zaskakujące, gdyż w Indiach poza obszarami wysokogórskich lasów na północy kraju trudno jest spotkać muchomora, zaś rytualny napój Soma (składający się między innymi z grzybów i konopii) współcześnie nie zawiera w sobie Amanita muscaria.

Oczywiste jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że plemiona aryjskie (indogermańskie) napłynęly z północy, a Vedy opisują nie tylko sceny ekstazy, egzaltacji zbliżone do delirium, spowodowane wypiciem somy, ale także ceremonię picia moczu (zrozumiałą dla kultur używających muchomorów). Huxley pisze, że bohaterowie Ved pijący somę byli:

Błogosławieni na wiele sposobów. Ich ciała nabierały mocy, ich serca wypełniały się odwagą, radością i entuzjazmem. ich umysły doznawały oświecenia i w natychmiastowym doświadczenia wiecznego życia, otrzymywali zapewnienie swojej nieśmiertelności.

Filozoficzne i teologiczne implikacje efektów działania pospolitego grzyba mogą wstrząsnąć podstawą naszego światopoglądu. To co zostanie przedstawione poniżej może sprowokować refleksje nad najistoniejszymi wartościami naszego życia, a nawet spowodować utratę punktów oparcia i zaczepienia osobowości stan transcendentnej nieważkości (pożądany np. w praktyce Zen) charakteryzujący się brakiem punktów orientacyjnych, uczuciem ponownych duchowych narodzin religijnej "tabula rasa". W swych dociekaniach Wasson wysunął sugestię, że religia w formie jaką znamy, mityczny raj, piekło, cała sfera niebiańska i duchowa, zwerbalizowana w formie symbolicznego przekazu, może być rezultatem spożywania Amanita muscaria:

Gdy nasi przodkowie zdobywali pożywienie, musieli natknąć się na nasze psychotropowe grzyby, lub być może na inne rośliny posiadające te same własiwości, po spożyciu których poznali cud doświadczania obecności Boga. To odkrycie musialo być poczynione przy wielu okazjach, oddalone w przestrzeni i czasie. Musiała to być potężna odskocznia dla wyobraźni prymitywnego człowieka.

Mary Berrnard w The American Scholar w swych wnioskach posunęła się nieco dalej:

Jeżeli zaczniemy dochodzić źródeł pochodzenia mitologii oraz kultów w odniesieniu do psychoaktywnych roślin, z pewnością zadamy sobie pytanie: co przede wszystkim mogło zdarzyć się najpierw. Spontanicznie wytworzona idea życia po śmierci, gdzie wyzwolona z ciała dusza, uwolniona z ograniczeń czasu i przestrzeni doświadcza wiekuistego szczęścia, czy przypadkowe odkrycie halucynogennych roślin, które dają poczucie euforii, przemieszczenie centrum świadomości, zniekształcenie czasu i przestrzeni, rozsadzając balon ze wspaniale poszerzonymi horyzontami? Być może stare teorie mają rację, ale musimy pamiętac, że te rośliny były tam, czekając na to, by dać człowiekowi nowe idee oparte na nowym doświadczeniu. To doświadczenie musiało mieć, jak sądzę, efekt niemalże eksplozji w większej części uśpionym umyśle człowieka, zmuszając go do myślenia o rzeczach, o których nigdy wcześniej nie pomyslał. To jest, jeśli sobie tego życzycie, boskie objawienie.... Spoglądając na sprawę chłodnym okiem, na trzeźwo i bez zachwytów, ośmielam się przepowiedzieć, że pięćdziesięciu teobotaników pracujących przez pięćdziesiąt lat mogłoby uczynić aktualne teorie dotyczące źródeł mitologii i teologii równie przestarzałymi jak prekopernikańska astronomia.

W tym psychodelicznym świecie żródeł wszelkiego poznania, w jakim się znaleźliśmy, pragnąłbym podkreślić fakt opisany w Księdze IX Rig - Vedy, że dopiero wypicie somy zainspirowulo Boga Indrę do stworzenia wszechświata.

Być może rzeczywisty i realny świat jest nam dane dostrzec jedynie oczyma Boga Indry, po spożyciu odpowiednich specyfików. Być może wszyscy jesteśmy w niebie, ale nikt o tym nie wie.

Prof. Andrzej Szyszko-Bohusz zauważa, że człowiek nie został wypędzony z Raju, tylko utracił umiejętność widzenia Go. Wygnaniem było przeciwstawienie dobra i zła, podmiotu i przedmiotu postrzegania. Jego zdaniem, każda jednostka dąży do szczęścia - źródła światła i istnienia. Być może otwarcie zaworu cerebralnego - jak to nazywa Huxley - pod wpływem środków psychodelicznych, lub technik medytacyjnych, ekstatycznych i spontanicznych wglądów jest właśnie umożliwieniem oglądu świata takim jaki jest naprawdę: całkowitym, skończonym, pięknym i nieopisywalnym, gdzie człowiek stanowi jedność ze wszystkim co żywe i nieożywione. Będąc kroplą w oceanie życia staje się jednocześnie całym oceanem.

Podziękowania hyperreala dla: frustrata, bujnosa, gołego.

Tekst umieszczony bez zgody autora!

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

krecik (niezweryfikowany)

Ludzie jak wyglada mozga trzcinowata? Mam chrapke na dmt odczynniki, a mozgi ni mam?

fizz (niezweryfikowany)

tyle razy ogladana i zero komantarza
w zasadzie nie wymaga
powiem tyle nic dodac nic ujac

nie ma piekniejszych miejsc do zwiedzania
niz wlasny umysl

LaBMiM (niezweryfikowany)

Ludzie jak wyglada mozga trzcinowata? Mam chrapke na dmt odczynniki, a mozgi ni mam?

ELEWATOR (niezweryfikowany)

szukam ksiazek o roslinach psychodelicznych oraz obrzedach róznuch kultur z tym zwiazanych za pomoc z góry dziekuje. Do usłyszenia

KaJot (niezweryfikowany)

NIE MA NIC PIEKNIEJSZEGO NIZ BANKA PO GRZYBKACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ELEWATOR (niezweryfikowany)

NIE MA NIC PIEKNIEJSZEGO NIZ BANKA PO GRZYBKACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

gdf (niezweryfikowany)

Shukajcie lysiczek pod dębami u mas w centralnej polsce pozamiastem to prawie podkazdym dębem sa :))

Kali1779 (niezweryfikowany)

Zgadzam sie z kolega w 100%. Pozdrawiam ziomek:)Wiesz co dobre:):)

DobryMichał.T (niezweryfikowany)

U mnie przed domem rośnie tego w h..
Jak znajdę czas to ci zdjęcia wyślę.
Pisz do mnie jak byś coś zmajstrował.
Sam mam w planach synteze ale brak czasu-
egzaminy :(

radek (niezweryfikowany)

szukam ksiazek o roslinach psychodelicznych oraz obrzedach róznuch kultur z tym zwiazanych za pomoc z góry dziekuje. Do usłyszenia

trip2deep (niezweryfikowany)

Czy w stolicy można zdobyć kryształy DMT?

ABRADAP (niezweryfikowany)

NIE MA NIC PIEKNIEJSZEGO NIZ BANKA PO GRZYBKACH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

M. (niezweryfikowany)

Czy w stolicy można zdobyć kryształy DMT?

lolek (niezweryfikowany)

Fascynacja DMT zmusiła mnie do jego produkcji ,polegając na powyższym przepisie otrzymałem po odparowaniu substancje przeźroczystą i o zapachu miodowonaftalenowym. Jej stan skupienia przypominał bardziej gesty olej. Oczywiście zaraz nastąpiła próba :)ale niewielka ilość starczyła na jednego wira poczułem okropny plastikowy smak i malutki odjazd. Teraz zrobie nieco więcej.
Mam pytaia: 1 czy kora z akacji naszej krajowej zawiera tryptamine ?
2 jakie są zagrożenia przy używaniu DMT ?

Igor Grzybiarz (niezweryfikowany)

Mam pytanko sa juz grzybki czy zawczesnie jeszcze ? Niech ktos da znac jak juz beda.

DWP (niezweryfikowany)

Kurwa, wydaje mi się że wiem jak wygląda mozga (widziałem ją), ale kurwa jest ZIMA i blady huj........kurwa...........kurwa.............

Joosepe (niezweryfikowany)

Mam pytanko sa juz grzybki czy zawczesnie jeszcze ? Niech ktos da znac jak juz beda.

leszcz (niezweryfikowany)

Mam pytanko bardzo chce znależć sam grzybki, bo u mnie w mieście z tym bardzo ciężko. Nie wiem czy nie jest za późno.. Jeżeli ktoś wie dokładnie dzie ich szukać(mieszkam w Siedlcach, 100 kilo na wschód od Wawy) to prosze o szybką odpowiedź bo chyba sezon sie juz kończy:(( a ja musze grzybaaaaaaaa pozadro dla wszystkich bazowników

dżordż (niezweryfikowany)

Czy wiadomo komukolwiek o testach mogacych wskazac zawartosc tryptamin w roślinach (jak test Marqius a tylko ze dla tryptamin) ?

drjackyl (niezweryfikowany)

jak by trzeba bylo kilku kilo zielska to by nikt tego nie robil!!!
Tylko szukal lepszych skladnikow
a skoro sa ludzie ktorym to sie udalo to znaczy ze mozna.
aha,do otrzymania dawki efektywnej DMT potrzeba 25 - 30 g suszonej mozgi.

cheerocke (niezweryfikowany)

qrwa ja probowalem syntezy dmt z mozgi
ale chuja wyszlo bo benzyna wyparowala z tego i chuja zostalo.polecam tak to zrobic bo to co opisuja na tej stronie to szit!!!

Materials: 1. 25g Phalaris arundinacea (rather dry, note this grass contains 5-MeO alkaloids as well)
2. Pool acid
3. Litmus papers
4. Red Devil Lye
5. Lighter fluid
6. Cotton balls
7. Plastic funnel
8. Pickle jars
9. Baking dish, turkey baster, and cooking pot.

Day 1: Phalaris grass is very hard to pulverize. The grass was placed in a freezer and then into a blender. To help mash the grass down towards the blades of the blender, a small amount of water was added. Repeatedly the lid to the blender was lifted and the grass had to be pushed back down. It took over an hour to pulverize the grass sufficiently. The mixture of water and clippings was placed into a baggie. The baggie was frozen and thawed several times over a period of 24 hours.
Day 3: 5ml muratic acid added to a pickle jar that contained roughly 500ml water. Water and acid were mixed well. 25g of grass was placed in the bottom of jar B and the acidified water covered this amount of grass. Shook the jar and contents.
Day 4-11: Jar contents are shaken daily.
Day 12: A funnel was placed in jar A. Inside the funnel was placed a cotton ball. The material from jar B was filtered through the funnel into jar A. The remaining material in the filter was placed back into jar B and covered again with acidified water. Jar B contents are shaken daily for 7 days.
Day 19: Collection of aqueous solution same as Day 12.
Day 26: Final collection of aqueous solution. Plant material was thrown away. Solution was strained 3 times through coffee filters.
100ml Naphtha added. The jar was shaken 10 minutes. This was allowed to rest for 24 hours. After 24 hours the nasty stuff was skimmed off the top along with the naphtha solvent. This was done twice.

Added 100ml of naphtha again, and shook the jar for 5 minutes.

Day 28: A 5% base solution was made with lye crystals and water in an empty jar. This was added slowly to the jar containing our main solution. The pH was now ~11. The jar was slowly stirred for several hours while heated.
Day 29-31: After the emulsion had cleared the top layer of naphtha was collected and more naphtha added to the original mixture. This was done 3 times.
Day 39: The combined solvent fractions were poured into a glass baking dish and set aside for evaporation. After 4 days the dish was scraped clean and the crystals put to use. Success!

Estabahn (niezweryfikowany)

Amanita Muscaria – muchomór czerwony. Uwierzyć w siłę jego działania…trzeba tego spróbować. W piątkowy wieczór miałem gotowy susz muchomora, odważone 5g wg wskazań jednego z użytkowników AM z USA. Smak niezły, coś na wzór prażonych pestek dyni przesiąkniętych bardzo intensywnym aromatem grzybów. Teraz wspominając ten smak zbiera mi się na mdłości. Godzina 20.00. Zjadam porcję grzybów. 5g to około 3 dużych kapeluszów pozbawionych blaszek. Przypaliłem zioła dla uspokojenia. Niestety, była to zbyt mała dawka grzybów, żeby mnie sponiewierać. Następnego dnia wybrałem się do lasu i przywiozłem 3 duże i 3 mniejsze sztuki. Naturalnie wysuszyłem je w piekarniku w temp około 70-90 st. C. Postanowiłem zarzucić grzybki w niedzielę. Niedziela-godz 15.30. Podwójna dawka grzybów przeciska się przez mój przełyk. Popijam wodą i siadam do kompa. Po około 30min poczułem, jakby nogi mi się rozpuściły, jakbym miał zaraz spłynąć po fotelu na podłogę. Natychmiast wyłączyłem muzę i położyłem się na łóżku. Pierwsze wejście było bardzo podobne do wkręcania się ekstazki…bardzo mocnej ekstazki. Zadzwoniłem po przyjaciela, obiecał mnie przypilnować przy tym eksperymencie. Przyszedł po godzince. Zastał mnie leżącego na łóżku. Wtedy nie czułem już nic poza mózgiem, reszta ciała jakby nie istniała. Zawładnęło nim jakieś dziwne odrętwienie. Mogłem się jednak poruszać, ale zauważyłem, że nie mogę się wysłowić, ciężko przychodziło mi także wykonanie jakichś precyzyjnych ruchów. Bardzo miło mi się leżało, słuchałem muzyki i czułem, że sen może być najprzyjemniejszą rzeczą w życiu. Jednak, gdy próbowałem zasnąć, zapominałem o oddechu. Bałem się uduszenia. Nie spałem więc. Zacząłem myśleć o śmierci. Zacząłem mieć obawy, że mnie to czeka już tego dnia. Coś próbowało wyciągnąć mnie z tego ciała. Ciągnęło mnie do tyłu, gdy natomiast wstałem, poczułem jakby wielki ciężar spoczywał na moim karku. Przytłaczał mnie. Wciąż czekałem na halucynacje. Około 20.00 widziałem już pewne wzorki, ale bardzo drobne i niewyraźne, były na całym obszarze widzenia. Gdy leżałem w stanie półsnu, widziałem różne rzeczy, ale to nie były na pewno halucynacje, ponieważ w każdej chwili mogłem te obrazy zmieniać albo przerwać, gdy tylko chciałem. Musiałem mieć także zamknięte oczy. Około 22.00 odrętwienie było coraz silniejsze. W pewnym momencie miałem wrażenie, że się unoszę ponad łóżkiem, jakby moja głowa latała podnosząc resztę ciała, którego nie czułem, za sobą. Miałem przeskoki wizji i czasu. Muzyka mnie drażniła- słyszałem piosenkę i nagle przeskakiwała o minutę do przodu. Tak samo wizja- obraz mi przeskakiwał. Kumpel poszedł do domu, zostałem z matką. Przyszła do mnie na chwilę. Wtedy rzeczywistość bardzo mi się wykrzywiła, wstałem, próbowałem mówić, ale szło mi źle, bardzo powoli. Ona wiedziała, że jestem po muchomorach, uprzedziłem ją wcześniej. Chciałem zmienić muzykę na winampie. Podszedłem do kompa i zacząłem szukać myszki. Pytałem matkę, gdzie ona jest. Wskazała mi myszkę, która leżała obok klawiatury. Ja jej nie widziałem. Szukałem czegoś na wzór pilota do TV, widziałem to, ale nie mogłem tego znaleźć. To był tylko mój wymysł, ale byłem pewien, że on gdzieś leży. Po paru minutach zrozumiałem, że świruję. Zacząłem się z siebie śmiać… i nie mogłem przestać. Chwyciłem myszkę, ale nie umiałem się nią posługiwać. Dziwne, bo kompa mam od 7 lat. Następnie zacząłem szukać telefonu. Odnalazłem go po paru minutach i zacząłem pisać sms-a do kumpla. Nigdy nie spodziewałem się, że napisanie sms-a to taka trudna sztuka. Palce mi skakały po klawiaturze, wzroku nie mogłem skupić w jednym punkcie. Dodam, że podczas całego eksperymentu nie mogłem utrzymać gałek ocznych w jednym punkcie, jak szalone poruszały się we wszystkich kierunkach…było to męczące. Miałem swego rodzaju tiki pisząc sms-a. Jak już wspominałem- skurcze palców były bardzo silne, jakbym dostawał co chwilę jakieś silne impulsy elektryczne. Około 23.00 ogarnął mnie strach. Bałem się, że umrę. Obawiałem się, że niedostatecznie wysuszyłem grzyby i zawarty w świeżej masie kwas ibutenowy dał mi się we znaki. Nie wiem także, czy wybrałem dobry czas na eksperymentowanie, ponieważ byłem w tym czasie przeziębiony, miałem gorączkę i brałem regularnie Polopirynę S. Dodam jeszcze, że około 17.00 ściągnąłem 2 duże chmury ziela z fajki wodnej. Zasnąłem około 00.00, było to bardzo trudne, mózg wydawał się tak ciężki… jakby grawitacja zwiększyła się 10-krotnie. Sny były nadzwyczaj wyraźne, wydawało mi się, że śni mi się kilka rzeczy na raz. Obudziłem się o 03.39. Wstałem i poczułem się szczęśliwy, bowiem trucizna przestała działać. Byłem trzeźwy. Wypiłem herbatę i poszedłem spać. Obudziłem się o 9.00 rano i siadłem do pisania tego artykułu. Teraz stwierdzam, że eksperyment jeszcze się nie skończył. Mam problemy z pisaniem, mylę literki. Wizja jest na dobrym poziomie, ale wciąż mam małe przeskoki-patrzę na monitor, potem na klawiaturę, ale nie widzę momentu przejścia wzroku z jednego punktu na drugi. Wszystko jest dziwne, myślę, że jak coś zjem, to mi przejdzie-nie jadłem nic od 24 godzin. Jutro planuję zarzucić 9 grzybów-1,5 razy większą dawkę. Boję się, ale trzeba dokończyć eksperyment. Nie było przecież jeszcze zapowiadanych wizji i porządnych halucynacji. Matka zabroniła mi tego robić w domu. Najbardziej przeraża mnie jednak smak- nudności miałem przez większość czasu. Gdy teraz pomyślę o tym aromatycznym smaku grzybów, to nudności wracają. Wspomnę, że 3 razy biegałem do kibla, lecz na szczęście nie było czym wymiotować. Nie wiem, czy chcę jeszcze to przeżywać. Nie polecam nikomu, ale nie żałuję. Było ciekawie. W pewnym momencie nawet uświadomiłem sobie, że to nasze ludzkie życie jest strasznie puste, że jesteśmy tylko żyjącymi częściami tego materialnego świata, a wszystkie marzenia i idee, plany, miłości i nadzieje to ściema… bałem się wtedy, że mi tak zostanie na całe życie, że odkryłem prawdę, czułem to tak bardzo, to było zbyt rzeczywiste, by nie brać tego pod uwagę. To jak otworzyć oczy na coś, co wcześniej uchodziło uwadze, a co było zawsze realne i zawsze istniało. Pozdrawiam wszystkich zapaleńców i miłośników odmiennych stanów świadomości. Jeśli macie jakieś pytania, walcie śmiało na maila-estabahn@op.pl.

Lolek (niezweryfikowany)

tylko se to przetlumaczcie

cheerocke (niezweryfikowany)

tylko se to przetlumaczcie

NiVX (niezweryfikowany)

Shukajcie lysiczek pod dębami u mas w centralnej polsce pozamiastem to prawie podkazdym dębem sa :))

derox (niezweryfikowany)

Fascynacja DMT zmusiła mnie do jego produkcji ,polegając na powyższym przepisie otrzymałem po odparowaniu substancje przeźroczystą i o zapachu miodowonaftalenowym. Jej stan skupienia przypominał bardziej gesty olej. Oczywiście zaraz nastąpiła próba :)ale niewielka ilość starczyła na jednego wira poczułem okropny plastikowy smak i malutki odjazd. Teraz zrobie nieco więcej.
Mam pytaia: 1 czy kora z akacji naszej krajowej zawiera tryptamine ?
2 jakie są zagrożenia przy używaniu DMT ?

Pepe (niezweryfikowany)

Lektura zaciekawiła ogromnie i wprowadziła do tematu

Anonim (niezweryfikowany)

hej.

wie ktos czy zalewajac juz ususzone lysiczki wodka cos z tego wyjdzie? jesli tak to w jakich proporcjach, jak dlugo ma sie przegryzac?

 

dzieki!!!

Anonim (niezweryfikowany)

Grzyby nie należą do świata roślin ;] 

Aldonis (niezweryfikowany)

Fascynacja DMT zmusiła mnie do jego produkcji ,polegając na powyższym przepisie otrzymałem po odparowaniu substancje przeźroczystą i o zapachu miodowonaftalenowym. Jej stan skupienia przypominał bardziej gesty olej. Oczywiście zaraz nastąpiła próba :)ale niewielka ilość starczyła na jednego wira poczułem okropny plastikowy smak i malutki odjazd. Teraz zrobie nieco więcej.
Mam pytaia: 1 czy kora z akacji naszej krajowej zawiera tryptamine ?
2 jakie są zagrożenia przy używaniu DMT ?

Grzybiarz jesienny (niezweryfikowany)

" Nie spotkałem się z doniesieniami o zjedzeniu więcej niż 150 sztuk. Spożycie 100 egz. grzybków (lub wywaru) to już jest naprawdę bardzo wstrząsające przeżycie. " Ciekawy cytat... Mam za sobą wiele doświadczeń z ilością większą niż 100 sztuk. Najwięcej zjadłem 200 z małym chaczykiem (do 10 szt.) plus dużo zioła plus browar. Fakt, że nie było to zbyt przyjemne. W czasie "głównych halunów " byłem przekonany, że ktoś mnie otruł, idzie za mną z kolegami i gwizda, śmieje się ze mnie i czeka na rezultat... Kiedy "główne " zeszły straciłem zupełnie kontakt z rzeczywistością. Zastanawiałem się kim jestem, skąd się wziąłem itp. szedłem ciemną drogą (powrót do domu) i wydawało mi się, że właśnie powstałem z jakiejś materii i jestem sam na świecie. Nie pamiętałem kompletnie nic, więc nie miałem przeszłości. Nie wiedziałem też dokąd idę. Zapaść skończyła się ok. kilometra przed domem. Obiecałem sobie, że już nigdy więcej nie zjem grzybów. Następnego dniia wrzuciłem 150. Ale ja to pryszcz, kolega pochłonął 300 sztuk. Z tego co mi wiadomo nie było to niestety również zbyt przyjemne przeżycie. Jednak moje osobiste doświadczenia po 100 i więcej były w prawie wszystkich przypadkach maxymalnie pozytywne, na poziomie orgazmu ;) Co ciekawe, miałem też zgona po 4 (czterech!!!) grzybach. Nauczyło mniiie to, że grzyby są nie obliczalne. Pozdrawiam.

cheerocke (niezweryfikowany)

jak by trzeba bylo kilku kilo zielska to by nikt tego nie robil!!!
Tylko szukal lepszych skladnikow
a skoro sa ludzie ktorym to sie udalo to znaczy ze mozna.
aha,do otrzymania dawki efektywnej DMT potrzeba 25 - 30 g suszonej mozgi.

Aldonis (niezweryfikowany)

jak by trzeba bylo kilku kilo zielska to by nikt tego nie robil!!!
Tylko szukal lepszych skladnikow
a skoro sa ludzie ktorym to sie udalo to znaczy ze mozna.
aha,do otrzymania dawki efektywnej DMT potrzeba 25 - 30 g suszonej mozgi.

Aldonis (niezweryfikowany)

...ale zajebiście ja właśnie dzisiaj otrzymałem papierki lakmusowe, phalaris stygnie w lodówce... tylko chujowo jest z tą ilością phalaris ... huj wi ile to jest 200g... jak nawet tego trochę będzie zacznę produkcję massową......

999 (niezweryfikowany)

Cześć!
Dajcie znać gdzie można znaleść czapeczki wolności w Warszawie lub jej okolicach lub wskażcie jakieś "ścieżki " na których rosną.

annonymous (niezweryfikowany)

...ale zajebiście ja właśnie dzisiaj otrzymałem papierki lakmusowe, phalaris stygnie w lodówce... tylko chujowo jest z tą ilością phalaris ... huj wi ile to jest 200g... jak nawet tego trochę będzie zacznę produkcję massową......

cheerocke (niezweryfikowany)

tak to jest ak ludzi interesuje telewizja radio i samochod a nie extrakcja dimetylotryptaminy , i wyzsza chemia.
dlatego tez jest dmt malo ,zresztą latwiej jest wychodowac konopie samosiejk niz mt co?

spy_hunter (niezweryfikowany)

"Nie spotkałem się z doniesieniami o zjedzeniu więcej niż 150 sztuk. " - heh, mam znajomego, który zjadł 200 świerzych :D, a on ma znajomego, który zjadł 628 8-D. Założył się z kumplem, że zje tyle ile znajdzie i znalazł właśnie 628 :]. Uprzedzam pytania: żyje, ma się nieźle, jest zdrowy i stosunkowo normalny. Pozdrawiam.

kkk (niezweryfikowany)

czy ktos moze mi powiedziec jak skutecznie rozpoznac lysiczki? i czy mozliwe jest zeby po zjedzeniu 22 sztuk nie wystapily zadne albo prawie zadne(na tyle subtelne, ze trudno odroznic od autosugesii, nawet zrenic nie rozwalilo)objawy?grzybki ktore zebralem do opisu pasuja idealnie,rosly takze w miejscu w ktorym wiem ze zwykle wystepuja i byly jedynymi tego typu rosancymi tam czapeczkami...hmm moze ma na to wplyw niekorzystna dla nich pogoda... bardzo sucho, i wysyp w rejonach ogolnie slaby. tych 22 szukalem 1,5 godz.:/

DWP (niezweryfikowany)

dziwne kurwa że co drugie zdjęcie mozgi które znalazłem na necie jest inne... jak ona w końcy wygląda... ... a takiego zdjęcia jak na hyperrealu nie ma nigdzie na necie...

Asłanov (niezweryfikowany)

Brak mi słów jestem zachwycony w głowie mi płonie milion fantastycznych myśli i życiowych planów:)

Towarzysz X (niezweryfikowany)

czy w Polsce je jakis sposob na zdobycie DMT w dowolnej postaci?

CHEEROCKE (niezweryfikowany)

Obczaj DWP ,ze ja tesz mialem problemy z zidentyfikowaniem mozgi ale udalo sie .Jak bede mial fotke to ci wysle

horus777 (niezweryfikowany)

Drogi Przyjacielu!

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem ten fascynujący tekst.
Sugestie końcowe moim zdaniem bardzo trafne. Jutro kolejne lektury, bo już północ...

I nie ustawaj w tych pożytecznych poszukiwaniach!

Wszystkiego najlepszego.

avp2 (niezweryfikowany)

A mi się ekstrakcja nie udała, w huj pracy, w huj ziela, w huj z tym wszystkim, .............

jednak było by fajnie zrobić coś samemu/ jednak ekstrakcja się nie udała:(....czemu

a jak by się udała, to co dalej,,, ile to jest
40-50 mg?? ja takiej dokładnej wagi nie mam....:( może by tak inaczej zabrać się za ekstrakcję

NIC NOWEGO ale skoro ta substancja jest nierozpuszczalna w wodzie a jego sul(cytrynian??) jest---....więc nie widzę problemu
.... OTO "MÓJ" PRZEPIS i nie wiem dlaczego miałby nie działać,niestety teraz go nie sprawdze bo nie mam "torturowanego" zielska,
(najpierw przeczytaj orginalną ekstrakcję!!!)
-bieżemy to ziele, zalewamy wodą, i dodajemy kwasek cytrynowy,ogrzewamy
-filtrujemy
-oczyszczamy bęzyną ekstrakcyjną, do rozdzielacza,
-wywalamy bęzynę
-warstwę wodną dalej odparowujemy,zagęszczamy
-dolewamy amoniak(wodę amoniakalną)
-i teraz, powinna się wytrącić nierozpuszczalna substancja DMT, i powinna być dosyć czysta,
-czy się wytrąci to nie wiem ale powinna!! jak nie to i pewnie dodatkowa ekstrakcja bęzyną nic nie da!!!

ten uproszczony sposób byłby lepszy-nie trzeba czekać aż bęzyna wyparuje, i nie trzeba się ć że nie wyparuje do końca!!!!

POZDRO

avp2 (niezweryfikowany)

Tylko nie jestem pewny co do jednej sprawy, czy ta sól(cytrynian??) jest rozpuszczalna w bęzynie?? jeśli tak to nic z tego nie wyjdzie....

chyba żeby wziąść pod uwagę różnicę rozpuszczalności....może sól ta w wodzie jest lepiej rozpuszczalna??? ale nic za kilka miesięcy wiosna ,,,,,,,,,,,,,,,,,, :) :) :)

avp2 (niezweryfikowany)

Z jednym się zgodzę, zidentyfikowanie tej mózgi to horror, tyle tego badziewia rośnie,wszystkie są podobne.........??? myślę że chodowałem dobrą roślinkę?????

AVP2 (niezweryfikowany)

Lepsza jest Psyhotria viridis !!!

toksykomaniak 666 (niezweryfikowany)

18.07.2004.

BenY (niezweryfikowany)

prosze dajcie wiecej na temat ekstrakcji DMT
jakieś nowe sposoby destylacji z mozgi lub cos w tym stylu

Zajawki z NeuroGroove
  • Alprazolam
  • Klonazepam
  • Marihuana
  • Pozytywne przeżycie

To było wczoraj, poniedziałek, ja wolne, wszyscy czymś zajęci. Siedzę spokojnie na kanapie, z herbatką, okna zasłonięte jak lubię. Ogólnie Miłe, ciepłe, bezpieczne, znajome miejsce.

Info na wstęp:

Kobieta, 22 lata (no już tuż tuż), z jakimś tam doświadczeniem, o którym info po lewej stronie o ile się nie mylę :D (Bo to mój pierwszy raz tu)

0,5 mg xanaxu (alprazolam)lufka dobrej mjDawka alpry nie duża, ale przez poprzedni była jedzona, z klonem też i kodeina się zdarzyła, więc efekt mógł się jakoś utrzymywać

  • Kodeina

Substancje:600 mg (- troszkę bo sie rozlało) + 5mg cetyryzyny godzinę przed.

S&S: Sobotni wieczór bez perspektyw, chęć wyczilowania. Waga ok, 70kg.

Doświadczenie: THC, Amph, MDMA, BZP, Ephedrine, Cocaine, Codeine, DXM, LSD, Mushrooms, DOC, Zolpidem, Alc, Salvia, Gałka muszk.,

JWH - 018, mcPP, TMFPP, tramadol, Mefedron, piperazynki, fenetylaminy itd.

19:25 Roztwór został umieszczony w prawie pustym żołądku, popity bardzo ciepłą przegotowaną wodą.

Czekam na pierwsze efekty :)

  • Inhalanty


poziom doświadczenia:

- marihuana (kilkanaście razy)

- hasz kilka razy

- dxm

- benzydamina

- wszelkie inhalanty (setki razy)



Cel zazycia :

- super filmy (halucynacje)

- klimat

- rozmyślanie

- oderwanie się od rzeczywistości

- rozuźnienie



Miesiąc temu Gazik Ronson powrócił do łask, powróciłem do niego bo brakowało

mi tego "czegoś" co jest po nim a niema po aloholu, trawie i podobnych rzeczach.

  • Dekstrometorfan
  • LSD-25
  • Miks

Popołudnie, własny pokój, nie mogłem się doczekać :)

Po tym jak kwaszenie ze znajomymi zostało odwołane, nie mogąc doczekać się kolejnej okazji postanowiłem zarzucić planowane kombo samemu w pokoju. Około godz. 13 połknąłem 18 kapsułek tussidexu, po ok. pół godziny poszedłem rzygnąć. Nie jadłem nic od paru dobrych godzin, więc łatwo poszło. Wróciłem do pokoju, usiadłem na łóżku, dalej czuję źle w brzuchu. Postanowiłem się położyć... nie, nie zdążyłem.