Więcej informacji: Salvia Divinorum w Narkopedii [H]yperreala
Jeśli ktoś ma JAKIEKOLWIEK nawet delikatne problemy psychiczne to nie powinien nawet pomyśleć o paleniu ekstraktu.
Zgadzam się. Doświadczenie po salvi jest jedyne w swoim rodzaju i nie ma innej substancji, która by była w stanie na nie nas przygotować. Wszystkie substancje psychodeliczne jakie w życiu próbowałem, były niepodobne działaniem i doświadczeniem jakie wywoływały. Jeżeli chodzi o dysocjanty to nie mogę się wypowiedzieć - próbowałem tylko DXM i nigdy nie przekraczałem drugiego plateu. GDYBYM musiał postawić jakąkolwiek substancję obok salvi, jaką w życiu próbowałem, to byłby to Muchomor czerwony/plamisty w dawkach wysokich/heroicznych.
Moim zdaniem TYLKO niższe dawki SAMYCH liści salvi są w stanie przygotować nas do wysokich dawek i potężnego działania, jakie zapewnią nam ekstrakty.
Psychoaktywny kameleon. Dlaczego marihuana to nie psychodelik?
Rekordowe konsultacje: Polacy mają dość karania za roślinę.
Amerykanie zamieniają alkohol na konopie. Media straszą uzależnieniem, a statystyki pokazują sukces
Nagłówki amerykańskich i światowych mediów znowu uderzyły w alarmistyczne tony. Wszystko za sprawą najnowszych badań opublikowanych na łamach prestiżowego czasopisma JAMA Psychiatry, z których wynika, że w USA rośnie odsetek osób zmagających się z problematycznym używaniem marihuany (CUD) – szczególnie wśród mężczyzn powyżej 35. roku życia.
Indonezja: Najstarszy dowód na użycie substancji psychoaktywnej - sprzed 25 tys. lat
Mieszkańcy indonezyjskiej wyspy Sulawesi już 25 tys. lat temu wykorzystywali orzechy betelowe jako substancję psychoaktywną - wykazały nowe badania. Nawyk, który początkowo mógł być sposobem na złagodzenie bólu zębów, stał się najstarszym na świecie dowodem używania substancji psychoaktywnej.
Ibogaina a uzależnienie od ketaminy: co pokazał jeden opis przypadku
Recenzowany opis przypadku opublikowany w „Frontiers in Psychiatry” opisuje 30-letniego mężczyznę, u którego po podaniu ibogainy ustąpił jednoczesny głód ketaminy, kokainy i alkoholu, a abstynencja utrzymała się przez 17 miesięcy. To relacja o jednym pacjencie (n=1), a nie badanie kliniczne — i właśnie od tego ograniczenia trzeba zacząć, żeby dobrze zrozumieć, co ta praca wnosi, a czego nie rozstrzyga.