Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 167 z 362
  • 102 / 10 / 0
To było w takiej w kurwe zacofanej wsi 100lat za murzynami, gdzie pojechalem na wakacje do kuzyna, który rzucał mj a amfetaminę można było kupić u takiego umysłowo spierdolonego z przerzutami na resztę organizmu człowieka po 30, co od zawsze marzył by być szanowanym i bezwzględnym skurwysynem, który bez żadnych skrupułów zajebie człowieka deską z płotu i któremu nikt nie ma odwagi się przeciwstawić. No ale fetę miał taką chujową, że ja pierdole a że był jedynym, który coś miał (w promieniu chyba 50km a tu PKP ani PKS nie znajdziesz i zamiast samochodów jeżdżą traktor) to większośc zaopatrywała się u niego i myślała, że to takie ma być. Ja się czułem jakbym był w jakiejś osadzie Aborygenów, wszyscy byli tacy ograniczeni, że chuj :nuts:

Miałem ze sobą dość spory zapas białka to pomyslalem, że każdemu kto przyjdzie kupić mj zaproponuje paska i tak też uczyniłem.
Kilka dni później ludzie kupowali mj tylko po to żebym im posypał speeda. No ale wszystko co dobre szybko się kończy i zapas się skończył a ludzie chcieli więcej, przychodzili pod DOM i stali z nadzieją, że jednak coś się znajdzie jeszcze.
Zadzwoniłem po mojego dila (tego co matkę swoją autem potrącił) opowiedziałem jak wygląda sytuacja i przyjechał z 300g tak na początek bo tu biznes dobry bedzie.
Wieść o tym, że jest spid i co więcej można kupić ile się tylko chce rozeszła się w 1 dzień. Interes się kręcił no ale to nie był nasz teren tylko tamtego dilera, wkurwił się srogo i pewnego dnia wjechał traktorem w nasz DOM a rano pod drzwiami znaleźliśmy zabitego psa bez łap i przyklejona tasmą kartka "TO MUJ TEREN I UMRZECIE JAK TEN PIES HUJE" i razem z dilem spierdolilismy z stamtąd.

Do kuzyna dalej przychodzą i proszą o speeda.
  • 595 / 79 / 0
Z cyklu Felieton z pozytywką
Spoiler:
Niespełniony sen, podzielony świat

Niespełniony sen, podzielony świat

2,5-dimetoksy-4-bromofenyloetyloamina, znana szerzej jako 2C-B, to zawartość tak już na pewno znanych pigułek mickey mouse. Żółte maleństwa zawierają od 10 do 18 miligramów substancji o psychodelicznym spektrum działania. Są portem do zrozumienia czyichś uczuć i kluczem do wokabularnego metabolizmu swoich.

Przeglądam oferty pracy, wpatrując się w maksymalnie rozjaśniony ekran monitora. Mała reklama po prawej stronie listy ogłoszeń namawia do (o ironio!) profilaktyki chorób oczu i leczenia jaskry na Morawach, co miałoby przyczynić się przynajmniej do zwrotu z Narodowego Funduszu Zdrowia. Ale jeden atak hipochondrii dziś za mną (obszerny krwiak na prawej ręce po pobraniu krwi do jej morfologii przysporzył mnie o ciarki!), więc nie szukam kropel do oczu. Niech walentynkowy święty mikołaj dostarczy przez komin choć dwie tabletki sedatywnego leku uspokajającego, jaki wyciągnąłby mnie z Twin Peaks, które niezapowiedzianie ruszyło z kinem objazdowym w kinematograficzną podróż i zatrzymało się na noc właśnie u mnie. Przyjmę je choćby i przez inny komin, tak dla szybszego ich wchłonięcia się… Kontynuuję przeglądanie ofert. Korporacja, którą reprezentuje otwarty tu przed dwoma miesiącami supermarket, zatrudnia w całej Europie około 15000 ludzi. Jej strony internetowe, afiszujące elastyczny grafik, bogaty pakiet świadczeń socjalnych i zdrowotnych, a także wysoko premiowane konfidenctwo w stosunku do pozostałych pracowników zmiany, zderzają nas z wyretuszowanymi zdjęciami fotomodelów, jakichś Darka, Grześka i Pawła. W końcu znaleźli miejsce, w którym zostaną na dłużej! Umowa o pracę 12 miesięcy.

Chciałbym, by za kilkadziesiąt lat ktoś czytał to z ciekawością tak barwną, jak barwna jest plazma światła, wylewająca się zza kielichowego abażuru mojej lampy. Nie chciałbym jednak, aby jeszcze ktoś po mnie był doświadczalną myszką miki, zmierzającą swoich sił z tą aminą. Zostańcie przy kolorowych portfolio wielkich korporacji. Gdy byłem mały, wierzyłem, że to tak naprawdę wygląda. Tworzący takie portfolio – mający średnio 35-40 lat – nadal w to wierzą. I działa. Darek, Grzesiek i Paweł uśmiechają się do zdjęć całkiem naturalnie. Dla pieniędzy i nie dzięki narkotykom, ale z drugiej strony jest owiane tajemnicą, na co zarobek z sesji został później przeznaczony.
Człowiek jest kartą przetargową. Życie kończy się na lukratywnym sposobie jego wykorzystania. Bo pozostają mi już tylko uzurpacja obligacji, napady na bank i raj podatkowy na Szeszelach. Poznałem świat od strony niematerialnej i chcę Wam przekazać, że jest on odstręczający. Na dworze mgła. Czarne opary z kominów. Czarne sny samotnych babć, trzymających podstrychowe loka z dodatkowymi pokojami po odeszłych weteranach. Nekrologi w szafach, wypłowiałe ikony Chrystusa. Jesteśmy zawiedzeni. To nie to, co tkwiło w naszych młodzieńczych marzeniach. To nie pieprzony Disneyland.

Depresjo, wróć. Depresjo w najbardziej zaawansowanych przebiegach epizodów maniakalnych – wróć! Smutek a psychoza to jak bieguny południowy i północny. I przychylając się teraz ku psychozie, coś czuję, że nie ma nic pomiędzy nimi. Może jakiś zwrotnik, jak Raka czy Koziorożca. Przystanie ze znakami zapytania. Podróż, w której symbol tych znaków zmazywany jest dotąd, aż zostanie sama kropka. Wszystko mnie przeraża. Chce mi się płakać. Jest mi gorąco w skronie, ale gdy podnoszę wzrok, jest mi zimno w sercu. W momentach jak ten oddałbym 90% swojego majątku za tabletkę zolpidemu lub jakiejkolwiek benzodiazepiny. Błądzę, a muszę zdążyć. Gonią mnie liczby, a ja gonię je. Mama kończy w kwietniu 55 lat, tacie w styczniu stuknęło 58. Kiedy?
Mówi się, by nie robić dzieci zbyt późno, bo zabraknie później sił na wspólne bieganie po boisku czy wycieczki rowerowe. Moi zdążyli z tematem, choć pamiętam stan przedzawałowy ojca, gdy nalegałem, by poszedł pograć ze mną w piłkę, a gdy miałem 10 lat. Później pojawia się jednak bezsilność. Tato traci siłę, by pracować w magazynie, mama staje się kurką domową. Jeszcze próbujący nawlec ostatnie strzępy swych dorosłych marzeń, może dziecięcych wizji, a może ostatnich erotycznych fantazji – powoli powiększają grono senioratu. I choć z matki nie zrobię już Wandy Kwietniewskiej czy po prostu żadnej czterdziechy z pazurem (choć bym chciał), i choć w ojcu nie wskrzeszę Roba Halforda i żadnego apacza na koniu, to zapewnię im należyty byt, tak od już kilku lat uzależniony od moich kondycji zdrowotnych, a co za tym idzie – finansowych.

Ile życia przeminęło mi z wiatrem? A ile tych momentów zrobiło trwały uszczerbek na mojej psychice?

Ile waży koń trojański?


Perfect
Niewiele Ci mogę dać
Perfect
Polskie Nagrania „Muza”, 1981

Piszesz ładnie, ale to nie pasuje do tego tematu. Przenieś się, proszę, do TripNote, bo będę musiał dać Ci ostrzeżenie. - Fene
11 sierpnia 2020CATCHaFALL pisze:
Ty kurwo już sklej tą pizdę tak samo, bo ani to śmieszne, ani żałosne w twoim wykonaniu.
  • 6 / / 0
Siedzimy sobie ekipą na ławce na osiedlu ciepły letni wieczór na warszawskim blokowisku, tankujemy perłe mocną jeden kolega wstał i powiedział ze jedzie do centrum po talerze i ze będzie spowrotem za 40 minut gdy wrócił zaoferował mi pół talerza namawiac mnie nie musiał i sobie zarzuciłem odłaczylismy sie od ekipy i mielismy isc na balet w dzielnicy obok przylazimy na miejsce juz nam weszło a tam na tym balecie pały i ze mamy konczyc balet bo juz po 24 %-D spotkalismy tam paru znajomych i skoro nawet nie zaczelismy imprezy stwierdzilismy ze jedziemy nad wisłe po drodze kupilismy pol litra (ja juz po 5 mocnych piwach) no i jedziemy tym autobusem wybombilem prawie 0.5l sam bo kolega nie chcial pic, pamietam ze jestesmy nad wisła o 01:00 a potem czarna dziura i nastepne co pamietam to jak o 6 rano jestem w jakims mieszkanku w kamienicy (z opowiesci dowiedziedziałem sie ze nad wisła robiłem niezłe bydło podbijałem ciagle do jakis lasek i sposób w jaki je próbowałem wyrwać niekoniecznie był elokwetny %-D ogólnie chciałem bic jakiegos typa ale mnie odciagneli i pare innych dziwnych akcji) okazuje sie ze to mieszkanie w kamienicy nalezy do mojej kolezanki z liceum której nigdy nie lubiłem i w sumie to zawsze jej dokuczałem jak jeszcze chodzilismy do szkoły, wszyscy w tym mieszkaniu nakurwiali jakis syfiasty proch oczywiscie ja z nimi potem okazało sie ze ma duzo browarów w lodówce wiec zaczalem znowu pic i znowu mi sie urwał film :blush: z tego co pamietam to nie wiedziec czemu zapierdoliłem jej cały makaron w domu bo jej nie lubiłem i potem go rozsypałem na klatce i powyrzucałem sztućce za okno cisnałem sie ze wszystkimi a wyszedłem od niej o 10 będac przekonany ze jest noc pomimo ze słońce tak napierdalało ze na chodniku mozna by jaja na śniadanie usmażyc i kłóciłem sie z kolega ze z tego przystanku nie jedzie nocny i ze stad nie wrocimy do domu :blush: gdyby nie ten pigl i ten syfiasty proch to po takiej ilosci alko bym sobie poszedł grzecznie spać a tak to jak nie mogłem to odpierdalałem chore rzeczy
  • 3471 / 736 / 9
Idziemy z typem z lombardu. Pchnąłem tam jakiegoś fanta z chaty. Jea mamy 70 zł, zapierdalamy do apteki po acatar. Typ do mnie:
- "mógłbyś kupić mi thiocodin?"
- "chyba mógłbyś zwalić mi dupą."
Słyszał to mały chłopiec idący z mamą za rękę, na tyle duży, że musiał rozumieć.

Dziś jesteśmy tymi przed którymi ostrzegali nas rodzice. %-D
Nawet Obi-Wan Kenobi był kiedyś helupiarzem.
  • 2881 / 302 / 0
ale dałeś mu na ten thiocodin w końcu?
Więc się w miasto wypuszczam
niech Bóg będzie ze mną jak autodestrukcja
masz wyraźny kształt, a świat to iluzja
jakbym te twoje pieniądze miał to bym je puszczał
  • 3471 / 736 / 9
Nie, kupiliśmy sudafed, ja piwa, on Amarene i poszliśmy na ostatnie piętro wieżowca ugotować kota.
Nawet Obi-Wan Kenobi był kiedyś helupiarzem.
  • 2897 / 619 / 10
Może nie do końca narkomańskie, ale mnie niesamowicie rozbawiło %-D
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Hiperrealna propaganda w polskiej sieci
  • 12 / 1 / 0
Akcja się rozegrała ostatnio.
Normalnie nie jem Xanaxu, ale tego wieczoru uraczyłem się
tabletką 1mg zapijając browarkiem, bo mówią że benzo i alko to dobry duet.
Nic.
Jakieś półtorej h później miałem około 4 mg i kilka piw w systemie, w tym momencie pęka klisza a ja zaczynam kręcić filmy.
Odzyskałem przytomność pod drzwiami- dotarłem do domu na autopilocie jak kocur- pokaranego, nieprzytomnego na wycieraczce "odnaleźli" mnie sąsiedzi %-D
Rano dokonując obdukcji, odnotowałem ubytki na zdrowiu, które mnie zniechęciły do benzodiazepin. Chyba zostałem przekopany ale musiałem się bronić bo nadgarstki też rozjebane. Albo się po prostu wypierdalałem co 15 metrów na ryj spadając na nadgarstki.
NIE WIEM.
Spoiler:
OFC wszystko zgubiłem portfel prawo jazdy dowód karty bankomatowe- wszystko zastrzegłem po to, aby następnego dnia odnaleźć w skrzynce pocztowej (bez gotówki, ktoś sobie zatrzymał).
Taka historia, że aż dostałem nauczkę.
Uwaga! Użytkownik samsqunk jest zbanowany na hyperrealu. Nie odpowie na próbę kontaktu, ani nie przeczyta odpowiedzi na post.
  • 5839 / 1209 / 43
Z cyklu bajki dillerów.
Kilku kolesi handlowało speedem. W hurcie po 10zł / g. Mieli swoich ludzi, którzy brali od nich. Dawali im w kredo.Gość wziął 100g. Nie oddał. Poprosił na kolejne 100, żeby się spłacić. Nie oddał.
Jak to w filmie tak i w życiu. Znaleźli go na mieście. Wpakowali do auta. Odjechali w kierunku lasu i pojechali na grzyby. Po drodze zgarnęli Andrzeja - amatora wódy i włada, podstarzałego geja. Posypali mu węgorza. Był piękny jesienny poranek. Pachniało igliwiem sosnowym... Wyciągnęli gościa i przywiązali do drzewa. Zawiązali mu usta. Resztę miał zrobić Andrzejek.
Podobno facet płakał jk dziewczynka, kiedy Andrzej go posuwał. Najpierw powoli, powoli, aż pchał mu całego po same kule. Stali i palili trawę bawiąc się przy tym jak pojeby. Facet zlał mu się w dupę i odjechali.
Podobno kasę im oddał. Ale wyobrażam sobie, jak musiał się z tym czuć i i co czuł w chwili, gdy nabrzmiały, mokry, cuchnący kutas penetrował jego dupę.
>A komendant po tym gównie ląduje na Kolskiej.
  • 414 / 47 / 0
No to może trochę oldschoolu...
Z cyklu bajki moich kuzynów ze Szczecina. Lata '90
Była sobie ekipa, wszyscy trzymali się razem. Jak to w życiu, jeden zaczął lecieć w chuja. Ostro ćpał, pożyczał i nie oddawał, kłamał, oszukiwał swoich. Wpakowali go od bagaja i wywieźli za miasto na łąkę gdzie pasły się krowy. Tam rozebrali go do naga, przywiązali do drzewa, oblali mu chuja mlekiem i wystawili na pastwę cielaka...

Z cyklu bajki starych Żnińskich punków. Lata'90
W Żninie była sobie ekipa co ściągała kasę od bogatych biznesmenów-cwaniaków. Różnili się jednak od innych. Pakowali delikwentowi do mordy kwasa i jeździli z nim w bagaju kilkanaście godzin po różnych zadupiach. Nie robili mu w ogóle krzywdy. Każdy oddawał siano...
5-HO-La La LaND
ODPOWIEDZ
Posty: 3616 • Strona 167 z 362
Newsy
[img]
Rodacy odstawiają alkohol i papierosy. Sklepy na osiedlach już liczą straty

Jak podaje Polska Izba Handlu i CMR, w listopadzie 2025 r. całkowita wartość sprzedaży w sklepach małoformatowych spadła o 1 proc., natomiast łączna liczba transakcji w tym formacie sklepów obniżyła się o 4,6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

[img]
Maroko stawia na legalne konopie. Ulga dla tysięcy farmerów

Największy na świecie producent konopi indyjskich stawia na legalizację upraw. Po dekadach działania w cieniu, rolnicy z regionu Rif mogą wreszcie pracować bez obaw o aresztowanie. Legalizacja przynosi nowe możliwości, ale też wyzwania — nielegalny rynek wciąż ma się dobrze, a rolnicy narzekają na problemy z wypłatami za plony.

[img]
USA: Donald Trump usunie marihuanę z listy najcięższych narkotyków?

Stało się to, o czym spekulowano od miesięcy. Donald Trump, mimo oporu konserwatywnego skrzydła własnej partii, ma sfinalizować proces reklasyfikacji marihuany. Konopie mają trafić z surowego Wykazu I (gdzie są traktowane na równi z heroiną) do łagodniejszego Wykazu III substancji kontrolowanych.