26 grudnia 2023pomasujplecki pisze: @polymerase fajnie opisujess swoje przeżycia i (nie)szacun że Ci się (nie)udało w parę sekund. Odratowanie to pewnie przymusowy wariantnik i patrzenie na reakcję rodziny której nie chciałoby się widzieć. Nawet wtedy i tak nie potrafilbym zniszczyć resztę życia swoim rodzicom.
Parę dopowiem
Ad.1 Uduszenie się amatorskie przez samo uduszenie to bardzo tragiczne uczucie. Tu chodzi żeby odciąć całkowicie główne żyły od mozgu żeby mózg nie miał możliwości się bronić świadomie. Do tego muszą być mocne budowlane linie albo inny rodzaj wystarczająco obejmujący i zaciskający szyję. Tak jest chwilowa euforia w amoku adrenaliny i znikasz, wszystkie twoje problemy zostały rozwiązane, wydaje się to zachęcające ale ja tam wcześniej wolał pobrać kredyty i poszaleć, a to znaczy że jednak daleko mi tego.
Ad. 2
Podczas topienia jest już pełna adrenalina i instynkty, topielec bardzo często chcąc jeszcze nie brać wdechu wręcz automatycznie połyka wodę.
Niestety nie ma szans mówić tu o spokoju, pojawiają się wymioty a woda w płucach strasznie je pali i musi być straszne + duszenie sie, kiedyś czytałem że to najmniej bolesny sposób, ale po wczytywaniu się głębiej w relacje odratowanych zmieniłem zdanie
Ad 3. Tak jest opcja na strzelnicy, nawet dochodziło do takich sytuacji.
Trzeba by było jakoś odwieść mysli delikatnie obracając broń okazując zainteresowanie. Wtedy się schylić bo większą szansę niż jak dostaniesz w łapę podnosząc ja.
Akurat myślałem o spluwę a darkneta.
Strzał w łeb i nawet nie zdąży mózg zarejestrować przebicia głowy a sam mózg nie boli. Dodatkowo dajemy sobie szansę ominąć ten narkotyczny sen bozej laski.
No ale kto wie co jest potem.
Pojęcie nic jest głęboko filozoficzna kwestia. Ktoś uratowany nie może nazwać tego nic.
Ja nie wiem wogole życie to dziwny wybryk wszechświata.
Najciekawsze jest to że oni nie powstaje już jako nowe mimo warunków, powstało tylko raz.
Można się rozmnażać ewolucja trwa miliony miliardy lat, życie przetrwało.
Każda żywa istota posiada ten sam genom. Nie wykluczam nigdy istnienia Boga ale o tym nie myśle.
Ooo nie, może cię zaskoczę (chyba w detoksie opisywałem, nieważne).
Stało się to na szpitalnym detoksie, po ponad 2 tygodniowym pobycie (miałem być około miesiąca).
No i co, przyjechałem uzależniony od klonów (max 4mg), Tramalu (max 1000-1200mg) i pregabaliny (max 900mg), już tam nie wliczam kwetiapiny.
Ja tam byłem z 12 raz, wiesz w moim województwie nie ma detoksów dla narko tylko w jednym miejscu a i tak mam tam z 150km...
Czyli oni znają mnie, ja znam ich...
Na początek dostałem:
x3 200mg Tramalu w kroplach
x3 10mg relanium
x1 150mg (na noc, bo tak chciałem) i rano x1 75mg PREGABALINY !!!
To zobacz jak mi już w pierwszy dzień zjechała z pregi gdzie wyraźnie miałem napisane od lekarza na skierowaniu dawkowanie (a wiadomo i 1200mg pregi się brało) na to doktorka też musi być wyczulona.
Na drugi dzień czy następny (bo też ładnie przyjechałem naładowany lekami) mówię do niej czy nie za szybko z tą pregabaliną - ona na to obecnie tak zostawimy, doświadcza Pan prawdziwego życia, stresu i receptory się na nowo coś tam (już nie pamiętam).
Mówię dobra, chuj najważniejsze jest benzo to szło wytrzymać na 30mg relanium i 600mg tramca, jeszcze dała mi bo chciałem sertraline 50mg (w małej dawce). I tak dzień za dniem - kurwa a jakie zmiany w szpitalach (niby jakaś ustawa weszła) że nie można jarać szlugów i zakazali sami brak telefonu, obojętnie - coś co miało dostęp do internetu... A wcześniesze detoksy szlugi normalnie, fon - te dwie rzeczy były dobre do i zajęcia trochę sobie głowy (głównie telefon z netem) i czas szybciej leciał a tak poza rozmowami (a wiadomo jakie rozmowy są na detoksach) co kto ćpał, kradł itd i później leżysz jak ta kłoda i patrzysz się w ścianę. Chujnia na maxa.
Trochę przyspieszę pisanie xd
Dobra w połowie, to gdzieś tak po dobrym tygodniu już mniejsze dawki rolek i tramca i zaczyna się sajgon w głowie... Mówię do niej że mam objawy schizofreniczne tj. jakby ktoś coś knuł jeśli chodzi o moją osobę, jak ktoś coś gadał to słowa zlewały mi się że o mnie gadają jakieś straszne rzeczy itd. (glosów nie słyszałem) - to na to dała mi buspiron w jakiejś większej dawce (który swoją drogą gówno mi pomógł).
I co, lecimy do zera z trzech sami wiecie jak potężnie silnych leków na raz, czułem dziwne odczucie mózgu, taka przeraźliwa cisza i znowu mocarny lęk napędzał schizofreniczne efekty a to napedzało już myśli samobójcze.
Zgłosiłem jej to, to miała mi załatwić miejsce już nie na oddziale detoksykacyjnym tylko psychiatrycznym ale z tego się cieszyłem (bo wolał bym siedzieć z ludźmi którzy mają większe problemy) niż przyjeżdża ziomek po helupie, 3-4 dni i już zadowolony, zaczyna ciwiczyć itd. (dlaczego ja tak nie mam...)
I codziennie już takie efekty i coraz silniejsze aż w końcu (byłem z jednym kolesiem tylko na 4 osobowej sali) on akurat spał, a ja leżę i patrzę na tą kratę (bo tam wiadomo kraty i siatka bo przerzutów było miliony tam).
I wpadłem w ogromną psychozę, w szał, w jeden pomysł aby to zatrzymać - czyli powiesić się.
Dodam że to była godzina około 19, w tym stanie nawet nie pomyślałem o rodzinie, o niczym...
Wziąłem prześcieradło i najpierw owinałem szyję i mocno zacisnałem, drugi koniec jednak nie kracie bo tam pierdolenia by było za dużo (bo ta siatka przeszkadza) no to jak jest łóżko to na końcu jest taka barierka, zawsze sobie tam wieszałem ręcznik, barierka miała wysokość trochę wyższą niż klamka w drzwiach (a jak wieszali się na klamkach to i na tym da radę, nawet lepiej) bo lepiej było obwiązać kilka razy i zawiązać na kilka supłów.
Zacząłem się opuszczać i po chwili (musiałem dobrze wymierzyć) i jeszcze póki byłem świadom to ile wlezie od strony gardła zaciskałem supeł. Także bardziej się dusiłem niż wieszałem, nazwałbym to lekkie wieszanie się z mocnym duszeniem.
I po chwili taka ulga, co to było za uczucie, nie czułem już ciała i tak jakbym wleciał na wyższy level. Pięknie było, rozjaśniło się, nic mnie nie bolało, coś na wyraz chujowego duszenia również nie (mimo tego wszystko pamietałem) już powoli chyba tlen do mózgu nie dochodził i weszły jakieś osoby do sali i wiadomo dzida do mnie, wszystko rozjebali a ja na glebę i drgawki (to też pamiętałem, w sumie wszystko pamietałem ale nie wszystko widziałem), później słyszałem że byłem mocno siny na twarzy i cały lodowaty, przybiegł personel i tylko słyszałem "na psychiatryk, na psychiatryk".
Na chwilę dali mnie na salę z kamerą (obserwacyjną) i czekali na lekarza dyżurnego bo już większa część personelu była poza pracą.
Lekarz mi jakieś tam czucia sprawdzał itd, znajomi z detoksu pomogli mi się spakować bo byłem w lekkim szoku i bez sił totalnie.
Przyszli salowi z budynku obok, także nie musiałem targać tych plecaków daleko i tam też na salę obserwacyjną tyle że z jedną niespodzianką - z pasami przyczepionymi do mojego łóżka.
O kurwa - nie życzę nikomu leżeć zapięty w pasy, na szczęście to była już powoli godzina do spania i dobrze że zasnąłem aż do rana (bo nie musiałem czuć tych pasów jak spałem) a z początku koleś w sali dał mi tipa abym nie szarpał się z pasami i nie darł mordy bo to tylko pogarsza sprawę, a nawet próbując wyrwać chociaż rękę to już sobie szkodzisz bo po 1. I tak się nie wyrwiesz a po 2. Puchnie ci łapa, nadgarstek to wtedy bardziej uciska i boli, no to spróbowałem do tych leków na sen leżeć w miarę spokojnie (a i jeszcze jak wariujesz to dłużej zostajesz w pasach). A ja że byłem spokojny to na drugi dzień przyszła jakaś pani i mówi do mnie w skali od 0 do ilu (nie pamiętam) - może się to powtórzyć jeśli pana podepniemy z pasów, no to ja ze 0 i na początek odepneli lewą stronę (lewą rękę i lewą nogę) i już była taka ulga... a po 30 min odpieli prawą stronę i tylko doktorek przyszedł do mnie i ile brałem klonów, to zawyżyłem do od 6 do 8mg, to dał mi na początek x3 2mg.
I wtedy od razu dostałem klona, jak się zaladował to na bajerę do ludzi poszedłem, patrzę a w torbie która była na detoksie w depozycie, są szlugi, kurwa a mi się tak jarać chciało, a w tym budynku można było palić, można było mieć telefon, znacznie lepszy oddział ale tam też pomieszany bo również tam detoks jest.
I tam też wytrzymałem dwa tygodnie, jak już byłem na niskich dawkach i czułem znowu że to nadchodzi w pizdu wypisałem się na własne żądanie (tylko 11 dni miałem przymusowe).
I tak biorę do dziś i z benzo w moim przypadku nie ma szans abym to rzucił, nie ma szans. Z opio jeszcze walczę ale z bzd się poddałem (jedyne co to mogę dawkami operować).
No moja mamuśka przez telefon cały czas płakała itd ale w miarę szybko doszła do siebie... ; (
Obiecałem że za jej życia nigdy więcej się to nie powtórzy (bo to druga próba S.) Z 4 lata temu wyskoczyłem z 3 piętra przez okno ale dobra już tego nie będę opisywał bo mnie palce bolą już a pisze na telefonie i trochę do czytania jest xd
No i na koniec to co opisujesz to w większości otworzyłeś mi oczy, hmm ciekawe.
A i po takim siedzeniu, duszeniu właśnie mogłem zostać warzywem czy kaleką jak mózg już tlenu powoli nie otrzymywał...
Obecnie myśli S - neguję.
Jak jakieś błędy będą to sorrsy, słownik w tel mógł zmienić wyraz.
Ja pierdole jaki post ; d
Ja miałem karetką na psychiatryk kilka razy transport na izbę przyjęć, jak zadzwonili domownicy na 112 po tym jak się ciąłem, ręce, szyję itp.
Można powiedzieć że szukałem tętnicy szyjnej ale chyba za płytko się pociąłem.
Izba przyjęć -> szwy -> psychiatryk o 2 w nocy. Ja na dawce 20mg klona i coś tam jeszcze, oxy, majka, prega
i idę na oddział, 14 dni, dostaję TYLKO SSRI i kwetę. 0 benzo, 0 bupry, bo ten oddział nie miał nawet detoxu, to był zwykły psychiatryk, gdzie 99% pacjentów to schizofrenicy lub alkoholicy.
ja pierwszy dzień skoczyłem do tych 3 "Sanitariuszy" - cała trójka wytatuowane byki - rezultat- pobili mnie, poddusili i jeszcze trafiłem w pasy. Na jakieś 12 godzin. Szarpałem się, darłem bez przerwy całą noc, a pasy się same zaciskają jak mój przedmówca powiedział.
Cały oddział pobudziłem, wszyscy mnie hejtowali.
Codziennie trafiałem w pasy, za nic, jeszcze współlokatorzy jak poprosiłem o lyk picia, to wyciskali mi swoje mokre majty na twarz. Jak poszedłem to powiedzieć pielęgniarkom oddziałowym, to nie wierzyły mi "och, przez 15 lat nigdy się takie coś nie stało tu, co pan za głupoty opowiada" jebane, przez 15 lat, a ja pierwszego dnia miałem mokre majty na ryj wyciskane będąc przypiętym pasami. A dobrze mogły to zobaczyć, bo sala była kamerowana. Widziały co chciały, w nocy szedłem do WC - to "co się szwendasz, budzisz wszystkich" - i rezultat kurwa pasy. Za nic trafiałem w pasy codziennie, każdy mnie nienawidził, personel i lekarze w nic nie wierzyli, lekarz prowadzący do mnie "pan robi wybryki, ekscesy, nie chcemy tu pana" a ja do niego "a ja nie chcę tu być" - to on coś tam że sądowne wypisanie załatwi zdalnie, nie wiedziałem ocb, pewnie takie, że w papierach miałbym że w psychiatryku każdego budziłem co nocy, sprawiałęm wchuj problemów (mimo że to nieprawda), naprawdę te 14 dni to było ciężko wytrzymać. Dopiero po 14 wyszedłem na własne żądanie, bo ponoć tyle musi minimum minąć.
No chujnia na maxa.
Do izolatki trafiałem, np. na 24h, a była zima, było tam może 5-10 stopni, myślałem że zamarznę, miałem t-shirt i cienką pościel
Psychiatryki, jeszcze te bez detoxów, to chujnia na maxa, nie polecam NIKOMU, największemu wrogowi.
Jebana nerwica lekowa, depresja i zaburzenia osobowsci.
31 grudnia 2023Sawant pisze: @polymerase fajny post, lubię czytać takie.
Ja miałem karetką na psychiatryk kilka razy transport na izbę przyjęć, jak zadzwonili domownicy na 112 po tym jak się ciąłem, ręce, szyję itp.
Można powiedzieć że szukałem tętnicy szyjnej ale chyba za płytko się pociąłem.
Izba przyjęć -> szwy -> psychiatryk o 2 w nocy. Ja na dawce 20mg klona i coś tam jeszcze, oxy, majka, prega
i idę na oddział, 14 dni, dostaję TYLKO SSRI i kwetę. 0 benzo, 0 bupry, bo ten oddział nie miał nawet detoxu, to był zwykły psychiatryk, gdzie 99% pacjentów to schizofrenicy lub alkoholicy.
ja pierwszy dzień skoczyłem do tych 3 "Sanitariuszy" - cała trójka wytatuowane byki - rezultat- pobili mnie, poddusili i jeszcze trafiłem w pasy. Na jakieś 12 godzin. Szarpałem się, darłem bez przerwy całą noc, a pasy się same zaciskają jak mój przedmówca powiedział.
Cały oddział pobudziłem, wszyscy mnie hejtowali.
Codziennie trafiałem w pasy, za nic, jeszcze współlokatorzy jak poprosiłem o lyk picia, to wyciskali mi swoje mokre majty na twarz. Jak poszedłem to powiedzieć pielęgniarkom oddziałowym, to nie wierzyły mi "och, przez 15 lat nigdy się takie coś nie stało tu, co pan za głupoty opowiada" jebane, przez 15 lat, a ja pierwszego dnia miałem mokre majty na ryj wyciskane będąc przypiętym pasami. A dobrze mogły to zobaczyć, bo sala była kamerowana. Widziały co chciały, w nocy szedłem do WC - to "co się szwendasz, budzisz wszystkich" - i rezultat kurwa pasy. Za nic trafiałem w pasy codziennie, każdy mnie nienawidził, personel i lekarze w nic nie wierzyli, lekarz prowadzący do mnie "pan robi wybryki, ekscesy, nie chcemy tu pana" a ja do niego "a ja nie chcę tu być" - to on coś tam że sądowne wypisanie załatwi zdalnie, nie wiedziałem ocb, pewnie takie, że w papierach miałbym że w psychiatryku każdego budziłem co nocy, sprawiałęm wchuj problemów (mimo że to nieprawda), naprawdę te 14 dni to było ciężko wytrzymać. Dopiero po 14 wyszedłem na własne żądanie, bo ponoć tyle musi minimum minąć.
No chujnia na maxa.
Do izolatki trafiałem, np. na 24h, a była zima, było tam może 5-10 stopni, myślałem że zamarznę, miałem t-shirt i cienką pościel
Psychiatryki, jeszcze te bez detoxów, to chujnia na maxa, nie polecam NIKOMU, największemu wrogowi.
Generalnie przypominasz mi historie mojego znajomego z oddzialu, ktorego tez sanitariusze pobili doslownie. Nie byl to czasem szpital na aleksandrowskiej w lodzi?
Jak wyskocze z tego gowna to tez udostepnie tutaj swoja epikryze i historie wizyt.
10 maja 2023Verbalhologram pisze: Ja nie chcę popełnić samobójstwa, ale co dziwne czasami chcę umrzeć, nie wiem jak to u siebie wyjaśnić.
Ja nie raz sobie myśle przykładowo patrząc na przejeżdzające auta, że wszystkie wspomnienia i tysiące dni by poszły w pizdu w ułamku sekundy gdybym tylko sobie usrał i wykonał jeden ruch
Ja przestałem chodzić na pogrzeby swoich kumpli z samobójstwami już chyba od 3ciego, bo mam to w d*pie, gośćie się wieszają kumple z podstawówki a h*j im w d*pe, przestałem się przejmować.
Dla mnie samobójstwo to słabość, nie żaden wyczyn do chwalenia się.
Teraz odniosę się do ostatnich postów i w sumie do samego tematu, o samodestrukcji:
Wg mnie jak się nie ma drugiej połówki, dzieci, rodzice już umarli, samobójstwem nie skrzywdzimy nikogo. Ja np. nie mam bliskich kumpli, jestem introwertykiem i nie dopuszczam innych za blisko. Wg mnie jakbym się zabił to nikt by nie płakał, nikt- dalsza rodzina typu ciocie wujki kuzyni to widziałem ich może z 5 lat temu na jakimś weselu, pewnie mnie tylko pamiętają, ale nic więcej.
Ważne żeby znaleźć metodę ze skutecznością 99%+ żeby nie zostać na wózku. Już kilka takich sobie upatrzyłem, ale na razie jeszcze mama żyje no i pod mostem nie jestem.
Jak to ktoś powiedział, chyba u londiego to przeczytałem, musisz umrzeć, ale nie musisz żyć.
Przeczytajcie sobie książki od adwokatów legalnej eutanazji, wiele jest ciekawych argumentów za, dlaczego mam żyć, skoro mogę wybrać sobie godną śmierć itp. Wielu lekarzy, etyków jest za tym, coraz więcej krajów wprowadza takie ustawodawstwo, już nie tylko terminalnie chorzy pacjenci, ale ostatnio w Belgii/Holandii uśpili bodajże 19-20 latkę, która miała lekooporną depresję i PTSD po zamachach na lotnisku w Brukseli. IMO ok skoro ona i jej rodzina tak zdecydowali, przynajmniej zachowuje sie dignity, a nie miałaby się rzucić pod pociąg.
@Krzysiu86Dr zdradzisz miasto i ten budynek? poczytam sobie o przypadkach i obczaję na duckduckgo view. Lubię takie tematy, ogólnie interesuję się suicydologią.
Mundur nie izoluje od rzeczywistości. O hipokryzji, która pęka na komisariatach
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Nowy sposób rozprowadzania narkotyków w Berlinie. Rodzice muszą być szczególnie ostrożni
Policja w Berlinie wydała ostrzeżenie dotyczące nowego sposobu rozprowadzania narkotyków: kolorowe ulotki z danymi kontaktowymi dealerów wrzucane są bezpośrednio do skrzynek pocztowych razem z saszetką kokainy, haszyszu, ekstazy, marihuany lub innego narkotyku.
CBŚP rozbiło „rodzinny” gang przemytników narkotyków. 12 osób z zarzutami
Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, działając wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Krakowie, rozbili zorganizowaną grupę przestępczą podejrzaną o przemyt znacznych ilości narkotyków z Hiszpanii do Polski oraz ich dalszą dystrybucję. W wyniku skoordynowanej akcji przeprowadzonej na terenie województwa śląskiego i małopolskiego zatrzymano 11 osób, a łącznie zarzuty usłyszało 12 podejrzanych.
Jad ropuch i grzyby halucynogenne. Big Pharma stawia na nowe preparaty
>Giganci rynku farmaceutycznego ruszają z inwestycjami w opracowanie leków bazujących na substancjach halucynogennych. Zielone światło dla nowych medykamentów daje administracja Donalda Trumpa - przekazała stacja CNBC.
